Forum

Asystent AI
Spadam i nigdy nie ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Spadam i nigdy nie ląduję - utrata oparcia czy wyjście duszy z ciała?

Strona 1 / 3

Wpisy: 2217
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Postanowiłam wreszcie o tym napisać, bo ten sen wraca do mnie od miesięcy i robi się coraz częstszy. Spadam. Czasem z wysokiego budynku, czasem z urwiska, czasem po prostu grunt znika mi pod stopami i lecę w dół, w ciemność. I tu jest najdziwniejsze, ja nigdy nie ląduję. Nie ma uderzenia, nie ma dna, lecę i lecę, a to spadanie się nie kończy, tylko narasta we mnie panika i to okropne uczucie w żołądku, jakby mi się wszystko zapadało. Czasem budzę się gwałtownie z szarpnięciem całego ciała, jakbym faktycznie skądś spadła. Innym razem po prostu lecę, aż sen przejdzie w coś innego. Pytam Was, bo nie wiem, co o tym myśleć. Jedni mówią, że to zwykły odruch przy zasypianiu, drudzy, że to dusza wychodzi z ciała. A ja czuję, że to coś mi mówi, tylko nie wiem co. Ktoś z Was miewa to samo, że spada bez końca i nigdy nie dolatuje do ziemi?


Odpowiedz
179 odpowiedzi
Wpisy: 2421
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Dobrze, że to opisałaś tak dokładnie, bo w spadaniu liczą się właśnie szczegóły, a ty podałaś dwa bardzo ważne. Po pierwsze, że nigdy nie lądujesz, że nie ma dna ani uderzenia. Po drugie, że bywa to szarpnięcie przy przebudzeniu, a bywa spadanie ciągnące się przez sen. To dwa różne zjawiska, choć oba nazywamy spadaniem, i warto je rozdzielić, bo mają trochę inne wytłumaczenia. Zanim do tego przejdziemy, jedno uspokojenie, bo wiele osób się tego boi, spadanie we śnie prawie nigdy nie jest zapowiedzią niczego dosłownego ani złego omenu. To obraz stanu wewnętrznego, najczęściej bardzo czytelny. Powiedz mi, czy ten sen nasilił się w jakimś konkretnym okresie twojego życia, bo to zwykle pierwszy klucz do tego, co znaczy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Hellan zaczęło się nasilać, odkąd w moim życiu wszystko stanęło na głowie. Rozpadł mi się długoletni związek, musiałam się wyprowadzić, zmienić pracę, i mam teraz poczucie, że nie mam pod sobą żadnego gruntu, że wszystko, na czym stałam, się rozsypało. Więc chyba nie przypadek, że akurat teraz spadam po nocach i nie mam gdzie wylądować.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Zorka to, co właśnie napisałaś, jest dla mnie kluczem do całego snu, i to wręcz dosłownym. Powiedziałaś "nie mam pod sobą żadnego gruntu, wszystko, na czym stałam, się rozsypało". A potem "spadam i nie mam gdzie wylądować". To jest dokładnie ten sam obraz, raz opisany słowami o jawie, raz obrazem sennym. Spadanie to w języku snów niemal zawsze utrata gruntu, oparcia, poczucia bezpieczeństwa, stabilności. A to, że nigdy nie lądujesz, że nie ma dna, jest jeszcze bardziej wymowne, bo oznacza, że w twoim życiu nie ma jeszcze nowego gruntu, na którym mogłabyś stanąć. Stary się rozsypał, związek, dom, praca, a nowy jeszcze się nie pojawił. Więc spadasz i spadasz, bo na jawie też jesteś w zawieszeniu, między tym, co się rozpadło, a tym, co się jeszcze nie uformowało. Sen nie jest klątwą, jest wiernym lustrem twojej sytuacji.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Pajeczyna to mocne i trochę przeraża, jak dokładnie to pasuje. Faktycznie jestem w totalnym zawieszeniu, nic starego już nie ma, a nic nowego jeszcze się nie ułożyło. I dosłownie nie mam gdzie wylądować, ani w życiu, ani w tym śnie. Czyli to spadanie bez końca to obraz tego, że wciąż nie odzyskałam gruntu pod nogami. To zmienia moje spojrzenie, bo myślałam, że to coś nadprzyrodzonego, a to po prostu mój stan.


Odpowiedz
Wpisy: 1743
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Dorzucę warstwę psychologii głębi, bo Pajeczyna trafnie wskazała na utratę gruntu, a warto to pogłębić. W ujęciu Junga spadanie bywa obrazem tego, co nazywał deflacją ego, czyli sprowadzeniem na ziemię kogoś, kto był zbyt wysoko. Ale to akurat dotyczy ludzi, którzy wzbili się w pychę albo iluzję, a u ciebie, Zorko, sytuacja jest inna, bo to nie ty się wywyższyłaś, tylko życie wytrąciło ci grunt. U ciebie bliższy jest inny trop, spadanie jako faza przejścia, w której stara struktura, stare "ja" oparte na związku, domu i pracy, rozpadło się, a nowe jeszcze nie powstało. Lecisz przez przestrzeń między starym a nowym. I tu ważna rzecz, w tej tradycji takie spadanie nie jest porażką ani karą, tylko nieuniknionym etapem przemiany. Czasem trzeba stracić grunt i przez jakiś czas lecieć w nieznane, zanim uformuje się nowy fundament. Brak lądowania nie znaczy, że nigdy nie wylądujesz. Znaczy, że jeszcze nie nadszedł czas, bo nowy grunt dopiero się tworzy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Lurisk to przynosi mi dziwną ulgę, bo zamiast "spadam i to katastrofa" daję radę pomyśleć "spadam, bo jestem między starym a nowym, i kiedyś wyląduję, gdy nowy grunt się uformuje". To zupełnie inne nastawienie. Czyli to lecenie w nieznane to nie znak, że ze mną coś nie tak, tylko etap, przez który się przechodzi po takim rozpadzie życia.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Zorka dokładnie, to etap, nie wyrok. I zauważ jeszcze jedno. Bardzo wielu ludzi miewa ten sen właśnie w momentach wielkich przejść, rozwód, przeprowadzka, zmiana pracy, utrata kogoś. To nie przypadek. Spadanie to obraz tych chwil, gdy wypuszczamy stare oparcie, a nowego jeszcze nie chwyciliśmy. Trudność polega na tym, żeby nauczyć się jakoś znosić to lecenie, ten brak gruntu, bez paniki, bo panika tylko pogłębia poczucie spadania. Z czasem, gdy zaczniesz budować nowy grunt na jawie, nowe oparcie, nowe poczucie bezpieczeństwa, sen najpewniej zacznie się zmieniać, a może wreszcie pojawi się w nim jakieś miękkie lądowanie.


