Temat, który mnie od dawna kręci i jakoś nigdy nie mialem okazji go porządnie rozgryźć w dyskusji. Agartha, Shambhala, Telos - trzy różne nazwy, trzy różne tradycje, ale wszedzie ten sam motyw: gdzie gdzieś głęboko pod ziemią albo ukryte za górami istnieje zaawansowana cywilizacja, często duchowo przewyższająca naszą. Zacznę od tego co mnie najbardziej zastanawia - skąd tak spójny mit na całym świecie? Hindusi mają Shambhalę, Tybetańczycy też, teozofowie dorzucili Agarthe, a potem pojawiło się Telos jakoby pod Mount Shasta w Kalifornii. Skąd te podziemne miasta? Przypadek czy cos za tym stoi?
No właśnie to mnie w tym temacie zawsze zastanawiało - że te tradycje są od siebie odległe geograficznie... a jakby mówiły o tym samym miejscu tylko z innej strony. W ezoteryce często się słyszy, że Shambhala to nie jest miejsce fizyczne, a raczej stan świadomości albo wymiar energetyczny. Ale z drugiej strony są tradycje tybetańskie gdzie to bardzo konkretna lokalizacja geograficzna, opisywana z detalami. Ktoś tu ma jakieś doświadczenia z praktykami, które miały prowadzić w kierunku Shambhali?
szczerze? moim zdaniem to klasyczny motyw kompensacyjny - kiedy świat na zewnątrz jest trudny to ludzie zawsze tworza mit o ukrytym raju gdzie wszystko jest lepiej. Tybetańczycy mieli swoją Shambhalę, Grecy mieli Hiperborejczykow za górami Północy, Słowianie mieli Wyraj. wszedzie to samo. nie twierdze ze nie ma w tym zadnej treści duchowej, ale utożsamianie tego z fizycznym podziemnym miastem to juz troche naciąganie
ale Przemko, właśnie nie rozumiem dlaczego zaraz trzeba sprowadzać do "kompensacji". Jakby każda tradycja duchowa to tylko psychologia? Tibetański Bon ma zapiski o Shambhali starsze niz same buddyjskie teksty o niej, i to sa opisy konkretnej drogi, z konkretnymi geograficznymi punktami. to nie jest jakis sen o lepszym swiecie. zreszta sama słyszałam od jednej Tybetanki co mieszka teraz w Polsce że w jej tradycji rodzinnej ta wiedza była przekazywana jako coś absolutnie realnego, nie metafora
Warto jednak rozróżnić kilka warstw bo tu się miesza kilka roznych rzeczy. Shambhala w buddyzmie wadżrajany to jest naprawdę starożytna tradycja z konkretnymi tekstami, tzw. Kalachakra tantra, i tam faktycznie jest opisana jako królestwo. Agartha to juz XIX-wieczna teozofia, głównie Saint-Yves d'Alveydre to zupełnie inne źródło. A Telos pod Mount Shasta to właściwie XX wiek i kanałowanie. Wrzucanie tych trzech do jednego worka trochę miesza obraz.
O Telos czytałam sporo! Podobno tam żyją potomkowie Lemuryczyków, którzy schronili się pod górę zanim kontynent zatonął. Mają nieśmiertelność, zaawansowaną technologię i czekają aż ludzkość dojrzeje żeby się z nami skontaktować. Podobno kilka osób dostało od nich przekazy channelowane, też Tybetańczycy mówili o przejściach pod Mount Shasta. Ktoś tu jets blisko tej okolicy albo próbował kontaktu?
Guenona czytałem i to jest naprawdę gęsty materiał. On wlasciwie oddziela Shambhalę jako zasadę niebieską i Agarthe jako zasadę ziemską - dwa oblicza tego samego centrum. Ale co mnie bardziej nurtuje to jego teza że Agartha nie jest miejscem geograficznym tylko stanem poza zasięgiem "sił subtelnych Kali-Yugi". To takie jakby powiedzieć że jest ukryta w innym wymiarze czasowym, nie pod ziemią dosłownie. Czy ktos tu pracował z koncepcją Kali-Yugi i odczuwa to jako coś żywego w swojej praktyce?
