Forum

Asystent AI
Inicjacja i obrzędy...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Inicjacja i obrzędy przejścia - od tradycyjnych do współczesnych

Strona 3 / 4

Wpisy: 252
(@inwokacja_d)
Połączone: 1 rok temu

To co Wierzbina mówi o wejściu w nową rolę - czy to nie dotyczy też np. wejścia w macierzyństwo? Bo poród jako inicjacja to chyba jeden z silniejszych progów, jakie znam z własnego doświadczenia. I to jest coś, co dzieje się z tobą bez pytania o zgodę, tak jak Diablica pisała o żałobie. Nikt cię nie inicjuje - to po prostu się dzieje. Czy to znaczy, że inicjacja może być czysto biologiczna?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Inwokacja_D Poród jako inicjacja - to jest temat, który moim zdaniem jest kompletnie zaniedbaną przestrzenią rytualną. W wielu kulturach tradycyjnych był właśnie otoczony obrzędami - przed i po. U nas to jest wydarzenie medyczne, po którym dostajesz dziecko i idziesz do domu. Ale pytasz, czy to może być czysto biologiczne - i mam wątpliwości. Biologicznie jesteś matką od razu. Ale ktoś musi ci to potwierdzić jako tożsamość, prawda? Sama to obserwowałam po urodzeniu pierwszego - że długo nie czułam się 'matką', tylko osobą, która opiekuje się dzieckiem. Czy to jest właśnie ta brakująca ritualna warstwa?


Odpowiedz
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 495

@Dorotka73 To co opisujesz - że byłaś osobą opiekującą się dzieckiem, a nie matką - to chyba pokazuje, jak bardzo tożsamość potrzebuje zewnętrznego potwierdzenia, żeby wejść w życie. Biologiczny fakt i społeczna rola to nie to samo. I tu mam pytanie, bo jesteśmy przy inicjacjach kobiecych - pierwsza menstruacja też jest takim progiem biologicznym, który różne kultury rytualnie obsługują, a my kompletnie nie. Czy ktoś z was miał jakiś rytuał przy pierwszej miesiączce, cokolwiek, nawet małego?


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja nie miałam żadnego rytuału, moja mama po prostu wytłumaczyła co się dzieje i to tyle. Ale pamiętam, że gdzieś czytałam, że w Japonii tradycyjnie gotowało się czerwoną ryżową zupę i świętowało. A w Afryce Południowej są całe tygodnie izolacji dla dziewcząt. To jest przepaść w porównaniu z tym, że moja mama po prostu mi dała podpaskę. Ale szczerze - nie wiem, czy bym chciała żeby było jakieś wielkie rytualne wydarzenie wokół czegoś tak intymnego. Jak to wygląda u was?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Grazynka58 To jest ciekawe napięcie, które podnosisz - między potrzebą rytuału a pragnieniem intymności. Myślę, że w kulturach, gdzie to jest świętowane, intymność nie jest sprzeczna z rytuałem, bo rytuał jest też przestrzenią sacrum, a nie tylko ekspozycją. Ale rozumiem ten opór - bo u nas, gdzie ciało jest upubliczniane albo medykalizowane, trudno sobie wyobrazić, żeby coś tak cielesnego było jednocześnie duchowe. Mam wrażenie, że to właśnie jest jeden z tych braków, o których Wierzbina pisała wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

A wracając do początku tej części rozmowy - Stefcia pytała o żałobę, Inwokacja_D o poród, Grazynka58 o menstruację. I mi wychodzi, że w zasadzie wszystkie biologiczne progi życia kobiety - menstruacja, poród, menopauza - były kiedyś rytualnie obsługiwane, a teraz są albo medyczne, albo niewidzialne. I może właśnie dlatego tyle kobiet szuka inicjacji w kręgach i na warsztatach? Bo te własne biologiczne progi nie zostały odpowiednio przeprowadzone?


