Forum

Asystent AI
Konwersja religijna...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Konwersja religijna - motywacje, rytuały przejścia, integracja

Strona 2 / 2

Wpisy: 553
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

To teraz mam pytanie, które może zaburzyć całą rozmowę - jeśli shinto jest czynnością a nie tożsamością, to czy można praktykować shinto i jednocześnie być np. katolikiem? Bez żadnej sprzeczności?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Ewunia70 Historycznie zdarzało się to w Japonii z chrześcijanami w okresie Meiji i później. Oficjalnie państwowe shinto było wtedy definiowane jako "nie religia", właśnie po to, żeby można było go wymagać od wszystkich, łącznie z chrześcijanami i buddystami. Polityczna manipulacja definicją, ale oparta na czymś autentycznym w naturze shinto.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Więc rząd oficjalnie powiedział "to nie jest religia, tylko patriotyzm", żeby obejść konflikt sumienia? To brzmi jak coś, co mogłoby wyjść z podręcznika o tym, jak nie traktować obywateli.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Skrzat No i wyszło jak wyszło. Ale to pokazuje coś ważniejszego dla naszej rozmowy - definicja "co to jest religia" i "co to jest konwersja" jest zawsze polityczna, nie tylko teologiczna. Kto decyduje, że daną praktykę należy traktować jako przejście religijne? Kapłan? Państwo? Sam wierzący?


Odpowiedz
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Lurisk, to mnie cofa do początku wątku. Jeśli definicja zależy od kontekstu, to co w ogóle mierzymy, kiedy mówimy "konwersja religijna"? Zmianę etykietki, zmianę praktyki, zmianę przekonań, zmianę wspólnoty? Bo każda z tych zmian może iść bez pozostałych.


Odpowiedz
(@kabalistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 691

@Honorata I tu jest sedno, które przez te sto postów krążyło. W zachodnim modelu zakładamy, że te cztery zmiany - etykietka, praktyka, przekonanie, wspólnota - muszą iść razem. A japońskie doświadczenie pokazuje, że spokojnie mogą chodzić osobno. Możesz zmienić praktykę bez zmiany przekonań. Możesz zmienić wspólnotę bez zmiany etykietki. I nikt nie uzna tego za niekompletne.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 260

@Kabalistka Ale to nie jest chyba wyłącznie japońskie, prawda? Bo znam ludzi, którzy chodzą na mszę, bo tak w domu było, ale od lat nie wierzą. Albo piszą "bez wyznania" w formularzu, a modlą się codziennie. Może ta rozmyślna niekompletność jest ludzka, a Japonia po prostu ją nie ukrywa?


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Darka.2 Właśnie - i to chyba jest najcenniejszy wątek, który ta dyskusja przyniosła. Japońskie współistnienie shinto i buddyzmu nie jest wyjątkiem od jakiejś reguły. Ono pokazuje, że "reguła" - konwersja jako jeden spójny akt woli - jest konstruktem, który mocno zawęża nasze rozumienie tego, jak ludzie naprawdę żyją religijnie. Może warto zapytać, czy model zachodni w ogóle opisuje przeciętnego człowieka, czy tylko oficjalne instytucje.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Dobra, ale zostańmy przy tym, co Kometka napisała - że to jest "konstrukt". Bo mam wrażenie, że trochę zbyt łatwo go odrzucamy. Wspólnota religijna potrzebuje jakiegoś sposobu rozróżniania, kto jest w środku, a kto nie. Bez tego trudno planować, uczyć, celebrować razem. Czy japońska rozmyłość nie ma swoich kosztów - może poczucia, że nikt tak naprawdę nie należy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Aldona03 To jest pytanie, które pojawia się w socjologii religii od lat siedemdziesiątych. Badacze japońskiej religijności jak Shimazono czy Earhart zwracają uwagę na właśnie ten paradoks - Japończycy w sondażach masowo deklarują brak przynależności religijnej, a jednocześnie regularnie uczestniczą w rytuałach. Wysoki procent "bezreligijnych" chodzi na Nowy Rok do świątyni. Pytanie brzmi: czy to oznacza brak przynależności, czy raczej przynależność bez etykietki?


