Siedziałam ostatnio nad tym pytaniem przez kilka wieczorów i nie daje mi spokoju. Jahwe, Allah, Brahman, Tao, Bóg chrześcijan, Wielki Duch szamanów... czy to naprawdę różne imiona tej samej zasady, czy jednak każda tradycja mówi o czymś zasadniczo innym? Bo na poziomie filozoficznym są pewne punkty wspólne - wszędzie pojawia się coś absolutnego, nienazwanego, źródło wszystkiego. Ale kiedy wchodzę w szczegóły, różnice są kolosalne. Allah jest osobowy, Brahman bezosobowy, Tao to wręcz antyosobowe. Jahwe działa w historii, interweniuje. Tao po prostu jest i nie interweniuje w nic. To jak to ugryźć? Czy nazwa "Bóg" to tylko wygodny skrót, który zakrywa zupełnie różne rzeczywistości? I przy okazji - słyszałyście o ruchu raelijskim, który twierdzi, że "Elohim" z Biblii to dosłownie kosmici? Ciekawi mnie, czy ktoś widzi w tym jakiś głębszy sens czy to po prostu naciągane.
To pytanie, które w różnych tradycjach mistycznych traktuje się poważnie. Sufi mówią wprost: Bóg jest jeden, religie to tylko różne drzwi. Ale - i to jest kluczowe - drzwi prowadzą do różnych sal, nie koniecznie do tej samej komnaty. Advaita Vedanta twierdzi, że Brahman to jedyna rzeczywistość i wszystkie inne koncepcje Boga są jego częściowymi przejawami. Z kolei tradycja żydowska mocno broni wyjątkowości Jahwe - to nie jest "bóg jak bóg", to konkretna relacja, konkretny pakt, konkretna historia. Więc pytanie brzmi: czy mówimy o tym samym z różnych stron, czy o różnych rzeczach, które przypadkowo używają podobnych słów?
Słuchajcie, zanim pójdziemy dalej w filozofię - chcę zapytać o tę raelijską dygresję, bo to nie jest niewinne porównanie. Raelianie twierdzą, że słowo "Elohim" to liczba mnoga i oznacza dosłownie "tych, którzy przybyli z nieba". Hebrajski faktycznie używa liczby mnogiej w Genesis - Elohim to gramatyczna forma mnoga, tyle że Żydzi tłumaczą to jako "majestat", nie jako wielu bogów ani kosmitów. Czy ktoś tu ma wiedzę lingwistyczną żeby ocenić, czy raelijska interpretacja ma choć cień podstaw filologicznych, czy to zwykłe naciąganie?
A mnie interesuje inny wątek - numerologicznie imię JHWH ma cztery litery, tetragram, i w różnych systemach ta czwórka jest fundamentalna: cztery żywioły, cztery strony świata, cztery wymiary. Czy to przypadek, że tak wiele tradycji koduje pojęcie absolutu w czterech znakach albo aspektach? Brahman ma cztery stany świadomości w upaniszadach. Czy ktoś to analizował pod kątem liczbowym?
Przepraszam, że się wtrącam, ale totalnie nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro Tao "po prostu jest" i nie robi nic, a Jahwe rozmawiał z Mojżeszem i dawał przykazania - to jak w ogóle można porównywać te dwie rzeczy? To tak jakby porównywać powietrze z tatą. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co jest podstawą do stawiania ich w jednym rzędzie?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne - czy jeśli te wszystkie tradycje dotykają tej samej rzeczywistości, to czy modlitwa do Jahwe i medytacja taoistyczna "działają" tak samo? Bo z praktycznego punktu widzenia - jeśli idę ścieżką duchową i decyduję się na jakąś formę kontaktu z absolutem, czy ma znaczenie, którą wybieram? Czy to nie jest trochę jak różne drogi na tę samą górę?
O matko, co za rozmowa. Tyle się uczę na tym forum. Mam jedno pytanie do wszystkich mądrych głów tutaj - czy ta idea, że wszystkie religie to jedno, ma swoją nazwę? Słyszałam kiedyś słowo "perenializm" albo coś podobnego, ale nie jestem pewna czy dobrze pamiętam.