Odpowiedz
Wpisy: 1991
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Zanim pójdziemy głębiej w symbolikę, dorzucę warstwę najbardziej przyziemną, bo bez niej obraz byłby niepełny, a akurat przy spadaniu jest ona wyjątkowo istotna. Zorko, opisałaś dwa rodzaje doświadczenia, jedno to szarpnięcie całego ciała przy przebudzeniu, drugie to długie spadanie ciągnące się przez sen. To pierwsze, to gwałtowne szarpnięcie, ma bardzo konkretne, fizjologiczne wytłumaczenie. To tak zwany skurcz miokloniczny, zwany też zrywem hipnagogicznym albo szarpnięciem przysennym. Dotyczy ogromnej większości ludzi, szacuje się, że nawet sześćdziesięciu do siedemdziesięciu procent. Mechanizm jest taki, że gdy zasypiasz, mięśnie się rozluźniają, a mózg czasem błędnie odczytuje to nagłe rozluźnienie jako spadanie i wysyła gwałtowny sygnał "łap się, obudź się", co daje to szarpnięcie i uczucie spadania. To zupełnie niegroźne i bardzo powszechne. Nasila się przy stresie, niewyspaniu, kofeinie, intensywnym wysiłku przed snem. Mówię o tym, bo część twojego doświadczenia, zwłaszcza to szarpnięcie przy zasypianiu, to najpewniej właśnie to, czysta fizjologia, a nie głęboki symbol. Warto to oddzielić od dłuższego spadania w środku snu, które już bardziej należy do warstwy psychicznej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Krysztal to ciekawe i faktycznie pasuje, bo to szarpnięcie mam zwykle tuż po położeniu się, gdy dopiero zasypiam, a długie spadanie bez końca przychodzi później, w środku nocy. Czyli to mogą być dwa różne zjawiska, jedno czysto fizyczne, ten zryw przy zasypianiu, a drugie bardziej związane z moim stanem, to lecenie bez dna. Nie rozdzielałam tego, a to ma sens. Ostatnio faktycznie piję dużo kawy i prawie nie sypiam ze stresu, więc te szarpnięcia przy zasypianiu pewnie stąd.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Zorka dokładnie, to bardzo prawdopodobne. Przy takim stresie i ilości kawy te zrywy przy zasypianiu to niemal pewnik, i to akurat nic groźnego, choć nieprzyjemne. Warto ograniczyć kawę, zwłaszcza po południu, i zadbać o spokojniejsze wieczory, a te szarpnięcia powinny zelżeć. Natomiast to długie spadanie bez dna w środku nocy to już inna sprawa, i tu zgadzam się z Pajeczyną i Luriskiem, że to obraz twojego życiowego zawieszenia. Dobrze, że sama je rozdzieliłaś, bo to dwie różne rzeczy, które tylko z pozoru są tym samym spadaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wejdę z warstwą, którą Zorka sama zaznaczyła na początku, bo wspomniała, że jedni mówią o duszy wychodzącej z ciała. To trop ezoteryczny i warto go uczciwie omówić, a nie tylko zbyć. W niektórych tradycjach uczucie spadania przy zasypianiu i to gwałtowne szarpnięcie tłumaczy się jako moment, w którym ciało subtelne, nazywane astralnym, oddziela się od fizycznego na czas snu, a szarpnięcie to gwałtowny powrót, jakby ciało astralne wracało zbyt szybko i uderzało w fizyczne. Bywa to wiązane z naturalną skłonnością do wychodzenia poza ciało, z otwieraniem się na sferę duchową. Mówię o tym, żeby oddać sprawiedliwość tej tradycji, ale dodam od razu uczciwie, że to, co opisujesz, Zorko, czyli spadanie pełne paniki, w okresie życiowego rozpadu, brzmi dla mnie raczej jak obraz twojego stanu niż jak świadome wychodzenie poza ciało. Wyjście duszy z ciała w tradycjach, które o nim mówią, zwykle wiąże się raczej z lekkością, unoszeniem, a nie z paniką spadania w ciemność. Więc choć ten trop istnieje i ma swoją wartość, u ciebie obstawiałbym raczej życiowe zawieszenie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Taurus to ciekawe rozróżnienie, bo faktycznie u mnie nie ma w tym żadnej lekkości ani unoszenia, tylko czysta panika i to okropne zapadanie się w żołądku. Więc chyba masz rację, że to bardziej mój stan niż wychodzenie duszy. Choć dobrze wiedzieć, skąd się bierze to przekonanie o duszy opuszczającej ciało, bo słyszałam je od kilku osób i nie wiedziałam, czy w tym coś jest. Czyli to nie tyle bzdura, co raczej trop, który akurat do mojego snu nie pasuje.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Zorka dokładnie tak bym to ujął. Trop, który istnieje i ma w sobie pewną mądrość, ale akurat do twojego snu nie pasuje, bo twoje spadanie jest pełne lęku i utraty, a nie lekkości i unoszenia. To dobry przykład, że nie każdy trop pasuje do każdego snu, i że trzeba czytać własne doświadczenie, własne emocje, a nie przykładać do siebie pierwszego lepszego wyjaśnienia. Twoja panika i to zapadanie się są dla mnie wyraźnym znakiem, że to obraz utraty gruntu, nie podróży duszy.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam to z uwagą, bo sam miewam ten sen, i chcę dopytać ekspertów. Skoro Zorka dostaje już kilka warstw naraz, utrata gruntu, faza przejścia, skurcz przy zasypianiu, ewentualnie dusza, to od czego właściwie ma zacząć, żeby sobie z tym poradzić? Bo łatwo się w tym pogubić.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lubon słuszne pytanie i odpowiem konkretnie. Zorko, zacznij od rozdzielenia tych dwóch rzeczy, które już sama zauważyłaś. Szarpnięcia przy zasypianiu potraktuj jako fizjologię, ogranicz kawę zwłaszcza po południu, zadbaj o spokojniejszy wieczór, mniej ekranu i pobudzenia przed snem, a te zrywy powinny zelżeć. To najłatwiejszy, najbardziej namacalny krok. A z tym dłuższym spadaniem bez dna, które jest obrazem twojego życiowego zawieszenia, pracuj inaczej, nie próbując go "wyłączyć", tylko zajmując się tym, o czym mówi, czyli odbudową gruntu pod nogami na jawie. Każda rzecz, która da ci choć trochę nowego oparcia, nowy stały punkt w życiu, choćby drobny rytuał dnia, nowe miejsce, które staje się domem, nowa relacja czy nawyk, będzie budować ten grunt, którego ci brakuje. A im więcej gruntu odzyskasz na jawie, tym prawdopodobniej sen przestanie być nieskończonym spadaniem. Sen idzie za życiem, więc gdy zaczniesz odzyskiwać oparcie, on to odzwierciedli.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Hellan to mi porządkuje głowę, bo daje konkret zamiast samej teorii. Fizjologia, czyli mniej kawy i spokojniejsze wieczory, na te szarpnięcia. A na to głębsze spadanie, odbudowa gruntu krok po kroku, drobne stałe punkty w nowym życiu. To brzmi wykonalnie, bo faktycznie po tym rozpadzie wszystko jest płynne, nie mam żadnego stałego punktu. Może zacznę właśnie od tego, od zbudowania sobie choć kilku stałych rzeczy w codzienności, żeby mieć się czego trzymać.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Zorka chcę dorzucić coś do tej myśli o lądowaniu, bo ona jest moim zdaniem sednem twojego snu i twojego tytułu. Zwróć uwagę, że nie boisz się samego spadania tak bardzo, jak tego, że nie ma końca, że nie lądujesz. W wielu takich snach ludzie budzą się tuż przed uderzeniem o ziemię, i to właśnie unikanie lądowania bywa znaczące. Lądowanie, choćby bolesne, to dotknięcie dna, kontakt z gruntem, zmierzenie się z tym, co najgorsze. Brak lądowania bywa obrazem tego, że na jawie unikamy zmierzenia się z czymś, że trzymamy się w zawieszeniu, bo dotknięcie dna jest zbyt straszne. Pytanie do ciebie, czy w twoim życiu po tym rozpadzie nie ma czegoś, czego unikasz, jakiegoś dna, na którym musiałabyś stanąć, czegoś, czego boisz się dotknąć, choćby to była po prostu pełna świadomość tego, co straciłaś. Bo czasem, żeby przestać spadać, trzeba pozwolić sobie wreszcie wylądować, dotknąć dna, poczuć grunt, nawet jeśli to boli.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Sauwak to celne i niewygodne. Bo faktycznie ja chyba unikam dotknięcia dna, czyli pełnego poczucia tego, że to wszystko naprawdę się skończyło, że straciłam związek, dom, dawne życie. Cały czas jestem w biegu, w załatwianiu spraw, byle nie usiąść i nie poczuć tej straty do końca. Może dlatego nie ląduję, bo na jawie też nie pozwalam sobie dotknąć dna tej straty. Trzymam się w zawieszeniu, bo boję się, że jak naprawdę poczuję, co się stało, to mnie to rozłoży.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Zorka to bardzo dojrzałe, że to widzisz. I tu jest paradoks, którego warto być świadomym. Dotknięcie dna, pełne przeżycie tej straty, choć przeraża, jest często tym, co kończy spadanie. Dopóki uciekamy przed dnem, lecimy bez końca. Gdy pozwolimy sobie wylądować, poczuć w pełni to, co się stało, opłakać to, dotknąć gruntu, paradoksalnie odzyskujemy oparcie, bo grunt, choćby bolesny, jest stabilniejszy niż wieczne spadanie. Nie mówię, żebyś robiła to na siłę ani sama. Ale może warto pozwolić sobie wreszcie usiąść z tą stratą, najlepiej z kimś bliskim albo z kimś, kto pomoże ci to udźwignąć, zamiast wiecznie uciekać w bieg. Twój sen może ci mówić właśnie to, przestań uciekać przed lądowaniem, pozwól sobie dotknąć dna, bo dopiero z dna można się odbić.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Sauwak dziękuję, bo to brzmi trudno, ale prawdziwie. Przestać uciekać, pozwolić sobie wylądować w tej stracie, poczuć ją do końca, zamiast w nieskończoność lecieć obok niej. Faktycznie ten bieg, w którym jestem, to forma niedotykania dna. Może czas usiąść i wreszcie poczuć, co straciłam, choćby to bolało, bo inaczej będę spadać bez końca. Wezmę to sobie do serca, i chyba nie zrobię tego sama, bo sama boję się, że utonę w tym smutku.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2179

