właśnie chciałam napisać coś podobnego do Pandory, bo ja robiłam różne rytuały i raz traktowałam to bardziej symbolicznie, raz bardziej "na serio" jeśli tak można powiedzieć, i naprawdę czułam różnicę. jak traktowałam jako symbol to było jakoś płytsze, mniej intensywne. jak wchodziłam w to że to jest coś realnego to całość miała zupełnie inny ciężar. nie wiem co to dowodzi teologicznie ale fenomenologicznie tak to czułam
no i właśnie to o czym piszę - to "płytsze" odczucie przy symbolicznym podejściu... to nie był chyba przypadek. jak robiłam rytual na ochronę i naprawdę "czułam" że gdzieś tam jest coś czemu się sprzeciwiam, to cały rytuał miał inny ciężar. 😛 ale nie wiem czy to coś mówi o naturze demonów czy tylko o mojej psychice i koncentracji, bo to drugie wyjaśnienie jest równie możliwe, nie?
hej a ja mam pytanie troche z boku tej dyskusji. wy tu wszyscy mówicie o "pracy z demonami" i "rytuałach ochronnych" jakby to było cos normalnego. ale czy ktokolwiek z was miał sytuację gdzie coś naprawdę poszło nie tak? pytam serio bo troche to brzmi jak ze jeśli wiesz co robisz to jest bezpiecznie, ale skad wiadomo ze sie wie co sie robi
Tymek69, to jest właściwie jedno z ważniejszych pytań praktycznych w tym temacie. powiem krótko: tak, znam ludzi którym "poszło nie tak" i w większości przypadków problem był taki sam - nie rozróżniali między poziomami opisu. zaczęli od symbolicznego, coś ich "wciągnęło", przeszli do traktowania tego jako byt realny ale bez zmiany struktury pracy. to jak zmiana zasad gry w połowie nie informując nikogo. system przestaje działać spójnie.
no to mam pytanie do Arbogiego bo chętnie bym zrozumiał. te "efekty odwrotne" i "intencja zyjaca wlasnym życiem" - jak to odróżnić od zwykłego potwierdzenia błędnej tezy? znaczy jak ktos jest przekonany ze cos dziala to bedzie interpretował każdy wynik jako potwierdzenie. nieoczekiwany efekt staje sie "odwrotnym efektem systemu", a nei przypadkowym zbiegiem okoliczności. gdzie jest test?
siedzę i czytam te wymianę między Zenobką a Simarglem i mam takie poczucie że gadają obok siebie. jeden używa kryterium praktycznego, drugi filozoficznego. to trochę jak spierać się czy szachy są "prawdziwe" posługując się fizyką. różne poziomy opisu, różne pytania. 😉
o właśnie Feliks powiedział coś co mi się bardzo podoba! bo ja sama mam wrażenie że w tej dyskusji cały czas się zderza to co "jest naprawdę" z tym co "działa w praktyce" i to są chyba dwa różne pytania, nie? i może odpowiedź na jedno nie musi wynikać z odpowiedzi na drugie? 🙂
Jadzia85 dokładnie to! i to jest może klucz do tematu posta oryginalnego, bo kiedy pytamy "jak zmienia sie pojmowanie zła" to może się zmienia wlasnie ta warstwa - nie samo doświadczenie, ale to które pytanie zadajemy. klasyczne ujęcie pytało "co to jest" a nowoczesne pyta "jak to działa na mnie i co z tym zrobić". i to jest zmiana edukacyjna tak naprawdę, inny cel poznania.
