Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy da się w ogóle sensownie porównać europejskie systemy klasyfikacji demonów z orientalnymi. W tradycji zachodniej mamy dość sztywne hierarchie - weźmy chociażby Goecję z jej 72 demonami, każdy ma rangę, tytuł, atrybuty. W tradycji chińskiej czy indyjskiej to działa zupełnie inaczej - byty są bardziej płynne, mogą zmieniać naturę, przechodzić między kategoriami. Ktoś się tym bliżej zajmował? Bo mnie konkretnie interesuje, czy te dwie tradycje w ogóle mówią o tym samym, kiedy używają słowa "demon", czy to są fundamentalnie różne koncepcje.
To jest pytanie, które dotyka sedna problemu z całą komparatystyką religijną. Zanim w ogóle zaczniemy porównywać klasyfikacje, trzeba by ustalić, czym jest "demon" w każdej z tych tradycji - bo samo słowo jest greckie i ma bardzo konkretne zachodnie konotacje. W Goecji masz rację, że hierarchia jest niemal wojskowa: królowie, książęta, margrabiowie. To jest mocno zmediewalizowana struktura feudalna nałożona na wcześniejszy materiał. Natomiast w tradycji indyjskiej masz asury i rakszasy, które często są opisywane nie jako "złe" per se, ale jako byty o innej orientacji kosmicznej. Rakszasy w Mahabharacie potrafią być honorowe. To nie jest kategoria moralna taka jak w chrześcijaństwie. Co cię konkretnie skłoniło do tego porównania? Bo to może być ważne dla kierunku rozmowy.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy dobrze rozumiem - w chrześcijaństwie demony to konkretnie upadłe anioły, tak? A co z innymi bytami, które pojawiają się w tradycji europejskiej, jak chociażby te wszystkie licho, strzygi, południce? One też są zaliczane do demonologii, czy to osobna kategoria?
Heliotrop poruszył coś ważnego - to napięcie między teologią a folklorem. I tu widzę ciekawą analogię ze wschodem. W chińskim folklorze masz demony, duchy przodków, lisy-duchy, smoki - i oficjalny buddyzm chiński też nie zawsze wiedział, co z tym robić. Próbował wchłaniać lokalne bóstwa, reinterpretować je jako bodhisattwów lub jako niższe byty. Więc to nie jest tylko problem chrześcijaństwa - każda duża religia musi się jakoś dogadać z lokalnym bestiariuszem.
Słuchając tej dyskusji mam wrażenie, że wszyscy zakładacie, że kategoryzacja jest możliwa i sensowna. A może problem jest inny - może te systemy klasyfikacji w ogóle nie opisują obiektywnych bytów, tylko sposoby, w jakie ludzie w danej kulturze radzili sobie z niezrozumiałymi siłami? Demon w średniowiecznej Europie mógł być projekcją strachu przed tym, co nieznane. Asura w Indiach mógł być alegorią innego rodzaju nieporządku. To niekoniecznie muszą być opisy tej samej "rzeczywistości".
Mam takie głupie pytanie może, ale czy te 72 demony z Goecji to są demony chrześcijańskie czy coś starszego? Bo czytałam gdzieś, że część z nich pochodzi ze znacznie wcześniejszych tradycji, babilońskich czy czymś takim. To by znaczyło, że chrześcijaństwo je tylko "przejęło"?
Czytam tę dyskusję z dużym zainteresowaniem i mam pytanie może trochę z boku. Czy w tradycjach orientalnych w ogóle istnieje coś analogicznego do piekła rozumianego jako miejsce kary wiecznej? Bo słyszałam o buddyjskich piekłach, ale podobno są one tymczasowe z definicji - jesteś w nich tak długo, jak długo trwa twoja karma, a potem się reinkarnujesz. Czy to znaczy, że buddyjska demonologia jest w ogóle inaczej zbudowana, bo zakłada tymczasowość z góry?
Azalia dotknęła czegoś ważnego, bo o tym myślałem przez całą tę dyskusję. Kabała próbowała zbudować taki metasystem - Qliphoth jako odwrótnościowy aspekt Drzewa Życia. I co ciekawe, kabalistyczna demonologia jest jednym z miejsc gdzie tradycja żydowska, chrześcijańska i hermetyczna naprawdę się splatają. Czy ktoś tu pracował z tym systemem i ma porównanie z innymi tradycjami?
