Ostatnio trafiłam na artykuł o wspólnocie Aghori w Indiach i kompletnie mnie to rozbiło. Ci ludzie składają ofiary, żyją na cmentarzach, podobno jedzą szczątki ludzkie jako element rytuału. Twierdzą, że w ten sposób przekraczają dualność i osiągają jedność z Śiwą. Pomyślałam, że to dobry pretekst żeby porozmawiać szerzej o ofierze jako takiej. Bo przecież ofiara pojawia się dosłownie wszędzie - od zarania dziejów, we wszystkich kulturach. Zwierzęta w starożytnej Grecji, ofiary z ludzi u Azteków, krew w Biblii, a z drugiej strony "ofiara z samego siebie" w sensie duchowym, wyrzeczenie, asceza. Skąd to się w ogóle wzięło? Co człowiek chciał przez to osiągnąć? I czy Aghori to właściwie hinduizm, bo widziałam różne opinie - jedni mówią że tak, inni że to jakaś sekta na marginesie.
Pytanie o Aghori i hinduizm jest ciekawe, bo hinduizm jest na tyle rozległy, że ciężko w ogóle powiedzieć co jest "w środku" a co "na marginesie". To nie jest jedna spójna religia z jednym kościołem i dogmatami. Aghori wywodzą się z tradycji Shaiva, czyli kultu Śiwy, i są uznawani przez część hinduistów za ekstremalną gałąź tantry lewej ręki. Oficjalnie hinduizm ich nie wyklucza, ale większość wyznawców traktuje ich jak kogoś kogo wstyd przyznawać do rodziny. Mnie bardziej interesuje właśnie to co postawiłaś na początku - skąd wzięła się sama idea ofiary. Mam taką teorię, ale chętnie posłucham co myślą inni zanim zacznę gadać.
Właśnie o to chodzi że to nie musi być albo-albo. Psychologia zbiorowa i wymiar duchowy mogą być tym samym zjawiskiem oglądanym z różnych stron. Jak ktoś medytuje i obniża mu się kortyzol, to czy to "tylko" biologia, czy też coś duchowego? Ja bym nie rozdzielała tych warstw tak ostro. W kontekście ofiary - dla mnie ważniejsze pytanie brzmi: co w danym akcie ofiarnym był naprawdę poświęcany? Czy chodzi o samą materię, czy o intencję, czy o coś jeszcze innego?
Przepraszam że wchodzę z czymś bardzo podstawowym, ale chcę dobrze zrozumieć. Czy ci Aghori naprawdę jedzą ludzkie szczątki, czy to są jakieś opowieści na pokaz dla turystów i dokumentalistów? Czytałam różne rzeczy i nie wiem co prawda. I drugie pytanie - czy ich rytuały są legalne w Indiach?
Słucham was i mam jedno pytanie, może naiwne. Jak ktoś dzisiaj chce złożyć jakąś ofiarę, to w ogóle jak to się robi? Bo rozumiem że nie zabijamy zwierząt, no chyba że na wsi ale to inna historia. Czy zapalenie świeczki przed obrazkiem to jest właśnie taka ofiara? Bo tyle razy to robiłam nawet o tym nie myśląc.
Właśnie, i to mnie prowadzi do czegoś co chciałam zapytać od początku. Czy ofiara z samego siebie, czyli ta asceza, wyrzeczenie, poświęcenie życia jak w zakonach - czy to jest etycznie inna kategoria niż ofiara ze zwierzęcia? Bo intuicyjnie mówimy że ofiara ze zwierzęcia to coś złego, prymitywnego. A zakonnica która oddaje całe życie - to piękne i wzniosłe. Ale oboje dają coś żywego. Skąd ta asymetria w naszym postrzeganiu?
Chyba chodzi o zgodę. Zakonnica wybiera, zwierzę nie wybiera. Choć to też nie jest takie proste, bo w wielu kulturach zwierzę ofiarne było traktowane z ogromnym szacunkiem, przygotowywano je rytualnie, proszono o zgodę. To nie był po prostu rzeźnik. A z drugiej strony - czy dziecko które rodzice wychowują w konkretnej tradycji religijnej i które zostaje mnichem naprawdę "wybrało" tak samo swobodnie jak ktoś dorosły z zewnątrz? To jest filozofia wolnej woli i nie rozstrzygniemy tego tutaj, ale pytanie jest ważne.
Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno skojarzenie które chcę rzucić. W chrześcijaństwie jest przecież ofiara eucharystyczna i całe teologiczne zamieszanie czy to jest "prawdziwe" ciało i krew czy symbol. Protestanci i katolicy od wieków się o to kłócą. Ale z perspektywy tematu który tu poruszacie - to jest właśnie ten moment przejścia od ofiary materialnej do ofiary symboliczno-duchowej, tylko że zabetonowany w dogmat. Ciekawe że akurat chrześcijaństwo które odrzuca ofiary ze zwierząt ma w centrum rytuał który językowo jest najkrwawszy z możliwych.
To zestawienie przemysłowego uboju z ofiarą rytualną uderzyło mnie mocno. Bo jeśli mamy być spójni, to albo akceptujemy że zabijanie zwierzęcia w celach innych niż głód jest etycznie problematyczne, albo nie. A wtedy kryterium nie może być "czy jest rytuał", tylko coś głębszego. Co ty właściwie uważasz - czy intencja i modlitwa zmienia etyczny status czynu?
To pytanie o intencję jest kluczowe i pojawia się w filozofii prawa, nie tylko w etyce religijnej. Ale mam wątpliwość: intencja zmienia może wymiar duchowy danego aktu, ale czy zmienia realne cierpienie zwierzęcia? Wedyjscy kapłani mogli mieć najczystsze intencje świata i to zwierzę nadal umierało. Nie chcę tu oceniać tradycji, ale to napięcie wydaje mi się nieuchronne.
Tak, to jest Bhagawadgita rozdział dziewiąty, werset z liściem i wodą. I właśnie dlatego pytałam na początku o tę wewnętrzną oś całego tematu - bo hinduizm robi coś ciekawego, zaczyna od skomplikowanych ofiar wedyjskich, a potem upaniszady i Gita prawie je demontują i mówią że to wszystko było zewnętrzną skorupą. Czy ktoś się bardziej orientuje czy ta zmiana była stopniowa czy raczej był jakiś wyraźny moment przełomu?
Nie było jednego przełomu, to trwało wieki. Upaniszady zaczęły się pojawiać może od dziewiątego, ósmego wieku p.n.e. i stopniowo przesuwały akcent z rytuału na poznanie. Ale uwaga - rytuały wedyjskie nie zniknęły. W ortodoksyjnym braminizmie są do dzisiaj. Hinduizm po prostu pomieścił oba poziomy jednocześnie. To jest cecha tej tradycji której nie mają na przykład abrahamowe religie - nie musisz wybierać.
To co wszyscy mówicie jest bardzo ciekawe, ale chcę wrócić do czegoś praktycznego. Mówimy o ofierze z siebie, o wyrzeczeniu, o poście. Jak to wygląda w praktyce u kogoś kto nie należy do żadnej tradycji? Czy można złożyć ofiarę z siebie bez przynależności do jakiejś religii? Pytam bo sama nie jestem związana z żadnym konkretnym systemem a jednak czuję że chcę coś ofiarować, tylko nie wiem komu ani jak.
Skupienie wymuszone a skupienie z wyboru - to jest coś. Ale czy to naprawdę robi różnicę z perspektywy tego co doświadczamy? Pytam serio, bo kiedy siedzę na medytacji i skupiam się bo muszę to też coś się dzieje, nawet jeśli zaczęłam bez chęci. Może efekt ważniejszy od intencji?
Przepraszam że wchodzę z czymś prostszym, ale słucham tego wszystkiego i zastanawiam się - my tu rozmawiamy o ofierze wedyjskiej, shinto, bhakti. A co z chrześcijaństwem? Bo ja jestem wychowana katolicko i msza to podobno też ofiara, ofiara Chrystusa. Czy to pasuje do tej samej osi o której mówi Lidzia03? Czy to jest zupełnie inny rodzaj ofiary?