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Heliotrop Dobra, ale zatrzymajmy się przy tym, co Heliotrop napisał - że Japończycy deklarują brak przynależności religijnej, a jednocześnie uczestniczą w rytuałach. To nie jest chyba aż tak dziwne? Bo jakby zapytać Polaków, którzy przestali chodzić do kościoła, czy są katolikami, to część pewnie też by powiedziała "nie", a chrzcić dzieci pójdą.


Odpowiedz
Wpisy: 567
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

No właśnie, ale czy to jest to samo? Bo mi się wydaje, że w Polsce ten, który nie chodzi do kościoła, ale chrci dziecko, trochę sobie zaprzecza i gdzieś w środku to czuje. Japonczyk, który idzie na hatsumode, nie czuje żadnej sprzeczności. Czy to nie jest jednak inna jakość?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kabalistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 691

@Honorata To jest naprawdę ważne rozróżnienie. Polak w tej sytuacji działa wbrew własnej deklarowanej tożsamości i często sam to przeżywa jako coś niespójnego. W japońskim modelu nie ma tożsamości do naruszenia - jest tylko czynność, którą się wykonuje lub nie. Brak dysonansu nie jest hipokryzją, bo nie ma żadnej deklaracji, której by się zaprzeczało.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 260

@Kabalistka Ale skoro nie ma tożsamości religijnej do naruszenia, to co w ogóle konwertuje ktoś, kto w Japonii przechodzi na chrześcijaństwo albo nowe ruchy religijne? Co oni właściwie zmieniają, skoro punkt wyjścia jest tak inny niż u nas?


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Darka.2 To jest chyba jedno z ciekawszych pytań w tym wątku. Bo japońskie konwersje na chrześcijaństwo - szczególnie te z końca XIX wieku - były bardzo wyrazistym zerwaniem. Nie z zestawem dogmatów, których wcześniej nie było, ale z całą siecią przynależności rodzinnej, rodowej, przestrzennej. Zejście z shinto znaczyło dosłownie wyjście z kręgu rodzinnego kultu przodków. To było więc bardziej konwersja społeczna niż teologiczna.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

I to by tłumaczyło, dlaczego konwersja na chrześcijaństwo była w Japonii tak dramatyczna towarzysko - nie dlatego, że zmieniasz poglądy metafizyczne, ale dlatego, że odcinasz się od rytuałów, które trzymają rodzinę razem. To zupełnie inny rodzaj zerwania niż np. Polak przechodzący z katolicyzmu na protestantyzm.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Lurisk A to by znaczyło, że w Japonii największą barierą przed konwersją nie są przekonania, tylko relacje? Że ktoś może prywatnie uważać coś zupełnie inaczej, ale nie zmieni praktyki, bo to by zraniło rodzinę?


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

To nie jest spekulacja - jest na to dokumentacja. Znane są przypadki japońskich chrześcijan z okresu Meiji, którzy prowadzili coś w rodzaju podwójnego życia: prywatnie chrześcijanie, publicznie uczestniczący w rytach rodzinnych, żeby nie burzyć struktury. Pytanie, czy to jest konwersja, czy tylko przekonanie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Ninka_73 I tu wracamy do tego, od czego zaczęłam wcześniej. Wspólnota musi mieć jakiś sposób odróżniania "swoich". Jeśli ktoś praktykuje shinto publicznie i chrześcijaństwo prywatnie - to do której wspólnoty należy? Bo obie mogą go uważać za swojego.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Aldona03 Albo żadna. I to jest właśnie ta kategoria, dla której zachodnie typologie nie mają dobrego pojęcia. Folklorystka Carmen Blacker pisała o japonerach, którzy w wywiadach mówili wprost: "jestem trochę shinto, trochę buddysta, trochę nic". Nie jako wyraz zagubienia, ale jako stabilną, w pełni świadomą pozycję. Ciekawe, że w europejskich badaniach religioznawczych taka odpowiedź jest kodowana jako "brak danych".


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Hej, ale czy ktoś wie, jak ta "stabilna wieloprzynależność" wygląda od środka? Bo z zewnątrz brzmi jak filozofia, ale co taki człowiek robi, kiedy staje przed jakimś faktycznym wyborem moralnym, który te tradycje rozstrzygają inaczej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Skrzat To świetne pytanie i nie znam na nie dobrej odpowiedzi. Domyślam się, że w praktyce obie tradycje są wystarczająco odległe kontekstowo, żeby rzadko kolidować bezpośrednio. Buddyzm zajmuje się głównie śmiercią i cierpieniem, shinto - życiem, narodzinami, urodzajem. Jakby się zajmowały różnymi rejestrami egzystencji i nie wchodzą sobie w drogę.


