Taurus, tu się chyba nie zgodzę do końca. Klasyfikacja funkcjonalna ma bardzo duże znaczenie praktyczne, bo pozwala budować coś w rodzaju słownika między tradycjami. Widzisz byt który chroni określone miejsce i atakuje intruzów? To masz pewien typ, czy go nazwiesz guardian, opiekunem miejsca, czy jakimś konkretnym imieniem z danego panteonu. Ale Heliotrop ma rację że ontologia się nie przekłada i trzeba to rozróżniać.
Chcę tylko zaznaczyć że ta rozmowa sama w sobie jest dowodem na to że żaden pojedynczy system nie wyczerpuje tematu. Mamy tu osoby z różnymi tradycjami, różnym poziomem wiedzy, i każda wnosi coś czego inne nie widzą. Może właśnie to jest odpowiedź na pytanie Dobrusi o punkt oparcia, nie ma jednego systemu, jest mozaika.
Szczerze? Dla mnie operacyjny jest ten drugi, bo jeśli coś działa to coś działa. Ale rozumiem, dlaczego to brzmi filozoficznie nierzetelnie. Mogłabym powiedzieć że "realne byty" to skrót myślowy dla "coś poza mną co reaguje na moje działania w przewidywalny sposób". Czy to spełnia twój warunek ontologiczny?
Słucham tej wymiany i mam pytanie które może być naiwne, ale wydaje mi się ważne: czy w ogóle można empirycznie rozróżnić te dwa scenariusze? Czyli jak odróżnić sytuację, że byt jest realny i niezależny od systemu, od sytuacji że system generuje efekt psychologiczny który wygląda jak byt?
Właściwie to mnie ten argument Taurusa zatrzymał. Bo kiedy pierwszy raz robiłam coś w tym starym domu, to dosłownie nie wiedziałam co robię. I działało. Nie byłam wtedy w żadnym systemie, nie miałam żadnego protokołu, nie znałam żadnej tradycji. Jak to włożyć do schematu projekcji psychologicznej albo do schematu protokołu?
Taurus, tu się z tobą zgadzam i dodam że to samo dotyczy "orientu". Demonologia buddyjska, hinduska, taoistyczna i shintoist to nie jest jeden system, nawet jeśli geograficznie je grupujemy. Rozmawialiśmy przez wiele postów jakby były dwa bloki, wschód i zachód, a tak naprawdę to są co najmniej dziesiątki różnych tradycji. Może właśnie dlatego pytanie z tytułu wątku jest tak trudne do rozstrzygnięcia?
Chcę wrócić do apokatastazy, bo Taurus ją wymienił i czuję, że temat nie został domknięty. Jeśli w wersji chrześcijańskiej z apokatastazą demon może się ostatecznie nawrócić i wrócić do stanu pierwotnego, to jego status ontologiczny jest inny niż w ortodoksji. I to bezpośrednio wpływa na klasyfikację. Demon stały a demon tymczasowy to naprawdę inne byty z punktu widzenia typologii, nie tylko teologii.
Słyszę Taurusa i mam pytanie może naiwne: czy w praktyce egzorcyzm w tradycji zachodniej i rytuał oswajania demona w tradycji tybetańskiej mogą dać podobny efekt, mimo że wychodzą z zupełnie różnych założeń? Bo jeśli tak, to znowu wracamy do tego, że może liczy się skutek, nie klasyfikacja.
A ja mam pytanie z zupełnie innej strony. Cały czas rozmawiamy o systemach i protokołach i klasyfikacjach. Ale kiedy ja miałam tamte doświadczenia w tym domu, to żaden protokół nie był potrzebny. I żadna klasyfikacja. Coś po prostu wiedziało czego chcę. Czy to nie sugeruje że może to cokolwiek to było, komunikuje się bezpośrednio, poza systemem?
Przepraszam że się wtrącam, ale właśnie to zdanie Hergi mnie przestraszyło trochę. Jeśli byt może odczytać intencję bez rytuału, to czy to znaczy że jak sobie o czymś myślę, mogę nieświadomie wejść w kontakt z czymś? Pytam serio bo trochę za dużo myślę o takich rzeczach ostatnio.
Słucham tej wymiany i mam wrażenie że zaczynamy od nowa kółko, które już kilka razy zrobiliśmy w tym wątku. Realność a psychika, system a brak systemu. Chcę zapytać konkretnie: czy ktoś z was spotkał byt, który nie pasował do żadnej klasyfikacji którą znał? I co wtedy zrobił?
Obserwatorka, tak, o to mi w dużej mierze chodziło. I Dobrusia zadał to konkretne pytanie które ja chciałem zadać od dawna. Mam jedno doświadczenie które do dziś nie ma dla mnie etykiety. Próbowałem patrzeć przez kategorie europejskie, przez kategorie arabskie, przez kilka buddyjskich klasyfikacji. Żadna nie siedziała perfekcyjnie. Efektem było to że zacząłem patrzeć na strukturę klasyfikacji, a nie na jej zawartość.
Słucham tego wątku od dłuższego czasu i mam pytanie, które może brzmi prosto, ale mnie nurtuje. Jeśli byt nie pasuje do żadnej klasyfikacji, to czy to znaczy że klasyfikacja jest niekompletna, czy że byt jest jakoś wyjątkowy? Bo to są chyba dwie różne interpretacje tego samego doświadczenia.
