panowie, dziewczyny, zatrzymajmy się chwilę. PEAR, GCP, to wszystko ciekawe ale to nie jest argument teologiczny. możemy godzinami gadać o statystykach a i tak nie odpowiemy na pytanie Lesnicy. ona pyta gdzie mieszka Bóg i czy to się da w ogóle sensownie sprecyzować. i to jest pytanie które filozofia religijna zadaje od tysiącleci, bez potrzeby odwoływania się do fizyki :/
a mnie wlasnie to pole bardzo przemawia! bo kiedy medytuje głębiej, jest takie miejsce gdzie przestaję czuć granicę między sobą a... resztą. i to nie jest opis z książki, naprwade tak to czuję. jakby Bog czy cokolwiek to jest, nie był gdzies za chmurami ale wlasnie tu, w tym miejscu gdzie ja jestem. czy to jest doswiadczenie immanencji?
o właśnie, Znachorka poruszyła coś ważnego. bo ja się zastanawiam - jeśli to samo doświadczenie może być interpretowane tak różnie to może pytanie "gdzie mieszka Bóg" jest po prostu złym pytaniem? może lepiej pytać jak różne tradycje opisują ten kontakt i co z tego kontaktu wynika dla człowieka 🙂
Habba ale jesli pytanie jest złe to skad wiemy ze jakiekolwiek pytanie o Boga jest dobre? 🙂 nie chce byt mądrzejsza niż jestem ale to trochę wywraca cały temat 🙂
jest taka koncepcja którą lubię przytaczać przy takich rozmowach - apofatyczna teologia, czyli droga negatywna. mówi wprost że Bóg jest tak radykalnie inny od wszystkiego co znamy, że jedyne prawdziwe stwierdzenie to "Bóg nie jest tym, Bóg nie jest tamtym". Pseudo-Dionizy Areopagita, Mistrz Eckhart, Ibn Arabi w sufizmie. i ciekawostka, wszyscy oni i tak dochodzili do wniosku że Bóg jest bliżej nas niż my sami sobie. kosmiczny i immanentny jednocześnie
to mi przypomina taką rozmowę jaką miałem kiedyś ze starszym gościem który był prawosławnym mnichem zanim odszedł ze wspólnoty. mówił że hesychazm daje takie doświadczenie, no bo w Boskim Świetle Taborskim Bóg jest jednocześnie totalnie poza zasięgiem a jednocześnie przenika wszystko. i że to nie jest sprzeczność, to jest właśnie ta tajemnica. wtedy to na mnie nie zrobiło wrażenia ale teraz jak czytam tę rozmowę, to... hmm, może coś w tym jest
to co Karrot opisuje to w prawosławiu teologia energii bożych, Palamizm. Grzegorz Palamas w XIV wieku rozróżnił istotę Boga, która jest całkowicie niedostępna, od energii Bożych które przenikają stworzenie. genialny ruch teologiczny bo pozwala zachować transcendencję i immanencję jednocześnie bez popadania w panteizm. i to jest główna odpowiedź prawosławia na pytanie Lesnicy: Bóg mieszka w swoich energiach, nie w istocie 🙂
a co to znaczy energie boskie w praktyce? to jest coś co się czuje czy tylko pojęcie teologiczne? 😛 pytam serio bo nie rozumiem jak coś tak abstrakcyjnego ma działać w życiu
hm, ale mnie to trochę niepokoi. bo jeśli te energie boskie można czuć, to czym się to różni od na przykład energii z kamieni albo czakr? pytam bez złośliwości, naprawdę nie wiem. jakoś trudno mi wyznaczyć granicę
Sasanka94 to jest bardzo sensowne pytanie i odpowiedź jest taka że tradycja rozróżnia kontekstem, intencją i wspólnotą interpretacyjną. to co w prawosławiu nazywa się energią Bożą ma za sobą całą teologię, praktykę i mistrza który weryfikuje doświadczenie ucznia. energia kamienia w litoterapii działa inaczej, inny kontekst, inna skala, inna interpretacja. to nie są te same rzeczy choć slowo "energia" brzmi podobnie
no ale Wieszczbita czy ta weryfikacja przez mistrza naprawdę cos gwarantuje? w historii byli mistycy którzy mieli mistrzów i i tak popadali w co tradycja nazywała złudzeniem. a kamienie u jednych ludzi działają bardzo konkretnie, doświadczenie jak doświadczenie. nie chce deprecjonować hesychazmu ale ta hierarchia wiarygodności mi trochę zgrzyta
czekaj, w tej rozmowie wraca cały czas ta sama pułapka, zderzenie doświadczenia z interpretacją. i dobrze że wraca, bo to jest serce tego tematu. Bóg kosmiczny a immanentny to nie są tak naprawdę dwie wersje Boga. to są dwa języki opisu tej samej relacji. jeden akcentuje różnicę, drugi bliskość. problem zaczyna się gdy uznajemy że tylko jeden język jest właściwy
Sabineczka dobrze to ujęłaś i to mnie trochę uspokaja, że to nie musi być albo-albo. ale wracam do tego pola, bo Wieslaw mnie trochę zgasił i może słusznie ale nadal mnie to ciągnie. bo jeśli te eksperymenty z losowością cokolwiek pokazują, to nie tyle że Bóg istnieje, tylko że granica między tym co "tam na zewnątrz" a tym co "tu w środku" jest jakoś porowata. i to mi się łączy z immanencją
Lesnica06 ale właśnie o to mi chodziło! nie że Bóg to jakieś pole fizyczne, tylko że jeśli świadomość i materia jakoś na siebie działają, to ten stary podział na Boga gdzieś tam vs Boga tutaj traci sens. bo gdzie jest granica? jeśli nie ma granicy między obserwatorem a obserwowanym, to immanentny i transcendentny to może być jedno i to samo, tylko z roznych perspektyw patrzysz