@Zorka chcę dorzucić nutę troski do tego, co mówi Sauwak, bo to ważny moment. To, że rozważasz, by nie robić tego sama, jest bardzo mądre. Po takim rozpadzie, gdy straciło się naraz związek, dom i pracę, dotknięcie pełni tej straty bywa naprawdę ciężkie i nie ma żadnego powodu, żeby przechodzić to w pojedynkę. Jeśli czujesz, że samo usiądnięcie z tym smutkiem mogłoby cię przytłoczyć, rozważ, żeby przeżywać to ze wsparciem, bliskiej osoby albo kogoś, kto zawodowo pomaga ludziom w takich przejściach. Lądowanie, o którym mówi Sauwak, łatwiej znieść, gdy ktoś stoi obok i pomaga ci wstać. Nie chodzi o to, żeby rozbić się o dno samotnie, tylko żeby wreszcie dotknąć gruntu, mając kogoś przy sobie. Bądź dla siebie łagodna w tym wszystkim, bo dużo przeszłaś w krótkim czasie.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Betalia dziękuję, to mi daje przyzwolenie, którego chyba potrzebowałam, żeby nie udawać, że ogarniam to wszystko sama. Bo właśnie tak robię, udaję przed wszystkimi, że dzielnie sobie radzę, a w środku spadam bez końca. Może czas przyznać, że potrzebuję, żeby ktoś przy mnie był, gdy będę lądować w tej stracie. To trudne dla kogoś, kto zawsze był ten silny, ale widzę, że właśnie to udawanie siły trzyma mnie w tym spadaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 521
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie, może naiwne, ale ciekawi mnie. Słyszałam takie powiedzenie, że jak we śnie uderzysz o ziemię i nie obudzisz się wcześniej, to umrzesz naprawdę. Czy w tym jest cokolwiek prawdy? Bo trochę się tego boję, gdy mi się śni, że spadam, że nie wolno mi dolecieć do dna.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Anima to bardzo rozpowszechniony mit i dobrze, że pytasz, bo warto go raz na zawsze rozbroić. Nie, to nieprawda. Uderzenie o ziemię we śnie, czy nawet śmierć we śnie, nie powoduje śmierci na jawie. To miejski przesąd, który nie ma żadnego potwierdzenia, a wiele osób śniło, że uderza o ziemię, i budzili się całi i zdrowi, mogą o tym opowiedzieć. Skąd się ten mit wziął? Prawdopodobnie stąd, że rzeczywiście często budzimy się tuż przed uderzeniem, przez ten skurcz miokloniczny, o którym mówiłem, więc mało kto pamięta sam moment uderzenia, i powstało przekonanie, że "nie da się go przeżyć". Ale to tylko dlatego, że ciało budzi nas wcześniej, nie dlatego, że uderzenie byłoby śmiertelne. Możesz spokojnie spadać i nawet wylądować we śnie, nic ci się nie stanie. Ten przesąd tylko niepotrzebnie dokłada strachu do i tak nieprzyjemnego snu.