Odpowiedz
Wpisy: 691
(@kabalistka)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest coś, o czym mówi się jako o "podziale pracy między religiami" - i to nie jest przypadek ani chaos, tylko wykształcony przez wieki model. Dokładnie tak samo jak w Europie w średniowieczu Kościół i lokalne wierzenia ludowe koegzystowały, obsługując różne potrzeby. Konwersja w takim systemie jest właściwie niemożliwa do zdefiniowania, bo nie ma jednej warstwy, która by wszystko obsługiwała.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Kabalistka Tylko że w Europie Kościół aktywnie walczył z tymi wierzeniami ludowymi i ostatecznie je w dużej mierze wchłonął albo wyparł. W Japonii nie doszło do takiego starcia między buddyzmem a shinto przez większość historii. Dlaczego? Bo jedna z tych tradycji jest słabsza, czy dlatego że obie z zasady nie roszczą sobie prawa do całości?


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Honorata Zdarzały się napięcia - shinbutsu bunri w XIX wieku to był właśnie polityczny projekt rozdzielenia ich na siłę, który doprowadził do zniszczeń buddyjskich świątyń. Więc nie idylliczne współistnienie, ale też nie tak totalny konflikt jak w Europie. Może dlatego, że buddyzm przyszedł do Japonii jako dodatek, nie jako konkurent.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@edytka56)
Połączone: 1 miesiąc temu

zaraz zaraz, tzn. że ktoś nakazał oddzielić shinto od buddyzmu siłą i to doprowadziło do niszczena świątyń? to chyba nie byl dobry pomysł polityczny 🙂 skąd to wiecie, macie jakieś żródła do polecenia, bo tego nigdzie nie ma po polsku chyba


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Edytka56 Po polsku ciężko, ale jest trochę po angielsku. Terence Ketelaar pisał o shinbutsu bunri całkiem przystępnie. A w skrócie: rząd Meiji potrzebował shinto jako religii państwowej i narodowej, więc musiał je "oczyścić" z buddyjskich naleciałości - a przez wieki były tak splecione, że rozdzielanie wyszło brutalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

To trochę jak gdyby ktoś chciał z powrotem wyciągnąć z polskiego katolicyzmu wszystkie wątki słowiańskie, które Kościół przez wieki wchłonął. Techniczne impossible i politycznie niebezpieczne. Czy ta analogia w ogóle trzyma?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Darka.2 Trzyma całkiem dobrze, z jedną różnicą - w Polsce te słowiańskie elementy zostały wchłonięte i przepisane jako chrześcijańskie, więc nie ma kogo "rozdzielać". W Japonii buddyzm i shinto zachowały osobne instytucje, osobne nazwy, osobnych kapłanów, nawet jeśli treść się przenikała. Rozdzielenie było więc możliwe jako projekt administracyjny, nawet jeśli religijnie absurdalne.


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Heliotrop I chyba właśnie to instytucjonalne rozróżnienie przy jednoczesnym treściowym przenikaniu jest kluczem do całej japońskiej religijności. Można mieć dwie instytucje, dwie nazwy, dwóch kapłanów - i jedną praktykę dnia codziennego, która czerpie z obu bez wyraźnej granicy. Konwersja w takim systemie musiałaby polegać na porzuceniu tej płynności, nie na przejściu z A do B. I to jest może najtrudniejsze do wyobrażenia sobie z zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Kometka napisała na końcu chyba najlepiej podsumowuje całą tę japońską układankę - dwie instytucje, jedna praktyka. Ale mam pytanie: czy to znaczy, że konwersja w japońskim kontekście w ogóle nie ma sensu jako kategoria? Skoro nie ma wyraźnej granicy między tradycjami, to co właściwie przekraczasz, konwertując?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kabalistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 691

