chcę się odnieść do tego co pisał Egzorcysta91 o Jyotish, bo to ważne. ta uwaga o pośredniości skojarzeń jest słuszna i myślę że generalnie w tej dyskusji mieszamy kilka różnych systemów nie zawsze świadomie. mamy bhakti, mamy tantrę, mamy Jyotish, mamy zachodnią litoterapię. każdy z nich ma inną logikę wewnętrzną. to nie jest zarzut wobec kogokolwiek, po prostu warto to nazwać, żeby wiedzieć co się właściwie robi
i tu dochodzę do czegoś co mnie w tej całej dyskusji niepokoi od dłuższego czasu. czy my jako osoby spoza tradycji hinduskiej w ogóle możemy sensownie powiedzieć "pracuję w Jyotish" albo "pracuję w tantrze"? to nie jest pytanie retoryczne, naprawdę zastanawiam się gdzie jest granica między uczeniem się a zawłaszczaniem
no i w końcu ktos to powiedział. bo ta rozmowa jest generalnie bardzo wartościowa, ale gdzieś mi przez cały czas chodził ten temat. i mam na to dosyć konkretne zdanie, uczenie się tradycji z szacunkiem i świadomością skąd pochodzi to jedno. wchodzenie w praktyki rytualne głębokiego tantry bez żadnego zakorzenienia i nazywanie tego "pracą z Dewi" to już jest inne pytanie
zaraz zaraz, to jest wątek który mógłby trwać tygodniami i nie mamy tu chyba jednej odpowiedzi 🙂 ale powiem tyle, że sama Dewi jako zasada kosmiczna jest w tekstach opisywana jako dostępna dla wszystkich, bez różnicy urodzenia. Devi Mahatmyam jest śpiewany publicznie. więc przynajmniej na poziomie bhakti argument o zawłaszczaniu kuleje moim zdaniem
ale to jest właśnie ta roznica o której mówiłem wcześniej, między publicznym bhakti a praktyką tantryczną. nikt nie mówi że nie możesz śpiewać Durga Chalisa. pytanie dotyczy głębszych praktyk gdzie wchodzą inicjacje, diksha, linia przekazu. tu argument "Dewi jest dla wszystkich" przestaje być wystarczający
powiem z własnego doswiadczenia... bo pracuję z aspektami Dewi od kilku lat i nigdy nie miałam inicjacji w żadnej formalnej linii. mam natomiast bardzo konkretne, mocne doświadczenia medytacyjne. więc dla mnie praktycznie ten wymóg inicjacji w zachodnich warunkach jest trochę abstrakcyjny, skoro nie mam dostępu do autentycznych guru
Obserwuję, tę dyskusję od dłuższego czasu i mam może naiwne pytanie, przepraszam jeśli to oczywiste. ale czy Dewi w sensie tej kosmicznej siły żeńskeij to jest byt osobowy z którym można mieć relację, czy raczej zasada, coś jak prawo natury? bo widzę że różne osoby piszą o niej różnie i nie wiem jak to rozumieć
Przyjmuję to, wracam do pytania Sedzislawa bo to jest naprawdę kluczowe. ta dwoistość osobowe/bezosobowe nie jest dla mnie abstrakcją, bo kiedy siedzę w medytacji i coś przychodzi, to nie czuję że siedzę przy "zasadzie kosmicznej". czuję obecność. ciepło, coś co ma intencję. może to tylko mój umysł, może nie, ale to nie jest jak kontakt z prawem grawitacji
dziękuję za tę odpowiedź Marzenka98, tzn. że poprzednią przed tym wątkiem bo to rozjaśniło mi duzo. to Saguna/Nirguna to jets coś co gdzieś czytałam ale nie rozumiałam po co ta distinkcja. teraz jakby bardziej czuję sens. ale mam kolejne pytanie, jeśli Dewi jest jednocześnie osobowa i nie to kiedy ktos pyta "czy Dewi mi pomoże", do której formy tak wlasciwie mówi?