Qliphoth to jest właśnie przykład systemu, który próbuje klasyfikować hierarchicznie i odpowiada bezpośrednio na pytanie o wieczność piekła. W tym systemie Qliphoth to nie tyle miejsce kary co odwrócona emanacja - lustrzane odbicie Sefiroth. Byt który istnieje w tej przestrzeni nie jest "karany", on po prostu funkcjonuje w stanie oddzielenia od źródła. Czy to jest wieczne? Z punktu widzenia kabały klasycznej - nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo czas tam działa zupełnie inaczej.
Taurus, i to ciekawe że wspominasz ten animistyczny model, bo to mnie prowadzi do pytania o duchy z polskiego folkloru inaczej. Południca czy strzyga - one są groźne dla człowieka, ale nie z powodów moralnych, tylko z powodów swojej natury. Więc może właściwe porównanie to nie chrześcijański demon a buddyjski asura, tylko - po prostu byty naturalne, które mogą być niebezpieczne jak zwierzę drapieżne?
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i chcę zapytać o coś może banalnego, ale nie rozumiem. Jeśli południca jest "siłą miejsca", a nie bytem z wolną wolą, to czy w ogóle można ją wezwać? Bo różne systemy klasyfikacji które tu padają - chrześcijańska, kabalistyczna, buddyjska - wszystkie chyba zakładają że byt ma jakąś intencję. A siła pola zboża w południe intencji nie ma.
Taurus, "ekologiczna" to świetne słowo. Ale chcę wrócić do pytania o wieczność, bo to był jeden z wątków pobocznych tego tematu. Jeśli południca to siła ekologiczna, miejscowa - to czy ona w ogóle może "umrzeć" w sensie eschatologicznym? Chrześcijański demon jest wieczny bo był aniołem. Południca co? Jest wieczna jak miejsce? A co jeśli to pole zniknie, zabetonują je?
Mam wrażenie że ta dyskusja coraz bardziej pokazuje, że próba ujednoliconej klasyfikacji demonów europejskich i orientalnych jest z góry skazana na porażkę, bo te systemy mają fundamentalnie różne założenia co do tego czym w ogóle jest "byt". I nie mówię że to źle, ale chcę zapytać - czy ktoś z was naprawdę próbował pracować z bytami z dwóch różnych tradycji jednocześnie i jak to wyglądało? Czy w ogóle da się to robić?
To jest może najbardziej praktyczne pytanie w całej tej dyskusji i czekam na odpowiedź Terenii, bo dotyczy czegoś co mnie samego dotyczy. Bo można dyskutować o klasyfikacjach tygodniami, ale pytanie czy w praktyce możliwa jest praca synkretyczna to jest coś zupełnie konkretnego. I mam wrażenie że odpowiedź na to pytanie powiedziałaby nam też coś o tym, czy byty w różnych tradycjach są naprawdę "tym samym" - bo jeśli da się pracować z obiema tradycjami bez sprzeczności, to może jednak dotykają tej samej rzeczywistości.
Herga trafia tu w coś ważnego. Sam miałem ten dylemat - czy synkretyzm to zdrada tradycji czy kontynuacja jej logiki. Ale wróćmy na chwilę do pytania Azalii o wieczność, bo w kontekście tej rozmowy o śladach i echach chcę zapytać coś konkretnego. Jeśli byty miejsca nie mają w sobie tego co chrześcijaństwo nazywa duszą nieśmiertelną, to na jakiej podstawie zakładamy że piekło mogłoby ich dotyczyć? Czy kategoria wiecznego potępienia ma w ogóle sens poza bytami osobowymi?
Taurus zadaje pytanie, które rozbija mi wiele schematów. Bo klasyczna teologia chrześcijańska odpowie jasno: piekło dotyczy bytów z wolą i zdolnością wyboru moralnego. Demon w sensie teologicznym upadł przez wolną wolę. Ale południca nie ma wolnej woli w tym sensie. Więc albo piekło jej nie dotyczy, albo ta kategoria musi zostać radykalnie przeformułowana, albo - i to jest trzecia opcja - folklor słowiański opisuje coś zupełnie innego niż teologia chrześcijańska i zestawianie ich jest błędem kategorialnym.
