Zbieram się do napisania tego od kilku tygodni, bo ten sen wraca i robi się coraz gorszy. Śni mi się, że tonę. Najczęściej wpadam do ciemnej wody, czasem to jezioro, czasem coś jak zalany dół, raz było morze, i woda zamyka się nade mną. I tu jest najgorsze, próbuję krzyczeć, wołać o pomoc, a z gardła nie wychodzi żaden dźwięk. Otwieram usta i nic, jakby ktoś mi odebrał głos. Czuję, jak się duszę, jak woda wchodzi, jak ręce robią się ciężkie, a obok często są ludzie, którzy mnie nie słyszą albo nie patrzą. Budzę się gwałtownie, łapię powietrze, czasem z walącym sercem. To nie tyle strach przed śmiercią, co potworne poczucie bezsilności, że nikt mnie nie słyszy i że sam nic nie mogę zrobić. Pytam Was, bo zaczyna mnie to nękać i chcę zrozumieć, co moja głowa próbuje mi tym powiedzieć. Ktoś z Was miewa coś podobnego?
To, co opisujesz, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najgłębszych obrazów sennych, jakie w ogóle istnieją, i połączenie dwóch motywów, które wzmacniają się nawzajem. Mamy tonięcie, czyli wodę zamykającą się nad głową, i niemożność krzyku, czyli odebrany głos. Każdy z nich osobno coś znaczy, a razem tworzą bardzo czytelny komunikat. Zanim go rozłożymy, jedno uspokojenie na start, bo sam napisałeś, że to nie tyle strach przed śmiercią. I słusznie, bo ten sen prawie nigdy nie jest zapowiedzią śmierci ani niczego dosłownego. To obraz stanu wewnętrznego, i to bardzo konkretnego. Woda w języku snów to niemal zawsze emocje i nieświadomość, a tonięcie to bycie przez te emocje zalanym, przytłoczonym ponad siłę. Niemożność krzyku dokłada do tego drugą, jeszcze mocniejszą warstwę. Powiedz mi, czy ten sen wraca w jakimś konkretnym okresie twojego życia, bo to zwykle klucz.
Dorzucę coś, zanim pójdziemy głębiej w symbolikę, bo warto wykluczyć też ciało, jak przy wielu takich snach. Uczucie duszenia się, braku powietrza, łapania oddechu po przebudzeniu, które opisujesz, bywa czasem powiązane z czymś całkiem fizycznym, na przykład z bezdechem sennym albo z płytkim, zaburzonym oddychaniem w nocy, kiedy organizmowi przejściowo brakuje powietrza, a mózg wplata to w sen jako tonięcie i duszenie. Kappi, czy budzisz się czasem zmęczony mimo przespanej nocy, czy ktoś zauważył, że chrapiesz albo że na chwilę przestajesz oddychać przez sen, czy bywasz senny w ciągu dnia? Pytam, bo jeśli tak, to warto to sprawdzić u lekarza, niezależnie od warstwy psychicznej. Nie chcę sprowadzać twojego snu wyłącznie do ciała, bo warstwa emocjonalna jest tu wyraźna i mocna, ale uczciwie trzeba wspomnieć, że duszenie się we śnie miewa też podłoże oddechowe, które łatwo przeoczyć.
Wejdę z warstwą trochę inną, bo dotąd mówiliśmy o psychice i ciele, a woda ma też swoją starą, ludową i symboliczną głębię, którą warto dotknąć. W tradycji słowiańskiej woda była żywiołem granicznym, łączącym świat żywych z zaświatami, a topielce, czyli dusze utopionych, były bytami uwięzionymi między światami, wciągającymi pod wodę kolejnych. Nie mówię tego, żeby cię straszyć, Kappi, bo twój sen jest moim zdaniem przede wszystkim obrazem twojego stanu, a nie spotkaniem z utopcem. Mówię o tym, żeby pokazać, jak głęboko w ludzkiej wyobraźni woda wiąże się z tym, co wciąga, pochłania, odbiera oddech i głos. To, że topienie się jest tak uniwersalnym, pradawnym obrazem zagrożenia i pochłonięcia, samo w sobie tłumaczy, czemu twoja psychika sięgnęła właśnie po niego, by pokazać ci, że coś cię pochłania. Woda to najstarszy ludzki obraz tego, co większe od nas i co może nas wciągnąć.