chwila. to co opisuje Marzenka98 jest teologicznie eleganckie, ale proszę żebyśmy nie tracili z widoku że to jest konkretna pozycja filozoficzna, adwaita lub bliskie jej szkoły. Shaktyzm nie jest monolitem. Srikula i Kalikula mają różne podejścia. w niektórych tradycjach Dewi jest absolutnie osobowa i to nie jest "pomocnicza forma dla słabszych umysłów", tylko rzeczywistość jako taka. nie mieszajmy Adwaita Vedanty z całym Shaktyzmem
No niech ci będzie, zgadzam się z Wajdelota. ta redukcja do Adwaity jest bardzo popularna w zachodnim odbiorze hinduizmu, bo pasuje do naszych kategorii, "wszystko jest jednym", ale to jest jeden z wielu głosów wewnątrz tradycji. w Kaszmirze Shaivism Dewi/Shakti ma bardzo konkretną ontologię która nie daje się łatwo sprowadzić do "forma na użytek umysłu". warto to zaznaczyć
hm, czytam ten spór między Wajdelota a Marzenka98 i zastanawiam się czy my z pozycji zachodnich praktyków w ogóle musimy rozstrzygać który system wewnątrz Shaktyzmu jest "prawdziwy". czy nie wystarczy że wiemy że jest więcej niż jeden głos? bo ta debata adwaita vs. 🙂 nie-adwaita toczy się w Indiach od stuleci i chyba lepszych ekspertów niż my
o właśnie, i to jest może ważniejsza dla nas rozmowa jak mamy do tego podejść praktycznie wiedząc że nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć teologii. dla mnie to było dość oswobadzające kiedy przestałam szukać jednej poprawnej wersji a po prostu zapytałam sama siebie skąd chcę zacząć. i zaczęłam od Durgi bo coś w tej formie do mnie przemówiło. nie wiem czy to "właściwe" ale jest moje
a wracając do czegoś co pytałam wcześniej i zostało bez odpowiedzi, czy to poczucie obecności w praktyce bhakti przychodzi od razu czy po czasie? bo czytam że jedni czują od pierwszego razu a inni miesiącami nic nie czują i nie wiem co o tym myśleć
słuchaj, to bardzo mi pomaga, bo sama jestem na początku i ciągle mam wrażenie że "nic nie czuję" i że robię coś źle. a może po prostu trzeba czasu. dziękuję Frankaa naprawdę, to jest jeden z bardziej pomocnych komentarzy jakie tu czytałam
Załóżmy, mam pytanie do całego wątku bo trochę zaginął w dyskusji o teologii. temat mówi o ochronnych postawach energetycznych i przez ostatnie kilkanaście postów prawie o tym nie mówiliśmy. ktoś może wrócić do tego konkretnie? co Dewi ma wspólnego z ochroną energetyczną w rozumieniu praktycznym, nie filozoficznym
a te mudry to chodzi o mudry które można samemu wykonywać podczas pracy z Dewi? czy to jest coś zarezerwowanego dla kapłanów podczas puja? bo gdzieś czytałam ze niektóre gesty są przekazywane tylko w linii inicjacyjnej
Spoko, ale czy ktoś z was wie jak się ma ta symbolika do tego co Dewi robi w Devi Mahatmyam podczas bitwy z Mahishasurą? bo tam ochrona przyjmuje formę aktywną, ona walczy, nie tylko "daje gest niestraszenia". to jest chyba inny aspekt tej samej funkcji, prawda? taki bardziej wojowniczy wymiar
czytam tę rozmowę od kilku stron i mam wrażenie że ciągle kręcimy się wokół pytania "skąd wiadomo ze to co czujemy w praktyce jest prawdziwe". ale może to jest złe pytanie. może lepiej zapytać co ta praktyka robi z nami, bez rozstrzygania co jest jej "źródłem". takie podejście pragmatyczne. czy staje się spokojniejsza czy inaczej reaguję na stres czy coś sie zmienia w codziennym życiu. to jest weryfikowalne
Tylko że z drugiej strony zdecydowana większość osób na tym forum, włącznie ze mną, nie jest i nie będzie inicjowanymi shakta w żadnej linii. i co, mamy nie rozmawiać o Dewi? nie medytować przy jej wizerunku? mam wrażenie że czasem ta dyskusja o autentyczności staje się wymówką żeby powiedzieć "właściwie to nie wasze". i to mnie troche irytuje 😀
a ja mam takie bardzo przyziemne pytanie jeśli można, jak w ogóle zacząć? tzn. słyszę o wizerunkach, o świeczce, o darshanie, ale nie mam pojęcia czy trzeba jakiegoś konkretnego wizerunku, czy może być wydruk ze strony, czy to ma znaczenie. 😛 i czy modlić się po polsku czy po sanskrycie jeśli nie znam sanskrytu