A mnie zastanawia cos innego - te imiona, Jahwe, Allah, Brahman - czy one maja jakas moc sama w sobie? Znaczy, czy powtarzanie imienia Boga w danej tradycji to czysto symbol, czy jest w tym cos wiecej? Kabalisci chyba twierdza, ze imie JHWH ma jakas energie sama w sobie, niezaleznie od znaczenia slownego.
Zatrzymajmy się na chwilę przy raelianach, bo Arat wcześniej napisałem że to słabe empirycznie, ale chcę doprecyzować. Rael twierdzi nie tylko że Elohim to kosmici, ale też że wszystkie religie są efektem kontaktów z nimi - Budda, Jezus, Mahomet to byli "posłańcy" Elohim. To jest próba stworzenia metanarracji łączącej wszystkie religie, ale zamiast przez wspólną mistykę - przez wspólne origin story. To jest odwrócona wersja perenializmu: zamiast "wszyscy dotykają tej samej duchowej prawdy" mówi "wszyscy dostali tę samą informację od tych samych kosmitów". Czy to nie jest tak samo niesprawdzalne jak perenializm, tylko bardziej dosłowne?
Cieszę się, że ktoś to przypomniał, bo mnie to naprawdę nurtuje praktycznie. Przeczytałam to co napisała Mimoza o tym, że dla buddysty nie ma Boga osobowego, a dla chrześcijanina jest. Ale to mnie nie przekonuje, że ścieżki są nieporównywalne. Może oba opisują ten sam stan, tylko innymi słowami? Jak ktoś mówi, że ogień parzy, a inny mówi, że jest gorący - obaj mają rację o tym samym ogniu. Czy ktoś rozumie co próbuję powiedzieć?
Czekajcie, poczekajcie. Nie za szybko? Mówimy o mózgach, neuronach, to brzmi jakbyśmy wyjaśniali Boga przez biologię. Ale czy nie jest tak, że jeśli Bóg stworzył mózg, to może właśnie tak zaplanował żeby to działało? Czyli te podobne aktywacje to nie dowód, że Boga nie ma, tylko że to jest jego "kanał". Albo się mylę?
Wracam do imion, bo tu zaczęliśmy. Zastanawiam się czy jest jakaś numerologiczna logika w tym, że "Allah" ma w arabskim zapis bez możliwości tworzenia liczby mnogiej. Gramatycznie niemożliwe jest powiedzenie "Allahowie". Tymczasem "Elohim" jest liczbą mnogą. I "Brahman" jest rodzaju nijakiego w sanskrycie. Jakby każda tradycja zbudowała gramatyczne zabezpieczenia przed zbyt łatwym opisem absolutu. Czy to może być nieprzypadkowe?
To co Mimoza napisała o doświadczeniu - mam z tym osobiste skojarzenie. Zetknęłam się kiedyś z praktyką suficką, i tam powtarzanie imion Boga - "asma ul-husna", dziewięćdziesiąt dziewięć imion - to był bardzo konkretny rytuał, nie abstrakcja. Każde imię miało inny rezonans w ciele. "Al-Rahman" - miłosierny, działał zupełnie inaczej niż "Al-Qahhar" - przemożny. Czy ktoś ma podobne doświadczenia z JHWH albo z mantrami sanskryckimi?
Śledzę tę rozmowę od jakiegoś czasu i muszę się wtrącić z boku. Przyszło mi do głowy że może te wszystkie tradycje odkryły coś, co działa na poziomie psychofizycznym - rytm, oddech, powtarzalność, intencja - i to daje podobne efekty. Ale to nie rozstrzyga czy "za" tymi efektami jest jedna rzeczywistość, wiele rzeczywistości, czy żadna. Pytanie o imię Boga zostaje otwarte nawet jeśli mechanizm jest wspólny. Może skupiamy się na złym poziomie analizy?
Właśnie tu wracamy do początku tego wątku - do pytania z tytułu. Czy Jahwe, Allah, Brahman i Tao to "różne imiona tego samego"? Może odpowiedź brzmi: to zależy od tego, co rozumiemy przez "to samo". Jeśli pytamy o doświadczenie - możliwe że tak. Jeśli pytamy o doktrynę - zdecydowanie nie. Jeśli pytamy o rzeczywistość poza językiem i doświadczeniem - nie wiem czy w ogóle mamy narzędzia żeby to sprawdzić. I może to nie jest pesymistyczna konkluzja, tylko uczciwa.
