Siedziałem ostatnio nad Euzebiuszem z Cezarei i uderzyło mnie, jak bardzo spór ariański to nie była tylko akademicka kłótnia teologów. Ariusz twierdził, że Syn jest stworzeniem - doskonałym, pierwszym, pośredniczącym między Bogiem a światem, ale jednak stworzeniem. 'Był czas, gdy Go nie było' - to chyba najkrótsza i najcelniejsza formuła jego nauki. I ta jedna sentencja rozsadziła cesarstwo od środka. Zastanawiam się, jak to w ogóle możliwe, że spór o jedno greckie słowo - homoousios czy homoiousios, czyli 'tej samej istoty' albo 'podobnej istoty' - mógł doprowadzić do prześladowań, banicji biskupów i prawie do trwałego rozłamu. Czy ktoś się tu w ogóle interesuje tym tematem? Bo chciałbym pogadać nie tyle o samej dogmatyce, co o tym, co tak naprawdę stało za tym sporem.
Tym tematem interesuję się od dawna i moim zdaniem za sporem stało kilka warstw naraz. Pierwsza to oczywiście filozofia - neoplatonizm versus myślenie bardziej biblijna-semickie. Ariusz był mocno pod wpływem Orygenesa i koncepcji hierarchicznego zstępowania od Jedynego Boga w dół. Dla niego Syn-Logos to coś, co musiało być stworzone, bo Bóg jeden jest absolutnie transcendentny i nie może się 'podzielić'. Ale druga warstwa jest równie ważna - polityczna. Konstantyn I potrzebował Kościoła jako spoiwa cesarstwa i zorganizował Sobór Nicejski w 325 roku głównie po to, żeby zakończyć spór administracyjnie. Efekt? Formuła homoousios wygrała głosami, ale nie wygrała w sercach. Przez kilkadziesiąt lat po Nicei arianizm nadal był dominującą teologią na wschodzie cesarstwa.
Czytam wątek z dużym zaciekawieniem, bo Trójca to temat, który zawsze mnie zastanawiał od strony energetycznej i mistycznej, ale chcę się skupić na tym, o czym piszecie. Mam pytanie może trochę z innej strony - co takiego było w słowie 'homoousios', że wzbudziło taki opór? Lipowa00 napisała, że wygrało głosami, ale nie w sercach. Czy to znaczy, że sprzeciwiający się biskupi mieli merytoryczne argumenty, które zostały po prostu przegłosowane i zagłuszone przez cesarza?
Śledzę ten temat bo historia wczesnochrześcijańska zawsze mnie ciągnęła, nawet jeśli sam podchodzę sceptycznie do doktryn. Ale mam pytanie do Franka albo Lipowej - jak to się stało, że arianizm przetrwał tak długo wśród Germanów? Wizygoci przyjęli go w IV wieku i trzymali się go jeszcze w VI. Czy to była świadoma decyzja teologiczna, czy po prostu 'taka była wiara od pokoleń' i nikt już nie wnikał w subtelności?
Czytam i mam wrażenie, że Konstantyn zachował się jak ktoś, kto rozstrzyga spór nie dlatego, że rozumie rację jednej strony, tylko dlatego, że potrzebuje porządku. To chyba nie jest wyjątkowe dla religii - podobne mechanizmy widać wszędzie, gdzie władza splata się z doktryną. Ale zastanawiam się - czy Ariusz sam do końca wierzył w swoją naukę, czy był też trochę politycznym graczem? Bo to, że Konstantyn go wygnał, a potem niemal przywrócił, sugeruje że arianizm był już wtedy bardziej szachownicą niż teologią.
przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem ale nie do końca rozumiem - jeśli Sobór Nicejski w 325 roku przesądził że Syn jest 'tej samej istoty' co Ojciec, to dlaczego przez kolejne pół wieku nadal trwały walki? Czy to znaczy że sobory nie były wiążące? Kto mógł je podważać?
Ten Atanazy musiał być niezwykłą osobowością. Pięć banicji i nadal nie odpuszcza. Ale wracając do meritum - czytałam gdzieś, że spór ariański miał też wymiar mistyczny, że chodziło o to, czy zbawienie jest w ogóle możliwe. Że jeśli Chrystus nie jest w pełni Bogiem, to nie może nas naprawdę zbawić. Czy ktoś może to rozwinąć? Czy Ariusz miał jakąś alternatywną koncepcję zbawienia?
Wchodzę do rozmowy bo temat mnie zaintrygował z kierunku, który chyba jeszcze nie padł. Patrzę na spór ariański też przez pryzmat inicjacyjny i jest tam coś niepokojącego. Arianizm daje Syna-pośrednika między absolutnym Bogiem a materią. To jest schemat dokładnie gnostycki - Demiurg, niższy stwórca, oddzielony od prawdziwego Boga. Ariusz oficjalnie odcinał się od gnozy, ale struktura jego systemu jest uderzająco podobna. Czy ktoś z Was widzi tę paralelę? Bo jeśli tak, to ortodoksja nicejska mogła być też reakcją na gnostycki dualizm, nie tylko na 'logikę filozoficzną' Ariusza.
myślę, że łagodzi, ale nie usuwa. Struktura jest podobna, intencja różna. I właśnie dlatego ortodoksja nicejska uderzyła tak mocno - chciała wyciąć cały ten schemat hierarchicznego pośrednictwa, który potencjalnie otwierał drzwi do dualizmu. Homoousios to jest klin zadziany w każdą hierarchię ontologiczną: Syn nie jest niżej, Syn jest tym samym. Ale mam pytanie do reszty - czy ktoś wie, jak arianizm postrzegali sami gnostycy? Czy uważali go za bliski sobie, czy za kolejną wersję ortodoksji?
Słucham tej rozmowy z dużą uwagą i mam pytanie trochę na skrzyżowaniu wątków - jak to jest z tym słowem 'homoousios', że wywołało taką burzę? Lipowa00 wspominała, że było wcześniej potępione. Ale czemu akurat to słowo wybrał Konstantyn? Czy miał doradców teologicznych, którzy mu to zaproponowali, czy zdecydował się na nie z czysto politycznych pobudek, bo było najbardziej jednoznaczne?
Czytam wątek od początku i jest tu naprawdę gęsto. Chciałam zapytać o coś, co mnie nurtuje od strony praktyki religijnej - jak spór ariański wpłynął na kult? Czy arianie modlili się inaczej, czy miało to przełożenie na liturgię? Bo jeśli Chrystus jest stworzeniem, choćby najwyższym, to modlitwa do Niego ma inny status niż modlitwa do Boga. Czy to było przez nich jakoś przepracowane?
To co piszesz o Rawennie jest naprawdę konkretne. Sam byłem tam kilka lat temu i to zestawienie dwóch baptysterium rzeczywiście robi wrażenie. Ale chciałem wrócić do pytania Geomantki o liturgię, bo jest tam jeszcze jeden wątek, który mnie zastanawia. Czy arianie mieli odmienne podejście do eucharystii? To znaczy - jeśli Chrystus nie jest w pełni Bogiem, to co dokładnie dzieje się w momencie konsekracji? Czy Ariusz w ogóle wypowiadał się na ten temat?
Franek, to jest jedno z tych pytań, gdzie źródła są bardzo skąpe, bo arianie nie zostawili nam systematycznej teologii sakramentów. Ariusz pisał głównie o naturze Syna, nie o liturgii. Ale logicznie rzecz biorąc - jeśli Chrystus jest stworzony, nawet jeśli najdoskonalszy ze stworzeń, to pytanie o realną obecność w eucharystii staje się zupełnie inne. Zachodni apologeci nicejscy używali zresztą tego argumentu: jak możesz adorować w komunii kogoś, kto nie jest Bogiem? To byłoby bałwochwalstwo wobec stworzenia.
Zastanawiam się, czy ta dyskusja o hierarchii nie odzwierciedla czegoś głębszego w psychologii tamtego czasu. Cesarstwo było monarchią - jeden cesarz, wszystko od niego pochodzi i jest mu podporządkowane. Arianizm pasował do tego obrazu świata chyba lepiej niż Trójca, gdzie władza jest niejako współdzielona. Czy ktoś to analizował - czy polityczny kształt cesarstwa miał wpływ na to, która teologia była bardziej 'intuicyjna'?
A Kapadocyjczycy to kiedy dokładnie działali? Trochę mi się gubi chronologia tego wszystkiego.
Właśnie to mnie najbardziej zastanawia w tym wszystkim - że walczono o słowa, których większość ludzi nie rozumiała. Czy to znaczy, że spory teologiczne zawsze są w jakimś sensie sporami elit, a lud tylko wybiera stronę bo tak mu każą?
Zachowały się fragmenty 'Thalii', głównego dzieła poetyckiego Ariusza, ale właśnie - prawie wyłącznie w cytatach u Atanazego, który przytaczał je, żeby je obalić. To klasyczny problem z herezjami: często znamy je tylko przez pryzmat tych, którzy je zwalczali. Trochę jak gdybyśmy znali Sokratesa tylko z mów oskarżycielskich.
Ale to znaczy że w ogóle nie możemy wiedzieć jak arianizm wyglądał od środka? Że wszystko co czytamy jest po przejściu przez filtr nicejski?
A przy Wizygotach to jest jeszcze jedna sprawa - oni przyjęli arianizm od Ulfili, który przetłumaczył Biblię na język gocki. I to była pierwsza w historii literatura germańska. Więc arianizm był jakby nośnikiem piśmienności dla całego ludu. Zastanawiam się, czy konwersja Wizygotów na katolicyzm w 589 roku to była też utrata własnego piśmiennictwa.
Tu wchodzimy na teren, który mnie od dawna interesuje - bo konwersja Reccareda w 589 roku była bardzo polityczna. On nie przyjął katolicyzmu dlatego że go przekonały argumenty teologiczne o homoousios. Przyjął go bo chciał lepiej kontrolować swoich poddanych Hiszpano-Rzymian, którzy byli nicejczykami. Czyli znowu mamy tę samą dynamikę co przy Konstantynie, tylko odwróconą.
Czekajcie, to mam pytanie może naiwne - a czy w ogóle istniały wspólnoty, które próbowały zostać przy arianizmie po tych wszystkich zakazach? Coś w rodzaju kryptoanarian? Czy to się tak nie potoczyło?
Słuchajcie, bo mnie uderza w tej całej rozmowie coś, o czym jeszcze nie mówiliśmy - co z kobietami w tym sporze? Wiemy kto debatował, kto pisał pisma, kto zwoływał sobory. Ale czy były jakieś kobiety po którejś ze stron? Nie żeby to była centralna kwestia wątku, ale ciekawi mnie czy to środowisko było całkowicie homogeniczne.
Ambroży wygrał, ale to skomplikowane. Justyna miała po swojej stronie cesarza i wojsko. A Ambroży miał tłum wiernych, którzy go fizycznie osłaniali. Cesarz w końcu się wycofał - prawdopodobnie nie chciał rozlewu krwi. To pokazuje jak bardzo Kościół był już wtedy autonomiczną siłą polityczną, zdolną stawić opór cesarzowi.
Właśnie o tym chciałam powiedzieć, ale czekałam na dobry moment - ten spór o bazyliki w Mediolanie to też moment, kiedy Ambroży wprowadza śpiew antyfonalny do liturgii zachodniej. Żeby skupić i utrzymać wiernych zamkniętych w kościele przez długi czas. Więc arianizm pośrednio wpłynął na rozwój zachodniej muzyki liturgicznej. To są te nieoczekiwane konsekwencje.
Ale wróćmy może do czegoś, co Franek zaczął wcześniej i nie dokończyliśmy - pytanie o liturgię ariańską. Bo Geomantka o to pytała i dostaliśmy tylko fragment odpowiedzi. Co konkretnie wiemy o tym jak arianie się modlili i czy to się różniło od nicejczyków w praktyce codziennej, nie tylko w teologii?
Czyli formuła 'chwała Ojcu i Synowi i Duchowi' to nie jest jakaś odwieczna formuła chrześcijańska, tylko odpowiedź na konkretny spór teologiczny? Myślałam że to sięga samych początków.
Właśnie o to chodzi - większość rzeczy które wydają nam się odwieczne w chrześcijańskiej liturgii ma datę powstania i powód. Credo, Gloria, formuły trynitarne - wszystko to powstawało w konkretnym kontekście sporów. Arianizm nie przegrał i nie zniknął bez śladu, on po prostu zamurowany jest w strukturze ortodoksji jako coś, przeciwko czemu ta ortodoksja się definiuje.
