Dla mnie jest. Religia wymaga jakiegoś rodzaju wyznania, przynajmniej zbiorowego. Możesz mieć prywatne wątpliwości, ale system religijny zakłada, że wspólnota przyjmuje pewne twierdzenia za prawdziwe. Konfucjanizm nigdy nie wymagał takiego wyznania. Ale tutaj wchodzi drugi problem, bo może religia nie musi mieć wyznania? Buddyzm też nie ma dogmatu wiary w tym sensie, i co?
Ale jednak jest jedna różnica, którą czuję między buddyzmem a konfucjanizmem. Buddyzm daje ci coś do roboty ze swoją własną świadomością, medytacja, wyzwolenie, nirwana. Konfucjanizm kieruje cię na zewnątrz, ku innym ludziom, ku relacjom. I zastanawiam się, czy to nie jest właśnie to, co sprawia, że trudniej go zakwalifikować jako religię w zachodnim sensie.
Dodam tu jedno, bo widzę, że shinto pojawia się jako porównanie. W Japonii przez wieki te dwa systemy po prostu współistniały, konfucjanizm japoński i shinto, i nikt specjalnie nie zastanawiał się, gdzie jeden się kończy, a drugi zaczyna. Podobnie z neokonfucjanizmem chińskim i taoizmem. Może właśnie to jest odpowiedź, że to są systemy, które naturalnie przenikają się z tym, co religijne, bez bycia religią samodzielnie?
Dobra, ale to mnie bardziej gubi niż pomaga. Czy to znaczy, że konfucjanizm to coś w rodzaju "nakładki" na religię? Że bierzesz sobie buddyzm albo taoizm, a konfucjanizm daje ci strukturę społeczną i etyczną na wierzch?
Czytam to od początku tej strony i mam wrażenie, że chodzimy w kółko. Może zamiast pytać, czy to etyka czy religia, powinniśmy zapytać, co z tego wynika praktycznie? Czy ktoś tu faktycznie stosuje coś z konfucjanizmu w codziennym życiu? Bo jeśli tak, to może ta osoba najlepiej odpowie na pytanie, z jakiej szuflady to bierze.
Może to zresztą wyjaśnia, dlaczego tak trudno go zaszufladkować. Pytamy o konfucjanizm tak, jakby to był jeden obiekt, a może to raczej rodzina systemów połączonych wspólnym rdzeniem? Trochę jak z chrześcijaństwem, jest jakiś rdzeń, ale katolicyzm i prawosławie i protestantyzm to dość różne rzeczy.
Mam notatki z kilku książek o religiach wschodnich i wszędzie tam piszą o konfucjanizmie inaczej. W jednej to system etyczny, w drugiej religia ludowa, w trzeciej ideologia państwowa. I teraz zastanawiam się, czy autorzy opisują tę samą rzecz, czy każdy z nich patrzy na inną epokę albo region. Bo może wszyscy mają rację, tylko o różnych momentach historycznych?
Dobra, ale ja nadal mam problem z tym kultem przodków. Bo to mi brzmi religijnie, po prostu. Modlisz się do kogoś, kogo nie ma. Czekasz na odpowiedź, na jakiś znak. Czy ktoś tu, kto to praktykuje, dostaje coś w zamian? Mam na myśli, czy to działa jak komunikacja?
Słucham tej rozmowy o wewnętrznym i zewnętrznym i mam wrażenie, że szukamy podziału, który może nie istnieje. W czakrach, a znam to dobrze, też nie ma jasnej granicy, gdzie kończy się to, co "we mnie", a gdzie zaczyna się coś większego. Może konfucjanizm po prostu żyje w tej samej szarej strefie.
