Mam zapisane z jednego artykułu, że właśnie ta niemożność stopniowego kompromisu była powodem, dla którego chrystianizacja Syberii była powierzchowna przez tak długo. Ksiądz mógł ochrzcić wszystkich w wiosce, ale potem wracał i szaman nadal działał, bo spełniał funkcje, których ksiądz nie był w stanie przejąć. Kto zszedł do świata umarłych po zaginioną duszę chorego dziecka? Nie proboszcz.
To co piszesz o konkretnych ludzkich potrzebach - chorym dziecku, duszy matki - uderzyło mnie bardzo. Bo zastanawiam się, czy Książę Mira jako postać był właśnie odpowiedzią na tę granicę między żywymi a umarłymi w bardzo praktycznym sensie? Tzn. szaman nie szedł do niego po filozofię, tylko po konkretne informacje - gdzie jest dusza, czy wróci, co jej grozi?
Czyli trochę jak samospełniająca się przepowiednia? Rola kształtuje człowieka i jego otoczenie jednocześnie go w tej roli umacnia? Ale wracając do Księcia Mira - czy on miał jakieś wyraźne cechy fizyczne, opis wyglądu, które powtarzają się w różnych tradycjach? Bo jak dotąd mówimy o nim bardzo abstrakcyjnie.
Mnie to z koeli kojarzy się z tymi opowiadaniami o rusałkach czy mamunach ze wschodniej słowiańsczyzny, które też zmieniają postać zaleznie od tego kto je widzi. Czy to mogło być jakieś wspólne źródło, czy raczej przypadek?
Jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie że cały szamanizm syberyjski był w gruncie rzeczy bardzo zakorzeniony w energetyce ciała - te przejścia, te zmiany płci, kontakt z bóstwem - to wszystko brzmi jak praca z czakrami i kanałami energetycznymi, tylko opisana innym językiem. Czy ktoś widzi takie powiązanie?
Jest w tym racja, ale Ismer ma też rację, że analogia może prowadzić na manowce. W przypadku Księcia Mira szczególnie - jeśli nałożymy gotową siatkę pojęciową z innej tradycji, możemy nie zauważyć tego, co jest specyficzne i unikalne w tej konkretnej postaci. A ona jest naprawdę osobliwa, bo łączy w sobie funkcje, które w innych tradycjach są rozdzielone między kilka bóstw.
A mogłabyś powiedzieć więcej o tych połączonych funkcjach? Bo z tego co rozumiem, Książę Mira to i władca umarłych, i opiekun granicy, i partner rytualny szamana - to jest bardzo dużo jak na jedną postać. Czy to nie sprawiało, że był trudny do uchwycenia nawet dla samych wyznawców?
Dobra, ale wracając do tego Mikołaja z Miry - czy ktoś sprawdzał, jak ta postać funkcjonuje w tradycji prawosławnych ludów Syberii w praktyce? Bo jedno to zbieżność nazwy, a drugie to czy faktycznie ludzie oddawali mu cześć w kontekście, który wcześniej należał do Księcia Mira. Rodis, masz jakieś konkretne źródła do tego?
I właśnie to jest największa luka w tej całej układance. Wiemy, że przejście nastąpiło, wiemy mniej więcej jakie funkcje się przeniosły, ale nie wiemy dokładnie jak - czy to był świadomy wybór wspólnoty, czy narzucone przez misjonarzy, czy może samoistny proces, który sam z siebie znalazł wyjście przez najwygodniejszą szczelinę. Mam wrażenie, że te trzy możliwości mogły działać jednocześnie i w różnych proporcjach w zależności od regionu.
A co z tym dodatkowym kontekstem, który był zasygnalizowany na początku wątku - o seksualnym wymiarze obrzędów? Bo przez całą rozmowę omijamy to dość starannie, a wydaje mi się, że chrystianizacja właśnie tego elementu dotyczyła najbardziej brutalnie. Czy ktoś może rozwinąć, jak Książę Mira funkcjonował w kontekście rytualnej erotyki?
To jest niesamowite i trochę niekomfortowe jednocześnie. Czy te praktyki były powszechne czy jednak wyjątkowe? I czy uczestnictwo w czymś takim było dobrowolne dla szamana, czy traktowane jako rodzaj powołania, którego nie można odmówić?
To pytanie o dobrowolność jest kluczowe i chyba nie ma na nie prostej odpowiedzi. W opisach, do których dotarłam, pojawia się coś, co można określić jako wybranie przez ducha - szaman nie wybierał sobie Księcia Mira jako partnera rytualnego, to Książę Mira 'wzywał' szamana, często przez chorobę inicjacyjną, i odmowa albo ignorowanie tego wezwania kończyło się śmiercią lub obłędem. To nie brzmi jak wolność wyboru w żadnym sensie, który byśmy dziś rozumieli.
I właśnie to tłumaczy, dlaczego chrystianizacja musiała iść tak głęboko w re-interpretację całego tego systemu, a nie tylko zmianę nazw. Misjonarze nie mogli zostawić tej praktyki i przykryć ją chrześcijańskim werniksem - ona była zbyt centralna i zbyt widzialna w strukturze społecznej. Szaman, który był 'żoną ducha', był kimś publicznie rozpoznawalnym. Jak to masz wymazać bez wymazania całej roli szamana?
Ale czy to znaczy że szamani byli jakos traktowani jako 'inni' pod wzgledem płci w tych spolegznościach? Jakie mieli miejsce społeczne poza rytuałami, żyli jak wszyscy inni?
Słucham tego i myślę, że to jest dokładnie ten rodzaj duchowej androgynii, który pojawia się we wszystkich tradycjach mistycznych, kiedy ktoś osiąga wyższy poziom - połączenie pierwiastka żeńskiego i męskiego, czyli to, co w symbolice czakr oznacza zjednoczenie Szakti i Sziwy. Może Książę Mira był właśnie tym wewnętrznym wzorcem, który szaman musiał ucieleśnić?