Czytam to z uwagą, bo sam miewam podobne sny, i chcę dopytać ekspertów. Skoro Kappi dostaje już kilka warstw naraz, przeciążenie, niewyrażony głos, ewentualnie oddech, to od czego on ma właściwie zacząć? Bo łatwo się w tym pogubić i nic nie zrobić, a sen wraca.
Mam pytanie, może naiwne, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego akurat we śnie nie da się krzyknąć? Bo to wraca u tylu ludzi, ten otwarty usta i brak głosu. Czy to ma jakieś wytłumaczenie, czy to po prostu taki senny motyw?
Dorzucę coś o samej wodzie, bo warto, żeby Kappi i inni zwracali na to uwagę, bo to zmienia odczytanie. Bardzo istotne jest, jaka jest woda, w której toniecie. Kappi pisał o ciemnej wodzie. Ciemna, mętna woda w języku snów oznacza, że źródło przytłoczenia jest niejasne, nieuświadomione, że sam do końca nie wiesz, co cię wciąga pod powierzchnię. Czysta, przejrzysta woda, nawet jeśli w niej toniesz, oznaczałaby, że źródło problemu jest dla ciebie widoczne, nazwane. Kappi, to, że twoja woda jest ciemna, sugeruje, że pod tym, co świadomie nazywasz, praca, rodzina, kryje się coś jeszcze, czego jeszcze nie widzisz jasno, jakieś głębsze emocje albo sprawy, których nie chcesz albo nie umiesz dostrzec. Warto, żebyś z czasem przyjrzał się, co kryje się w tej ciemnej wodzie, bo to może być sedno.
Wejdę z perspektywy psychologii głębi, bo dotąd mówiliśmy o przeciążeniu i głosie, a warto dotknąć tego, co Jung nazwałby spotkaniem ego z nieświadomością. Woda to w tym ujęciu nieświadomość, a tonięcie to moment, w którym świadome "ja", to, które chce panować, kontrolować, dawać radę, zostaje zalane przez to, co spod spodu, przez stłumione emocje, przez to, co latami spychaliśmy w głąb. Kappi, ty przez lata byłeś tym ogarniętym, silnym, na którym wszyscy polegają. Zbudowałeś takie "ja", które nie pozwala sobie na słabość, na tonięcie, na wołanie. A wszystko, czego to "ja" sobie odmawiało, słabość, bezradność, smutek, potrzeba pomocy, zbierało się pod powierzchnią, w tej ciemnej wodzie. Teraz, gdy nazbierało się tego za dużo, wzbiera i zalewa twoje dzielne "ja". Z punktu widzenia tej psychologii sen nie jest atakiem, jest próbą przywrócenia równowagi, sygnałem, że twoje silne "ja" musi wreszcie wpuścić to, co spychało, słabość, potrzebę, głos. Inaczej utonie, bo nie da się w nieskończoność trzymać tego wszystkiego pod wodą.
Dołączę z własnym wariantem, bo u mnie ten sen wygląda inaczej i może to coś wniesie do dyskusji. Mnie się nie śni, że wpadam do głębokiej wody, tylko że tonę w wodzie spokojnej, płytkiej, takiej, w której spokojnie powinienem stać, a jednak idę pod powierzchnię, jakby coś mnie ciągnęło w dół, choć nic się nie dzieje, woda jest gładka jak lustro. Budzę się nie tyle przerażony, co przygnębiony. Czym to się różni od tonięcia Kappi w ciemnej, wzburzonej wodzie?
