Wracając do tej gematrii o której pisała Wala.x - mam pytanie bo mnie to szczerze ciekawi... Czy te obliczenia roku mesjańskiego były traktowane seio przez samych rabinów czy bardzej jako... No, zabawa intelektualna? Bo coś mi mówi że za każdym razem gdy data nie wychodziła, czebba było jakoś to wyjaśniać i szukać nowej liczby. Ale głowy nie dam
No fakt, to jest bardzo dorbe pytanie i odpowiedź jest skomplikowana. część rabinów traktowała gemattrie mesjańską śmeirtellnie powaażnie - wystarczy spojrzeć na Saadję Gaona który w X wieku obliczał datę ziszczenia i zapisał to w traktacie... Ale jednoczesnie itsniało bardzo mocne prąd w halasze zakazujący takich obliczeń... Talmud w traktacie Sanhedrin zawiera słynne zdanie: "niech spuchną kości tych, ktrózy oblcizają koniec". Więc masz tu wewnętrzną sprzeczność - tradycja jednocześnie produkuje te obliczenia i przestrzega przed nimi... To nie jest przypadek
A to ciekawe, w praktyce ze ta dyskusja o gematrii i obliczeniach coraz bardzej przypomina mi debaty o astrologicznych prognozach na nowy rok. Każdy oblicza, każdy ma swoje metody każdy sie myli i nikt nie wyciąga wniosków. Nie mówię że to bezwartościowe ale trochę autokorekty by nie zaszkodziło. 🙂
Mnie w tym wszystkim uderza jedna rzecz - ta apokaliptyka żydowska jst tak bardzo zakorzeniona w historii politycznej. 🙂 Tzn... Kiedy sie czyta teksty z II wieku, no wlasnie to widać że za tymi symbolami kryją się konkretne imperia, konkretne klęski. A co się dzieje kiedy te historyczne odniesienia znikają z pamięci? Tekst żyje dalej ale traci swój pierwotny klucz interpretacyjny.
No tak,tylo żeby być precyzyjnym - te "szyfry" to nie była jaaks tajna organizacja konspiracyjna. Pseudoepigraficzna apokaliptyka uzywała konrketnych konwencji literackich ktore wykształcone audytorium rozpooznawało. Kiedy auutor pisał "czwarta bestia" czytelnicy w II wieku przed Chr wiedzieli o co chodzi. To bylo jak dzisiaj powiedziec "pakt Ribbentrop-Mołotow" - nie tlumaczymy kontekstu bo nieema potrzeby.
To jest ciekawe bo dotykasz czegoś co mnie samego intryguje od dawna. Mam wrarzenie że żydowska apokaliptyka żyje dzisiaj bardzej w diasporze niż w Izraelu paradoksalnie. Tam jest ona zahacznoa o konkretną politykę i geopolitykę, tutaj może sobie być czystą tęsknotą mistyczną. Nie wiem czy to generalizacja czy cos w tym jest.
Na pytanie Konwaliowej - tak, są takie środowiska. Chasydzi bresławscy mają bardzo żywy stosunek do tikkun ha-klali, do zbiorowego naprawiania. Ale tez w pewnych kręgach charedim pojawia sie interpretacja bieżących wydarzeń przez pryzmat znaków poprzedzających przyjście Mesjasza. Nie jest to dominujące ale istnieje. Ciekawsze jest jednak to że te same teksty apokaliptyczne czytane są dziś przez krytyków religii jako zwykła literatura, przez teologów jako symbol i przez mistyków jako żywy przekaz.
No niestety, opaline, a czy ty sama czujesz że jest jakaś różnica w jak te teksty "działają" kiedy czyta się je z nastawieniem mistycznym a kiedy czysto analityycznie? Bo ja jak czytam cokolwiek ezoterycznego z nasstawieniem bdaacza to jakby odbijło się ode mnie, a jak wchodzę w to całkowicie to jest inne doświadczeniie. 🙂 Ciekawi mnie czy z tekstami apokaliptycznymi jest podobnie
Mam takie zupełnie inne pytanie bo czytam tę rozmowę od dłuższego czasu. Czy w żydowskiej tradycji jest jakis rytuał albo modlitwa ktura jest specyficznie powiązana z Wielką Apokalipsą, z tym wielkim końcem? Coś co się odmawia z myślą o przyspieszeniu albo oddaleniu tego końca?