a co jeśli to co nazywacie "cieniem" czy "wewnętrznym aspektem" naprawdę jest zewnętrzne? bo mnie ciekawi ten moment gdy Jung mówi ze to projekcja a ktoś kto robił egzorcyzmy mówi ze to nie projekcja. czy Jung w ogóle to rozważał? bo trochę tak jakby z góry zamknął pytanie odpowiadając że to psychika
właśnie czytam to wszystko i myślę o tym co babcia opowiadała o południcy. ona nigdy nie pytała "czy to symbol czy byt" po prostu wiedziała że nie wolno chodzić w południe na pole i tyle. i to działało. 🙂 może ta cała dyskusja o ontologii jest luksusem który pojawił się kiedy straciliśmy bezpośredni kontakt z tymi tradycjami?
ja tu jeszce chcę dorzucić coś o tych przedmiotach ochronnych bo mam spore doświadczenie. amulet ochronny który kupujesz bez intencji i bez wiedzy co reprezentuje to jest dekoracja, ładna ale pusta. jak wiesz że to symbol ochrony przed konkretnym typem energii to działa inaczej. 🙁 i nie wiem czy to "symbol" czy "byt" ale wiem że intencja zmienia wszystko.
to co Mistique mówi o intencji i amulecie mnie naprowadza na cos w temacie tytułowym. bo ten "demon klasyczny" to był byt z zewnątrz któremu trzeba było coś przeciwstawić - właśnie amulet, egzorcyzm, kapłan. a "demon nowoczesny" to coś czego się uczy i z czym się dialoguje. to zmienia sens ochrony. amulet przestaje być tarczą a staje się... czym właściwie?
Agatka03 właśnie tak! to jest coś o czym nikt tu nie mówi wprost. ta cała historia o "dialogu z cieniem" zakłada że masz stabilne ego które może bezpiecznie podejść do tej ciemnej strony. ale co jeśli ktoś tego stabilnego ego nie ma? wtedy dialog to nie jest edukacja tylko... coś zupełnie innego. kto to ocenia zanim powie komuś "zajmij się swoją ciemnością"?
chcę tu coś powiedzieć wprost bo czytam tę dyskusję od początku i mam mieszane uczucia. ta cała estetyzacja demona jako "nauczyciela" i "cienia do integracji" ma swoją piękną stronę filozoficzną ale wymazuje pewien bardzo konkretny problem. tradycje które przez tysiące lat kategorycznie odróżniały byty pomocne od wrogich nie były głupie. miały to odróżnienie z jakiegoś powodu. może zanim zrobimy z Belzebuba terapeutę warto zapytać dlaczego przez tyle wieków nikt na to nie wpadł
czytam to i zastanawiam się czy to nie jest trochę elitarystyczne? znaczy że tylko wtajemniczeni mogą "bezpiecznie" pracować z tymi tematami a reszta niech nie próbuje? to trochę brzmi jak stara kościelna logika że pewnych rzeczy nie wolno robić bez pośrednika
ale skad w ogóle wiadomo gdzie ta granica jest? bo czytam i mam wrażenie że każdy inaczej ją stawia. dla jednych samo czytanie o demonach jest niebezpieczne a dla innych możesz robić rytuały byle z intencją. jak ktos startujacy ma to ocenić
Arbogi właśnie to mi się podoba w tym co mówisz, bo to jest chyba odpowiedź na pytanie z tytułu też. klasyczne pojmowanie zła miało wbudowane kryteria stopu na poziomie teologicznym - te byty są poza tobą i groźne więc nie idź tam. nowoczesne musi te kryteria stopu wybudować od nowa bo zdjęło zewnętrzną granicę. i chyba nie wszędzie to się udało jeszcze
słuchajcie no ale tu wszyscy zakładacie że "nowoczesne pojmowanie" to jest jeden spójny kierunek. a to nieprawda. jest psychologizacja jungowska, jest chaos magic gdzie demon to sposob programowania psychiki, jest neo-pogaństwo gdzie bóstwa ciemności to aspekty natury a nie projektcje ego, jest ceremonial magic gdzie hierarchie sa równie rygorystyczne jak w każdej tradycji klasycznej. to nie jest jedna narracja
tak przy okazji, mam pytanie może proste ale mnie zastanawia. w tej całej rozmowie dużo mówicie o tym jak się zmienia pojmowanie zła w sensie intelektualnym i filozoficznym. ale co z ludźmi którzy po prostu żyją z jakimiś wierzeniami i nie robią z tego teorii? babcia nie "integrowała cienia" ani nie robiła egzorcyzmów - ona po prostu wiedziała co robić w konkretnych sytuacjach. czy ta wiedza gdzieś przeżywa?
aha, jets jeszcze jeden aspekt którego tu nikt nie poruszyl. zmiana pojmowania zła jest związana ze zmiana kosmologii. klasyczne demonoloie funkcjonowaly w kosmosach hierarchicznych - był bóg na gorze, szatan na dole i człowiek pośrodku. jak wyciągniesz tę hierarchię to demon traci swoje miejsce w mapie. i wtedy albo go psychologizujesz albo go demonizujesz na nowo ale bez kontekstu. zadna z tych opcji nie jest prosta
Celeste50 to jest świetny punkt. i dodałbym ze może dlatego tak bardzo wzrosło zainteresowanie hierarchiami aniołów i demonów w ostatnich dekadach - te goeckie listy... klucze salomonowe, ars goetia. jakbyśmy próbowali odtworzyć tę pionową mapę ale tym razem jako system który sami wybieramy zamiast dziedziczenia go po religii
słuchajcie ja jestem tu raczej żeby się uczyć niż żeby gadać mądrze ale muszę powiedzieć jedno. czytałam o ars goetia i trochę mnie przeraziło jak ludzie do tego podchodzą totalnie bez respektu, zupełnie jakby zamawiało się coś przez internet. i myślę że może właśnie tu jest ta zmiana o której mówi tytuł - nie w filozofii ale w nastawieniu. kiedyś się bano, teraz się konsumuje 😛
i właśnie o to chodzi, że ta dostępność bez szacunku to jest dla mnie największy problem z tym całym nowoczesnym podejściem. bo można sobie powiedzieć że "demon to tylko aspekt psychiki" albo "energia do przepracowania" i brzmi to bardzo cool i nowocześnie, ale potem siadasz i zapraszasz coś o czym nie masz pojęcia i co wtedy? kto ci pomoże?
to jest serce tego tematu chyba. klasyczne pojmowanie zakładało zewnętrzność i wrogosc demona, więc cały system był nastawiony na obronę i dystans. nowoczesne zaklada wewnętrzność albo neutralność, więc system jest nastawiony na kontakt. i te dwa systemy mają zupełnie inne protokoły bezpieczeństwa. problem jest jak ktoś miesza ontologie - bierze jedno z jednego a drugie z drugiego
ale jak ktoś dorastał z obiema tymi wizjami jednocześnie, tak jak ja, to jak ma to rozdzielić? babcia mówiła "nie wymwaiaj imienia bo przywołasz", a w szkole uczyli że to bajki. i teraz co, mam wybrać jeden system i ten drugi całkiem odrzucić? bo to nie działa tak w praktyce że się wybiera
Idalka95 to jest rozsądna uwaga ale jest jeden haczyk. świadomość mieszania nie wystarczy jeśli systemy mają sprzeczne zalozenia ontologiczne. możesz być w pełni świadomy ze bierzesz cos z tradycji A i cos z tradycji B, ale jesli A mówi ze byt X jest zewnętrzny i groźny a B mówi ze X to wewnętrzny aspekt to twoja świadomość mieszania nie rozwiazuje konfliktu między tymi dwoma
hmm ale czy każda tradycja naprawdę ma aż tak spójną ontologię żeby powiedzieć że mieszanie ją "psuje"? bo jak czytam np stare teksty chrześcijańskie to tam jest i zewnętrzny demon i wewnętrzne skłonności i to coś co można by nazwać projekcją psychologiczną. te kategorie były nieostre juz w oryginalnych źródłach
