O, to jest pytanie, które mnie od początku kusi. Czy Hekate jest aktywnym podmiotem, który 'pomaga', czy raczej czymś w rodzaju... pola, w którym magia sama działa? I skąd w ogóle wiadomo, jak ją traktowały starożytne osoby, które do niej się zwracały?
Ze źródeł wynika, że traktowały ją jako osobę - błagano ją, składano ofiary z konkretnym oczekiwaniem, opisywano jej nastroje i wolę. PGM pełen jest formuł, gdzie zwraca się do niej jak do królowej, nie jak do pola energetycznego. Ale oczywiście język rytualny może być tylko metaforą operacyjną, nie ontologicznym stwierdzeniem.
Czy to znaczy, że te ofiary zbierali ubodzy, którzy nocą chodzili przy rozstajach, i że Hekate niejako była pośredniczką między zamożnymi a biednymi? Czytałam coś takiego gdzieś i nie byłam pewna, czy to interpretacja nowoczesna.
Ten aspekt oczyszczenia domu przy nowiu mnie uderza, bo nów to w astrologii czas zamknięcia cyklu, nie otwarcia. Większość tradycji magicznych działa przy nowiu na zasadzie 'zaczynam od nowa', a tu jest wyraźnie 'kończę i oczyszczam'. To jakby Hekate była związana z fazą przed nowiem, z tą najciemniejszą nocą, nie z samym nowiem jako nowym początkiem.
...więc jeśli Hekate jest panią zamknięcia, to może właśnie dlatego czary pod jej patronatem są tak często związane z wiązaniem, zatrzymywaniem, kończeniem czegoś? Nie z przywoływaniem, ale z odcinaniem? To by pasowało do całej logiki nowin i deipnon.
Przepraszam, że wchodzę z takim prostym pytaniem po tym wszystkim - czy to znaczy, że zwracanie się do Hekate z czymś pozytywnym, np. z prośbą o ochronę, działa na innej zasadzie niż te wiążące zaklęcia? Jak to się w ogóle rozróżnia, czy to ta sama bogini tylko w innym 'trybie'?
To trochę jak ochroniarz przy wejściu, tylko że ochroniarz, który sam decyduje o kryteriach, a nie wykonuje czyjeś polecenia. Czy to znaczy, że Hekate jest w jakimś sensie autonomiczna wobec innych bogów, że nie podlega np. Zeusowi w kwestii tego, kogo wpuści?
To jest chyba ten sam wzorzec, który widzę w astrologii przy węzłach księżycowych - punkt, który nie należy do żadnej planety, ale przez który wszystko przechodzi. Hekate jako węzeł kosmiczny, nie planeta. Czy ktoś widzi w tym sensowną analogię, czy nadużywam astrologii?
Czarna Księżycowa Lilith jako odpowiednik Hekate - to by pasowało do tej ciemnej strony, nocy, granicy. Ale Lilith w astrologii jest mocno feministycznie przepracowana we współczesnym okultyzmie i zastanawiam się, czy nie robimy tego samego z Hekate - nakładamy współczesne znaczenia na coś, co było inne.
Mam w notatkach, że Hekate karyjska, ta najwcześniejsza udokumentowana, była bóstwem opiekuńczym bez szczególnie mrocznych konotacji. Ciemność i magia pojawiają się później, w Atenach, może V wiek p.n.e. Czy ktoś wie, co spowodowało tę zmianę? Zmiana kontekstu społecznego, kontakt z innymi tradycjami?
To znaczy, że to Medea zrobiła Hekate ciemną? Tzn. literatura ukształtowała kult, nie kult literaturę? To jest odwrotnie niż bym myślała.
To jest trochę jak z Merkurym i Hermesem - oficjalnie to ten sam bóg, ale jeśli przyjrzysz się, to mają inne akcenty, inne mitologie, różne rytualne znaczenia. Może Hekate szekspirowska i Hekate karyjska to już prawie dwa różne byty, które tylko mają to samo imię? I co z tym zrobić praktycznie, jeśli ktoś chce się do niej zwracać?
To pytanie o dwa byty z jednym imieniem jest dla mnie bardzo żywe w praktyce. Kiedy pracuję z tarota i układam spread poświęcony Hekate, zawsze mam wrażenie, że muszę najpierw zdecydować, z którą wersją rozmawiam. Ta ciemna, szekspirowska pociąga mocniej, ale czy to dlatego, że jest 'prawdziwsza', czy dlatego, że moje wyobrażenie jest urobione przez kulturę? Nie potrafię tego rozdzielić.
Defixiones - to znaczy tabliczki z przekleństwami? Czytałam gdzieś o nich, ale nie byłam pewna, czy to powiązane z Hekate bezpośrednio czy tylko z magią w ogóle.
Przepraszam za naiwne pytanie, ale skąd wiemy, że te tabliczki działały zgodnie z intencją autorów? Tzn. mam na myśli - czy ktoś kiedyś badał, czy osoby, które zamówiły defixio, osiągały swoje cele? To brzmi głupio, ale zastanawiam się, czy to można w ogóle jakoś zweryfikować.