@Aldona03 Myślę, że konwersja w Japonii istnieje, ale jako kategoria działa inaczej. Zamiast "przejścia z A do B", to raczej "dodanie C do zbioru, który już masz". I to tylko wtedy, kiedy C jest wystarczająco odrębne, żeby wymagało jakiegoś wyboru - jak właśnie chrześcijaństwo. Buddyzm i shinto nie wymagały wyboru, bo nigdy nie stały naprzeciw siebie jako wykluczające się opcje.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ale to rodzi kolejne pytanie - czy dodanie czegoś do zbioru to w ogóle konwersja? Bo chyba intuicyjnie konwersja zakłada jakiś element porzucenia, nie tylko przyjęcia. Arabski termin dla nawrócenia to "tawba", co dosłownie znaczy "powrót" - odwrócenie się od czegoś. Japońskie doświadczenie zdaje się temu zaprzeczać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Lurisk A może problem jest właśnie w tym, że mamy jedno słowo "konwersja" na kilka różnych procesów? To co przeżywa Polak przechodzący na islam i to co przeżywa Japończyk przyjmujący chrześcijaństwo to mogą być tak różne doświadczenia, że nazywanie ich tym samym słowem zaciemnia zamiast wyjaśniać.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Honorata To jest właśnie jeden z kluczowych problemów w religioznawstwie komparatystycznym - kategorie analityczne bierzemy z jednej tradycji i przykładamy do innych, a potem dziwimy się, że coś nie pasuje. William James w "Odmianach doświadczenia religijnego" opisywał konwersję jako dramatyczne przebudzenie, intensywne, nagłe, przełomowe. To jest model oparty na protestanckim doświadczeniu nawrócenia. Japonia po prostu nie produkuje takich historii - i to nie dlatego, że tam coś nie działa, tylko że cały model jest inny.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Dobra, ale to mnie zastanawia od innej strony - jeśli w Japonii konwersja nie jest dramatycznym przebudzeniem, to jak w ogóle ktoś decyduje, że chce coś zmienić? Jaki jest impuls? U nas często mówi się o kryzysie, o momencie granicznym, o szukaniu czegoś czego nie ma w dotychczasowej tradycji. A tam?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Darka.2 To jest naprawdę dobre pytanie i historia japońskiego chrześcijaństwa daje kilka odpowiedzi. W epoce Meiji część konwersji była motywowana intelektualnie - zachodnia nauka, modernizacja, indywidualizm jako wartość, która po prostu nie mieściła się dobrze w konfucjańskiej strukturze. Chrześcijaństwo było dla pewnej grupy wykształconych Japończyków pakietem z nowoczesnością. Ale to nie jest kryzys duchowy, to jest raczej identyfikacja ideologiczna.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czyli de facto konwersja jako akt polityczny albo kulturowy, a nie religijny w sensie, w jakim my to rozumiemy? To chyba nie jest zupełnie japońska specyfika - w Polsce też były konwersje polityczne, wystarczy pomyśleć o konwersji Jagiełły albo o chrystianizacji w ogóle. Gdzie tu jest granica między religią a polityką?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Ewunia70 Myślę, że ta granica jest zawsze płynna, tylko w różnych kontekstach widać to bardziej albo mniej. Ale wracając do Japonii - jest jeszcze jeden czynnik, który Kometka może potwierdzić: konwersje na nowe ruchy religijne, shinshukyo, które pojawiły się w XIX i XX wieku. To już nie jest identyfikacja z Zachodem, to jest coś innego. Tam jest często bardzo wyraźny element kryzysu i wyboru.


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Ninka_73 Tak, i to jest może najbliższy japoński odpowiednik tego, co na Zachodzie nazywamy konwersją w klasycznym sensie. Nowe ruchy jak Tenrikyo, Soka Gakkai czy Konkokyo często miały wyraźnych założycieli z doświadczeniem objawienia, wyraźne członkostwo, aktywną ewangelizację. Tam coś się wybiera, a nie tylko odziedziczyło po rodzinie. To jest już bliższe zachodniej kategorii.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Poczekajcie, bo Soka Gakkai to chyba znana organizacja, słyszałem że działają też poza Japonią. Czy oni wymagają od swoich członków porzucenia innych praktyk? Bo jeśli tak, to może to jest właśnie ta japońska konwersja z prawdziwym zerwaniem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Skrzat Soka Gakkai historycznie miała bardzo twardą postawę wobec innych praktyk, szczególnie w wydaniu Nichiren Shoshu, z którą była powiązana przez dekady. Pojęcie shakubuku, dosłownie "złamanie i nawrócenie", zakładało aktywne odrzucenie innych religii. To było uważane za kontrowersyjne nawet w japońskim kontekście, bo zrywało z tą właśnie elastyczną normą. Ale po rozłamie z Nichiren Shoshu w latach 90. Soka Gakkai złagodziła to stanowisko. Więc odpowiedź brzmi: tak i nie, zależnie od okresu.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