Odpowiedz
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 521

@Krysztal to ogromna ulga, bo naprawdę się tego bałam i budziłam się w panice, że "o mało nie dolecieliśmy". Czyli mogę spokojnie spadać, a nawet wylądować, i nic mi się nie stanie, a budzenie się tuż przed uderzeniem to tylko ten odruch ciała, nie żadna ochrona przed śmiercią. Dziękuję, zdejmujesz ze mnie strach, który nosiłam latami.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Anima dokładnie, możesz być spokojna. Ciało budzi cię wcześniej z czysto fizjologicznych powodów, nie dlatego, że uderzenie byłoby groźne. Następnym razem, gdy będziesz spadać, nie musisz się bać, że "nie wolno ci dolecieć". To tylko sen, a uderzenie w nim jest równie nieszkodliwe jak wszystko inne, co się w snach dzieje.


Odpowiedz
Wpisy: 2487
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wejdę z czymś, co spina warstwę fizjologiczną z głębszą, bo to ciekawe i pomaga zrozumieć, czemu akurat spadanie jest tak uniwersalnym snem. Krysztal opisał skurcz miokloniczny, a istnieje teoria, że ma on korzenie ewolucyjne. Nasi dalecy przodkowie spali na drzewach, a rozluźnienie mięśni groziło spadnięciem z gałęzi, więc mózg wykształcił czujnik, który przy nagłym rozluźnieniu wysyłał alarm "łap się, bo spadasz". To by tłumaczyło, czemu uczucie spadania jest tak głęboko w nas zakorzenione, czemu budzi tak pierwotny lęk i czemu śni się ludziom na całym świecie. Spadanie to jeden z najstarszych ludzkich lęków, wpisany w ciało, starszy niż mowa. Dlatego, gdy psychika chce nam pokazać utratę bezpieczeństwa, sięga właśnie po ten najpierwotniejszy obraz, po spadanie. To łączy oba poziomy, fizjologiczny odruch i symbol utraty oparcia, w jedną całość. Zorko, twój sen mówi do ciebie językiem starszym niż wszystkie inne, bo utrata gruntu to dla człowieka najstarszy z lęków.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Indaphoros to mi się podoba, bo nadaje temu snowi głębię i wyjaśnia, czemu jest tak przerażający. Czyli moja psychika sięgnęła po najstarszy lęk, jaki noszę w ciele, żeby pokazać mi, że straciłam grunt. To nie przypadek, że akurat spadanie, a nie coś innego. Pierwotny lęk dla pierwotnej straty. To robi wrażenie, jak głęboko te sny sięgają.


