Słuchajcie, ale to brzmi wtedy jak każda modlitwa w każdej religii. Co jest specyficznego w kabale, jeśli efekt ma być taki sam jak u zwykłego człowieka, który się modli szczerze? Po co cały ten system Sefirot?
ale czy ta mapa nie jest przypadkiem stworzona przez ludzi, którzy sami nie wiedzieli, czy idą właściwą drogą? Bo jeśli ktoś narysował mapę terenu, którego nie odwiedził, to ona może wyglądać ładnie, ale do niczego nie prowadzi.
I tu właśnie wracamy do sedna tego wątku, bo Ludwiczek pytał na początku o działanie Sefirot w rzeczywistości. Bo jeśli ta mapa jest tylko teorią, to nie ma praktyki. A jeśli jest praktyką, to muszą być konkretne efekty. Zaneta ma w tym pytaniu coś ważnego - po czym poznać, że mapa nie kłamie?
A mogę zapytać głupie pytanie? Czy kiedy pracujecie z konkretną Sefirot - dajmy na to Netzach albo Hod - to co właściwie robicie? Medytujecie? Czytacie? Rysuujecie na kartce? Bo ja zupełnie nie wiem jak to wygląda w praktyce.
Hej, to jest ciekawe zestawienie. Bo Mistique mówi o symbolu i zmyśle, a Ewaryst mówi o obserwacji wewnętrznej. Która metoda jest skuteczniejsza? Czy można je łączyć?
To mnie zastanawia - czy ktoś z was miał doświadczenie, że pracował z jakąś Sefirot i naprawdę poczuł, że coś się zmieniło? Pytam konkretnie, nie filozoficznie. Bo dotychczas rozmawiamy o mapach i metodach, ale chętnie usłyszałabym co ktoś naprawdę przeżył.
A jak w numerologii - bo to moje pole - liczby mogą wskazywać na konkretną Sefirot? Bo siódemki, o których mówił Bogdan, to mi się od razu kojarzy z czymś, ale nie wiem czy słusznie.
Tu trzeba uważać na nakładanie siatek. Numerologia ma swoją logikę, kabała swoją. Liczba siedem w kabale jest ważna, ale Netzach jest siódma tylko przy określonym sposobie liczenia Sefirot. W innym układzie hierarchii ta numeracja się zmienia. Więc korelacja liczba siedem równa się Netzach to uproszczenie, które może wprowadzić w błąd przy poważniejszej pracy.
Hej słuchajcie to wracajac do tego co Centa pytała o prawdziwe doswiadczenia - ja miałam taki moment przy medytacji kiedy wizualizowalam cos zlotego w srodku klatki piersiowej i czulam ze cos sie otwiera. Czy to mogloby byc Tifereth, bo czytalam ze to jest tam serce i slonce?
Mnie to troche zmiesza ta dyskusja bo mysle ze oba podejscia maja sens. Jak medytujesz i cos czujesz to nawet jesli nie wiesz dokladnie czy to Tifereth czy cokolwiek innego, to i tak jest prawdziwe co czujesz. Nie?
To mam pytanie - czy można pracować z Sefirot nie znając całego systemu? Znaczy czy można wziąć jedną, dajmy na to tę Tifereth, i po prostu z nią siedzieć bez rozumienia wszystkich pozostałych dziewięciu?
A jak to się ma do planet? Bo czytałam gdzieś że każda Sefira ma przypisaną planetę i zastanawiam się czy praca z Sefirot jest jakoś powiązana z tranzytami astrologicznymi albo z momentem w cyklu księżycowym?
O, planety i Sefirot to mnie bardzo interesuje! Znaczy to w takim razie praca z Chesed kiedy Jowisz jest mocny miałaby sens? Jowisz to jest dobrobyt i ekspansja, i jeśli Chesed to też miłosierdzie i obfitość, to może to się wzmacnia nawzajem?
Zanim pójdziemy za daleko w łączenie systemów - bo to jest ciekawe, ale też ryzykowne - może wróćmy na chwilę do pytania Jowitki? Bo ona pytała o coś bardzo konkretnego: jak to wygląda kiedy pracujesz z jedną Sefirot nie znając reszty. Czy ktoś ma doświadczenie z takiego punktu startowego?
Ja mam chyba takie doświadczenie, choć nie planowane. Jak mówiłem wcześniej o tych snach i siódemkach - to był chyba moment kiedy byłem w czymś co mogłoby być Jesod, zupełnie nieświadomie i bez żadnej wiedzy o kabale. I nie miałem kontekstu dla reszty systemu. Dopiero teraz jak czytam ten wątek zaczynam to rozumieć. Ale czy coś straciłem przez tę niewiedzę? Nie wiem.