Dorzucę jeszcze jeden wariant dla pełni obrazu, bo bywa i taki, tonięcie w wodzie brudnej, mętnej, cuchnącej, w czymś w rodzaju bagna albo szamba. To inny rejestr niż czysta czy choćby ciemna, ale czysta woda. Brudna, toksyczna woda, w której się tonie, bywa odczytywana jako uwikłanie w toksyczną relację albo sytuację, coś, co nas zatruwa i wciąga zarazem. Mówię o tym dla tych czytających, u których sen ma taką postać, bo to wskazuje na inną pracę niż przeciążenie czy stagnacja. Tam chodzi o wyplątanie się z czegoś, co nas truje, z relacji, układu, środowiska, które szkodzą. Jeśli ktoś tonie w brudnej wodzie, warto zapytać, co w moim życiu mnie zatruwa i jednocześnie nie pozwala odejść.
Wejdę z głosem bardziej przyziemnym, bo wątek pięknie poszedł w głąb, a warto przypomnieć prostsze tropy, żeby nie każdy, kto tu trafi z takim snem, od razu szukał w sobie toksycznych relacji i zalewającej nieświadomości. Sen o tonięciu bywa też po prostu odbiciem przeciążenia, przemęczenia, silnego stresu w danym okresie, bez głębokiego dna. Badania pokazują, że osoby w okresach wysokiego stresu częściej śnią o tonięciu, i to się tłumaczy całkiem zwyczajnie, przeciążony, zestresowany mózg produkuje sny o przytłoczeniu. Do tego dochodzi to, o czym mówił Krysztal, ewentualne podłoże oddechowe. Nie mówię, że głębsze odczytania są błędne, bo u Kappi widać wyraźną warstwę emocjonalną. Mówię tylko, żeby zacząć od najprostszego, czy nie jestem po prostu wykończony i zestresowany ponad miarę, czy nie zaniedbuję snu, odpoczynku, oddechu, zanim zacznę szukać głębokich symboli. Czasem sen o tonięciu mówi po prostu "jesteś u kresu sił, zwolnij i odpocznij".
Wrócę do tej drugiej warstwy, do niemożności krzyku, bo myślę, że u Kappi i u wielu osób to jest serce sprawy, a dotąd dotknęliśmy jej tylko częściowo. Niewyrażony głos w śnie odsyła nie tylko do tego, że teraz nie wołamy o pomoc, ale często do całej historii sytuacji, w których nie mogliśmy albo nie wolno nam było zaprotestować, powiedzieć "nie", wykrzyczeć tego, co czuliśmy. Kappi, czy w twoim życiu, może i dawniej, były sytuacje, w których musiałeś milczeć, połykać sprzeciw, nie wolno ci było pokazać, że coś cię boli albo że się nie zgadzasz? Bo niemożność krzyku w śnie bywa echem takich chwil, nawyku tłumienia głosu, który wyrobił się w nas dawno temu i trwa do dziś. Ten zdławiony krzyk pod wodą może mieć dłuższą historię niż tylko ostatnie miesiące.
Wejdę teraz z czymś, co może wywołać spór, bo chcę przedstawić inne spojrzenie na samo tonięcie, takie, które płynie z psychologii głębi. Dotąd mówiliśmy głównie, że tonięcie to coś złego, z czym trzeba walczyć, czemu trzeba się przeciwstawić, wypłynąć, zdjąć ciężar. I w wymiarze życiowym to słuszne. Ale w wymiarze symbolicznym, jungowskim, jest jeszcze inna możliwość, którą warto znać. Czasem sen o tonięciu, zwłaszcza powracający mimo naszych wysiłków, jest zaproszeniem nie do walki, ale do poddania się głębi. To, co Jung nazywał nocną morską podróżą, zejściem w głąb, w którym stare, kontrolujące "ja" musi się rozpuścić, "utonąć", żeby mogło narodzić się coś pełniejszego. W tym ujęciu tonięcie bywa obrazem koniecznej przemiany, symbolicznej śmierci starego sposobu istnienia. Woda jest też przecież żywiołem chrztu, oczyszczenia, odrodzenia. Nie twierdzę, że tak jest u Kappi, bo u niego warstwa przeciążenia jest wyraźna. Ale warto wiedzieć, że tonięcie nie zawsze znaczy "walcz i wypłyń", czasem znaczy "pozwól staremu sobie odejść, by narodziło się nowe".