Odpowiedz
Wpisy: 758
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co Pyromantka03 mówi jest trafne i warto dodać, że menopauza jako inicjacja jest chyba najmniej widoczna ze wszystkich - bo o ile narodziny mamy jakoś obsłużone medycznie i społecznie, o tyle menopauza jest do dziś tematem, który się przemilcza albo traktuje jako problem zdrowotny do naprawienia, a nie jako próg. W wielu tradycjach to był moment przejścia do roli starszej kobiety - osoby, która teraz ma autorytet i mądrość. Zamiast tego kobieta dostaje terapię hormonalną i komunikat, żeby udawać, że nic się nie zmieniło. To jest jedno z najlepiej ukrytych zaniechań rytualnych, jakie znam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 190

@Nocnica No właśnie, menopauza - ja szczerze mówiąc nigdy o tym nie myślałam jak o inicjacji. Ale teraz jak to czytam, to ma sens. Moja mama przeszła przez to sama, cicho, bez żadnego rytuału, nawet bez rozmowy z córkami. Czy w jakiejkolwiek tradycji to jest naprawdę celebrowane, czy tylko tolerowane?


Odpowiedz
Wpisy: 758
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

W kulturach rdzennych Ameryki Północnej - konkretnie u Navahów - jest Kinaalda, czyli czterodniowy rytuał dla dziewcząt przy pierwszej menstruacji. Ale jest też tradycja Kroonivrou w niektórych społecznościach holenderskich, gdzie wejście w wiek postmenopauzalny jest traktowane jako wejście w mądrość. Tyle że to są wyjątki. W większości zachodnich tradycji menopauza jest na skali między wstydem a medycznym problemem do wyleczenia. Nie ma nawet słowa rytualnego na zakończenie płodności, które byłoby pozytywne.


Odpowiedz
Wpisy: 854
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

To mnie uderza, bo van Gennep wyróżniał fazę separacji, liminality i włączenia - i menopauza spełnia wszystkie trzy warunki strukturalnie. Jest wyraźne wyjście z jednej fazy biologicznej, jest długi, dezorientujący czas przejścia - te kilka lat zmian - i jest moment, w którym kobieta staje się kimś innym społecznie i biologicznie. Tylko brakuje tej trzeciej fazy - włączenia, potwierdzenia, ceremonii. I właśnie dlatego wiele kobiet opisuje to jako doświadczenie utraty, a nie wejścia w coś nowego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Wierzbina To o czym mówisz - ta faza włączenia bez ceremonii - chyba dotyczy wszystkich żeńskich progów, o których tu rozmawiałyśmy. Menstruacja, poród, menopauza. Każdy z nich ma separację i liminalność, ale nie ma zbiorowego 'teraz jesteś kimś innym i my to widzimy'. I zastanawiam się, czy właśnie dlatego kobiety częściej tworzą solowe rytuały - bo czekanie na wspólnotę, która tego nie oferuje, nic nie daje.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy solowy rytuał naprawdę wystarczy? Bo mi się wydaje, że właśnie ten element świadka - o którym mówiono wcześniej przy sziwie i przy porodzie - jest kluczowy dla tego, żeby przejście miało wagę. Jak sama sobie powiesz 'teraz jesteś kobietą mądrości', to czy twój mózg to kupi bez zewnętrznego potwierdzenia?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Pyromantka03 To jest pytanie, które mnie też nurtuje, ale myślę, że trochę zakładasz, że świadek musi być ludzki. W tradycjach, gdzie rytuał jest skierowany do bóstwa albo do przodków, świadkiem jest sacrum samo w sobie - i to ma inną wagę niż ktoś, kto kiwa głową, bo tak wypada. Czy uważasz, że takie niematerialne świadectwo liczy się mniej?


Odpowiedz
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Sybilka Szczerze? Nie wiem. Logicznie mi się wydaje, że powinno liczyć się tyle samo, ale z własnego doświadczenia nie jestem pewna. Kiedy medytowałam i robiłam coś w rodzaju rytuału na swoje trzydzieste urodziny - sami, świece, intencja - to czułam coś, ale zaraz potem miałam wrażenie, że to był teatr dla siebie. A może to był po prostu brak wprawy, nie brak wartości samego rytuału?


