Zastanawiam się jak różne religie i tradycje duchowe podchodzą do osób LGBT. Wiadomo, że w chrześcijaństwie jest to temat gorący i podzielony, ale co z innymi tradycjami? Hinduizm, buddyzm, pogaństwo, wicca? Czy w ezoteryce w ogóle jest miejsce na takie podziały? Pytam szczerze, bo sama praktykuję numerologię i nigdy nie spotkałam się z tym, żeby liczby kogoś dyskryminowały, ale zastanawiam się jak to wygląda w zorganizowanych religiach czy systemach wierzeń.
Dobre pytanie, bo to naprawdę zależy od tradycji. W wicca i neopogaństwie generalnie nie ma problemu, wręcz przeciwnie, miłość jest miłością i tyle. Ale już w bardziej ortodoksyjnych odłamach hinduizmu czy islamu sprawa wygląda zupełnie inaczej. Ciekawe czy ktoś tu miał doświadczenia z konkretną tradycją i jak to przeżywał od środka.
W pracy z czakrami w ogóle nie ma kategorii orientacji seksualnej. Czakra serca jest czakrą serca, nieważne kogo kochasz. Ale rozumiem, że pytanie dotyczy bardziej zorganizowanych religii niż praktyk energetycznych. Piolun a skąd w ogóle to pytanie? Masz jakieś konkretne tradycje na myśli, o których chciałaś porozmawiać?
To jest właśnie ta trudna część, że religia zorganizowana często rozmija się z duchowością jako taką. Znam osoby, które odeszły od kościoła właśnie z powodu odrzucenia, ale znalazły swoją drogę w praktykach energetycznych i tam poczuły się w końcu akceptowane. Ciekawi mnie jak buddyzm do tego podchodzi, bo słyszałam różne rzeczy.
Buddyzm to też nie jest jednolity. Tybetański buddyzm historycznie miał dosyć restrykcyjne podejście, a przynajmniej niektóre jego odłamy. Zen z kolei jest bardziej otwarty. Dalajlama sam mówił publicznie, że małżeństwa jednopłciowe są jego zdaniem niewłaściwe z punktu widzenia buddyjskiej etyki seksualnej, co wywołało sporo kontrowersji wśród zachodnich buddystów.
W tradycjach nordyckich, które znam najlepiej, sprawa jest ciekawa. W Eddach i sagach są wzmianki o osobach niebinarnych i związkach jednopłciowych, choć społeczny kontekst był inny niż dziś. Było coś takiego jak ergi, czyli pojęcie dotyczące mężczyzny pasywnego w związku z mężczyzną, i to było społecznie napiętnowane, ale z powodów związanych z honorem wojownika, nie z samą seksualnością. Ciekawa kwestia.
Słucham tej rozmowy z uwagą. Sama jestem osobą biseksualną i przez długi czas nie wiedziałam czy mogę praktykować rytuały wicca, bo miałam wrażenie, że dużo z nich jest opartych na polarności kobieta-mężczyzna. Potem znalazłam tradycje, które to inaczej ujmują i poczułam się w końcu częścią czegoś.
Nie wszystkich, na pewno. Dianic wicca była zakładana przez kobiety dla kobiet, w tym lesbijek. A wiele współczesnych eklektycznych praktyk wicca w ogóle odeszło od binarnej polarności i mówi o polarności energetycznej, która nie jest związana z płcią biologiczną. To bardziej yin-yang niż kobieta-mężczyzna.
A co z chrześcijaństwem? Bo to jest religia, z którą większość z nas miała kontakt i tu chyba jest największy problem społeczny. Słyszałem o kościołach które są otwarte i takich które wyraźnie odrzucają. Jak to w ogóle funkcjonuje, że ta sama Biblia prowadzi do tak różnych wniosków?
Słyszałam kiedyś o koncepcji, że w snach i doświadczeniach mistycznych wielu mistyków chrześcijańskich miłość do Boga była opisywana w języku miłości erotycznej niezależnie od płci. Mistyczki jak Hildegarda z Bingen czy Jan od Krzyża używały bardzo intensywnych obrazów miłosnych. To sugeruje, że duchowość przekracza te kategorie, nawet w chrześcijaństwie, nawet jeśli instytucja tego nie uznaje.
A co z islamem? Wiem że jest bardzo restrykcyjny oficjalnie, ale czy istnieje jakaś tradycja muzułmańska, która jest bardziej otwarta? Pytam z ciekawości, bo mam znajomego który jest gejem i pochodzi z rodziny muzułmańskiej i to jest dla niego naprawdę ciężka sytuacja.
A jak to wygląda w hinduizmie, skoro przy tym zaczęłam? Bo słyszałam o Ardhanariśwarze, bóstwie które jest jednocześnie Śiwą i Parwati, czyli binarność płci jest tam wbudowana w samą teologię, ale jednocześnie są tradycje mówiące o trzeciej płci. Czy ktoś więcej o tym wie?
