O, to jest piękne pytanie. Czy tłumacz był budowniczym czy murarzem? Czy układał projekt czy tylko kładł cegły według cudzego?
I właśnie w tym sprzężeniu zwrotnym leży chyba odpowiedź na pierwotne pytanie Przylaszczki. Targum nie 'zmieniał' tekstu jak fałszerz zmienia dokument. Był częścią żywego procesu w którym tekst i interpretacja nawzajem się kształtowały. Tylko że ten proces nie był neutralny - miał kierunek, miał teologiczne grawitacje. I te grawitacje naprawdę przesuwały znaczenie, nawet jeśli nikt tego nie nazywał zmianą.
To co napisał Norbert76 na końcu - że ten proces nigdy nie był przejrzysty dla uczestników - chyba jest kluczowe. Bo to znaczy że ludzie siedzący w synagodze nie myśleli 'teraz słyszę interpretację', oni myśleli 'teraz słyszę słowo Boże'. I to dopiero jest coś. Targum miał autorytet Pisma, nie komentarza.
Właśnie tak. I to jest odpowiedź na to co pytała Wikusia76 wcześniej. Przeciętny słuchacz prawdopodobnie nie rozróżniał - i nie dlatego że był nieuczony, ale dlatego że sama instytucja meturgemena była osadzona w rycie liturgicznym. Meturgeman stał obok czytającego Torę jak cień, jak przedłużenie. Granica była zatarta celowo czy przypadkowo - tego też nie wiemy.
Czytam i myślę że ta dwoistość tradycji Targumy brzmi trochę jak różnica między recytacją mantry a jej objaśnianiem przez nauczyciela. Jedno i drugie jest przekazem, ale jednak czymś zupełnie innym w funkcji. Czy ktoś wie czy w obu tradycjach meturgeman miał taką samą pozycję w hierarchii synagogi?
Ja się właściwie zastanawiam nad czymś innym - czy ten cały spór o to czy Targum 'zmieniał' tekst w ogóle miał sens dla samych żydów tamtych czasów? Bo może dla nich 'zmiana' nie była kategorią, którą przykładali do świętego tekstu w ten sam sposób co my?
I to by tłumaczyło dlaczego mistyka żydowska rozwijała się w tak wąskich kręgach przez tak długo. Jeśli fragmenty Ezechiela były systemowo niedostępne publicznie, to merkawa musiała przepływać kanałami inicjacyjnymi, nie liturgicznymi. Targum był właściwie strażnikiem tej granicy.
Myślę że Oskar91 ma rację że organiczne i świadome niekoniecznie się wykluczają. Coś może zacząć się jako praktyczna ostrożność i z czasem nabrać charakteru doktrynalnego zakazu. Historia religii jest pełna takich procesów gdzie zwyczaj staje się dogmatem.
Słuchajcie, siedzę i czytam i mam wrażenie że doszłyśmy do czegoś naprawdę ciekawego - Targum był jednocześnie mostem i bramą. Dla jednych fragmentów otwierał dostęp tam gdzie język był barierą, dla innych zamykał lub filtrował. To nie jest prosta historia o tłumaczeniu, to jest historia o zarządzaniu sacrum. Czy ktoś wie czy w innych tradycjach jest coś analogicznego - ten sam tekst który jedne rzeczy udostępnia a inne zakrywa?
W buddyzmie tybetańskim są teksty terma - ukryte skarby, które miały być odkryte w odpowiednim czasie przez odpowiednią osobę. Ale to nieco inna logika - nie o filtrowaniu dostępu chodzi, tylko o odkładaniu przekazu na przyszłość. Nie wiem czy to dobre porównanie, ale jakoś mi się tu skojarzyło.
To znaczy że te zakazy nie były jednorodne - jedne dotyczyły treści zbyt świętej albo zbyt niebezpiecznej, a inne treści po prostu zbyt dosłownej i obyczajowo trudnej? To jest dziwne zestawienie. Jakby jedna instytucja obsługiwała jednocześnie cenzurę sakralną i cenzurę przyzwoitości.
Właśnie to mnie zastanawia - czy rabini w ogóle rozgraniczali te dwie kategorie świadomie, czy to my teraz je rozgraniczamy z perspektywy zewnętrznej? Bo może dla nich 'zbyt święte' i 'zbyt dosłowne' to były po prostu różne oblicza tej samej zasady: niektóre rzeczy nie są dla wszystkich.
To jest naprawdę interesująca kwestia, bo wychodzi na to że Targum miał kilka równoległych funkcji, które nie zawsze ze sobą koherowały - był pomostem językowym, był filtrem teologicznym i był sposobem kontroli dostępu do treści. I te trzy rzeczy nie wynikają jedna z drugiej w prosty sposób. Czy ktoś wie czy sami rabini gdzieś to opisują jako system? Czy raczej mamy do czynienia z czymś co my jako badacze składamy w całość?
Żaden rabiński tekst nie opisuje Targumu jako 'systemu' - to jest kategoria historiografii akademickiej. Rabini opisują poszczególne przepisy, kazusy, wyjątki. Gershom Scholem i po nim Moshe Idel próbowali składać to w spójny obraz, ale sami byli świadomi że to jest rekonstrukcja. Pytanie czy rekonstrukcja fałszuje to co opisuje.