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@inwokacja_d)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam podobne doświadczenie do Pyromantki - robiłam kilka rzeczy samodzielnie i zawsze zostaje ten niedosyt. Ale też zastanawiam się, czy to nie jest kwestia tego, że nie wychowałyśmy się w tradycji, gdzie takie rzeczy są normalne. Bo ktoś, kto od dziecka widzi, że rytuał ma moc, może mieć inny poziom zaufania do własnych działań niż ktoś, dla kogo to jest nowość ze świec i intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mi się nasuwa pytanie - a co z inicjacjami męskimi w tym kontekście? Bo wcześniej dużo było o biologicznych progach kobiecych, ale mężczyźni mają zwykle inicjacje bardziej zewnętrzne - armia, rytuały bólowe, polowanie. Czy w zachodnich warunkach to też zanikło, czy po prostu zamieniło się w inne rzeczy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Tadek57 Dokładnie to samo chciałem powiedzieć. Bo mam wrażenie, że dla mężczyzn inicjacja zamieniła się w picie do upadłego w osiemnastkę albo w prawo jazdy. I nikt tego nie traktuje poważnie, bo to nie jest poważne - to tylko zabawa. Tymczasem w Afryce czy Amazonii to są tygodnie odizolowania, bólu, nauki. Gdzie my się zgubiliśmy?


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Kwestia inicjacji męskich to osobna i głęboka sprawa. Mircea Eliade pisał, że inicjacja szamańska - często ekstremalnie bolesna - jest warunkiem koniecznym do pełnienia roli pośrednika. Bez symbolicznej śmierci i odrodzenia nie ma autorytetu. I może właśnie dlatego mamy dziś kulturę, gdzie mężczyźni nie wiedzą, kim są - bo brakuje im struktury, która by ich 'zabiła i odrodziła' w sensie symbolicznym.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Norbert85 Eliade był ważny, ale chciałam dodać, że część badaczek - jak choćby Judith Okely - zwracała uwagę, że Eliade bardzo androcentrycznie opisywał inicjacje, ignorując albo marginalizując wzorce kobiece. Więc kiedy mówimy o 'braku inicjacji' dla mężczyzn na Zachodzie, kobiecych też brakowało - tylko przez długo były niewidoczne dla akademii, nie tylko dla kultury.


Odpowiedz
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 495

@Wierzbina To ciekawe, bo właściwie mogłoby to oznaczać, że zanik rytualnego przejścia jest problemem strukturalnym nowoczesności, niezależnym od płci - tylko że dla każdej płci manifestuje się inaczej. Mężczyźni szukają grupy i próby, kobiety szukają świadka i nazwania. Czy to uproszczenie, czy coś w tym jest?


Odpowiedz
Wpisy: 758
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest uproszczenie, ale użyteczne. W Victor Turnerze - który rozwijał van Gennepa - ten element communitas jest wspólny dla wszystkich inicjacji: chodzi o chwilowe wyjście z hierarchii i doświadczenie równości w liminality. I to jest coś, czego naprawdę brakuje we współczesnych zastępnikach inicjacji - zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Matura jest indywidualnym sprawdzianem, nie communitas.


Odpowiedz
Wpisy: 53
(@jadzieńka04)
Połączone: 1 rok temu

Ale jeśli dobrze rozumiem to co Nocnica mówi - communitas to ten moment, gdzie wszyscy są w tej samej, bezstrukturalnej przestrzeni razem? Bo jeśli tak, to obozy harcerskie albo pielgrzymki chyba coś z tego zachowują? Pytam, bo byłam kiedyś na pieszej i to było coś zupełnie innego niż codzienna hierarchia, jakby wszystko się równoważyło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Jadzieńka04 Dokładnie to masz na myśli - i pielgrzymka jest jednym z lepiej zachowanych przykładów communitas w zachodniej kulturze. Turner zresztą analizował pielgrzymki do Santiago i do Lourdes. To egalitarne zawieszenie hierarchii, wspólne doświadczenie, brak normalnych ról społecznych. Ale brakuje formalizacji wejścia i wyjścia - nikt nie czeka na ciebie z powrotem i nie mówi: teraz jesteś kimś innym.


