Zaczynam ten temat, bo od dawna chciałam porozmawiać o czymś, co mnie naprawdę zajmuje, a mianowicie o tym, jak suficcy mistycy rozumieją ekstazę i co dokładnie się z nimi dzieje podczas samy, czyli słynnego rytuału wirowania. Bo to nie jest tylko taniec. To jest konkretna technika wejścia w stan, który sufi nazywają fana, czyli unicestwieniem ego w Bogu. Pytanie, które mnie nurtuje: czy to jest doświadczenie czysto duchowe, czy jednak ciało odgrywa tutaj kluczową rolę? Derwisze wirowici z zakonu Mevlevi nie tańczą po to, żeby było ładnie. Ten ruch ma wywoływać konkretny stan. Czy ktoś miał do czynienia z opisami takich przeżyć z pierwszej ręki albo czytał relacje samych sufich?
Czytałam sporo o tym i myślę, że rozdzielenie ciało/duch jest tutaj trochę sztuczne. W sufizmie te dwa wymiary są właśnie połączone w praktyce rytualnej. Sama oczywiście nie wirowałam jak derwisz, ale miałam do czynienia z medytacjami, gdzie rytmiczny ruch albo oddech robi z głową rzeczy, których żadna czysto 'mentalna' technika nie robi. Wirowanie derwiszów ma swoje fizyczne uzasadnienie, bo zmiana przepływu krwi, błędnik, hiperwentylacja mogą wywoływać stany zmienionej świadomości. Ale sufici powiedzieliby, że to tylko otwarcie drzwi, przez które wchodzi coś zupełnie innego.
Czytam i próbuję ogarnąć, bo temat zupełnie nowy dla mnie. Znaczy, słyszałem o derwiszach, nawet gdzieś widziałem film jak wirują, ale zupełnie nie wiedziałem, że to jest jakaś mistyczna technika. Myślałem, że to taki taniec rytualny jak u nas. A to fana, o którym piszesz, to co to dokładnie jest? Chodzi o to, że człowiek przestaje czuć siebie jako osobną istotę?
Zastanawia mnie, czy muzyka odgrywa tu równie ważną rolę co ruch. Bo słyszałam, że sama, czyli te spotkania, to nie tylko wirowanie, ale cały kontekst dźwiękowy, ney, ten fujarka trzcinowa Rumiego, i śpiew. Czy bez muzyki technika wirowania miałaby ten sam efekt? Pytam serio, bo interesuję się tym, jak różne częstotliwości dźwięku wpływają na stany świadomości i mi się to kojarzy z tym, co robią tybetańskie misy.
Moim zdaniem za dużo tu filozofii a za mało konkretów. Wirowanie wywołuje zwykłe zawroty głowy i to tyle, mózg dostaje mniej tlenu i człowiek widzi cuda. Dokładnie to samo można osiągnąć przez hiperwentylację albo post. To są techniki kontrolowania fizjologii, nie mistyka. Rumi to był poeta, a nie mistyk w sensie dosłownym.
Byłam kilka lat temu na żywym pokazie samy w Konya w Turcji, w miejscu, gdzie jest mauzoleum Rumiego. To był oficjalny pokaz, nie prywatny rytuał, więc pewnie nie to samo, co zamknięte spotkanie tekke. Ale i tak coś w tym było. Ci derwisze wirowali przez bardzo długi czas, nikt nie przewrócił się, nikt nie wyglądał na zagubionego. Wyraz twarzy mieli... trudno to opisać, skupiony i jednocześnie jakby nieobecny. Mnie to uderzyło, że to nie wyglądało jak transowe szaleństwo, tylko jak bardzo głęboka koncentracja.
A czy to nie jest tak, że sama jest właściwie zakazana w ortodoksyjnym islamie? Bo pamiętam, że gdzieś czytałam, że sufizm jest przez część muzułmanów uważany za herezję właśnie przez taki bezpośredni kontakt z Bogiem bez pośrednictwa prawa. Czy derwisze mają jakiś problem z tym w krajach muzułmańskich?
Poczekaj, ten Al-Hallaj został stracony za słowa? To brzmi... no właśnie, to mi trochę przypomina spory w innych religiach o bezpośrednie doświadczenie Boga, bo pamiętam, że w chrześcijaństwie też mistycy mieli problemy z Kościołem. Mistrz Eckhart chyba też był na celowniku?
To co mówi Latawica otwiera szerszy wątek i chciałam zapytać, czy w sufizmie istnieje jakaś hierarchia doświadczeń mistycznych? Znaczy, czy każdy może od razu doświadczyć fana, czy to jest efekt lat pracy pod okiem szejka? Jak wygląda ta ścieżka inicjacyjna?
Latawica napisała coś ciekawego o tym, że mistycy zawsze wchodzili w konflikt z instytucją. Ale mnie się wydaje, że to nie tyle o doświadczenie chodziło, ile o władzę. Ktoś kto mówi 'mam bezpośredni kontakt z Bogiem' staje się niebezpieczny dla hierarchii, bo ludzie idą za nim zamiast za kapłanami. Al-Hallaj mógł mówić cokolwiek, problem był polityczny.
Wracając do tego wirowania, bo to mnie najbardziej ciekawi: skoro to jest tak zaawansowana praktyka dla wtajemniczonych, to co robi z człowiekiem to wirowanie na poziomie ciała? Czy oni sami to opisują? Czy jest gdzieś zapisane, jak derwisz odczuwa ten moment wejścia w stan?