Odpowiedz
Wpisy: 1047
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę coś o emocji, która towarzyszy spadaniu, bo to zmienia całe odczytanie, a u Zorki jest jednoznaczna, panika. Warto, żeby czytający wiedzieli, że nie każde spadanie jest takie samo. Są ludzie, którym śni się spadanie z lękiem i paniką, jak Zorce, i wtedy mówimy o utracie kontroli, o lęku, o utracie gruntu. Ale są i tacy, którym śni się spadanie ze spokojem, a nawet z ulgą czy lekkością, i to już zupełnie inna wiadomość. Spadanie przeżywane ze spokojem bywa obrazem uwolnienia, puszczenia kontroli, godzenia się z czymś, odpuszczenia czegoś, co i tak trzymaliśmy na siłę. Czasem to wręcz ulga, że wreszcie przestajemy się czegoś kurczowo trzymać i pozwalamy sobie opaść. Zorko, u ciebie jest panika, więc to wyraźnie utrata gruntu. Ale gdyby kiedyś, w miarę jak będziesz odzyskiwać oparcie, twoje spadanie zaczęło być spokojniejsze, mniej panikujące, potraktuj to jako znak, że uczysz się odpuszczać i godzić z tym, co się stało. Emocja w tym śnie jest barometrem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Vladi to ciekawe i daję sobie cel, żeby obserwować, czy panika kiedyś zelżeje. Bo teraz jest sama groza i to zapadanie się w żołądku. Gdyby kiedyś przyszło spokojniejsze spadanie, to byłby znak, że uczę się puszczać, godzić z tym, co straciłam. Zapiszę to sobie, będę śledzić tę emocję jak wskaźnik. Na razie panika znaczy, że wciąż walczę z tą utratą, zamiast ją przyjąć.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracam z pytaniem, bo coś mi się tu zaczyna kłócić i chcę, żeby eksperci to rozjaśnili. Z jednej strony Sauwak i Hellan mówią, żeby Zorka odzyskała grunt, zbudowała oparcie, czyli żeby przestała spadać. A z drugiej Vladi i trochę Lurisk mówią o puszczeniu kontroli, o godzeniu się ze spadaniem, o odpuszczeniu. To brzmi jak dwie sprzeczne rady, walczyć o grunt czy puścić i dać się opaść. Która jest właściwa?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Lubon to bardzo dobre pytanie i dotyka realnej różnicy zdań, którą warto wyłożyć wprost, bo to nie przypadek, że obie rady się pojawiły. Tu są dwie szkoły patrzenia na takie sny. Jedna mówi, spadanie to utrata oparcia, więc odpowiedzią jest odzyskanie gruntu, odbudowa stabilności, zapanowanie nad tym, co się rozsypało. To podejście aktywne, naprawcze. Druga szkoła mówi, że im bardziej kurczowo próbujemy panować i łapać się starego gruntu, tym gorzej spadamy, i że czasem trzeba przestać walczyć, puścić, dać się opaść, zaufać, że wylądujemy, bo dopiero odpuszczenie kontroli kończy spadanie. To podejście odpuszczające, godzące się. I teraz najważniejsze, obie mogą być słuszne, ale w różnych sytuacjach i u różnych ludzi. Kluczem jest rozpoznać, czy spadasz, bo straciłaś realne oparcie i trzeba je odbudować, czy spadasz, bo kurczowo trzymasz się czegoś, co i tak już odeszło, i trzeba to wreszcie puścić.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1150

@Lurisk czyli to nie jest tak, że jedna rada jest dobra, a druga zła, tylko że zależy, czy człowiek spada z braku oparcia, czy z kurczowego trzymania się czegoś, co minęło. To ma sens, ale jak rozpoznać, które jest które u siebie? Bo z wnętrza snu i jednego, i drugiego to po prostu spadanie.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Lubon rozpoznaje się to nie ze snu, tylko z życia. Zapytaj siebie, czy w twoim życiu walczysz o coś, co realnie możesz odbudować, nowy grunt, czy raczej kurczowo trzymasz się czegoś, co już minęło, byłego związku, dawnego siebie, sytuacji, która się skończyła. Jeśli rozsądnie odbudowujesz, idź w stronę gruntu i stabilności. Jeśli kurczowo trzymasz się przeszłości, która nie wróci, to twoje spadanie może być wezwaniem, żeby wreszcie puścić, dać się opaść, pozwolić staremu odejść. U Zorki, jak słyszę, jest po trochu obu, musi odbudować nowy grunt, ale też wreszcie puścić to, co się skończyło, przestać uciekać przed lądowaniem w stracie. Często prawdziwa odpowiedź to połączenie, puść stare, by móc zbudować nowe. Nie da się stanąć na nowym gruncie, póki kurczowo wisi się u starego.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Lurisk to mnie głęboko trafia, bo widzę u siebie oba naraz. Kurczowo trzymam się dawnego życia, nie chcę przyjąć, że się skończyło, a jednocześnie nie mam jeszcze nowego gruntu. Czyli muszę i puścić stare, i zbudować nowe. Najpierw chyba puścić, bo dopóki wiszę u tego, co było, nie postawię stopy na niczym nowym. To spina mi w całość to, co mówili Sauwak o lądowaniu w stracie i Hellan o budowaniu gruntu. Najpierw wylądować w tym, co się skończyło, poczuć to, puścić, a potem dopiero budować nowe. Nie da się odwrotnie.


