Ale to znaczy że właściwie sam dźwięk, niezależnie od języka, robi tę robotę? Bo to by oznaczało że hebrajski, pendżabski, łacina - nie mają szczególnej przewagi, tylko to jest kwestia jak się śpiewa?
A co z sanskrytem? Bo o ile wiem, to on był "skonstruowany" albo przynajmniej bardzo świadomie skodyfikowany. Panini opisał jego gramatykę z niezwykłą precyzją. Czy to znaczy że jest wyjątkiem - językiem który był projektowany z myślą o sakralności?
A czy w ogóle potrzebujemy wspólnej miary? Bo może to jest jak porównywanie smaków. Nikt nie powie że kwaśne jest obiektywnie lepsze od słodkiego, ale obydwa są prawdziwe.
Że czas jest częścią języka - to mnie bardzo uderzyło. Bo podobnie jest z miejscami mocy, nie wszystkie działają tak samo o każdej porze. Słyszałam że te miejsca na Podkarpaciu które odwiedzałam mają swoją "godzinę" - lokalni mówią że o świcie jest inaczej niż o południu. Może to nie jest osobliwość sikhizmu tylko coś szerszego?
Ale jak to - fizjologia? Tzn. że o poranku jesteśmy bardziej podatni na pewne dźwięki bo mamy inny poziom kortyzolu czy coś takiego? To by było super przyziemne wytłumaczenie czegoś co wydaje się mistyczne.
Ja mam trochę inne podejście do tego tematu z tej strony snów - czasem mi się śni recytacja, nie rozumiem słów, ale budzę się z bardzo konkretnym uczuciem. Nie spokoju, nie lęku, tylko czegoś jak skupienie. I nie wiem co to jest ani w jakim języku. Czy to w ogóle ma sens wrzucać do tej dyskusji?
Wracając do samego tematu wątku, bo trochę odpłynęliśmy w sny - mam pytanie podstawowe do Szafranki albo Anahaty. Czy jest jakaś zgoda między tradycjami co do tego jak musi brzmieć słowo żeby "działało"? Tzn. czy chodzi o intonację, o tempo, o oddech? Bo każda z tych tradycji chyba ma coś innego?
Ale jeśli arabski musi być recytowany idealnie żeby "działał", to co z setkami milionów muzułmanów którzy uczą się go jako języka obcego i nigdy nie osiągną poziomu native speakera? Mam na myśli - czy ich modlitwa jest mniej ważna?
To jest chyba największa różnica którą widzę w tej całej dyskusji. Jedne tradycje mówią: musi być tak a nie inaczej, bo forma jest treścią. Inne mówią: treść jest ważniejsza niż forma, bo Bóg słyszy intencję. I nie ma jak tych dwóch stanowisk pogodzić, bo wychodzą z zupełnie różnych założeń o tym czym w ogóle jest modlitwa.
Przepraszam że się wtrącę, bo trochę gubię się w tym wszystkim - ale to co Iwetka mówi o sikhizmie bardzo mnie uderzyło. To znaczy że kirtan można śpiewać w dowolnym języku? Czy jednak musi być w tym oryginalnym?
to jest podobne do tego co jest z runami - runa jako symbol ma swoją moc niezależnie od języka w którym ją wypowiadasz, ale tradycyjne nazwy w staronordyckim niosą dodatkową warstwę. Przynajmniej tak to czuję pracując z nimi. Ale nie wiem czy to moje przekonanie coś zmienia czy nie.
Ale skoro wracamy do pytania o to czy język sam w sobie ma moc - to ten wątek ze snami Emi jest chyba najciekawszym przypadkiem w całej dyskusji. Bo jeśli słyszy dźwięki których nie zna i coś się w niej budzi, to albo język jako dźwięk naprawdę coś robi niezależnie od znaczenia, albo jej psychika produkuje coś co brzmi jak język. Iwetka, jak sikhizm patrzy na to rozróżnienie?
Mam pytanie może trochę z boku, ale powiązane - numerologia też opiera się na dźwiękach liter, szczególnie w kabbale. Hebrajskie litery mają wartości numeryczne i dźwiękowe jednocześnie. Czy to nie jest właśnie ten sam pomysł - że dźwięk i liczba i znaczenie to nie trzy różne rzeczy ale trzy aspekty jednego?