Czytam to z ogromnym przejęciem i mam pytanie, bo coś mi nie pasuje. Skoro tonięcie to takie złe, przytłaczające, to czy zdarza się, że ktoś w takim śnie jednak wypływa, ratuje się? I czy to wtedy coś dobrego znaczy, czy nadal ostrzeżenie?
Dorzucę kilka wariantów wodnych dla tych czytających, u których sen ma inną postać niż u Kappi, bo każdy rodzaj wody niesie nieco inną treść. Tonięcie w powodzi albo w nadciągającej fali, tsunami, to często obraz przytłoczenia czymś, co przychodzi z zewnątrz i jest większe od nas, zbiorowym kryzysem, sytuacją, która zalewa nie tylko nas, ale wielu ludzi naraz, na przykład wielką zmianą, katastrofą, czymś, na co nie mamy wpływu. Tonięcie w rzece, w nurcie, który nas porywa, bywa obrazem życia, które niesie nas wbrew nam, biegu wydarzeń, z którym nie umiemy walczyć. Tonięcie w wannie, w przestrzeni, która powinna być miejscem odpoczynku i bezpieczeństwa, to często obraz wewnętrznych konfliktów, czegoś, co dławi nas tam, gdzie powinniśmy czuć się najbezpieczniej, czyli w domu, w sobie, w tym, co prywatne. Mówię o tym, by każdy mógł rozpoznać swój wariant, bo miejsce i rodzaj wody to ważna część komunikatu.
Trafiłam tu przypadkiem i czytam jak wciągającą książkę, choć kompletnie się nie znam. Mam takie pytanie z boku. Skoro tylu ludziom śni się tonięcie i każdemu znaczy coś trochę innego, przeciążenie, stagnacja, toksyczna relacja, to czy to w ogóle jest coś duchowego, czy po prostu nasza głowa przerabia stres przez obraz wody? Bo z boku wygląda to bardziej na psychologię niż na ezoterykę.
Wracam z pytaniem, bo coś mnie nurtuje. Mówicie Kappi, żeby zawołał o pomoc, przerwał milczenie, powiedział komuś, że tonie. Ale co, jeśli ktoś nie ma komu? Bo nie każdy ma bliską osobę, której może zaufać, a Kappi sam pisał, że nie ma z kim pogadać. To co wtedy, samo zrozumienie snu nie wystarczy, jak nie ma do kogo pójść.
Dołączę później niż reszta, bo czytałem wszystko po kolei i chcę dorzucić coś z własnego doświadczenia, które może pomóc Kappi i innym. Sam miewałem sny o tonięciu w okresie, gdy dźwigałem wszystko sam i nikomu nie mówiłem, jak ciężko. I to, co najbardziej mi pomogło, to nie była żadna technika senna, tylko jedna rozmowa, w której pierwszy raz komuś powiedziałem prawdę, że nie daję rady. Pamiętam, że bałem się tej rozmowy bardziej niż czegokolwiek, bo całe życie byłem tym mocnym. A okazało się, że gdy wreszcie zawołałem, świat się nie zawalił, przeciwnie, poczułem, jakbym pierwszy raz od dawna wynurzył głowę nad wodę. I sny o tonięciu zaczęły słabnąć, gdy zacząłem mówić na jawie. Kappi, obiecuję ci, że ten pierwszy raz, gdy komuś powiesz prawdę, jest najtrudniejszy, ale to dokładnie ten oddech nad powierzchnią, którego szukasz w śnie.