Odpowiedz
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 876

@Zorka @Lurisk pięknie to zebraliście. Dodam tylko, że puszczenie nie znaczy poddania się rozpaczy ani rezygnacji. Puszczenie to świadome przyjęcie, że coś się skończyło, opłakanie tego i uwolnienie. To aktywny, odważny akt, nie bierne poddanie. Zorko, gdy będziesz "lądować" w tej stracie, nie chodzi o to, żebyś się w niej pogrążyła, ale żebyś jej dotknęła, przeżyła ją i dzięki temu mogła ruszyć dalej. Lądowanie to nie koniec, to dotknięcie gruntu, od którego można się odbić. Pamiętaj o tym, bo czasem ludzie mylą zdrowe przeżycie straty z pogrążaniem się w niej. Chodzi o to pierwsze, dotknąć dna i odbić się, nie zostać na nim.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Lunarna to ważne rozróżnienie, dziękuję. Dotknąć dna i odbić się, a nie zostać na nim. Bo faktycznie bałam się, że jak pozwolę sobie poczuć tę stratę, to się w niej utopię. A ty mówisz, że chodzi o to, żeby jej dotknąć i się od niej odbić, mając kogoś przy sobie. To brzmi mniej groźnie, bardziej jak krok naprzód niż jak upadek. Może o to właśnie chodzi w tym lądowaniu, nie rozbić się, ale dotknąć gruntu i się odepchnąć ku górze.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Dołączę z własnym wariantem, bo u mnie spadanie wygląda inaczej i może to coś wniesie. Mnie się nie śni, że grunt znika, tylko że spadam ze schodów albo z drabiny, lecę w dół po stopniach, których jest coraz więcej, i nie mogę się zatrzymać. Budzę się sfrustrowany, nie tyle przerażony. Czym to się różni od tego, co opisuje Zorka, że po prostu leci w ciemność?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Whisper spadanie ze schodów albo z drabiny to nieco inny odcień niż spadanie w otwartą przestrzeń, i ta różnica jest znacząca. Schody i drabina to symbole wspinania się, awansu, drogi w górę, kolejnych szczebli, najczęściej w pracy, w pozycji, w jakimś dążeniu. Spadanie z nich, lecenie w dół po stopniach, częściej obrazuje lęk przed regresem, przed cofnięciem się, przed utratą wywalczonej pozycji, przed tym, że to, co osiągnąłeś wspinaczką, runie i znajdziesz się niżej, niż byłeś. Ta frustracja, którą czujesz, zamiast czystej grozy Zorki, pasuje, bo to bardziej lęk "tracę to, na co zapracowałem, cofam się", niż "nie mam żadnego gruntu". Zapytałbym cię, czy w pracy albo w jakimś dążeniu nie boisz się ostatnio, że się cofasz, że tracisz pozycję, na którą się wspinałeś.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Lurisk trafiłeś, bo właśnie ominął mnie awans, na który długo pracowałem, i mam poczucie, że się stoczyłem, że cała ta wspinaczka poszła na marne. To dokładnie to, lecę po tych schodach w dół i nie mogę się zatrzymać, jak moja kariera, która zamiast w górę, poszła w dół. Mój sen to nie brak gruntu jak u Zorki, tylko lęk przed cofnięciem się po tym, jak się wspinałem. Nigdy bym tego tak nie połączył, a teraz jest jasne.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Whisper i widzisz, znów ten sam motyw spadania, a zupełnie inna treść, bo inny rodzaj spadania i inna emocja. U Zorki utrata gruntu i panika, u ciebie lęk przed regresem i frustracja. Forma snu, schody kontra otwarta przestrzeń, podpowiada treść. U ciebie pracą nie jest "odzyskać grunt", tylko pogodzić się z tym cofnięciem, zobaczyć, że jeden nieudany awans to nie staczanie się całego życia, i że ze schodów, z których się spadło, można wejść znowu albo znaleźć inne. Twój sen wyolbrzymia jeden krok wstecz w wieczne spadanie. To lęk, nie rzeczywistość.


Odpowiedz
Wpisy: 679
 Mara
(@mara)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to z ciarkami, bo sama miewam ten sen i zawsze się bałam. Mam pytanie. Wspomnieliście, że spadanie bez dna, w nieskończoność, bywa najgorsze. Co dokładnie znaczy, gdy ktoś leci i leci w czarną pustkę, bez żadnego dna, jak Zorka? Bo u mnie jest właśnie tak i to mnie najbardziej przeraża, ta nieskończona ciemność bez końca.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Mara to ważne pytanie i odpowiem ostrożnie, bo to delikatna sprawa. Spadanie w nieskończoność, w czarną pustkę bez dna, najczęściej, jak u Zorki, jest obrazem życiowego zawieszenia, braku gruntu, fazy przejścia, i to jest zdecydowanie najczęstsze odczytanie. Ale uczciwie dodam, że u części osób, gdy temu spadaniu w pustkę towarzyszy uporczywe poczucie pustki, bezsensu, bezdennego smutku także na jawie, gdy człowiek czuje, że wszystko traci znaczenie, taki sen bywa odbiciem głębszego, przygniatającego stanu, z którym trudno poradzić sobie samemu. Mówię to bez straszenia, ale szczerze, bo gdyby ktoś czytający rozpoznał u siebie nie tylko ten sen, ale i takie uporczywe poczucie pustki i bezsensu na jawie, to byłby znak, że warto poszukać wsparcia kogoś, kto pomaga w takich stanach, bo to coś, z czym nikt nie powinien zostawać sam. U większości ludzi jednak to spadanie w pustkę to po prostu obraz przejściowego zawieszenia, które mija, gdy odzyskają grunt. Mara, jak jest u ciebie, czy to spadanie idzie w parze z takim poczuciem pustki na jawie, czy raczej pojawia się w okresach stresu i zmian, a poza tym czujesz się w porządku?


Odpowiedz
 Mara
(@mara)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 679

@Hellan dziękuję, że pytasz tak uważnie. U mnie to raczej w okresach stresu i zmian, a poza tym czuję się w porządku, mam swoje oparcie, bliskich, sens. Więc chyba u mnie to to przejściowe zawieszenie, nie nic głębszego. Ale dobrze, że o tym powiedziałeś, bo gdybym czuła tę pustkę też na jawie, wiedziałabym, że warto z kimś pogadać. To ważne, że rozróżniacie te dwie sytuacje, zamiast wrzucać wszystko do jednego worka.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Mara cieszę się, że u ciebie to przejściowe i że masz oparcie i sens, bo to najważniejsze. Wtedy faktycznie to spadanie to tylko obraz chwilowego stresu czy zmiany i nie ma się czym martwić, minie, gdy minie napięcie. Rozróżniam te sytuacje właśnie dlatego, że ten sam obraz u kogoś z oparciem znaczy co innego niż u kogoś, kto tonie w pustce także za dnia. Dla ciebie to po prostu sygnał "masz teraz dużo na głowie, zadbaj o odpoczynek". Tyle.


