Wydaje mi się że właśnie to o czym mówiłyśmy wcześniej - ta domowa, kobieca praktyka - mogła być główną strategią zwykłych ludzi. Nie wielki tajny kult, tylko po prostu codzienne gesty, słowa do źródła, ofiara przy kamieniu. Coś czego nie widać z zewnątrz i nie ma czego prześladować.
Ale to mnie zastanawia - jak to jest że bogowie wielcy, Quetzalcoatl i ta cała hierarchia, mają swoje opowieści do dzisiaj, są znani, są w filmach, w książkach. A te małe lokalne bóstwa, te przy źródle i na wzgórzu, znikają bez śladu. Jakby im nawet sławy po śmierci nie dali.
To co powiedziała Czarownica o tej nici - że duch wzgórza istnieje tylko dopóki ktoś do niego mówi - bardzo mnie uderzyło. Ale czy to znaczy że te lokalne bóstwa azteckie naprawdę zniknęły? Czy może gdzieś w odległych wioskach ta nić nigdy nie została zerwana?
To znowu wygląda jak ta kwestia nazewnictwa kontra istoty. Jeśli ktoś prosi San Isidro o dobry zbiór na tym samym wzgórzu gdzie kiedyś składano ofiarę lokalnemu bóstwu ziemi - to jest to ten sam byt, nowa nazwa, czy już coś innego? Szczerze nie wiem jak to ocenić.
Ale to chyba nie było tak samo wszędzie? Bo Aztekowie mieli jednak wielkie świątynie, wielkie bóstwa jak Huitzilopochtli, i to chyba było o wiele bardziej widoczne niż jakiś kult przy wzgórzu. Czy konkwistadorzy atakowali to co wielkie i zostawiali to co małe, czy traktowali wszystko tak samo?
Czyli w pewnym sensie skala i monumentalność azteckich bogów była ich słabością? Huitzilopochtli miał wielką świątynię, więc ją zburzono i postawiono kościół. Duch wzgórza nie miał nic co można by zburzyć.
To jest bardzo ciekawe odwrócenie - im większa instytucja tym łatwiejszy cel. Trochę jak ze średniowiecznymi katedrami stawianymi na miejscach pogańskich świętych miejsc. Burzysz jeden kamień i budujesz swój, ale to co niematerialne i rozlane po okolicy - to zostaje.
A skąd wiemy że Huitzilopochtli był ważniejszy od tych lokalnych bóstw dla zwykłych ludzi? Znaczy - może dla kapłanów i władzy tak, ale czy rolnik w wiosce bardziej się modlił do boga deszczu przy swoim polu niż do wielkiego bóstwa wojny w Tenochtitlan?
Czyli coś jak te nasze słowiańskie 'mały Perun' i 'wielki Perun' albo lokalne duchy kontra wielcy bogowie? Przepraszam że porównuję, tylko staram się to jakoś zrozumieć.
Wróćcie do tych procesów inkwizycyjnych które wspominała Kometka - co dokładnie tam zarzucano? Składanie ofiar, oddawanie czci posągom, coś jeszcze? Zastanawiam się czy inkwizycja w ogóle rozumiała co zwalcza.
I tu znowu ten paradoks - mamy te dokumenty, ale są ślepe na to co ważne. Inkwizytor zapisał 'modlił się do kamienia przy drodze' ale nie zapytał jaka to była modlitwa, w jakim języku, co ten kamień oznaczał. Bo dla niego to był po prostu grzech, nie zjawisko do zrozumienia.
To mnie prowadzi do pytania o tych franciszkanów z początku o których mówił Sauwak. Ci co naprawdę studiowali nahuatl i zbierali mity - czy oni rozumieli więcej? Czy ich dokumenty są pod tym względem lepsze?
To brzmi jakbyśmy mieli przed sobą coś w rodzaju puzzli gdzie kawałki są z różnych zestawów. Każde źródło pasuje tylko do fragmentu całości i żadne nie daje pełnego obrazu. Czy w ogóle istnieje jakieś źródło które jest bliższe 'wewnętrznemu' obrazowi tych wierzeń?
Te pieśni rytualne które Kometka wspomniała - huehuetlahtolli - co to dokładnie jest? Czy to były śpiewy podczas ofiar, czy coś innego?
Huehuetlahtolli to dosłownie 'słowa starożytnych', zbiory mów i pouczeń przekazywanych ustnie - moralnych, ceremonialnych, codziennych. Niekoniecznie pieśni ofiarnicze, bardziej coś jak literatura mądrościowa. Część przetrwała bo franciszkanie sami je zapisali, uważając je za godne uwagi ze względów językowych i etnograficznych. I właśnie to jest ciekawe - zapisali coś co ideologicznie zwalczali, bo widzieli w tym wartość dokumentacyjną.
Czyli sami sobie urządzili pułapkę. Zbierasz materiał żeby zrozumieć co zwalczasz, a w ten sposób to ocalasz. Ciekawe ile by zginęło bez tej inkwizycyjnej potrzeby katalogowania herezji.
Ale czy te huehuetlahtolli w ogóle mówią coś o bogach jako takich, czy bardziej o zachowaniu wobec bogów? Bo to chyba różnica - mieć teologię a mieć etykę rytualną.
Czekajcie, bo się pogubiłam. Mówiliśmy wcześniej że Huitzilopochtli był tym największym azteckim bogiem i że jego świątynia padła pierwsza. Ale jeśli zwykli ludzie bardziej modlili się do lokalnych duchów i Tlaloka, to dlaczego Cortés uderzył właśnie w Huitzilopochtli? Strategicznie czy symbolicznie?
O! To znaczy że to nie byli sami Europejczycy co to burzyli? Że lokalne ludy też to robiły? To trochę zmienia obraz który miałam w głowie.
To znaczy że bogowie azteccy upadli nie tylko dlatego że Europejczycy byli silniejsi militarnie, ale też dlatego że sami Aztekowie mieli wrogów wewnątrz własnego świata? I ci wrogowie chętnie widzieli upadek Huitzilopochtli?
Brzmi jak historia powtarzana wielokrotnie - religia władzy upada razem z władzą, a religia ludu zostaje bo jest głębiej zakorzeniona. Tak samo chyba było z bogami Rzymu kiedy upadało cesarstwo? Oficjalny panteon stopniowo tracił na znaczeniu ale lokalne kulty trwały.
A co z tymi bogami ludów podbitych przez Azteków, Tlaxcalan i innych? Oni mieli swoje bóstwa - co się z nimi stało po konkwiście? Też zostali stłumieni czy może mieli łatwiej bo nie byli 'tymi złymi'?
Więc w pewnym sensie nawet pokonani alianci nie wygrali nic trwałego dla swoich bóstw. Wygrali może kilka lat lepszego traktowania ale ostatecznie mechanizm kolonialny był jeden dla wszystkich. To jest dość ponure.
A wracając do pytania Honorka sprzed chwili - czy te azteckie kategorie bóstw w ogóle przekładają się na to co my rozumiemy przez 'boga'? Bo czytałam że Tezcatlipoca jest opisywany jako siła czy zasada bardziej niż jako osobowa istota. Czy to nie sprawia że cały nasz język porównania z rzymskimi bogami czy słowiańskimi kuleje?
To może właśnie dlatego te porównania z Rzymem czy ze Słowianami są i pomocne i zwodnicze jednocześnie? Pomocne żeby wejść do tematu, ale potem wyprowadzają na manowce?
To co powiedziała Kometka o wewnętrznych logikach azteckiego panteonu - że żadne zewnętrzne porównanie nie odda ich do końca - to chyba dotyczy też samego procesu upadku tych bogów, prawda? Bo jeśli Tezcatlipoca jest bardziej zasadą niż osobą, to co właściwie zniszczyła konkwista? Można zniszczyć świątynię, kapłanów, rytuały - ale czy można zniszczyć 'zasadę'?