I to jest chyba sedno całego tematu który Iwetka otworzyła. Każda z tych tradycji - arabska, hebrajska, sanskrycka, sikhska - ma wewnętrzną spójność. Dźwięk, znaczenie, rytm, czas, intencja są w nich zintegrowane. Problem zaczyna się kiedy wyciągamy jeden element, powiedzmy sam dźwięk albo samo słowo i pytamy czy "działa" w oderwaniu od reszty. Może to złe pytanie od samego początku.
Właśnie to pytanie mnie interesuje. Bo ja słyszałem kiedyś kirtan przez przypadek, w jakimś materiale w internecie, nie wiedziałem co to jest. I coś się stało, nie wiem jak to nazwać, jakaś spokój który nie był zwykłym relaksem. A potem się dowiedziałem co słyszałem. Czy to znaczy że zadziałało na mnie zanim wiedziałem co to jest?
To jest podobne do tego co się mówi o starszych runicznych inskrypcjach które były celowo pisane tak żeby były nieczytelne dla profanów. Moc była w tym że nie każdy mógł uzyskać dostęp. Ale tu wracam do pytania Szafranki sprzed chwili - jak odróżnić moc od efektu placebo wynikającego z atmosfery i oczekiwania?
Przepraszam że przerywam, bo gdzieś w tej dyskusji zgubiłam coś ważnego. Iwetka na początku pisała o sikhizmie i o tym że Guru Nanak odrzucił język elitarny. Ale skoro kirtan jest jednak w konkretnych językach i nie tłumaczy się go - to czy to nie jest jednak ten sam paradoks co z arabskim i sanskrytem? Tylko na mniejszą skalę?
To jest chyba nieuchronne przy każdym żywym tekście - z czasem staje się zabytkiem. Ale w numerologii hebrajskiej jest jeden element który tego unika, bo nie opiera się na rozumieniu słów tylko na liczbach i dźwiękach liter. Więc nawet jak nie wiesz co znaczy alef, to alef jako dźwięk i wartość numeryczna 1 jest dostępna. Czy to nie jest jakieś wyjście z tej pułapki?
Wracając do wątku z dźwiękami w miejscach - bo cały czas myślę o tym co tu pisałam. Może jest tak że pewne miejsca, pewne przestrzenie, są rodzajem "naczynia" dla tych dźwięków? Jak stara katedra akustycznie działa inaczej niż osiedlowe osiedle, tak jakiś kamień w górach może mieć inną akustykę i coś w tym miejscu zostaje. Mówię o fizyce ale i o czymś więcej jednocześnie.
W tradycji runicznej zresztą też jest coś podobnego - skały i głazy na których wyryto runy były wybierane nieprzypadkowo, konkretne miejsca uważano za naturalnie sprzyjające pewnym energiom. Więc runa i miejsce to był jeden układ, nie osobno. Ale nie wiem czy to porównywalne z kirtanem bo tam jest jednak element ciągłości - te same słowa śpiewane codziennie przez lata.
Zaraz, to znaczy że fizyczny przedmiot - książka - jest dosłownie Guru? Nie symbolicznie, ale naprawdę? Jak to się ma do pytania o moc słów - czy moc jest w dźwięku gdy kirtan jest śpiewany, czy w tekście gdy leży zamknięty, czy w obu jednocześnie?
Ja mam takie skojarzenie z własnych snów - czasem śni mi się że ktoś coś mówi i w śnie słyszę dźwięk, a jak się budzę to zostaje tylko poczucie że coś ważnego padło, bez słów. Jakby dźwięk zostawił ślad bez treści. Może coś podobnego robi tekst zapisany - zostawia potencjał dźwięku bez samego dźwięku?
Wracam do wątku miejsc, bo myślę że jest tu połączenie którego jeszcze nie wyciągnęłyśmy na wierzch. Jeśli miejsca gromadzą dźwięki przez wieki, a języki święte mają być w tych miejscach wymawiane - to może dostęp do tych języków bez dostępu do tych miejsc jest po prostu niepełny? Że arabski w meczecie w Mekce to inne doświadczenie niż arabski na YouTube?
Ja próbowałam powtarzać kilka sanksrytowych mantr z nagrania, bez żadnego kontekstu, po prostu przed snem. I powiem wam - sny po tym były inne. Nie twierdzę że wiem dlaczego, może to samo skupienie przed snem, może coś w dźwięku, ale różnica była. Czy to w ogóle liczy się jako jakiś dowód? Nie pytam serio o "dowód naukowy", ale czy komuś innemu zdarzyło się coś podobnego?