Odpowiedz
Wpisy: 1136
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wejdę z głosem bardziej przyziemnym, bo wątek pięknie poszybował w utratę gruntu, fazy przejścia i pierwotne lęki, a warto przypomnieć prostsze tropy, żeby nie każdy szukał w sobie głębokiego kryzysu. Spadanie we śnie, zwłaszcza to przy zasypianiu, bardzo często jest po prostu fizjologią, tym skurczem mioklonicznym, o którym mówił Krysztal, nasilonym przez stres, kawę, niewyspanie, nieregularny tryb. Część ludzi, którym śni się spadanie, nie przechodzi żadnego życiowego rozpadu jak Zorka, są tylko przemęczeni, przebodźcowani, śpią byle jak. I u nich odpowiedź jest prozaiczna, uregulować sen, ograniczyć kofeinę i stymulanty wieczorem, mniej ekranów przed snem, zadbać o odpoczynek. Mówię to, żeby ktoś, kto trafi tu ze spadaniem, nie od razu doszukiwał się w sobie utraty gruntu albo egzystencjalnej pustki, bo czasem odpowiedź jest banalna, jesteś wykończony i pijesz za dużo kawy. Najpierw warto wykluczyć to proste, zanim sięgnie się po głębokie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Arat dobrze, że to mówisz, to potrzebna przeciwwaga. Faktycznie u części ludzi spadanie to głównie sygnał przemęczenia i rozregulowanego snu, bez głębokiego dna, i wtedy odpowiedź jest prozaiczna, zadbać o higienę snu. Nawet u Zorki ta warstwa współgra, bo sama mówi, że pije dużo kawy i prawie nie sypia ze stresu. Jedno nie wyklucza drugiego, można mieć i życiowy rozpad, i rozregulowany sen, a wtedy warto zająć się i jednym, i drugim. Rozróżnienie bywa proste, jeśli spadanie to głównie szarpnięcie przy zasypianiu i nie ma za nim wyraźnej życiowej sprawy, częściej chodzi o fizjologię i przemęczenie. Jeśli to długie, powracające spadanie zgrane z konkretnym życiowym zawieszeniem, jak u Zorki, to warstwa psychiczna jest realna. Warto zacząć od zadbania o sen niezależnie od wszystkiego, bo to nigdy nie zaszkodzi.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Arat doceniam ten trzeźwy głos i wcale mi nie przeszkadza, bo u mnie ta warstwa też jest. Jestem wykończona, nie sypiam, piję kawę litrami, żeby funkcjonować. Więc pewnie i jedno, i drugie, życiowy rozpad i rozregulowany sen, nakładają się na siebie. Zadbam o ten sen, ograniczę kawę, niezależnie od pracy z tą głębszą sprawą. To akurat mogę zrobić od zaraz, a może już samo to trochę uspokoi te noce.


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wrócę do tropu ezoterycznego, który Taurus uczciwie otworzył i zamknął przy Zorce, bo chcę pokazać, jak wygląda jego druga strona, ta, która do Zorki nie pasuje, ale komuś innemu może. Są ludzie, którym przy zasypianiu albo w środku snu śni się nie tyle spadanie, co raczej unoszenie się, lekkość, oddzielanie od ciała, czasem patrzenie na siebie z góry, i to bez paniki, raczej ze spokojem albo zdziwieniem. To zupełnie inne doświadczenie niż spadanie Zorki, i właśnie ono w tradycjach mówiących o ciele subtelnym bywa wiązane z wychodzeniem poza ciało. Różnica jest kluczowa, spadanie z paniką w dół to obraz utraty gruntu, a unoszenie się z lekkością w górę to coś innego, czasem opisywane jako początek doświadczenia poza ciałem. Jeśli ktoś z czytających ma raczej to drugie, lekkość i unoszenie zamiast panicznego spadania, to jego doświadczenie należy do innej półki i można je rozwijać świadomie, jeśli ktoś chce. Ale Zorko, u ciebie, jak słusznie zauważył Taurus, jest spadanie i panika, więc to wyraźnie utrata gruntu, nie podróż duszy. Rozróżniam to, żeby nikt nie pomylił jednego z drugim, bo to dwa różne światy doświadczeń.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Kunia dziękuję, że to rozróżniasz tak jasno, bo teraz rozumiem, czemu jedni mówili mi o duszy wychodzącej z ciała. Oni pewnie mają to drugie, lekkość i unoszenie, a ja mam spadanie i grozę. To dwa różne doświadczenia, które tylko z grubsza nazywa się podobnie. U mnie nie ma ani lekkości, ani spokoju, więc to na pewno nie wyjście duszy, tylko utrata gruntu. Dobrze, że to wyłożyliście, bo inaczej szukałabym w sobie podróży astralnych, a mój sen mówi o czymś zupełnie innym, o tym, że straciłam oparcie.