To jest naprawdę fundamentalne pytanie i nie chodzi tylko o Hekate - chodzi o to, jak w ogóle rozumiemy bóstwo. Mam wrażenie, że w neopogaństwie te dwa modele często się mieszają i ludzie nie są do końca świadomi, w którym paradygmacie pracują. Ja sama przez długi czas myślałam, że to jedno i to samo, i dopiero rozmowy takie jak ta skłoniły mnie do refleksji.
Ten podział ma w religioznawstwie swoją nazwę - mówi się o podejściu teistycznym kontra archetypicznym, za którym stoi głównie jungowska psychologia głębi. W wicca i szerszym neopogaństwie oba modele są uznawane za równoprawne, co jest ciekawe, bo to dość nieoczekiwana tolerancja metafizyczna. Czy ktoś z was praktykuje wyraźnie w jednym z tych modeli i ma wrażenie, że to wpływa na efekty?
Pracowałam przez kilka lat wyraźnie archetypicznie - Hekate jako symbol przemiany, Jung, Clarissa Pinkola Estes, ta cała tradycja. A potem miałam kilka doświadczeń, które trudno mi było wytłumaczyć jako wyłącznie wewnętrzne. Nie mówię, że 'udowodniły' istnienie Hekate jako bytu, ale zmieniły moje robocze założenie. Teraz pracuję z niepewnością co do modelu i paradoksalnie czuję, że to jest uczciwe.
To mnie zastanawia - czy starożytność miejsca ma znaczenie, czy raczej jego charakter? Mam na myśli: wiejskie skrzyżowanie polnych dróg kontra historyczne skrzyżowanie w starym mieście, które jest teraz zabudowane. Które 'lepiej pasuje', jeśli w ogóle można tak powiedzieć? Bo to trochę jak z miejscami mocy w litoterapii - some spots have history.
Wracając do tego, co Marzenka napisała o skrzyżowaniach - zastanawia mnie, czy to nie jest przypadkiem tak, że samo geometryczne przecięcie dróg tworzy jakieś szczególne 'pole' energetyczne, niezależnie od lokalizacji? Mam na myśli symbolikę skrzyżowania jako miejsca, gdzie dwa kierunki jednocześnie istnieją i żaden nie dominuje. Trochę jak w numerologii - punkt zerowy, miejsce potencjału.
To drugie pytanie Ruty jest naprawdę dobre. Skrzyżowania jako miejsca graniczne i niebezpieczne pojawiają się w mitologii i folklorze niezależnie od Hekate - w tradycjach słowiańskich, afrykańskich, mezoamerykańskich. Esù-Elegba w tradycji jorubańskiej jest pan skrzyżowań i dróg, a jego charakterystyki są uderzająco podobne. Nie mówię o pożyczeniu - mówię o tym, że pewne przestrzenie generują podobne projekcje duchowe. Ale Hekate ma coś specyficznego: jest aktywnie przywołana przez podróżnika, nie tylko napotkana.
Dokładnie to mnie uderzyło w tym moim codziennym doświadczeniu, o którym wspominałam. Było coś, co nie miało charakteru archetypu jako wewnętrznej figury. Bardziej jak... ktoś, kto przyszedł pod drzwi, a nie ktoś, kto wyszedł z mojej głowy. Trudno to opisać bez popadania w egzaltację, ale ta asymetria inicjatywy jest dla mnie kluczowa.
Mnie się coś podobnego zdarzyło, choć nie z Hekate bezpośrednio, ale z bóstwem, z którym pracowałam przez dłuższy czas. Zwykły wieczór, nic szczególnego, i nagle poczucie obecności, którego nie prowokowałam. Wtedy byłam tym przestraszona bardziej niż zbudowana. Teraz myślę, że bóstwo - jeśli jest realne jako byt - niekoniecznie czeka na twoje zaproszenie za każdym razem, jeśli relacja jest już nawiązana.
Czytam to wszystko i mam pytanie, które pewnie brzmi naiwnie - czy jest jakiś 'protokół' na sytuację, kiedy coś przyjdzie niezaproszone i nie jesteś pewna, czy to Hekate, czy cokolwiek innego? Jak odróżnić bóstwo od zwykłej halucynacji albo, nie wiem, od czegoś, czego nie chcesz?
Dodam do tego, co Latawica54 napisała - w PGM są konkretne formuły 'testowania' przywołanego bytu, które zakładają, że nie każda odpowiedź na przywołanie jest tym, czego szukasz. To ciekawe, bo sugeruje, że starożytni praktycy mieli tę samą wątpliwość co Promyczka53, tylko opakowaną w inny język. Problem dyskernowania duchów, jak to nazywa tradycja chrześcijańska, jest zaskakująco ponadkulturowy.
A wracając jeszcze do skrzyżowań - bo mnie nurtuje jeden praktyczny aspekt. Marzenka wspomniała o Deipnon, uczcie Hekate zostawianej w nów. Czy współcześni rekonstrukcjoniści dosłownie zostawiają jedzenie na skrzyżowaniu ulic? Jak to wygląda w praktyce w mieście, gdzie co chwilę ktoś przechodzi?
Zostawianie jedzenia na ulicy to chyba mogłoby przyciągnąć raczej bezdomnych albo ptaki niż bóstwo 🙂 Przepraszam, nie chcę umniejszać, ale to mnie rozbawiło. Chociaż z drugiej strony - czytałam kiedyś, że w niektórych tradycjach to właśnie jest sens ofiary, żeby przyszedł ktoś potrzebujący i zjadł.