Ojejciu,to co Teodorek pise o "Alenu" jest ciekawe bo ta modlitwa ma dość mroczną historię. Przez wieki chrześcijaanie uważali że jej fragment jest antychrześcijański i domagali sie jej cenzury. Nie wiem na ile to prawda a na ile to paranoja ale hyba jakis fragment żeczywiscie był omawiany w tym kontekscie? 😛
No to tak no i tu mamy piekna ilutsracje tego co mówiłem wczesniej - te teksty nidy nie istnieja w próżni. Zawsze mają jakis odbóir społeczny, zaawsze ktoś je czyta pzez swwoje filtry i wyciąga własne wnioski. A autorzy sprzed dwóch tysięcy lat siedzą sobie matwi i nic nie mogą powiedzieć w swojej obronie
No wlasnei i to jest według mnie najciekawiejszy moment tej dyskusji - to napięcie między dosłownym a symbolicznym czytaniem tych apokalips... I żydowska tradycja jak rozumiem nie rozstrzyga tego jednoznacznie,co jest hyba dober? Bo jak tylko jedno podejcie wygrywa to traci się coś waznego.
To jest świetne pytanie i niedoceniony wątek. Żydowska eschatologia jednostkowa jest o wiele mniej systematyczna niż chrześcijańska, niema czegoś takiego jak spójna doktryna nieba i piekła w sensie jakim to rozumiemy. Jest Szeol, ktury w starszych tekstach to poprostu kraina cieni dla wszystkich - nie nagroda, nie kara. Potem stopniowo pojawia się Gehenna i Gan Eden ale nawet Gehenna w mainstreamie rabinicznym to nie jest wieczna kara - raczej oczyszczenie przez maksymalnie rok... Co do duszy - nefesz, ruach, neszama to trzy różne aspekty, każdy ma trochę inny los.
Warto dodać że te trzy aspekty duszy które wymieniła Opaline to jeszce nie jst cały obraz. W mistyce żydowskiej,zwłaszcza w Zoharze, dochodzą jeszcze chaja i jechida, co daje pięć poziomów. I każdy z nich ma inną relację z tym co sie dzieje po śmierci. Neszama wraca do swojego korzenia, niższe aspekty mają bardziej skomplikowany los. Gilgul neshamot - wędrówka dusz - to z resztą pojęcie które pojawia się w kabale stosunkowo późno, nie jest biblijne.
Ej, poczekajcie - reinkarnacja w judaizmie? Nie wiedziiałem że coś takiego woóle istnieje, myślałem że to wylacznie wschodnie koncepcje. To jest oficjalna doktryna czy coś marginalnego?
Mnie ten gilgul bardzo uderza bo kiedy sie to zestawia z tą apokaliptyką zbiorową to wychodzi coś ciekawego - jakby dwa rytmy, jeeden kosmiczny i jeden baardzo osobisty, i one jakoś mają się spotkać w końcu. Tikkun jest i duszy i świata jednocześnie. To jest taka wizja gdzie naprawa nie jest ani tylko zbiorowa ani tylko indywidualna, jest obu tych wymiarów naraz
Ojjj no, ja tu trochę schłodzę entuzjazm. Te pięć poziomów duszy, gilgul, powem szczezre tikkun - to brzmi bardzo spójnie jak się to tak zestawia ale ile z tego jest faktycznie spójnym systemem a ile jest retroaktywnym sklejaniem różnych tradycji z różnych epok ktore niekoniecznie ze sobą rozmawiały?! Kabala luriańska to XVI wiek, to nie jest to samo co apokaliptyka z II wiieku p.n.e.