To znaczy, że kiedy japońska organizacja religijna zaczyna wymagać wyłączności, to jest postrzegana jako anomalia? To brzmi jak odwrócenie tego, co mamy na Zachodzie, gdzie wyłączność to standard a nie wyjątek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kabalistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 691

@Aldona03 Dokładnie tak to działa. I to chyba tłumaczy, dlaczego nowe ruchy religijne w Japonii były często społecznie stygmatyzowane - nie dlatego, że były "sektami" w naszym sensie teologicznym, ale dlatego, że łamały zasadę elastyczności. Żądanie wyłączności jest tam odczytywane jako agresja wobec rodziny i wspólnoty.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 260

@Kabalistka A jak to się przekłada na te konwersje z XIX wieku, o których mówiła Kometka? Bo jeśli konwersja na chrześcijaństwo oznaczała odcięcie się od rytuałów rodzinnych, to chrześcijanie też byli stygmatyzowani w podobny sposób?


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Jasne że tak, i to mocno. Były okresy, kiedy konwersja na chrześcijaństwo dosłownie oznaczała wyrzucenie z domu. Nie dlatego, że rodzina miała jakieś silne przekonania buddyjskie czy shinto, ale dlatego, że konwertyta odmawiał uczestnictwa w rytach domowych - a to było traktowane jako zdrada rodziny, nie zmiana poglądów. Widzicie różnicę? Nie "uwierzyłeś w coś złego", tylko "opuściłeś nas przy ołtarzu przodków".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Lurisk To jest coś, co mnie naprawdę uderza w tej dyskusji - że to czego Japończycy najbardziej nie tolerowali w konwertytach to nie były nowe przekonania, tylko nowe zachowania. To jakby potwierdzało, że religia tam jest przede wszystkim systemem działania, a nie systemem wierzeń. Czy to się zgadza z tym, co studiowałaś, Kometko?


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Honorata Zgadza się bardzo dobrze z tym, co opisuje ortopraksia kontra ortodoksja. Japońska religia jest w dużej mierze ortopraksyczna - liczy się, co robisz, a nie co myślisz. I właśnie dlatego prywatne chrześcijaństwo przy publicznym uczestnictwie w rytach rodzinnych było możliwe, a nawet miało sens. Myślisz inaczej? W porządku. Nie przychodzisz do butsudan? To jest problem.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

To sprawia, że cały temat konwersji wygląda zupełnie inaczej. Bo jeśli religijność jest w działaniu, to rytuał przejścia przy konwersji też musi być inaczej rozumiany, prawda? Co właściwie jest momentem przejścia w japońskim nawróceniu, skoro nie ma wyznania wiary?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Ewunia70 Dobre pytanie, bo w chrześcijaństwie to jest chrzest, w islamie szahada, w judaizmie - zależnie od nurtu - zanurzenie w mykwie i beit din. Każda z tych tradycji ma wyraźny rytuał oznaczający przekroczenie granicy. W japońskich nowych ruchach często to jest akt rejestracji jako członek organizacji albo pierwsze uczestnictwo w specyficznym rytuale danej grupy. Ale nie wiem jak to wygląda od środka - czy to przeżywają jako przejście, czy bardziej jako przystąpienie do stowarzyszenia.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Ninka_73 Dobra, ale to co Ninka_73 napisała o pierwszym przyjściu na spotkanie jako momencie przejścia - to mnie mocno zastanawia. Jakby samo wejście do grupy już wystarczyło? Nie trzeba czegoś powiedzieć, zadeklarować, podpisać?