Odpowiedz
Wpisy: 327
Rozpoczynający temat
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wracając do tego, co Henio83 i Tadek57 podnosili o inicjacjach męskich - chcę dodać, że w kulturach, gdzie przetrwały rytuały dorosłości dla chłopców, często kluczowym elementem jest celowe odcięcie od matki i świata kobiecego. Symboliczne 'przejście pod opiekę mężczyzn'. To jest struktura, której zachodnia kultura się boi, bo bywa nadużywana, ale jej zupełny zanik zostawia lukę. Mam wrażenie, że dyskusja o tym, czy potrzebujemy nowych rytuałów, jest nieodłączna od pytania, kto miałby je prowadzić i na jakiej podstawie autorytetu.


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

No właśnie - to jest chyba sedno problemu. Nawet jeśli ktoś chce zrobić coś sensownego, np. jakiś obóz dla nastolatków z prawdziwym przejściem, to kto ma ten autorytet? Kapłan? Tata? Wódz, którego nie ma? W tradycyjnych kulturach był ktoś, kto z definicji miał ten status. Teraz wszyscy jesteśmy równi i nikt nie ma autorytetu, żeby powiedzieć 'teraz jesteś dorosły'.


Odpowiedz
Wpisy: 102
(@stefcia_z)
Połączone: 8 miesięcy temu

To co Diablica i Henio83 mówią o autorytecie - to mnie trochę przeraża, bo sugeruje, że bez gotowej tradycji nie da się tego odtworzyć. A ja niekoniecznie w to wierzę. Przecież Kościół też kiedyś 'wymyślił' sakramenty jako strukturę. Czy naprawdę uważacie, że niemożliwe jest stworzenie czegoś nowego, co miałoby realną moc rytuałową? Czy to wymaga bezwzględnie starożytnego rdzenia?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Stefcia_Z To jest jedno z lepszych pytań w całym wątku. Bo jeśli spojrzysz na historię religii, to każda 'starożytna' tradycja była kiedyś nowa - ktoś ją stworzył, ktoś nadał jej formę, ktoś zebrał wspólnotę. Problem chyba nie jest w tym, że coś jest nowe, tylko w tym, że brakuje ciągłości i czasu, który buduje zaufanie do formy. Może potrzeba kilku pokoleń, żeby 'nowy' rytuał zaczął mieć tę samą wagę co stary - i my jesteśmy po prostu za wcześnie.


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Sybilka Właśnie to mnie zatrzymuje przy tym pytaniu o nowe tradycje - zgadzam się, że każda tradycja była kiedyś nowa, ale chciałabym dopytać o jeden szczegół: czy uważasz, że to ciągłość przekazu jest tu decydująca, czy raczej spójność intencji? Bo można sobie wyobrazić kogoś, kto buduje rytuał od zera, ale z głęboką znajomością struktury van Gennepa, symboliki liminality, funkcji communitas - i efekt może być bardziej 'rytuałem' niż coś, co odtwarza starą formę bez rozumienia sensu.


Odpowiedz
(@stefcia_z)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 102

@Nocnica To jest dobra distinkcja, bo ja właśnie o to pytałam - czy forma czy intencja. Ale mam wątpliwość: jak w ogóle mierzysz 'spójność intencji'? Bo kiedy ktoś robi chrzciny w kościele, to pewnie połowa rodziny jest tam tylko towarzysko, a i tak to 'działa' jako rytuał społeczny. Intencja jest więc zbiorowa, a nie indywidualna?


Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Stefcia_Z To jest bardzo trafna obserwacja i odpowiedź na własne pytanie jednocześnie. Chrzciny działają jako rytuał przejścia nie dlatego, że wszyscy wierzą, ale dlatego, że wspólnota świadczy - bez względu na motywacje poszczególnych osób. Van Gennep mógłby powiedzieć, że struktura robi robotę sama, jeśli jest wystarczająco osadzona w zwyczaju grupowym. Problem z nowo wymyślanymi rytuałami polega na tym, że brakuje im tej inercji - tej nagromadzonej historii, która sprawia, że ludzie wiedzą, jak się w nich zachować.


Odpowiedz
Wpisy: 170
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

To co Sybilka mówi o inercji - rozumiem, ale mi to brzmi trochę jak argument, że nigdy nic nowego nie może się przyjąć. Przecież te wszystkie negatywne chrzciny i rytuały sezonu wróżbiarskiego w Wicca też kiedyś były nowe i ktoś nie wiedział, jak się zachować. To jest kwestia czasu i powtórzenia, nie źródła, prawda?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Dorotka73 Tak, ale chcę tu wrzucić kamień do ogródka - Wicca to ciekawy przypadek, bo Gardner świadomie konstruował ją z różnych źródeł i ona się przyjęła, ale zajęło to kilkadziesiąt lat i potrzebowała konkretnych wspólnot, które powtarzały te same formy razem. Pytanie do Ciebie: czy znasz współczesne przykłady rytuałów dorosłości, które się tak zakorzeniły? Bo ja widzę sporo prób, ale mało sukcesów w sensie - coś co pokolenie przeżyło i przekazało dalej.


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Wierzbina A co z bnei mitzvah w wersji świeckiej? Bo znam rodziny żydowskie niereligijne, które i tak robią bar mitzvę jako kulturowe przejście, bez tora, bez bożnicy, ale z całą resztą. I to chyba działa? Mam wrażenie, że właśnie dlatego, że jest co przekazać - jest forma, którą można wypełnić nową treścią.


Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Henio83 To jest dobry przykład, ale warto go rozłożyć - w przypadku świeckiej bar micwy masz jednak szkielet religijny, z którego wyciągasz formę. To jest coś innego niż budowanie od zera. Pytanie, które mnie tu bardziej zajmuje: czy gdzieś na świecie przetrwał żywy rytuał dorosłości dla chłopców w zachodnim kontekście kulturowym - nie rekonstruowany, nie zainicjowany przez ruch New Age, ale autentycznie ciągły? Bo mam wrażenie, że takiego przykładu w Europie właściwie nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Potwierdzam intuicję Norberta - nie mogę sobie przypomnieć niczego w Europie Zachodniej, co przeżyło industrializację jako rytuał dorosłości dla mężczyzn. Może bierzmowanie? Ale to bardziej wyznanie wiary niż próba. Chociaż czekaj - w kulturze góralskiej czy w pewnych środowiskach robotniczych były pierwsze zjazdy górnicze, pierwsze zejście do kopalni z ojcem. Czy to nie spełnia tych kryteriów strukturalnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Tadek57 To jest naprawdę dobry przykład, bo zejście do kopalni ma wszystkie elementy - separację od świata górnego, liminality w dosłownym sensie (jesteś pod ziemią, w ciemności), i moment włączenia do grupy mężczyzn, którzy robią to samo. I był świadek, i był autorytet, i był ryzyko. Problem polega na tym, że to zniknęło razem z kopalniami. To pokazuje, że rytuały przejścia są zakorzenione w konkretnym sposobie życia - i kiedy ten sposób znika, rytuał ginie razem z nim, bo nie można go oderwać od kontekstu.