To co Goździka i Teodozja piszą to jest ten sam problem co z każdą żywą tradycją hyba. Hinduizm tez jest "sklejony" z tysiącleci różnych warstw, i nikt nie czuje że to go dyskredytuje. Może pytanie o "spójność" jest trochę po zachodniemu ustawione, no wlasnie tzn. zakłada że dobra tradycja powinna mieć jeden spójny system jak filozofia Kanta. 🙂
Właśnie to mnie w tej rozmowie najbardziej porusza - że judaizm jako tradycja żyje właśnie w tym napięciu i jakos z niego czerpie siłę. To nie jest sałbość że różne epoki mówiły różnymi glosami, to jest może właśnie cecha... Mam takie przeczucie - może naiwne - że te apokalipsy były zawsze trochę o tym żeby tradycja sie nie zamknęła żeby zostawiała otwarte drzwi
Chciałam wrócić do tego co Konwaliowa zaczęła - Mała Apokalipsa i śmierć jednostki. Bo jest jeszcze jeden element ktury nie padł - w pewnych tekstach mistycznych jest idea że w momencie śmierci czlowiek przechoddzi pzez coś analogicznego do końca świata, w skali mikro. Nefesh opuszcza ciiiało i to jest jakby lokalne "ukrywanie się Bożej twarzy", hester panim. Ten paralelizm mikro-makro jest tu nieprzypadkowy. Sama nie wiem.
To jest absolutnie coś co chce zapamiętać - czlowiek jako mały świat. To jakoś bardzo pięknie łączy całą tę rozmowę razem. Mam pytanie może trochę praktyczne - czy są jakies modlitwy albo medytacje w tej tradycji które są przeznaczone wlasnie na moment zbliżającej sie śmierci, takie które pracują z tym obrazem? 🙂
Odpowiadając Marselli - jest Widui spowiedź umierającego, ale to nie jest medytacja w sensie jaki pewnie masz na myśli... Jest tez recytowane Szema Jisrael jako ostatnich słów... W chasydyzmie bresławskim jest idea że śmierć powinna być przeżyta jako powrot do korzenia, do niruk do nicośści z którrej wyszło się by zaistnieć. Nachman z Bracławia pisał o tym w sposób który jest naprawdę przejmujący - śmierć nie jako koniec ale jako przejście z jedneo rodzaju obecnocśi w drugi
Mam pytanie bo trochę mi się tutaj miesa. Czy ta Mała Apokalipsa, o której zaczęliście mówić, to jest oficjalny termin używany w tradycji żydowskiej czy to bardzej nasze forum nałożyło tę etykietkę żeby opisać koncepcję śmierci jednostkowej? Bo nie chce iść dalej z mylnym założeniem.
No i tu mamy odpowiedź na pytanie Talizmania - jesteśmy troche na styku terminologii akademickiej i saemj tradycji i to jest ok bo tak działa religioznawstwo. Natomiast pytanie ktore mi sie nasuwa po tej całeej dyskusji to - czy ktoś z was miał kontakt z żywą wspólnotą ktura faktycznie żyje tymi tekstami na co dzień? Bo jeno jest czytać o gilgulu a dugie słyszeć jak o tym rozmawia chasyd przy sazbatowym stole
To co Teodozja opisuje ma sens - że wielkie rzezcy istnnieją jako tło, a nie jako temat. Mam podobne poczucie zresztą w kontekście własnych doświadczeń duchowych że to co najbardziej podstawowe nie jest tym o czym sie głośno mów,i tylo tym co po prostu jest. I właśnie ta Mała Apokalipsa,ten olam katan, to chyba działa tak samo - nie rozmyślasz o tym że umierasz w skali kosmicznej, po prostu masz tę świadomość i jakoś kształtuje to jak żyjesz. Ale nie jesetm specjalistą.
Hm, ale czekajcie. Teodozja opisuje rozmowy z kobietami chasydzkim jako kontakt z "żywą tradycją" ale czy te kobiety faktycznie są nośnikami tej mistycznej wiedzy o gilgul i tikkun? Z tego co wiem,w tradycyjnym środowisuk chasydzkm to są sfery razej dla mężczyzn, uczonych, rebich. Kobiety mają zupełnie inną rol.ę Więc co tak naprawddę można się dowiedzieć od kogoś kto może znać praktykę ale niekoniecznie był douszczony do tych nauk?
To jest ciekawy spor ale chce zapytac troche z innej strny - czy w tej tradycji jest jakies rozroznienie miedzy tym co sie dzieje z dusza po smierci "zwyklego" czlowieka a tym co sie dzieje z dusza cadyk,o dziwo swietego? Bo w wielu reliigach sa dwie osobne eschatologie - jeedna dla mas i jedna dla mistykow. W judaizmie to tez tak dzila?