Guenon to jest jedna z tych lektur które trzeba czytać powoli, bo inaczej się pogubić. Ale chcę wrócić do czegoś co Agatka napisała wcześniej - o tym że Shambhala może być stanem świadomości. W praktykach medytacyjnych, szczególnie tybetańskich, jest coś co się nazywa rigpa albo czyste widzenie i to jest stan gdzie postrzeganie się zmienia fundamentalnie. Niektórzy nauczyciele opisują ten stan właśnie jako "wejście do Shambhali". Może to nie wyklucza że miejsce fizyczne też istnieje? 😉 Obie rzeczy mogą być prawdziwe naraz.
przepraszam ze wchodzę, dopiero czytam ten wątek i trochę sie gubię - czy dobrze rozumiem że Shambhala i Agartha to właściwie dwie rozne rzeczy i nie powinny byc traktowane zamiennie? bo w książkach które czytałam to często szło razem. i jeszcze jedno pytanie - co to jest to Telos bo o tym nigdy nie słyszałam
a czy to w ogóle możliwe fizycznie żeby pod ziemią żyły całe cywilizacje? mam na myśli dosłownie, bez metafory. bo słyszałam o jakichś jaskiniach w Turcji czy gdzieś tam gdzie były podziemne miasta ale to były tysiące lat temu i nie żyją tam teraz ludzie. czy ktoś ma wiedzę na temat tego czy są jakieś realne anomalie geologiczne pod takimi miejscami jak Mount Shasta?
Mount Shasta to wulkan więc geologicznie jest tam dużo tuneli lawowych, to fakt. czy to tłumaczy legendy? nie wiem. ale jest spora różnica między "są tam jaskinie" a "żyje tam nieśmiertelna cywilizacja lemuryańska". to drugie to juz trzeba naprawdę dużo wiary. :/
no nie wiem, ej ale dlaczego miałoby być niemożliwe? ludzie zawsze ograniczają sie do swojego wyobrazenia swiata. ja nie twierdze że na pewno istnieje fizyczne miasto pod Shasta, ale te opisy energetyczne tego miejsca - kilka osób które tam jechało mowiło mi że to jest niesamowite miejsce mocy, coś jakby wejście do innego wymiaru. więc nawet jeśli nie ma miaszkańców to coś TAM jest. pytanie co
Tak jest i tu się zaczynają schody bo każde miejsce "mocy" które jest dostatecznie reklamowane w środowiskach ezoterycznych zaczyna zbierać masę projektowanych doświadczeń. ludzie jadą tam z nastawieniem że cos poczują, i czują. nie mowie że miejsca mocy nie istnieją ale troche sceptycyzmu w tematu Mount Shasta by nie zaszkodziło to trochę taki ezoteryczny Disneyland ostatnich dekad
Andromeda... zgadzam sie do pewnego stopnia, ale sama byłam kiedys blisko pewnej góry w Alpach o której krążyły podobne legendy i naprawdę cos tam było. nie wiem jak to opisać - jakby przestrzeń była inna, gęstsza. nie powiedziałabym od razu że to lemuryańskie miasto, ale że to miejsce o specyficznej energii - na to bym sie zgodziła. 🙂 chyba musimy odróżniać "miejsce o silnej energii" od "tam mieszkają nieśmiertelni" 🙂
wlasnie to mnie w tym temacie interesuje najbardziej - sprawa miejsc wejścia. bo niezalżenie od tego czy te miasta są fizyczne czy nie, w wielu tradycjach są opisywane konkretne miejsca gdzie "zasłona jest cieńsza". Cave of Brahma w Indiach, różne jaskinie tybetańskie. czy ktoś tu miał doświadczenia z takimi miejscami? i jak to wyglądało?
ja mialam kiedyś bardzo dziwne doswiadczenie w jednej jaskini w Karpatach, to nie bylo żadne słynne miejsce pielgrzymkowe ani nic, zwykla jaskinia turystyczna. i gdzieś w głebi poczułam jakiś opór, jakby ściana energetyczna. niewiem jak to tłumaczyc ale towarzyszyło temu bardzo silne poczucie że tam za tą ścianą jest coś co mnie obserwuje. brzmi pewnie głupio
wcale nie brzmi głupio... Mamunaa! ja mam podobne odczucia czasem w straych kościołach, że jest tam jakaś przestrzeń za przestrzenią, jakby drugie dno. ale nigdy nie myslałam ze to moze mieć związek z czymś takim jak Agartha. teraz czytam ten wątek i dużo mi sie łączy w głowie
bo mnie to bardzo nurtuje - Ewelinka mówi że czuje "drugie dno" w starych kościołach, ja miałam to samo w pewnej piwnicy klasztornej kiedyś. ale czy to znaczy że każde stare miejsce ma tę "warstwę"? czy chodzi o to ze pod ziemią jest jakiś system połączeń i my po prostu to wyczuwamy bez świadomości?