Albo dowodem że ludzki umysł szuka wzorców i jak potem poznaje system, dopasowuje do niego swoje wcześniejsze doświadczenia. Ale okej, nie chcę ciągle grać sceptyczki, bo to też nudne. Zapytam inaczej: czy jest coś takiego w kabale co byłoby niemożliwe do wyjaśnienia inaczej? Coś specyficznego tylko dla tego systemu?
Tzimtzum - to słowo gdzieś widziałam ale nie wiedziałam co znaczy. Czyli Bóg się pomniejsza żeby coś mogło istnieć obok niego? To jest niesamowite jako idea. Czy to ma jakiś odpowiednik w hinduizmie albo buddyzmie? Bo mi to trochę przypomina sunyatę, pustkę z której powstaje forma.
Przepraszam że wchodzę teraz, bo czytałam cały wątek od początku. Mam pytanie może bardzo podstawowe: jeśli ktoś chce zacząć pracę z Sefirot i nie wie absolutnie nic, od jakiej Sefiry powinien zacząć? Od Malchut bo jest najbliżej nas, czy od Keter bo jest najważniejsza?
Tosia93 pytanie jest dobre i wcale nie podstawowe - bo właśnie przy tym miejscu startu wielu ludzi się kłóci. Tradycja hermetyczna i Golden Dawn mówią: zaczynaj od Malchut, idź w górę. To logiczne - Malchut to świat materialny, tu stoimy, tu jest punkt wejścia. Ale znam podejście odwrotne: medytacja na Keter jako na coś nieskończonego, co cię przekracza, żebyś poczuł skalę systemu. Mnie bardziej przekonuje Malchut jako start. A ty Tosiu, co cię przyciąga bardziej - ten poziom ziemi czy coś bardziej 'górnego'?
Szczerze mówiąc nie wiem jeszcze za bardzo co czuję, bo to jest dla mnie nowe. Ale jak czytam opisy, to Tifereth brzmi dla mnie najbardziej... no, ludzko? Środek Drzewa, serce, harmonia. Może to jest naiwne ale właśnie to mnie przyciąga.
Słuchajcie, ja wchodzę z innej strony. Wcześniej Ewaryst pisał o Tzimtzum i mnie to zatrzymało bardziej niż cokolwiek innego w tym wątku. Bo jeśli dobrze rozumiem, Bóg się cofa żeby zrobić miejsce - to znaczy że stworzenie jest w jakimś sensie miejscem nieobecności Boga? To brzmi niemal jak ateizm wbudowany w teologię.
A ja sie pytam bo nie wiem, te sefiry to sie je jakoś 'aktywuje' specjalnie czy one po prostu sa i dzialaja same? Bo czytam i ciagle nie wiem czy to jest cos co sie robi aktywnie czy bardziej sie odpuszcza i sie odeiera.
Ja bym powiedziała że to nie musi być tak albo albo. Jak pracowałam z Binah przez kilka tygodni, to zaczęłam od prostej wizualizacji - czarny trójkąt, morze, Saturna - i to otworzyło coś kontemplacyjnego samo z siebie. Aktywne wejście może prowadzić do pasywnego odbioru. Nie wiem czy to ortodoksyjne, ale tak mi działało.
A ile tych szkol jest w ogóle? Bo myslalam ze kabala to jedno a wychodzi ze jest ich duzo i kazda swoje mowi?
Ja chcę wrócić do czegoś co Ewaryst napisał wcześniej, bo to ciągle mnie nurtuje. Skoro Sefirot to etapy emanacji od nieskończoności do materii, to co się dzieje na dole Drzewa, w Malkuth? Tzn. czy Malkuth to jest koniec procesu, czy też z Malkuth coś wychodzi dalej?
Ja też tak myślałam! Ze to jest taka bardziej 'wychodząca w górę' tradycja. A to jest właściwie odwrotnie - że się schodzi w dół żeby spotkać sacrum w codzienności?
Oba kierunki istnieją i obu się używa. Kavanah w modlitwie to wznoszenie się przez Sefirot ku Keter. Ale zachowywanie przykazań, rytualność w codziennym życiu - to jest praca z Malkuth i Jesod. W kompletnej praktyce te dwa kierunki razem tworzą pełen obieg. Pytanie do was: który kierunek was bardziej pociąga i dlaczego?
