Słuchajcie, a czy jest jakaś tradycja która całkowicie zaprzecza idei upadku - nie w stylu że go łagodzi albo inaczej interpretuje, ale wprost mówi że Adam i Ewa nie zrobili nic złego albo wręcz że dobrze zrobili jedząc owoc?
No ale chwila - skoro gnostycy byli tak różni od chrześcijaństwa mainstreamowego, to czy w ogóle wypada ich tu traktować jako tradycję 'bez grzechu pierworodnego'? Oni mieli coś innego zamiast grzechu, jakiś odpowiednik upadku. Tylko że materialna egzystencja sama w sobie była tym upadkiem, nie konkretny czyn.
Weles trafił w coś ważnego. Warto oddzielić dwa pojęcia które często mieszamy w tej dyskusji. Pierwsze to mit początku - opowieść o tym skąd pochodzi ludzkie cierpienie i niedoskonałość. Drugie to doktryna prawna - dziedziczna wina konkretna przekazywana potomstwu Adama. To pierwsze ma niemal każda religia. To drugie jest bardzo specyficzne i w tej formie właściwie augustiańskie.
Poczekajcie - to znaczy że przed Augustynem chrześcijanie nie wierzyli w grzech pierworodny? Myślałam że to jest coś co było od początku, od Pawła przynajmniej.
Ale to jest niesamowite że to co prawosławie w zasadzie głosi do dziś - że natura człowieka jest zraniona ale nie całkowicie zepsuta i że istnieje synergeia, współdziałanie człowieka z Bogiem - na Zachodzie przez chwilę było prawie herezją. Pelagiusz i Wschód w tej kwestii są bliżej siebie niż Wschód i Zachód.
Mam może głupie pytanie, ale skoro tyle religii nie ma tego pojęcia grzechu pierworodnego - ani judaizm w sensie rabinicznym, ani prawosławie tak jak katolicyzm, ani gnostycy - to czemu to pojęcie jest tak mocne kulturowo? Skąd ta siła?
A w hinduizmie jest coś podobnego do tej idei? Karma to nie jest dziedziczona wina przez jednego przodka, ale dziedzictwo własnych poprzednich żyć. Czy to w ogóle da się porównać z grzechem pierworodnym czy to zupełnie inna logika?