kurcze, to bardzo dobre pytanie i myślę że tu się spotykają dwa różne zjawiska. jedno to nagromadzona energia miejsca - lata modlitw, rytuałów, intencji zostawia ślad w przestrzeni, to jest dość powszechne przekonanie. drugie to coś co można by nazwać "bramą" - miejsce gdzie struktura rzeczywistości jest cieńsza niezależnie od tego co tam robiło wielu ludzi. nie każde stare miejsce to ma, ale niektóre miejsca były wybierane przez budowniczych właśnie dlatego że ta właściwość już tam była. klasztory często stawiano tam gdzie coś wcześniej było.
Dreamweaver ale to jest klasyczny przykład myślenia wstecznego - budujemy klasztor, klasztor ma energię, więc to "miejsce mocy". skąd wiesz że klasztor wybrali ze względu na energię a nie że energię klasztorom przypisujemy post factum? mam z tym problem bo nie widzę jak to odróżnić. 🙂
Powiedzmy, to jest uczciwa odpowiedź. nie odrzucam, mówię tylko że nie widzę jak to odróżnić od projekcji. :/ ale rozumiem argument.
oj tak, wlasnie i to wraca do tematu wejść które podnosiłam wcześniej - jeśli miejsca kultu były budowane tam gdzie zasłona jets cieńsza to czy te miejsca mogą być tez wejściami do czegoś głębiej? nie tylko energetycznie ale dosłownie? bo dużo legend chrześcijańskich mówi o jaskiniach pod kościołami, o kryptach które "prowadzą dalej", i to nie jest tylko mitologia, czesc tych krypt naprawde istnieje i naprawdę prowadzi do nieznanych pomieszczeń.
Teofilka, to prawda że archeologia zna sporo przypadków gdzie pod kościołami były znacznie starsze struktury, niekiedy znacznie starsze niż sam kościół. ale to jest raczej sprawa ciągłości kultu w jednym miejscu niż wejścia do podziemnej cywilizacji. Chartres ma pod sobą galijski sacellum i wcześniejsze poziomy, Rzym jest dosłownie zbudowany na warstwach, podobnie Jerozolima. to jest normalny efekt tego że miejsca święte przyciągają kolejne tradycje.
szczerze mówiąc, na to pytanie nie mam odpowiedzi. to jest uczciwe pytanie i nie chcę go odrzucać, ale też nie chcę powiedzieć "tak, to są wejścia do Agarthi" bo tego po prostu niewiem.
wracając do tego co Guenon pisał - on wlasnie wyraźnie zaznaczał że Agartha nie jest miejscem do którego się wchodzi przez fizyczne drzwi. to nie jest tak że kopiesz w ziemię i trafisz. to jest centrum które jest dostępne przez zmianę stanu, przez inicjację, przez przekroczenie progu wewnętrznego. dlatego legendy o fizycznych wejściach uważał za zasłonę, coś co chroni prawdziwe centrum przed niepowołanymi. no i tu pojawia sie pytanie - czy jeśli ktoś dotrze do Agarthi przez medytację, to jest to "mniej realne" niż gdyby wszedł przez tunele?
to jest chyba najwazniejsze pytanie w tym watku. bo zakladamy ze "fizyczne" znaczy "prawdziwe" ale w wielu tradycjach jest dokladnie odwrotnie - to co jest dostepne tylko dla wtajemniczonych przez stan wewnetrzny jest bardziej realne niz to co widzisz na co dzien. 🙂 no i ta jaskinia karpacka o której pisałam - nie było tam żadnych napisów że to wejście do Agarthi, ale ten opor energetyczny był bardzo konkretny.
Mamunaa to co opisujesz brzmi jak punkt wejscia do drugiej warstwy terenu, nie koniecznie do miast ale do przestrzeni energetycznej pod ziemia. nie kazda taka przestrzen to od razu cywilizacja Lemurian czy co tam. ale ze cos tam jest, za ta sciana - to brzmi wiarygodnie, naprawde.