W hinduizmie jest kategoria hijra, która ma długą historię i pewien status duchowy, choć jednocześnie bywa marginalizowana społecznie. To napięcie między teologicznym uznaniem a społeczną rzeczywistością chyba pojawia się w wielu tradycjach.
To jest właśnie kwestia, która mnie zastanawia. Czy te restrykcyjne postawy wynikają z samych tekstów, czy bardziej z kulturowych nawyków, które nałożyły się na religię? Bo jak słucham o buddyzmie, hinduizmie, islamie, to wszędzie widać tę warstwę kulturową, która jest czasem trudna do oddzielenia od teologii.
Właśnie przez ten efekt wykluczenia dużo osób LGBT szuka alternatyw. Znam kilka takich osób i prawie wszystkie albo trafiły do wicca, albo do jakichś praktyk buddyjskich na Zachodzie, albo zupełnie porzuciły każdą strukturę i mają własną praktykę. To nie jest przypadek.
To jest coś, o czym rzadko się mówi. Różnica między wybraniem nowej tradycji a próbą odnalezienia się w tej, w której się wzrastało. Drugie jest emocjonalnie o wiele bardziej skomplikowane, bo nie chodzi tylko o przekonania, ale o tożsamość i więzi.
Trochę sie tu zgubiłem, bo nie znam się na tych róznych tradycjach, ale zastanawia mnie jedno. Czy któraś z tych religii, poza tymi zachodnimi neopoganami, oficjanie mówi że osoby LGBT są w porządku i mogą praktykować tak samo jak wszyscy? Bez gwiazdek i wyjątków?
No właśnie, i to jest klucz. Czy zmiana postawy wobec LGBT w religii musi oznaczać zmianę tekstów, czy wystarczy zmiana interpretacji? Bo widzę, że większość tych bardziej otwartych tradycji poszła drogą interpretacji, nie rewizji kanonu.
Zastanawiam sie czy na tym forum są osoby, które same doswiadczyły odrzucenia przez jakąś wspólnotę religijną? Bo my rozmawiamy trochę teoretycznie, a ciekawe jak to wygląda od środka. Nie naciskam, to delikatny temat.
Czytałam ten wątek od początku i milczałam, ale to pytanie mnie zatrzymało. Tak, mam takie doświadczenie. Nie powiem więcej bo to moje, ale powiem tyle, że wróciłam do duchowości przez astrologię i przez to, że zobaczyłam w swoim horoskopie coś, co mnie zaakceptowało taką jaką jestem. Może to brzmi dziwnie.
Dobra, ale mnie trochę niepokoi że odpłynęliśmy w stronę astrologii i socjologii, a mieliśmy rozmawiać o tym jak religie świata podchodzą do orientacji. Czy ktoś może powiedzieć coś o tradycjach azjatyckich? Bo tu mamy głównie chrześcijaństwo i islam, a co z hinduizmem, buddyzmem, shinto?
Ale poczekaj, to nie znaczy że hinduizm jest ogólnie akceptujący, nie? Bo jeśli dobrze rozumiem, ta akceptacja hijra jest bardzo specyficzna kulturowo i nie przekłada się na akceptację zwykłych gejów czy lesbijek w Indiach. Mam wrażenie, że tu jest jakaś niespójność.
A co z buddyzmem? Bo mam wraznie ze tam jest bardziej ludzko, nie? Chyba buddysci sa bardziej otwarci na rozne sprawy. Albo sie myle?
Sluchajcie, my mówimy o tym co religie mówią oficjalnie, ale mam wrazenie ze praktyka jest zupełnie inna. Znam osobiście księdza który jest gejem i wszyscy w jego parafii o tym wiedza i nikt sie nie kłóci. To nie jest wyjątek, myśle ze takich sytuacji jest duzo wiecej niz sie wydaje.
No i właśnie to pytanie o hipokryzję kontra zbiorową mądrość jest dla mnie najważniejsze w całym tym wątku. Bo jeśli wierni masowo ignorują doktrynę, to co to mówi o samej doktrynie? Że jest zła, że jest przestarzała, czy może że ludzie po prostu oddzielają wiarę od przepisów?
Właśnie, i tu jest chyba sedno różnicy między religiami. W tradycjach decentralnych, gdzie nie ma jednej hierarchii, zmiana przychodzi oddolnie. W tradycjach mocno zhierarchizowanych doktryna jest zamrożona nawet jeśli wierni myślą inaczej. To nie jest kwestia wiary, to kwestia struktury władzy.
A co z religiami naprawde starozytymi? Jak grecka czy aztecka. Wiem ze juz nie istneja ale czy tam tez bylo to odrzucenie? Bo z mitologi greckiej pamietam ze bogowie robili rozne rzeczy.