Przepraszam że przerywam ten wątek, ale czy ktoś może wyjaśnić co to jest ta apokatastaza konkretnie? Bo słyszałem to słowo ale nie rozumiałem w kontekście demonów.
To znaczy że można być chrześcijaninem i wierzyć że piekło jest tymczasowe? Nigdy bym nie pomyślała. A jak to się ma do czyśćca? Bo czyściec to chyba jest tymczasowe cierpienie, czy to nie to samo?
Wracam do wątku który sam Taurus otworzył, bo ta dyskusja o apokatastazie jest bardzo ważna dla klasyfikacji bytów. Jeśli przyjmujemy model cykliczny, wschodni, to hierarchia demonologiczna jest płynna, byty mogą się transformować. Jeśli przyjmujemy model linearny z wiecznym piekłem, ta hierarchia jest zamarznięta na zawsze. I to jest moim zdaniem kluczowa różnica między demonologią europejską a orientalną, głębsza niż nazwy czy atrybuty.
Taurus, no to jak to powiedzieć. Nie mówiłam do tego językiem, to było bardziej... jakby wyjaśnianie intencji? Że ja tu teraz mieszkam, że chcę żeby było spokojnie, że nie będę przeszkadzać. Głupio to brzmi jak to piszę, ale działało. Potem jak wychodziłam, to jakby naturalnie oddawałam przestrzeń z powrotem.
Czytam tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam pytanie które chodzi mi po głowie. Cały czas mówicie o klasyfikacji bytów, o tym czy mają wolę, czy są miejscowe czy wędrujące. Ale nikt jeszcze nie zapytał: dlaczego w ogóle klasyfikujemy? Czy ta klasyfikacja jest po to żeby lepiej pracować z bytami, czy żeby je rozumieć, czy żeby się ich nie bać? Bo cel klasyfikacji chyba powinien wpływać na to jaką klasyfikację budujemy.
To jest właśnie to co chciałam wyciągnąć. Bo mam wrażenie że oba są możliwe. Czasem wydaje się że coś samo się "przedstawia" w pewien sposób, narzuca formę. Ale nie wiem czy to nie jest kwestia naszych oczekiwań, które byt tylko odczytuje. Jak w tym coś rozróżniasz?
Słucham waszej rozmowy i zastanawiam się czy to czego doświadczyłam w kamienicy nie jest właśnie tym. Bo ja nie miałam żadnego systemu, żadnej tradycji, a ta "negocjacja" działała. Może właśnie dlatego że nie narzuciłam żadnego kostiumu?
Ja miałam podobne doświadczenie i rozumiem Lenę. Jak pierwszy raz coś poczułam w starym domu rodziców, też nie miałam żadnego systemu. Robiłam dokładnie to co ona opisuje, wyjaśniałam intencje. Ale potem przeczytałam trochę o duchach miejsca i okazało się że to co robiłam ma nazwę w kilku tradycjach jednocześnie. To mnie zastanawia, czy instynktownie trafiamy na coś co tradycje formalizują, czy tradycje nas uczą i my to potem "odkrywamy" sami.
Przepraszam, może głupie pytanie, ale czy jak ktoś nie ma żadnego systemu to może przypadkiem zrobić coś złego przy takim kontakcie? Lena mówiła że to działało, ale zastanawiam się czy to jest zawsze bezpieczne bez wiedzy.
Hm, ale jeśli nie ma jednej odpowiedzi to jak w ogóle można cokolwiek z tym systemem robić? Mam na myśli, każdy system twierdzi że jest właściwy, a potem okazuje się że wszystkie mogą mieć rację albo żaden. Gdzie jest jakiś punkt oparcia w tym wszystkim?
Heliotrop powiedział coś co chcę rozwinąć, bo to wraca do tytułu wątku. Jeśli te dwa modele czasu są naprawdę nieprzetłumaczalne, to demonologia europejska i orientalna są porównywalne tylko na poziomie funkcjonalnym, co robi byt, nie ontologicznym, czym jest. Czy taka klasyfikacja czysto funkcjonalna ma jakieś praktyczne znaczenie, czy jest tylko akademicka?