Czas zebrać to w konkretny plan dla Kappi, bo nazbierało się dużo, a chcę, żeby wyszedł stąd z czymś jasnym. Krok pierwszy, sprawdź oddech, skoro budzisz się rozbity i senny w dzień, idź z tym do lekarza, bo bezdech senny daje sny o duszeniu i szkodzi zdrowiu, a leczy się go. Krok drugi i najważniejszy, przerwij milczenie, powiedz prawdę o tym, że tonisz, jednej osobie, bratu, komuś, a jeśli nie masz komu, sięgnij po wsparcie kogoś, kto pomaga zawodowo, bo twój głos ma wreszcie zabrzmieć na jawie. Krok trzeci, realnie odciąż się, zrzuć część obowiązków, postaw granice, przestań brać wszystko na siebie, bo woda jest już nad głową. Krok czwarty, prowadź dziennik snów, notuj, czy w snach pojawia się moment wypłynięcia, jak mówiła Pajeczyna, bo to twój barometr. Krok piąty, z czasem i najlepiej z czyjąś pomocą zajrzyj w to, co głębsze, w tę ciemną wodę i w stary wzorzec dławienia głosu z dzieciństwa. I przez cały czas zadbaj o podstawy, sen, odpoczynek, oddech, o czym mówił Arat. Bez pośpiechu, z łagodnością wobec siebie.
Wrócę do tej jaśniejszej strony, o której wspomniał Seid, bo wątek mocno krążył wokół ciężaru, a chcę zostawić Kappi i innym coś budującego. Woda w wielu tradycjach to nie tylko żywioł, który topi, ale i ten, który oczyszcza, obmywa, odradza. Chrzest, obmycie, zanurzenie jako odrodzenie, to wszystko mówi o wodzie, która przez zanurzenie daje nowe życie. Czasem sen o tonięciu, gdy już przejdziemy przez jego najtrudniejszą część, okazuje się początkiem oczyszczenia, obmycia ze starego sposobu życia, który nas dławił. Kappi, jeśli przejdziesz przez to, jeśli pozwolisz staremu, dławiącemu sposobowi bycia odejść, a wpuścisz w siebie to, co miękkie, prawo do słabości, do wołania, do bliskości, to ta sama woda, która cię teraz topi, może stać się wodą, która cię obmyje i odrodzi. Nie zostaniesz tym samym człowiekiem, który tonął. Wynurzysz się inny, lżejszy, prawdziwszy. Ale, jak słusznie mówił Krysztal, najpierw wypłynięcie i wsparcie, a dopiero potem to odrodzenie. Jedno po drugim.
Dorzucę krótko jeden szczegół, którego nie ruszyliśmy, a który u Kappi się pojawił, ci ludzie obok, którzy go nie słyszą albo nie patrzą. To bardzo znaczący element. Obecność ludzi, którzy są blisko, a jednak nas nie słyszą i nie widzą, że toniemy, to często obraz poczucia osamotnienia w tłumie, przekonania, że jesteśmy otoczeni ludźmi, ale nikt nie dostrzega naszego cierpienia, bo my je ukrywamy. Kappi, ci ludzie w twoim śnie, którzy cię nie słyszą, to prawdopodobnie obraz tego, że wokół ciebie są ludzie, którzy mogliby pomóc, ale nie wiedzą, że tonisz, bo ty im tego nie pokazujesz. To nie oni są ślepi i głusi, to ty jesteś niemy. I to akurat dobra wiadomość, bo znaczy, że pomoc jest blisko, na wyciągnięcie ręki, wystarczy, żeby twój głos wreszcie do nich dotarł. Oni cię usłyszą, gdy ty wreszcie zawołasz na jawie.