hej, weszłam troche z boku do tej rozmowy i mam takie głupie pytanie może, ale co w zasadzie znaczy ze Bóg jest immanentny? tzn rozumiem że nie gdzieś daleko ale... w czym dokładnie? w nas? w świecie? we wszystkim naraz? bo zalezy co to zmienia w praktyce, bo może nic nie zmienia i jest tylko inna nazwa dla tego samego
i właśnie to mnie zawsze kręci, że mistycy w chrześcijaństwie jakby intuicyjnie "wiedzieli" że Bóg jest bliżej niż teologia pozwalała im powiedzieć, i to tworzilo napięcie. Eckhart mówił "oko którym patrzę na Boga to to samo oko którym Bóg patrzy na mnie". to jest czysta niedualność, prawie jak Advaita. i był o krok od herezji
Radgost00 dlatego właśnie Palamizm był takim genialnym rozwiązaniem wewnątrz prawosławia. Palamas mógł powiedzieć: Bóg jest niedostępny w swojej istocie, ALE jego energie przenikają wszystko. to pozwala mieć i transcendencję i immanencję naraz bez wpadania w herezję panteizmu. 🙂 Eckhart nie miał tak precyzyjnego narzędzia pojęciowego i dlatego sformułowania mu uciekały w stronę monizmu
czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i zastanawiam się nad czymś innym. czy to nie jest tak że wybór między Bogiem kosmicznym a immanentnym to trohce kwestia temperamentu człowieka? ktoś kto czuje się mały i zgubiony potrzebuje Boga z dystansu, kogoś wyższego. ktos kto chce połączenia, blizkości, ten idzie w immanencję. i tradycje sie do tego dostosowują?
Znachorka dobrze to ujęła. dodałabym że ta dynamika widać bardzo wyraźnie w historii. tam gdzie Bóg był "wysoko" i "daleko" rozkwitały hierarchie kapłańskie które jako jedyne miały "dostęp". tam gdzie mistyka stawia Boga blisko, w sercu każdego, zwykły człowiek może mieć bezpośredni kontakt i instytucja traci monopol. kościoły często nieprzypadkowo tępiły mistykę
Powiedzmy, ale teraz macie chwilę bo wchodze w to pierwszy raz. to wszystko jest super interesujące, ale mam jeden podstawowy problem. wy tu zakładacie że Bóg w ogóle istnieje i zastanawiacie się tylko gdzie jest. a co jeśli te całe doświadczenia jedności o których mówi Dagmarkaa albo te energie Palamasa, to po prostu mózg robiący pewne rzeczy w pewnych warunkach? wtedy pytanie "gdzie mieszka Bóg" odpada zupełnie
Darek_69 no i właśnie taki głos też jest ważny w tej rozmowie 🙂 ale powiem ci szczerze... ja nie zakładam że Bóg istnieje w sensie dogmatycznym. pytam o coś innego, czy różne koncepcje umiejscowienia Boga COKOLWIEK nam mówią o tym jak ludzie doświadczają czegoś co przekracza zwykłe myślenie. nawet jeśli to tylko mózg, to ciekawe dlaczego akurat TAK, dlaczego doświadczenie jedności jest takie spójne u różnych ludzi w różnych kulturach
ech, właśnie bo mnie też nie zależy na dowodzie. tylko że to co czuję podczas głębokiej medytacji, ta granica która znika, to jest zbyt konkretne zeby to zbywać wzruszeniem ramion. i nie mowie że to Bóg z definicji. mowie że coś tam jest. czy to immanentne czy to transcendentne, czy to ja sama w innym trybie, nie wiem. ale jest
a właśnie Dagmarkaa, i tu mam pytanie które mnie od dawna nęka. to poczucie że granica znika, czy to nie może być po prostu efekt samej medytacji, tzn że mózg wchodzi w pewien stan i produkuje to uczucie? nie pytam złośliwie, naprawdę chcę zrozumieć jak ty to odróżniasz od "normalnego" zmienionego stanu świadomości
Dagmarkaa i Sasanka94 to co opisujecie to klasyczny spór fenomenologii z redukcjonizmem. argument Dagmarkaa jest fenomenologiczny i ma swoją logikę, doświadczenie jest dane bezpośrednio i nie trzeba go redukować do jego przyczyny zeby było realne. ale to nie rozwiązuje pytania o to co to doświadczenie pokazuje nam poza sobą. można mieć przeżycie jedności i być agnostykiem co do jego źródła
o właśnie! bo ja na przykład przez długi czas myślałam że te doświadczenia w medytacji to automatycznie kontakt z czymś boskim. a potem zaczełam je traktować bardziej jak... informację. coś mówią ale co dokładnie mówią to już interpretacja. i ta zmiana podejścia wcale nie zrobiła tych doświadczeń mniej wartościowymi, raczej odwrotnie, bo przestałam na siłę przyklejać etykietki
Modrzewka79 to jest pięknie powiedziane i bardzo dojrzałe podejście. w tradycji apofatycznej o której pisałam wcześniej jest coś podobnego, nie nazywaj, nie przyklejaj, bądź z tym co jest. i paradoksalnie wtedy doświadczenie jest pełniejsze niż gdy wiesz "to jest Bóg immanentny" albo "to jest transcendentny"
czytam tę dyskusję i mam wrażenie że gdzieś po drodze zgubiłam wątek z polem i losowością o którym Lesnica pisała wcześniej. bo to było ciekawe! te eksperymenty z GCP, jeśli świadomość zbiorowa wpływa na losowe generatory, to to co to jest? to nie jest ani Bóg kosmiczny ani immanentny z tradycji, to jest coś nowego?