Czyli nawet ci którzy badają Targum i merkawę nie mogą się dogadać co to właściwie było. Trochę to przewrotne - tekst który miał kontrolować dostęp do wiedzy, sam stał się przedmiotem sporu o to co tak naprawdę znaczył.
Mam pytanie może naiwne, ale czy te teksty Hekhalot są w ogóle dostępne po polsku albo po angielsku? Chciałabym kiedyś sama przeczytać chociaż fragment, nie tylko słuchać jak ktoś je opisuje.
I tutaj chyba wracamy do samego początku tej rozmowy - do pytania Przylaszczki o to czy Targum zmieniał znaczenie tekstu. Bo jeśli zestawimy to z Hekhalot, to widzimy że te same fragmenty które Targum pomijał albo zakrywał, tradycja mistyczna rozwijała w zupełnie innym kierunku - bardziej dramatycznym, wizyjnym, liturgicznym. Targum nie tylko filtrował, on też pośrednio kształtował to co działo się z tekstem poza synagogą.
To co powiedział Ludwiczek na końcu mnie uderzyło - że Targum zakrywał i pomijał akurat to, co tradycja mistyczna rozwijała najbardziej. Czyli te dwa nurty jakby szły w dokładnie przeciwnych kierunkach, wychodząc z tego samego tekstu. To nie jest przypadek chyba? Czy ktoś wie czy rabini którzy tworzyli przepisy o zakazie przekładu Merkaby wiedzieli o tym co robią mistycy? Czy te środowiska się znały?
Ten fragment z Pardes zawsze mnie interesował - bo to jest właściwie ostrzeżenie wbudowane w sam tekst. Jakby system mówił: te cztery poziomy istnieją, ale trzy z czterech prób się nie udały. Czy to jest celowe zniechęcenie, czy raczej realistyczna ocena ryzyka? Bo jeśli zestawimy to z ograniczeniami Targumu, to wychodzi spójny obraz - dostęp do głębi tekstu jest reglamentowany, bo jest niebezpieczny.
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale skoro trzej z czterech rabinów skończyli źle - to co takiego zrobił Akiwa inaczej? Czy tekst talmudyczny to w ogóle wyjaśnia, czy tylko stwierdza fakt?
I to jest kolejne echo Targumu - tekst który mówi tyle ile musi, nie więcej. Akiwa wychodzi cały, ale dlaczego - tego nie przetłumaczono. Może to jest meta-komentarz do całej koncepcji przekładu: niektóre rzeczy są nieprzekładalne nie dlatego że nie ma słów, ale dlatego że przekład sam w sobie jest niebezpieczny.
Ciekawi mnie jedna rzecz - czy zakazy przekładu dotyczyły tylko liturgii synagogalnej, czy też prywatnego studium? Bo jeśli ktoś siedział sam ze zwojami i tłumaczył sobie w głowie, to nikt tego nie kontrolował. Granica między publicznym a prywatnym musi tu mieć znaczenie.
To znaczy że system nie próbował wyeliminować doświadczenia mistycznego - tylko kontrolować jego transmisję? To brzmi jak coś czego się nie spodziewałam po tekście religijnym, bo zwykle wyobrażamy sobie że religia albo zabrania albo promuje. A tu jest coś pośredniego - zapraszamy, ale po cichu i z właściwym towarzyszem.
Mam pytanie trochę z boku - czy Targum w ogole bły pisane czy wyłącznie mówione? Bo jeśli to było tłumaczenie na żywo podczas liturgii, to każdy meturgeman mógł powiedzieć coś trochę innego i nie ma jak to zweryfikować. Skąd wiemy co tak naprawde mówili?
Niesamowite jak to wszystko się układa - że tekst który miał być pomocą dla zwykłych ludzi w synagodze, stał się teraz sam w sobie zagadką dla badaczy. Jakby każda warstwa tłumaczenia dodawała kolejną zasłonę zamiast ją zdejmować. Przepraszam że to takie proste spostrzeżenie, ale mnie to uderzyło.
I to chyba jest odpowiedź na pytanie Przylaszczki z początku wątku - czy Targum zmieniał znaczenie oryginału. Nie da się nie zmieniać znaczenia kiedy się tłumaczy, i to nie dlatego że tłumacze byli niedbali albo manipulatorzy. To jest właściwość każdego przekładu. Targum tylko robi to jawniej niż inne tłumaczenia, bo wchodził w dialog z tekstem liturgicznie, na żywo, przy zgromadzeniu. To jest może uczciwa forma tłumaczenia - przyznaje że interpretuje.
Czytam ten wątek od początku i zastanawiam sie nad jedną rzeczą - skoro Targum był najpierw ustny i każdy meturgeman mógł mówić co chciał, to jak w ogóle doszło do tego że akurat Onkelos i Jonatan zostały uznane za TE właściwe? Ktoś to zatwierdził odgórnie czy to sie jakoś samo ustaliło przez użycie?