Odpowiedz
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Skrzat No właśnie, i to jest różnica, o której mówiłem. W wielu japońskich nowych ruchach ten moment jest bardziej procesem niż zdarzeniem. Nie ma jednej chwili, po której jesteś "w środku". To bardziej jak... stopniowe wchodzenie w praktykę. Ale Kometka zna to lepiej ode mnie, więc może ona to sprostuje.


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Ninka_73 ma rację co do procesu, ale to nie jest pełny obraz. W Tenrikyo jest konkretny rytuał zwany ojasutome, który wyznacza pewne zobowiązanie. W Soka Gakkai były formalne ceremonie przyjęcia. Więc to zależy od ruchu - jedne mają wyraźny moment, inne nie. Co mnie bardziej ciekawi w tym kontekście, to jak ten brak wyraźnej granicy wpływa na tożsamość konwertyty. Czy czujesz się kimś, kto "przeszedł", jeśli nie ma momentu przejścia?


Odpowiedz
Wpisy: 567
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

To pytanie Kometki wydaje mi się kluczowe dla całej dyskusji o konwersji. Bo może właśnie tożsamość jest tym, od czego powinniśmy wyjść. Jeśli konwersja jest zmianą tożsamości, to w Japonii ta tożsamość religijna może po prostu być skonstruowana inaczej - nie zero-jedynkowo, ale wielowarstwowo. I wtedy "przejście" też nie musi być jednorazowe.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Honorata Ale czy to nie jest właśnie problematyczne? Jeśli tożsamość religijna jest wielowarstwowa i nie ma momentu przejścia, to skąd wiadomo, że konwersja w ogóle zaszła? Pyta mnie to nie złośliwie, ale serio - kto to stwierdza, sam konwertyta, rodzina, wspólnota?


Odpowiedz
(@kabalistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 691

@Aldona03 To jest bardzo dobre pytanie i myślę, że odpowiedź brzmi: zależy od tego, czyja perspektywa. Z perspektywy zewnętrznej, rodziny, sąsiadów - konwersja jest widoczna przez zmianę zachowań, tak jak Honorata mówiła wcześniej. Z perspektywy wewnętrznej, samego konwertyty - może być zupełnie inny punkt odniesienia. A to rodzi kolejne pytanie: czy te dwie perspektywy muszą być spójne?


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 260

@Kabalistka Przepraszam, że wchodzę z czymś innym, ale to co Kabalistka powiedziała o perspektywie zewnętrznej i wewnętrznej - to mi się skojarzyło z czymś zupełnie innym. Czy w Japonii jest w ogóle pojęcie "wewnętrznej wiary" jako czegoś prywatnego i oddzielonego od praktyki publicznej? Bo u nas to rozróżnienie jest oczywiste.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Darka.2 To jest bardzo trafne spostrzeżenie i prowadzi nas wprost do Augustyna i całej zachodniej tradycji introspekcji religijnej. Japońskie pojęcie kokoro, dosłownie "serce-umysł", jest czymś innym niż zachodnie rozróżnienie duszy i ciała. Kokoro nie jest prywatną twierdzą oddzieloną od działania, raczej manifestuje się właśnie przez działanie. Pytanie, czy to oznacza, że introspekcja religijna w zachodnim sensie jest w ogóle kategorią, która ma w tym kontekście zastosowanie.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Heliotrop ale to co piszesz o kokoro - nie upraszczasz trochę? Bo mam wrażenie, że w tradycji zen jest cała bogata literatura o wewnętrznym doświadczeniu, kensho, satori, która właśnie dotyczy czegoś bardzo prywatnego i trudnego do opisania słowami. Czy to nie jest właśnie japońska wersja tej "wewnętrznej wiary"?


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Lurisk Masz rację, że upraszczam, i to celowo - bo zen jest tu wyjątkiem potwierdzającym regułę. Ale zauważ, że satori w tradycji zen jest właśnie trudne do zweryfikowania z zewnątrz i nie prowadzi do zmiany przynależności instytucjonalnej. Mnich zen nie przestaje być buddystą po kensho i nie wstępuje do nowej grupy. To raczej intensyfikacja niż konwersja. Czy to nie jest kolejny argument za tym, że japoński system po prostu nie generuje logiki konwersji?