To co opisujesz brzmi jak hybryda funkcjonalna, nie ontologiczna. Ale zanim pójdę dalej, chcę się upewnić, że dobrze rozumiem: czy ten byt był związany z miejscem dopóki ty byłeś w miejscu, a potem podążał za tobą gdy wychodziłeś? Czy podążał za tobą niezależnie od tego gdzie byłeś, ale też manifestował się silniej w tym konkretnym miejscu?
Słucham Taurusa i mam déjà vu, bo mój byt bez etykiety też miał ten problem z terytorium. Ale u mnie odwrotnie. Był terytorialny do pewnego momentu, potem zaczął się pojawiać poza miejscem. Jakby terytorium było jego punktem wyjścia, ale nie ograniczeniem. Darka, czy twoja trzecia opcja obejmuje byty które zmieniają swój typ z czasem? Bo to by był inny problem klasyfikacyjny.
Czekajcie, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem tę rozmowę. Mówimy o bytach które zmieniają się w czasie, albo które od początku są wielokategorialne. Ale czy w ogóle któraś tradycja zakłada że byt jest statyczny? Bo mi się wydaje że chrześcijaństwo mówi o upadku aniołów, czyli zmianie statusu, co oznacza że zmiana jest możliwa z założenia systemu.
Chcę wrócić do pytania Hergi o hybrydę funkcjonalną a ontologiczną, bo to rozróżnienie jest kluczowe i trochę za szybko przeszliśmy dalej. W demonologii arabskiej istnieje pojęcie bytu który zmienia funkcję w zależności od relacji. Jinn może być strażnikiem miejsca dla jednej rodziny i bytem osobistym dla jednego jej członka jednocześnie. To nie jest hybryda w sensie nieokreśloności, to jest wielofunkcyjność zaprojektowana. Czy to pasuje do tego co opisuje Taurus?
Status moralny jinn w islamskiej teologii jest osobny i bardzo złożony. Jinn mają wolną wolę, mogą być muzułmanami albo niewiernymi, mogą być zbawieni lub potępieni. Wielofunkcyjność sama w sobie jest neutralna, ale intencja jinn w danej funkcji już nie jest. Jinn strażnik może chronić miejsce z dobroci albo z chciwości. To jest ważna różnica wobec demonologii chrześcijańskiej gdzie demon jest z definicji wrogi, bez możliwości dobrej intencji.
Słucham tej rozmowy o protokołach i teraz mam wrażenie że to co mi się wydarzyło w tamtym domu wcale nie było poza systemem, może było w systemie który po prostu nie jest europejski. Bo to zachowanie, ta odpowiedź na intencję bez formy, bardziej pasuje do tego co mówi Heliotrop o jinn niż do czegokolwiek chrześcijańskiego. Tylko że ja nigdy nie myślałam o tym w tej kategorii.
To jest właśnie punkt gdzie europejska i orientalna demonologia są strukturalnie niekompatybilne, i nie da się tego naprawić tłumaczeniem terminów. W systemie europejskim masz hierarchię opartą na naturze ontologicznej: anioł jest dobry z natury, demon jest zły z natury, człowiek jest pomiędzy z wolną wolą. W systemie islamskim jinn jest trzecim rodzajem stworzenia z własną wolą moralną, porównywalną do ludzkiej. Próba zmapowania jinn na kategorię "demon" lub "anioł" niszczy informację, bo on nie należy do żadnej z tych kategorii. To nie jest hybryda, to odrębny typ.
Właściwie to mam może głupie pytanie, ale jak te grimoire były tworzone? Ktoś testował kontakty systematycznie i zapisywał wyniki? Czy to bardziej było tak że ktoś miał wizję albo objawienie i to uznawano za wiedzę? Bo to zmienia jak bardzo te klasyfikacje są "empiryczne" w prawdziwym sensie.
To co mówi Heliotrop o sufizmie i Ibn Arabim jest dla mnie połączeniem dwóch wątków jednocześnie. Bo jeśli kara jest tymczasowa i oczyszczająca, to demon który jest w tym procesie jest bytem przejściowym, nie stałym. A jeśli byt jest przejściowy, to klasyfikacja "demon" może być opisem etapu, nie istoty. Co z kolei łączy się z tym co Darka mówiła wcześniej o tym że klasyfikacja to migawka w czasie.
Ale to komplikuje klasyfikację w demonologii europejskiej w specyficzny sposób. Bo jeśli w chrześcijaństwie piekło jest wieczne, to demon jest ontologicznie i na zawsze demonem. Nie ma powrotu, nie ma procesu. To jest decyzja podjęta raz i nieodwracalna. Stąd właśnie cała architektura hierarchii demonicznych w europejskiej tradycji ma sens jako opis stałych kategorii, nie procesów. Orientalna demonologia, jeśli dopuszcza zmianę, musi mieć inną architekturę.
Wracając do tego co poruszyła Terenia62 kilka postów wyżej, bo nie chcę żebyśmy zgubili ten wątek. Stałość kategorii w europejskiej demonologii kontra procesualność w orientalnej, to dla mnie nie jest tylko kwestia praktyczna. To zmienia fundamentalnie to co rozumiemy przez "bycie demonem". W systemie europejskim to jest tożsamość. W systemie orientalnym to może być stan. I jeśli to jest stan, to ta cała hierarchia z grimoire jest hierarchią stanów a nie bytów. Co to zmienia w sposobie czytania tych klasyfikacji?