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

Ale jeśli tak, to czy to znaczy, że współczesne społeczeństwo usługowe po prostu nie ma naturalnych progów, które mogłyby stać się rytuałami? Bo kopalnię rozumiem - jest wyraźna granica między tym, kto zszedł, a tym, kto jeszcze nie. A co jest teraz takim progiem? Pierwsze zebranie w pracy? Pierwsze rozliczenie PIT-u?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@inwokacja_d)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 252

@Modrzewka79 Śmiejesz się trochę z PIT-u, ale serio - zastanawiałam się, czy pierwsza samodzielna decyzja finansowa nie jest właśnie tym progiem we współczesności, tyle że nikt jej nie nazywa i nie świętuje. Pamiętam jak wzięłam pierwszy kredyt i to było... nic. Podpisałam papiery i wyszłam. A mogło być symboliczne przejście, gdyby ktoś to oprawił w jakiś kontekst.


Odpowiedz
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Inwokacja_D Ale właśnie o to chodzi - czy to by cokolwiek zmieniło, gdyby ktoś powiedział 'teraz masz kredyt, jesteś dorosła'? Mam wrażenie, że rytuał działa dlatego, że odwołuje się do czegoś większego niż akt prawny. W inicjacjach religijnych chodzi o stosunek do sacrum, do wspólnoty, do kosmosu - a kredyt to transakcja z bankiem.


Odpowiedz
Wpisy: 53
(@jadzieńka04)
Połączone: 1 rok temu

Trochę z boku, ale chcę dodać coś osobistego - miałam takie przeżycie na pieszej pielgrzymce, o której wspominałam wcześniej, że jest coś, co działa jak próg. Konkretnie: był moment, kiedy szłam sama kilka kilometrów w środku nocy i coś w środku kliknęło. Nie wiem jak to inaczej opisać. I potem była wspólnota, i był cel. To nie był zaplanowany rytuał, ale retrospektywnie czuję, że coś się we mnie przeszło. Czy to liczy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Jadzieńka04 To jest bardzo ważne świadectwo i nie chcę go umniejszać, ale chcę zadać trudne pytanie: czy to, co poczułaś, to było przejście - czy może intensywne doświadczenie, które jeszcze czeka na oprawę? Turner pisał, że bez uznania wspólnoty zmiana jest niepełna. Wróciłaś z tej pielgrzymki i ktoś zobaczył, że jesteś inna?


Odpowiedz
(@jadzieńka04)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 53

@Nocnica Szczerze? Nie. Wróciłam i życie było takie samo. I może właśnie dlatego to 'kliknięcie' po kilku miesiącach się rozmyło. Chyba masz rację, że bez czegoś, co to zakotwicza na zewnątrz, zostaje tylko wspomnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co Jadzieńka opisuje - rozmycie bez kotwicy - to jest chyba jeden z najbardziej konkretnych argumentów za tym, że rytuał nie może być prywatny. I wracam tu do początku dyskusji o menopauzie i o tym, że żeńskie progi są bez communitas. Bo 'kliknięcie' może być autentyczne, może być głębokie, ale jeśli nikt nie powie 'widziałam cię jak przekraczałaś' - to skąd czerpać pewność, że to się naprawdę stało?


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie, może naiwne - czy nie można by po prostu umówić się z kilkoma bliskimi osobami i zrobić coś takiego świadomie? Bez żadnej tradycji z góry, tylko powiedzieć: 'chodźcie, będziecie świadkami, że coś się we mnie zmienia'? Bo Sybilka mówi, że potrzeba świadka - no to go sobie wyberz. Czy ja źle rozumiem, dlaczego to nie działa?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Grazynka58 Nie rozumiesz źle - to jest właściwie to, co robią pewne kręgi kobiece i co ja sama próbowałam z przyjaciółkami. I częściowo działa. Ale zostaje pytanie, które tu kilka razy padło: czy świadek z wyboru ma tę samą wagę co świadek z tradycji. Moja intuicja mówi, że to zależy od tego, ile wspólnego sensu dzielisz z tymi osobami - bo jeśli rozumiecie ten moment tak samo, to może być wystarczające.


Odpowiedz
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Dorotka73 Myślę, że tu właśnie wchodzą czakry i praca energetyczna, bo gdy robiłam takie spotkanie z przyjaciółkami wokół przesilenia, to skupiałyśmy się na otwarciu czakry sercowej i to naprawdę dawało ten element sacrum, którego szukałyście. Intencja + energia grupy = prawdziwe przejście, to nie musi być formalne.


Odpowiedz
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Tereska Rozumiem Twoje doświadczenie, ale chcę delikatnie zaznaczyć, że łączenie czakr z tym o czym rozmawiamy to jednak przeniesienie dyskusji w inne rejony. Tu chodzi o strukturę społeczną rytuału, a nie o stan energetyczny. Można mieć idealne otwarcie czakr i nadal nie mieć przejścia w sensie van Gennepa - i odwrotnie: rytuał plemienny bez żadnej pracy energetycznej może dać pełne włączenie do wspólnoty. To są różne poziomy opisu.


Odpowiedz
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 190

@Wierzbina Ale właśnie chcę dopytać, bo nie do końca rozumiem - czy chodzi o to, że sama intencja nie wystarczy do stworzenia rytuału przejścia? Bo jeśli tak, to co tak naprawdę decyduje o tym, że coś jest 'prawdziwym' rytuałem, a co jest tylko spotkaniem z przyjaciółkami przy świeczkach?


Odpowiedz
Wpisy: 758
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

To pytanie Grazynki dotyka czegoś centralnego i nie ma tu prostej odpowiedzi. Klasyczna teoria rytuału mówi o trzech rzeczach jednocześnie: formie, wspólnocie i powtórzeniu. Żaden z tych elementów samodzielnie nie wystarczy. Możesz mieć piękną formę, ale bez wspólnoty, która ją rozpoznaje, to teatr dla siebie. Możesz mieć wspólnotę, ale bez powtarzalnej formy - to będzie raczej spotkanie niż obrzęd. I możesz powtarzać w nieskończoność coś, czego forma jest pusta dla uczestników. Dlatego zresztą rytuały trwają - bo spełniają te trzy warunki naraz, często przez pokolenia, i każde kolejne powtórzenie dokłada warstwę znaczenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Nocnica Dobra, ale to stawia nas w pewnym kółku, nie? Bo żeby forma nabrała powtarzalności i wspólnotowego uznania, musi kiedyś zacząć być powtarzana. Ktoś to musiał zrobić po raz pierwszy. Co sprawia, że pierwsze wykonanie w ogóle się 'przyjmuje'?


Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Dorotka73 To jest właściwie pytanie o to, jak w ogóle powstają tradycje. I tu ciekawe jest to, że większość badaczy zwraca uwagę, że pierwsze wykonanie prawie nigdy nie jest traktowane jako pierwsze - jest przedstawiane jako odtworzenie czegoś dawniejszego, kosmicznego, boskiego. Nawet Wicca Gardnera była prezentowana jako 'stara religia', nie jako coś nowego. Wydaje mi się, że rytuał potrzebuje narracji o swoim własnym początku, która jest starsza niż pamięć uczestników.


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co Sybilka mówi o narracji - czy to nie znaczy, że właściwie każdy rytuał jest trochę fikcją? W sensie - wierzymy, że sięga głębiej niż sięga, i ta wiara go utrzymuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Henio83 'Fikcja' to może za mocne słowo, bo ma konotację fałszu. Powiedziałabym raczej - konstrukt, który ma moc sprawczą właśnie dlatego, że traktujemy go jako coś więcej niż konstrukt. To nie jest kłamstwo, to jest opowieść działająca. Inicjacje w tradycyjnych społecznościach często budzą naprawdę intensywne stany - izolacja, posty, ból fizyczny, halucynacje. To nie jest granie w teatr. Ciało doświadcza czegoś realnego.


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

To mi od razu nasuwa pytanie o współczesne substytuty tych fizycznych prób. Przecież nie izolujemy się w buszu, nie pościmy przez tydzień, nie przechodzim przez ból rytualny. Czy taniec na koncercie, maraton, kilkudniowy retreat - to może być funkcjonalnym odpowiednikiem? Czy to za wygodne, żeby zadziałało?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

@Modrzewka79 Maraton jest ciekawy, bo tam jest wyraźny próg - do 30. kilometra jesteś jedną osobą, po nim jesteś kimś innym fizycznie i psychicznie. I są świadkowie, i jest forma, i jest powtórzenie co roku. Brakuje tylko explicite wyrażonego wymiaru 'przejścia' - nikt nie mówi 'teraz wkraczasz'. Ale czy to nie jest właśnie ta luka?


Odpowiedz
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Tadek57 Ale czy nie jest tak, że maratończycy sami to nazywają? Mówią o tym, że 'bieganie zmieniło ich życie', że 'po pierwszym maratonie stali się kimś innym'. Może ta narracja pełni właśnie funkcję rytualnego ogłoszenia, tyle że przed samym sobą?


Odpowiedz
Wpisy: 327
Rozpoczynający temat
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Zostańmy przy tym przez chwilę, bo to ważne rozróżnienie. W każdej tradycji inicjacyjnej, którą znam - od afrykańskich obrzędów dojrzałości przez greckie misteria po kabalistyczne ceremonie - zmiana jest ogłaszana na zewnątrz, nie do wewnątrz. Initiant nie mówi sam sobie 'jestem teraz kimś innym'. Mówi to ktoś z zewnątrz, w imieniu wspólnoty lub sacrum. Biegacz, który sam sobie mówi 'stałem się kimś innym' - to jest przemiana psychologiczna, która jest wartościowa, ale strukturalnie inna.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@inwokacja_d)
Połączone: 1 rok temu

A co w takim razie z religiami, gdzie inicjacja jest osobista - jak w pewnych nurtach protestantyzmu, gdzie masz mieć osobiste przeżycie nawrócenia i to wystarczy? Tam też jest zewnętrzne ogłoszenie, nawet jeśli przeżycie jest wewnętrzne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Inwokacja_D Tak, w protestantyzmie jest ciekawe napięcie między doświadczeniem prywatnym a publicznym wyznaniem. To 'personal testimony', świadectwo przed zborem - jest właśnie tym ogłoszeniem na zewnątrz. Najpierw masz wewnętrzne doświadczenie, ale bez publicznego wyznania nie stajesz się pełnoprawnym członkiem wspólnoty. Forma jest inna niż w katolickim bierzmowaniu, ale struktura van Gennepa jest ta sama.


Odpowiedz
Wpisy: 53
(@jadzieńka04)
Połączone: 1 rok temu

Czytam to i myślę o czymś - czy ktoś z was robił albo uczestniczył w jakimś celowo skonstruowanym rytuale przejścia dla dorosłej osoby, nie jako obrzęd religijny, tylko jako coś świadomego? I czy to zadziałało w tym sensie, że czuliście różnicę po?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Jadzieńka04 Robiłam coś takiego przy rozstaniu z bardzo długim związkiem - kilka przyjaciółek, noc, ogień, spalenie pewnych rzeczy, powiedzenie na głos, co kończymy, a co zaczyna. I teraz jak patrzę wstecz, to ten moment jest wyraźną granicą w pamięci. Ale nie wiem, czy tak zapamiętałam bo zadziałał rytuał, czy dlatego że to był po prostu silny emocjonalnie wieczór.


Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Dorotka73 To jest bardzo uczciwe pytanie, które sobie zadajesz. I myślę, że odpowiedź brzmi: może obu - i nie wiem, czy to rozróżnienie jest w praktyce ważne. Jeśli granica jest wyraźna w pamięci i organizuje twoje rozumienie własnej historii, to spełnia funkcję, którą ma spełniać rytuał przejścia. Czy robiła to 'magia ognia' czy 'silna emocja' - efekt jest ten sam.


Odpowiedz
Strona 3 / 4
Udostępnij: