Zaczęłam ostatnio czytać o sikhizmie i utknęłam przy jednej rzeczy - w Guru Granth Sahib, czyli ich świętej księdze, język Gurmukhi jest traktowany niemal jak byt sam w sobie, nie tylko jako nośnik treści. Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest podobne do tego, jak w islamie traktuje się arabski Koranu, albo jak w tradycji hinduskiej traktuje się sanskryt. Czy słowa wypowiadane w tych językach mają moc niezależnie od tego, czy rozumiemy ich znaczenie? Pytam poważnie, bo mam wrażenie, że większość z nas recytuje coś bez rozumienia i zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens. Ktoś się nad tym zastanawiał?
To bardzo dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo różne tradycje mają zupełnie różne podejście. W magii zachodniej jest cały nurt, który mówi, że intencja i zrozumienie są ważniejsze od brzmienia. Ale jest też nurt, który twierdzi, że pewne dźwięki mają wibrację niezależną od rozumienia - i tu właśnie wchodzi sanskryt. Mantry sanskryckie są opisywane jako dźwięki, które działają jak klucz do określonych stanów. Czy to nie jest dokładnie to samo, co mówisz o Gurmukhi?
No ale to może być po prostu stare kościoły i akustyka, nie? Łacina brzmi tajemniczo bo jej nie znamy, ale gdybyśmy ją znali, to może by tak nie działała. Nie wiem, trochę sceptycznie do tego podchodzę.
A co to w ogóle jest ten Gurmukhi? Nigdy nie słyszałam. Sikhowie to jest ta religia z turbanami? Przepraszam za podstawowe pytanie, ale naprawdę nie wiem skąd to pochodzi i czy to jest coś starego jak sanskryt.
Mam pytanie trochę z boku, ale chyba pasuje - czy te języki mogą coś "robić" we śnie? Bo mi się od jakiegoś czasu śni, że słyszę śpiew, którego nie rozumiem, ale po obudzeniu czuję coś bardzo wyraźnego, jakby spokój albo smutek w zależności od nocy. Zastanawiam się czy to może być związane z jakimś językiem sakralnym, bo brzmienie jest nieludzkie trochę.
Przepraszam że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro np. w sikhizmie ta ksiega jest w konkretnym języku i to jest ważne, to czy sikhowie z Kanady czy Anglii, którzy nie znają pendżabskiego, mają mniejszy kontakt z sacrum? Czy to nie byłoby niesprawiedliwe ze strony tej religii?
No dobra, to trochę rozczarowujące, bo te amulety z arabskim pismem wyglądają naprawdę ładnie i myślałem że może coś za tym stoi. Ale rozumiem - sama dekoracja to nie to samo co tradycja. A co z Hamszą? Bo to chyba jest coś konkretnego z tradycji arabskiej i żydowskiej jednocześnie, prawda?
A czy Koran jest recytowany w całości na pamięć przez jakichś specjalnych ludzi? Bo kiedyś słyszałam że taką osobę nazywają hafiź albo coś podobnego i że samo brzmienie arabskiego jest w islamie traktowane inaczej niż np. tłumaczenie. To by pasowało do tego co tu mówicie o języku.
No właśnie o to mi chodziło wcześniej z tym dziadkiem. Jak w latach siedemdziesiątych przeszli na msze po polsku, to część starszych ludzi mówiła że "coś się zmieniło", że "nie to samo". Może to był po prostu sentyment, ale może też coś rzeczywistego. Nie wiem jak to odróżnić.
Słuchajcie, wiem że Szafranka powiedziała że sny to osobny temat, ale to co mówisz Iwetka01 o ragach i muzyce jako formie przekazu - czy ktoś wie czy tradycja indyjska coś mówi o dźwiękach we śnie? Moje te śpiewy że nie rozumiem słów ale czuję emocje jak Goplana w tej cerkwi - może to ten sam mechanizm?
A czy te języki święte mają jakoś połączenie z numerologią? Bo w hebrajskim każda litera ma wartość liczbową, to jest gematria, a numerologia też operuje dźwiękami i liczbami. Zastanawiam się czy to nie jest jeden system patrzenia na tę samą rzecz z różnych stron.
Chwila, bo nie nadążam. Sefer Jetsira mówi że Bóg stworzył świat literami? To jest metafora czy jest traktowane dosłownie?
Właśnie - i to jest chyba to, o co tu chodzi przez całą rozmowę. Że w każdej tradycji jest ten moment, gdzie język przestaje być komunikacją między ludźmi i staje się czymś skierowanym inaczej. Czy to litery jako struktury, czy ragi w sikhizmie, czy arabskie Bismillah. Czy sikhowie mają jakieś konkretne wypowiadane formuły poza kirtan, które działają podobnie do mantry?
No dobra, masz rację że mieszam. Ale chyba z tym tak mam że szukam wspólnego mianownika między tradycjami. Nie zawsze to działa.
Ja nie znam sanskrytu, ale w tych swoich snach te śpiewy brzmią jak coś bez znaczenia dosłownego - i właśnie dlatego pytałam wcześniej o nada yogę. Czyli może we śnie mój umysł sam produkuje "mantry bez znaczenia"? To brzmi dziwnie jak to piszę.
Bo chyba nie da się rozstrzygnąć bez danych. Jak zmierzyć że dźwięk coś "niesie"? Możecie mi powiedzieć czy jest jakakolwiek próba zbadania tego naukowo, nie wiem, cymaty albo coś takiego? Słyszałem że wibracje dźwiękowe robią wzory w piasku i to miało coś udowadniać.
Natomiast w tradycji wedyjskiej argument za mocą dźwięku nie jest oparty na cymatyce, tylko na koncepcji sphota - niezmiennego, wiecznego dźwięku stojącego za słowem. To filozofia języka, nie fizyka akustyczna. Można w to wierzyć albo nie, ale to jest intelektualnie spójna pozycja, nie szukanie naukowego uzasadnienia dla czegoś co nauką nie jest.
Trochę mnie gubicie z tym spotem i cymatami, ale wracając do początku rozmowy - cała ta dyskusja coraz bardziej mnie przekonuje że te języki święte to nie jest kwestia samego dźwięku, ale całego systemu wokół. Że arabski w islamie, hebrajski w judaizmie, punjabi w sikhizmie - to każde działa inaczej i w innych ramach. Więc może nie ma jednej odpowiedzi na pytanie z tytułu wątku?
Zaraz, zaraz - czyli oni traktują księgę jak żywą osobę? To jest naprawdę ciekawe, ale też trochę... nie wiem, zaskakujące? Znaczy, w chrześcijaństwie Biblia jest szanowana, ale nikt jej nie "układa do snu". Czy to jest coś wyjątkowego dla sikhizmu czy są inne religie gdzie pismo ma taki status?
No to jednak wróciłam do swojego wcześniejszego wątpienia 🙂 Znaczy, jeśli nie ma inicjacji, to skąd bierze się moc kirtan? Czy ona jest "w tekście" obiektywnie, czy w praktykującym? Bo w runach ta linia przekazu jest ważna i naprawdę to czuję w pracy - kiedy pracuję z runą którą "znam" przez kogoś, to jest inaczej niż kiedy sama ją odkryłam z książki.
To jest dokładnie to co próbowałam powiedzieć o swoich snach - że coś dociera zanim zadziała rozumienie. Ale teraz mam pytanie które może brzmieć głupio: czy w sikhizmie w ogóle jest miejsce na doświadczenia poza oficjalną praktyką? Znaczy, czy sny albo medytacja bez kirtan mają jakieś miejsce w tej tradycji?
Właśnie - i to jest dokładnie ten sam problem co z łaciną w Kościele katolickim po Soborze Watykańskim II. Część wiernych uważa że przekład osłabia moc, cześć że udostępnia ją szerszej grupie. W tradycjach językowych sacrum to napięcie jest chyba nie do rozwiązania.
Zanim Iwetka odpowie - mam wrażenie że w tej dyskusji cały czas krążymy wokół jednego pytania które z tytułu wątku: czy słowa mają moc same w sobie, czy moc jest w nas? I chyba każda tradycja którą tu omawiamy daje inną odpowiedź. Arabski, hebrajski, pendżabski, łacina - każda z tych tradycji mówi coś innego o tym "gdzie siedzi" ta moc.
Jak sobie szczerze odpowiem na to pytanie - to myślę że po obu stronach naraz, i że właśnie dlatego to działa. Jak pracuję z łaciną w rytuale, to tekst ma swoją historię, swoją warstwę użycia przez setki lat, i to jest coś obiektywnego. Ale bez mojej intencji ta warstwa pozostaje uśpiona. Może analogia do instrumentu muzycznego jest tu dobra? Skrzypce mają swoje właściwości, ale grać musi ktoś.
To pytanie o runę "samą w sobie" przypomina mi miejsca mocy - czy one mają energię gdy nikogo tam nie ma? Byłam w kilku takich miejscach na Podkarpaciu, gdzie lokalne legendy mówią o obecności duchów od pokoleń. I nie wiem. Ale wiem że jak stoisz tam i wiesz co tam było, to coś się zmienia w tobie. Czy to jest odpowiedź na pytanie o język sakralny, nie wiem.
Mam pytanie może naiwne, ale: czy ktoś z was słyszał kirtan na żywo? Bo czytam o tym tutaj i zastanawiam się jak to w ogóle brzmi, czy to jest coś jak mantra indyjska, czy zupełnie inne?
To co Iwetka opisuje z tym czasem - to dokładnie miałem raz w kościele podczas gregoriańskich śpiewów na jakimś rekolekcjach. Byłem tam bez specjalnego nabożeństwa, raczej z ciekawości. I po jakimś czasie przestałem wiedzieć ile minęło. Nie byłem rozkojarzony, wręcz przeciwnie. Czy to jest ten sam mechanizm?