Dołączę z własną historią, bo przeszłam przez coś podobnego i może to da Kappi nadzieję, że da się z tego wyjść. Mnie też śniło się tonięcie, latami, w mętnej wodzie, i też nikomu nie mówiłam, jak ciężko mi na jawie, bo byłam tą zaradną, ogarniętą. Przełom przyszedł, gdy pękłam i powiedziałam siostrze prawdę, że się duszę, że nie daję rady. Bałam się, że mnie oceni, że uzna za słabą. A ona po prostu się rozpłakała i powiedziała, że od dawna to widziała, tylko czekała, aż sama powiem. Okazało się, że ludzie wokół mnie widzieli więcej, niż myślałam, tylko nie wiedzieli, jak podejść, bo ja tak dzielnie udawałam. Po tej rozmowie sny o tonięciu zaczęły słabnąć, a po kilku miesiącach przyśniło mi się, że wypływam na brzeg. Mówię to, Kappi, bo to wołanie o pomoc, którego się tak boisz, bywa początkiem wypłynięcia, nie końcem.
Czytam ten wątek od początku i jest dla mnie bardzo ważny, bo sama miewam sny o tonięciu i zawsze się ich bałam. Mam pytanie. Czy da się jakoś wpłynąć na taki sen w jego trakcie, na przykład zacząć płynąć zamiast tonąć, czy człowiek jest w nim całkiem bezradny aż do przebudzenia?
Pierwszy raz piszę, bo długo się wahałem, ale temat za bardzo mnie dotyczy. Jestem facetem i wstydziłem się o tym mówić, bo wydawało mi się, że chłop nie powinien mieć takich snów ani takich problemów. Mam dokładnie to co Kappi, tonę i nie mogę wołać, i też udaję przed wszystkimi, że daję radę, bo tak mnie wychowano, że facet ma być twardy. Czytając ten wątek, pierwszy raz pomyślałem, że może to nie słabość, tylko że za długo dźwigam sam. Mam pytanie, czy u facetów to częste, że tak tłumią i potem tonie im się we śnie, czy to tylko ja mam coś nie tak?
Wracam z refleksją, bo uderzyło mnie, jak ten wątek pokazuje, że tyle różnych ludzi tonie po cichu, każdy myśląc, że tylko on. Kappi, Nibir, Zorka, ja sam, i pewnie wielu, co czyta i milczy. To trochę przerażające, ilu z nas dusi się w samotności, udając, że pływa. Ale i pokrzepiające, że gdy ktoś jeden zawoła, jak Kappi w tym wątku, nagle okazuje się, że nie jest sam. Może to jest największa nauka stąd, że samo zawołanie sprawia, że odpowiadają inni tonący, i nagle żaden z nas nie jest już tak sam.
Wtrącę się, choć kompletnie się nie znam, bo ten wątek wciągnął mnie bez reszty i wzruszył. Mam pytanie z boku. Czy jak ktoś ma taki sen, to znaczy, że jest w jakimś poważnym kryzysie, czy to może być zwykła reakcja na przejściowy stres, który minie sam? Bo nie chciałabym przesadzić w drugą stronę i z każdego takiego snu robić alarm.
Wracam po kilku dniach z czymś, czego sam się po sobie nie spodziewałem. Zadzwoniłem do brata. Bałem się tego telefonu jak ognia, kilka razy odkładałem słuchawkę. A gdy w końcu powiedziałem mu wprost, że tonę, że nie daję rady, że udawałem przed wszystkimi, zapadła cisza, a potem on powiedział, że sam przechodził przez coś podobnego parę lat temu i że czekał, aż się odezwę, bo widział, że coś jest nie tak, ale nie wiedział, jak zacząć. Rozmawialiśmy dwie godziny. Nie rozwiązało to moich problemów, ale pierwszy raz od miesięcy poczułem, jakbym wynurzył głowę nad wodę i zaczerpnął powietrza. Umówiłem się też do lekarza w sprawie tego oddechu i szukam kogoś, z kim popracuję nad tym głębiej. Chciałem Wam podziękować, bo bez tego wątku dalej tonąłbym w ciszy.