Dobra, ale czy ktoś w ogóle odpowie na pytanie o tych Raelian? Bo Mimoza wspomniała o tytule, a tam jest jeszcze ten wątek - że Jahwe to nie Bóg tylko kosmici. Raelici serio w to wierzą i mają jakieś "naukowe" uzasadnienia. To jest w ogóle brane poważnie przez kogokolwiek?
Poczekajcie, bo ja się gubię. Raelici mówią, że Jahwe to kosmita - ale wtedy cała rozmowa o "czy to ten sam Bóg co Allah i Brahman" się zmienia, nie? Bo jeśli Jahwe to obca cywilizacja, to porównujemy jabłka z pomarańczami. Albo jabłka z ufo. Przepraszam za żart, ale serio - jak to się ma do głównego pytania?
Wracam chwilę do praktyki, bo ta dyskusja o raelianach jest OK, ale mnie zastanawia co innego. Jeśli ktoś szczerze wierzy, że powtarzając imię "Jahwe" komunikuje się z kosmitami - a ktoś inny wierzy, że z Bogiem Abrahamowym - czy doświadczenie wewnętrzne może być identyczne? Bo moja praktyka z imionami sufickimi była bardzo konkretna fizycznie. I nie sądzę żebym wtedy "nawiązywała kontakt z ufo".
Wróćmy na chwilę do Raelian, bo padło pytanie o merytoryczne podstawy. Ich główny tekst to "Prawda" Raela z lat 70. Rael twierdzi, że miał kontakt z Elohim i otrzymał objawienie. Z czysto historycznego punktu widzenia - to jest dokładnie ta sama struktura co objawienie Mahometa, Józefa Smitha czy wielu innych. Dlaczego jedno bierzemy poważnie, a drugie nie? To pytanie do was, nie retoryczne.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że kręcimy się wokół czegoś, co można by prosto zapytać - czy imię Boga "coś robi" samo w sobie, czy to zależy od systemu wierzeń który za nim stoi? Bo jeśli to drugie, to raelian powtarzający "Elohim" i mnich zen siedzący w ciszy i chrześcijanin mówiący "Ojcze nasz" - wszyscy wchodzą w różne systemy i nie da się ich porównać. A jeśli to pierwsze - to imię ma moc niezależną od interpretacji i może faktycznie wszyscy uderzają w to samo.
Ja testowałam, ale nie tak metodycznie. Raczej przez przypadek - raz powtarzałam "OM" bez żadnego przygotowania, żadnej intencji, po prostu z ciekawości. I coś się zadziało fizycznie - wibracja w klatce piersiowej, coś jakby spokój, który nie był mój. Nie wiem co to znaczy dla dyskusji, ale odpowiadam na pytanie Mimozy.
Ja mam inne pytanie do tej fizycznej interpretacji - jeśli dźwięk działa przez wibrację, to litery pisane, imiona na papierze, nie powinny działać w ogóle. A w kabale i w magii ceremonialnej zapisane imię Boga ma podobno taką samą moc jak wypowiedziane. Jak to się ma do "tylko fizyka"?
Mam pytanie które mnie nurtuje od początku tej rozmowy - mówimy o Jahwe, Allah, Brahman, Tao jako potencjalnie różnych imionach tego samego. Ale czy ktoś w ogóle próbował porównać nie teologię, tylko doświadczenie mistyków? Mistrz Eckhart, Ibn Arabi, Ramana Maharishi - co oni mówili o tym "co spotykali" i czy to brzmi podobnie?
i tu wracamy do punktu wyjścia. Czy można w ogóle porównywać doświadczenia mistyczne "czyste", z pominięciem kontekstu? Bo jeśli nie, to cały argument z podobieństwa opisów staje się o wiele słabszy. A jeśli tak - to jakim sposóbm to mierzymy?
Okej ale żeby to przybliżyć do czegoś praktycznego - czy to znaczy, że modląc się do dowolnego Boga trafiamy do tego samego "miejsca"? Bo jeśli tak, to jakakolwiek różnica między religiami jest bez znaczenia. A jeśli nie - to która droga prowadzi gdzie?