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

A mnie się teraz nasuwa pytanie, które może całkowicie zmienić perspektywę tej rozmowy. Mówimy dużo o tym, jak Japończycy przechodzą na chrześcijaństwo albo do nowych ruchów. Ale co z kierunkiem odwrotnym? Czy zdarzają się przypadki, kiedy Europejczycy czy Amerykanie chcą "wejść" w shinto albo buddyzm japoński, i jak to wygląda od strony rytuału przejścia? Czy shinto w ogóle ma procedurę dla kogoś z zewnątrz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Ewunia70 Shinto jest tu naprawdę ciekawym przypadkiem. Przez długi czas panował pogląd, że shinto jest "tylko dla Japończyków" i że nie ma mechanizmu konwersji, bo przynależność wynika z urodzenia i związku z konkretnym miejscem, ujikami. Ale kilka świątyń poza Japonią faktycznie opracowało jakieś formy przyjęcia. Problem polega na tym, że nie ma jednego organu, który by to standaryzował. Każda świątynia robi to trochę po swojemu. Czy to nie jest zresztą kolejny przejaw tej samej logiki - brak centralnej instytucji definiującej granice?


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czyli shinto to jest taka religia bez biura zarządu? 🙂 Ale serio - skoro nie ma centralnej instytucji, to czy w ogóle można "nawrócić się na shinto" w sensie, który miałby jakiekolwiek znaczenie dla kogoś z zewnątrz? Czy to nie jest po prostu turystyczna atrakcja?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Skrzat To jest pytanie, które shintoisci sami sobie zadają i to od dość dawna. Ale "brak biura zarządu" nie znaczy, że to nie ma znaczenia - parafie katolickie też są bardzo różne mimo centralnej hierarchii. Kwestia jest inna: czy przynależność do shinto wymaga intencji, czy wystarczy uczestnictwo w rytuale? I tu wracamy do ortopraksi, o której mówiła Kometka.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

No właśnie, i to mnie prowadzi do pytania o integrację, bo to jest przecież część tematu wątku. Jeśli ktoś z zewnątrz "wchodzi" w japoński system religijny, to na ile jest w stanie się naprawdę zintegrować? Nie technicznie, tylko kulturowo i duchowo. Bo znam osoby, które regularnie jeżdżą do Japonii, praktykują zen, i same mówią, że wciąż czują się jak goście.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kabalistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 691

@Aldona03 To jest kwestia, którą w socjologii religii często opisuje się pojęciem "religious passing" - możesz praktykować poprawnie, ale zawsze będziesz postrzegana jako ktoś, kto udaje. I ciekawe, że to działa w obie strony. Japońscy chrześcijanie przez długi czas byli postrzegani jako "udający Europejczyków". A Europejczycy praktykujący zen są postrzegani jako "udający Japończyków". Jakby autentyczność była kwestią urodzenia, a nie praktyki.


Odpowiedz
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Kabalistka To co Kabalistka opisuje brzmi jak bardzo smutna pułapka. Jakbyś nigdy nie mógł naprawdę "należeć", bo przynależność jest zakodowana kulturowo, a nie duchowo. Ale chwila - czy to nie jest problem w każdej konwersji, nie tylko japońskiej? Nawet klasyczny konwertyta na islam czy chrześcijaństwo trafia czasem na ten mur - niby "swój", ale jednak inny.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 260

@Honorata ale w przypadku islamu czy chrześcijaństwa jest przynajmniej teoria, że po wyznaniu wiary jesteś pełnoprawnym członkiem wspólnoty, niezależnie od pochodzenia. Teoria nie zawsze się przekłada na praktykę, wiem, ale ta zasada istnieje. Czy w shinto albo w japońskim buddyzmie jest cokolwiek analogicznego? Jakaś doktrynalna podstawa dla pełnoprawnego przyjęcia?


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Darka.2 Chyba właśnie tu leży ten fundamentalny rozdźwięk, który ciągnie się przez całą naszą dyskusję. Zachodnie tradycje abrahamiczne mają wbudowaną logikę misyjną i inkluzywną - każdy może dołączyć, bo zbawienie jest dla wszystkich. Japoński system religijny tej logiki nie ma, bo nigdy nie był zaprojektowany z myślą o poszerzaniu granic. I to nie jest wada, po prostu inny model. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy ktoś z zewnątrz chce się "nawrócić" i szuka procedury, której system nie przewiduje.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: