A jak to wygląda w prawosławiu? Bo słyszałam, że tam jest inaczej niż w katolicyzmie, ale nie wiem dokładnie na czym ta różnica polega.
Limbo, czyli Limbus infantium, to właśnie twór wynikający wprost z logiki augustyńskiej. Jeśli grzech pierworodny jest realną winą, a nie tylko stanem, to dziecko nieochrzczone tej winy nie ma odpuszczonej i nie może wejść do nieba. Ale to niewinne dziecko, więc nie trafia do piekła. Skąd zatem? Z tego dylematu wyrosło limbo. Kościół zresztą oficjalnie wycofał się z tej koncepcji w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary z 2007 roku - co samo w sobie jest dość wymowne, bo sugeruje, że ta koncepcja była bardziej teologiczną spekulacją niż dogmatem.
Poczekajcie - bo to limbo to ciekawy trop. Mam pytanie może trochę z boku: czy w islamie jest coś analogicznego? Islam nie ma grzechu pierworodnego, jak rozumiem, ale co się dzieje z dziećmi według tej tradycji?
Czyli islam i prawosławie są bliżej siebie w tej kwestii niż islam i katolicyzm? To trochę zaskakujące.
To zastanawiam się teraz, czy Paweł z Tarsu jest tutaj tym, który 'wymyślił' ten problem, czy tylko rozwinął coś co już było w Hebrajskiej Biblii? Bo gdzieś czytałam, że interpretacja Rdz 3 jako 'grzechu Adama który nas wszystkich potępił' to bardziej Paweł niż Tora.
Czyli żydzi czytają tę samą historię o Adamie i Ewie i wyciągają z niej zupełnie inne wnioski? Jak to możliwe, że ten sam tekst działa tak inaczej?
To właściwie wróćmy jeszcze do tytułu wątku - bo mam wrażenie że już prawie mamy pełną odpowiedź. Religie, które nie mają grzechu pierworodnego, to te które albo nie potrzebują zbawiciela, albo mają inną koncepcję skazy ludzkiej natury, albo - jak prawosławie czy judaizm - czytają ten sam tekst zupełnie inaczej. Czy czegoś jeszcze brakuje w tej układance?
Poczekajcie, bo mnie to ciekawi - Anzelm z Canterbury, XII wiek chyba? Czyli ta zachodnia logika zadośćuczynienia to stosunkowo późny wynalazek, nie coś od początku chrześcijaństwa?
Czyli reformacja radykalizowała Anzelma, a nie wracała do korzeni? Bo protestantyzm zawsze mi się kojarzył z powrotem do Biblii, a tu wychodzi, że rozwinął średniowieczną scholastykę?
A co z tym totalnym upadkiem dokładnie Kalwin miał na myśli? Bo sama nazwa brzmi bardzo dramatycznie.
I właśnie dlatego z tego wynika predestynacja - jeśli człowiek sam nic nie może, to Bóg musiał z góry wybrać kogo zbawi. Logika żelazna, chociaż konsekwencje teologiczne przerażające. Jak to się ma do hinduizmu, gdzie też mamy pojęcie karmy jako czegoś co nas ogranicza, ale jest jednak jakiś ruch możliwy?
Karma to ciekawe zestawienie, ale ostrożnie - karma nie jest winą w sensie moralnym, to raczej mechanizm przyczynowo-skutkowy. Nie ma w hinduizmie instancji, która 'oskarża' człowieka o karmę, tak jak w koncepcji grzechu pierworodnego jest relacja z osobowym Bogiem i naruszenie Jego sprawiedliwości. To strukturalnie różne kategorie.
Ale czy w dżinizmie nie ma czegoś bliższego? Tam karma jest dosłownie substancją, która przylega do duszy i ją obciąża. To brzmi bardziej jak analogia do grzechu pierworodnego jako skazy niż hinduska karma.
Właśnie sobie myślę - czy buddyzm ma tu jakąś pozycję? Bo buddyzm też mówi o cierpieniu jako czymś wpisanym w egzystencję, ale jakoś nigdy nie słyszałam żeby to był grzech kogoś z przeszłości.
Słuchajcie ale mam wrażenie że ta rozmowa trochę gubi wątek z tytułu. Mamy już chyba jasne: chrześcijaństwo zachodnie ma grzech pierworodny, prawosławie ma wersję łagodniejszą, judaizm i islam nie mają, buddyzm i hinduizm mają inne kategorie. To czemu ta koncepcja w ogóle powstała tylko na Zachodzie i tak się przyjęła?
A kto to był ten Pelagiusz? Pierwszy raz słyszę tę nazwę.
I co ciekawe, poglądy Pelagiusza są bliższe temu, co głosi islam i judaizm niż oficjalna doktryna katolicka. Czyli to co stało się 'herezją' na Zachodzie, to jest de facto mainstream w innych tradycjach abrahamowych.
To trochę przewrotne - jakby Pelagiusz wygrał, chrześcijaństwo zachodnie byłoby bliższe islamowi w tej kwestii. Historia poszłaby zupełnie inaczej. Ale wracając - co z protestanckimi odłamami dziś, bo mam wrażenie że nie wszystkie trzymają się kalwińskiego totalnego upadku?
Dobre pytanie na końcu, bo tu naprawdę jest duże zróżnicowanie. Protestantyzm nie jest monolitem - kalwiński total depravity to jedna skrajność, ale np. metodyści, którzy wywodzą się z Wesleya, mają tzw. prevenient grace - łaskę uprzedzającą, która przywraca człowiekowi zdolność odpowiedzi na Boga. Arminianie generalnie odrzucają predestynację i twierdzą, że człowiek zachowuje wolną wolę po upadku. Zielonoświątkowy odłam to już osobna historia. Więc 'protestantyzm' jako całość nie ma jednej odpowiedzi na pytanie o głębokość upadku.
Czyli metodyzm jest bliżej katolicyzmu niż kalwinizmu? Bo katolicyzm też chyba nie mówi że człowiek jest całkowicie zdeprawowany, tylko że natura jest osłabiona?
Ale czy to nie jest trochę tak, że obie wersje - katolicka i kalwińska - i tak zakładają że człowiek ma problem strukturalny przez grzech Adama? Różnią się skalą, ale nie samym faktem. Tymczasem np. żydowska teologia rabinistyczna nie widzi żadnego strukturalnego problemu z natury ludzkiej. Mamy dwa popędy, jetzer ha-tow i jetzer ha-ra, ale to jest wbudowane w stworzenie, nie skutek upadku.
Tu wracamy do kluczowej sprawy, którą już trochę poruszaliśmy, ale warto ją podsumować w tym miejscu. Rdzeń tekstu hebrajskiego - Bereiszit - nie zawiera słowa 'grzech pierworodny'. To termin który nie istnieje w Torze. Rabini czytali ten fragment jako historię dojrzewania i wyboru, nie jako kosmiczną katastrofę zmieniającą biologię gatunku. Augustyn czytał tekst po łacinie, w przekładzie, gdzie pewne słowa nabrały innych odcieni - i do tego dołożył kontekst swojej własnej historii z Wyznań.
Chwileczkę - jak to przekład mógł tak zmienić znaczenie? Jakie konkretnie słowa były inne?
To brzmi jak coś co mogło zmienić historię chrześcijaństwa przez literówkę prawie. Czy to jest w ogóle rozstrzygnięte teologicznie czy nadal dyskutowane?
To mi otwiera nowe pytanie - skoro prawosławie i katolicyzm mają ten sam Sobór w Nicei i wiele wspólnego, to kiedy dokładnie ich drogi się rozeszły w tej konkretnej kwestii grzechu Adama? Bo to musi być jakiś konkretny moment historyczny?
A ten Grzegorz z Nyssy to co konkretnie uczył o grzechu Adama? Bo ten Grzegorz od Kapadocji to jedno z tych imion które ciągle się pojawia w takich dyskusjach ale nie wiem co tak naprawdę głosił.
Interesujące że Grzegorz z Nyssy jest powszechnie uznawany za świętego a głosił apokatastazę, którą kościół zachodni w zasadzie potępił. To znowu ta sama historia - co na wschodzie było dopuszczalną spekulacją, na zachodzie stawało się herezją.
