a właśnie, Tao! bo mi to wszystko od jakiegoś czasu przypomina taoizm. Tao nie jest ani bogiem osobowym, ani materią, ani energią, jest "tym co sprawia ze wszystko jest". jest immanentne bo jest we wszystkim ale transcendentne bo jest poza możliwością opisania. i Laozi mówił wprost że jak tylko to nazwiesz, już to nie jest. to jest może najuczciwsza odpowiedź na pytanie Lesnicy?
Karrot ale jeśli tao jest odpowiedzią to co z tymi wszystkimi ludźmi którzy modlą sie do Boga osobowego i to działa dla nich, czują odpowiedź, czuja obecność? czy to jest złudzenie jeśli Bóg jest bezosobowym Tao? bo to by znaczylo ze miliard ludzi sie po prostu myli
Karrot, to jest stara koncepcja, tzw. philosophia perennis, Aldous Huxley ją spopularyzował w XX wieku, ale sięga wcześniej. argument jest taki że wszystkie tradycje dotykają tej samej rzeczywistości różnymi drogami. piękna idea ale ma poważnych krytyków, bo zamazuje realne różnice między tradycjami i trochę mówi "wszystkie religie to to samo" co jest dla wyznawców każdej z nich obraźliwe
Ulistkowa ma rację i dodam że to jest też trochę eurocentryczne, bo zakłada że jest jedna "głęboka prawda" którą my mądrzy widzimy za wszystkimi tradycjami, a wyznawcy jej nie rozumieją. mistycy suficcy mówiliby że ich droga do Allaha nie jest tym samym co droga wedyjska. to nie jest jedna góra z wieloma ścieżkami, to są różne góry
Ravenna, to ostre i ważne. choć z drugiej strony doświadczenia graniczne o których mówi Dagmarkaa powtarzają się transkulturowo z dużą spójnością. może nie jest ani "to samo" ani "zupełnie inne", tylko coś między. mamy wspólną biologię i wspólną kondycję egzystencjalną, może stad podobieństwa, a różnice wynikają z języka i kontekstu
przeczytałam ostatnie kilkanaście postów i mam wrażenie ze w kółko wracamy do tego samego miejsca: albo doświadczenie jest obiektywnym wskaźnikiem czegoś realnego, albo jest produkcją mózgu i kultury. i nikt tu nie wie jak to rozstrzygnąć. może nie da się? może pytanie Lesnicy jest po prostu nierozstrzygalne empirycznie?
Gosiunia.x ale wiesz, mnie to nie frustruje, że jest nierozstrzygalne. właśnie mnie to uspokaja. bo to znaczy że żadna odpowiedź nie jest ostateczna i mogę dalej pytać. chodziło mi od początku nie o to żeby udowodnić gdzie Bóg mieszka, ale żeby zobaczyć jakie mapy rysowały różne tradycje. i ta rozmowa to pokazała, bardzo różne mapy, bardzo różne akcenty