A czy te opisy, które wymieniłaś, ta poezja Rumiego z Masnawi, to były pisane po jakimś konkretnym doświadczeniu? Znaczy, czy on sam wiązał swoje wiersze z przeżyciami podczas samy, czy to było bardziej jako ogólna metafora duchowa?
Coś mnie uderzyło w tym co piszesz o etapach, Eliksiro. Wcześniej powiedziałaś, że maqamat to stacje duchowe, skrucha, wyrzeczenie i tak dalej. Ale czy to znaczy, że ktoś musi przejść przez wszystkie te stacje zanim w ogóle weźmie udział w samie? Czy sama jest dostępna na każdym etapie ścieżki?
No właśnie, to mnie zawsze drażni w tych systemach. Zawsze potrzebujesz mistrza, zawsze jest ktoś kto mówi 'twoje doświadczenie jest nieautentyczne, bo nie przeszedłeś przez odpowiednią drogę'. Skąd mistrz wie lepiej niż ty, co ty przeżywasz w środku? To brzmi jak mechanizm kontroli, nie duchowości.
To co powiedziałaś o hal i makam, czyli o stanach przejściowych kontra trwałych zmianach, bardzo mnie zaciekawiło. Czy hal podczas samy jest uważany za coś wartościowego, nawet jeśli nie jest trwały? Czy to jest tylko etap do czegoś głębszego, czy ma wartość sam w sobie?
To, co opisuje Eliksira, bardzo mi pasuje do medytacji. Też się mówi, że jeśli gonisz za stanem, stan ucieka. Ale zastanawiam się, czy w sufizmie jest jakiś odpowiednik tego, co w medytacji nazywamy pułapką subtelnych stanów, że wchodzisz w coraz przyjemniejsze stany i mylisz je z postępem?
To jest paradoks, który mnie uderza. Mamy cały temat o ekstasis w sufizmie i okazuje się, że sami sufi uważają, że o ekstasis nie mówi się wprost. Jak wobec tego cokolwiek wiemy o tym, jak to wygląda od środka? Skąd pochodzi cała ta literatura opisów?
A ja zapytam inaczej: jeśli prawdziwe doświadczenie jest nieopisywalne, to po czym wiadomo, że ktoś je miał? Szejk patrzy i mówi 'tak, on dotarł do fana'? Na jakiej podstawie? Bo wygląd zewnętrzny? To jest tylko ocena behawioralna, a nie wiedza o stanie wewnętrznym.
Właśnie, i to mnie prowadzi do pytania, które mam od początku tej dyskusji. Czy sufizm zakłada, że fana jest osiągalna dla każdego wierzącego, czy tylko dla wybranych? Bo jeśli każdy może, to czemu tak mało osób o tym mówi, a jeśli tylko wybranych, to czy jest to bliżej predestynacji niż ścieżki?
Czytam tę rozmowę od początku i jedno mnie zastanawia jako kogoś z zewnątrz tego wszystkiego. Czy w dzisiejszych czasach sufickie zakony nadal działają tak samo jak kiedyś, z tym całym systemem mistrz-uczeń? Bo trochę wygląda to jak coś, co wymaga zupełnie innego trybu życia niż ten, który większość z nas prowadzi.
Jedno z napięć jest takie, że w tradycyjnym sufizmie zakon jest zakorzeniony w islamie. Dhikr, sama, wszystko to jest rozumiane jako praktyka muzułmańska, w ramach szariatu. Na Zachodzie mamy wiele grup, które biorą sama, Rumiego, muzykę, wirowanie, i odcinają to od islamu. Dla wielu tradycyjnych sufich to jest jak brać ciało bez duszy.
No ale Rumi sam pisał po persku, nie po arabsku, i jego poezja jest czytana przez ludzi wszystkich wyznań od stuleci. Jeśli doświadczenie unii z Bogiem jest prawdziwe, to dlaczego musi być opakowane w konkretną formę religijną? To brzmi jak roszczenie terytorialne, nie duchowe.
Ale wróćmy do samy, bo mi gdzieś uciekło. Jeśli sama jest rytuałem w ramach islamu, to co czuje osoba, która nie jest muzułmanką i weźmie udział w takim wirowaniu? Czy to jest po prostu estetyczne doświadczenie muzyki i ruchu, czy może dziać się coś głębszego nawet bez tej religijnej ramy?
Rozumiem tę różnicę, ale mam pytanie. Skoro to jest modlitwa, a nie technika, to czy sufi wierzy, że osoba spoza islamu może podczas samy doświadczyć czegoś autentycznego? Czy Bóg, jak go rozumieją, jest dostępny tylko przez islam?
Ibn Arabi to jest właśnie ten wątek, który mnie zawsze pociąga w sufizmie. On chyba jest najbardziej kontrowersyjną postacią, bo ortodoksyjni muzułmanie go odrzucali, a jednocześnie jest przez wielu uważany za największego mistyka islamu. Jak to jest, że ktoś może być jednocześnie wewnątrz i na granicy swojej tradycji?
To mnie ciągnie z powrotem do początku tego wątku. Ekstatyczne doświadczenie w sufizmie, to, co opisuje Eliksira i co widziała Ametystka.2, jest czymś, co ludzie próbują kategoryzować. Ale czy sufizm sam w sobie ma jakieś ostrzeżenia? Czy mówią, kiedy ekstaza staje się niebezpieczna?
To jest mrożące. Człowiek dochodzi do szczytu doświadczenia mistycznego i zostaje za to stracony. Czy sufizm ma jakiś sposób na to, żeby mówić o takich doświadczeniach bez wpadania w tę pułapkę? Właśnie to miała na myśli Latawica mówiąc o metaforze w poezji?
