To jest pytanie które nie ma prostej odpowiedzi, ale mogę powiedzieć tyle - proces był długi i nie do końca przejrzysty. Targum Onkelos zyskał status quasi-kanonicznego głównie w środowisku babilońskim, akademie talmudyczne go promowały, i to wystarczyło żeby się utrwalił. Nie było jednego soboru który powiedział 'ten tak, tamten nie'. Bardziej to wyglądało jak stopniowy konsensus autorytetów. Ale Grymuar - twoje pytanie dotyka czegoś ważnego: legitimizacja przez użycie to zupełnie inny mechanizm niż legitymizacja przez dekret.
Wracając do tego co Piolun powiedział wcześniej o przekładzie jako nieuchronnej zmianie znaczenia - zastanawiam się czy to nie jest też odpowiedź na pytanie tytułowe tego wątku. Bo jeśli każdy przekład zmienia znaczenie z definicji, to pytanie nie brzmi 'czy Targum zmieniał znaczenie', tylko 'w jakim kierunku i dlaczego akurat tak'. I to drugie pytanie jest dużo ciekawsze.
Salomejka, to jest naprawdę trafne przesunięcie pytania i właściwie czułam że o to mi chodziło od początku, tylko nie umiałam tego tak sformułować. Kierunek zmian - nie sam fakt zmiany. Czy ktoś wie czy badacze Targumu próbowali w ogóle systematycznie mapować te kierunki? Czy to jest zbyt chaotyczne żeby pokazać jakiś wzorzec?
Badano to i owszem - i wzorce są widoczne. Generalnie Onkelos konsekwentnie unika antropomorfizmów, czyli tam gdzie Biblia mówi że Bóg 'widział', 'zszedł', 'chodził', Targum zastępuje to pośrednikami albo Shekhiną, boską obecnością. To nie jest przypadek - to teologia. Drugi wzorzec to wzmacnianie monoteizmu wszędzie tam gdzie tekst hebrajski mógł brzmieć wieloznacznie. Więc kierunki istnieją i są dość spójne.
To brzmi trochę jak logos u Jana - 'Słowo było u Boga i Słowo było Bogiem'. Też jest to pośrednik który rozwiązuje problem bezpośredniości kontaktu między absolutem a materią. Czy ktoś wie czy te dwa pojęcia były w ogóle ze sobą porównywane w literaturze?
Przepraszam że pytam o coś może zbyt podstawowego - ale jak Targum radził sobie z fragmentami gdzie Bóg mówi wprost, na przykład w Dekalogu? Tam przecież nie można wstawić Shekhiny bo to zmienia sens przykazań. Czy tam tłumaczono dosłownie?
Mam takie dziwne skojarzenie - czy te rozszerzenia w pseudo-Jonatanie działają trochę jak moje sny, gdzie właściwy obraz jest jeden ale mózg dokłada do niego całe warstwy kontekstu i emocji których nie było w oryginale? Przepraszam że to takie niepoważne porównanie.
To mnie pociąga dalej - jeśli Targum to coś w rodzaju zbiorowego snu na tekście, to czy nie ma tu ryzyka że po kilku pokoleniach ludzie pamiętają sen, a nie tekst? Że Targum wyparł oryginał w praktycznej religijności przeciętnego człowieka?
A czy ta zasada była w ogóle przestrzegana? Bo jeśli meturgeman mógł mówić co chciał a nie zapisywano tego, to co kto miał kontrolować czy zachowuje odstęp między tekstem a tłumaczeniem?