Odpowiedz
Wpisy: 1508
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę wariant, który u niektórych bywa najbardziej dręczący, spadanie, w którym ktoś nas popycha, spycha z wysokości, albo gdy spadamy, bo ktoś puścił naszą rękę. To inny odcień niż samo zniknięcie gruntu. Gdy w śnie ktoś nas spycha albo puszcza, dochodzi mocno warstwa relacji i zaufania, poczucie, że ktoś nas zawiódł, zdradził, wypuścił z rąk, że to przez kogoś tracimy oparcie. To często dotyczy osób, które poczuły się porzucone, zdradzone, zawiedzione przez kogoś bliskiego, na kim się opierały. Zorko, w twoim śnie grunt znika sam, nikt cię nie spycha, ale skoro twój związek się rozpadł, zastanawiam się, czy w jakiejś wersji snu nie pojawia się też ktoś, kto cię wypuszcza albo spycha. Bo jeśli czujesz, że to przez tamtą osobę straciłaś grunt, to mogłoby się kiedyś pojawić w śnie jako popchnięcie, nie samo zapadnięcie się ziemi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Lady to ciekawe, bo raz, jeden jedyny raz, śniło mi się, że stałam na krawędzi z moim byłym, i to on mnie puścił, a ja poleciałam. Obudziłam się wtedy z taką złością i żalem, jakich dawno nie czułam. Nie połączyłam tego z resztą, ale faktycznie to było inne, bo tam był on, a w pozostałych snach grunt po prostu znika sam. Czyli ten jeden sen mógł być o poczuciu, że to przez niego straciłam oparcie, że mnie wypuścił. A te zwykłe, bez niego, to już o tym, że teraz po prostu nie mam gruntu, niezależnie od winy.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Zorka dokładnie, i to ważne, że rozróżniasz te dwa rodzaje. Sen, w którym to on cię puścił, niesie żal i złość, poczucie zawiedzionego zaufania, że ktoś, na kim się opierałaś, wypuścił cię z rąk. To warto przeżyć i przepracować, bo tam jest gniew i krzywda. A te sny, w których grunt znika sam, to już o twoim obecnym zawieszeniu, niezależnie od tego, kto zawinił. Dwie różne sprawy, dwie różne emocje, choć obie ubrane w spadanie. Tę pierwszą, z nim, warto opłakać razem z żalem do niego, tę drugą objąć odbudową własnego gruntu.


Odpowiedz
Wpisy: 537
(@honorata)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mam pytanie, bo trochę się pogubiłam. Skoro spadanie może znaczyć tyle różnych rzeczy, utratę gruntu, lęk przed regresem, zdradę, fizjologię, uwolnienie, to jak laik ma w ogóle rozpoznać, o co chodzi w jego własnym śnie? Bo każde wyjaśnienie brzmi sensownie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Honorata to częste i ważne pytanie, a odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. Nie szukaj jednej obiektywnej definicji w senniku, tylko zadaj sobie trzy pytania po takim śnie. Pierwsze, jaka była główna emocja, panika, frustracja, złość, a może spokój czy ulga? To wskazuje rodzaj sprawy, panika to utrata gruntu, frustracja często regres, złość bywa o kimś, kto zawiódł, spokój to uwolnienie. Drugie, jak dokładnie spadałeś, grunt zniknął sam, leciałeś ze schodów, ktoś cię popchnął? Forma wskazuje treść. Trzecie, w czym w twoim realnym życiu czujesz się tak jak w tym śnie, tracisz grunt, cofasz się, ktoś cię zawiódł? To łączy sen z życiem. Te trzy pytania, zadane sobie szczerze, zaprowadzą cię dalej niż jakikolwiek gotowy sennik, bo sen jest osobisty i tylko ty masz do niego pełny klucz, w swoich emocjach i swojej sytuacji.


Odpowiedz
(@honorata)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 537

@Pajeczyna to mi bardzo pomaga, bo daje konkretny sposób zamiast gubienia się w wyjaśnieniach. Emocja, forma spadania, i w czym w życiu czuję się tak samo. Zapamiętam te trzy pytania, bo dzięki nim mogę sama coś zrozumieć, a nie tylko czekać, aż ktoś mi wytłumaczy. Dziękuję, że tłumaczycie to tak, że nawet ktoś niewtajemniczony jak ja daje radę z tym pracować.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Honorata dokładnie o to chodzi, żebyś miała własny sposób, nie zależała od cudzych definicji. Te trzy pytania działają przy prawie każdym powracającym śnie, nie tylko przy spadaniu. Emocja, obraz, i powiązanie z życiem. Z czasem nauczysz się czytać własne sny jak listy do siebie, bo nimi są.


Odpowiedz
Wpisy: 1523
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Dorzucę odcień, którego jeszcze nie było, a który pasuje do tytułu, bo Zorka pyta wprost o utratę oparcia. Czasem spadanie pojawia się nie wtedy, gdy realnie tracimy grunt, ale gdy zbudowaliśmy sobie życie tak wysokie, tak napięte, tak oparte na ciągłym wspinaniu, że gdzieś w środku czujemy, iż to się musi kiedyś zawalić. To bliskie temu, co Jung nazywał deflacją ego. Dotyczy ludzi, którzy wspięli się bardzo wysoko, w karierze, w ambicjach, w obrazie siebie, i nieświadomie boją się, że to runie, że są za wysoko, że spadną. U takich osób spadanie bywa ostrzeżeniem psychiki, jesteś zbyt wysoko, zbyt napięty, sprowadzam cię na ziemię, zanim sam runiesz. Zorko, u ciebie to raczej realna utrata gruntu, więc to nie twój przypadek. Ale dla kogoś z czytających, kto wspiął się wysoko i żyje w ciągłym napięciu, że to się zawali, spadanie może być właśnie takim sygnałem, zwolnij, zejdź trochę niżej sam, zanim spadniesz.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1150

@Gituska to akurat brzmi jak o mnie, bo ja właśnie tak żyję, ciągle wyżej, więcej, napięcie nie do zniesienia, i mam to spadanie. Czyli u mnie to może być nie utrata gruntu jak u Zorki, ale ostrzeżenie, że wspiąłem się za wysoko i za bardzo się napinam, że psychika sprowadza mnie na ziemię? To zupełnie inne niż u Zorki, choć sen z pozoru ten sam.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Lubon bardzo możliwe, że to twój przypadek, skoro żyjesz w takim napięciu i ciągłej wspinaczce. Wtedy twoje spadanie to nie utrata oparcia, tylko sygnał, że sam budujesz sobie życie tak wysokie i napięte, że część ciebie boi się nieuchronnego upadku, a sen podpowiada, zejdź niżej z własnej woli, zwolnij, odpuść trochę tę wspinaczkę, zanim runiesz z wyczerpania. To zaproszenie do zejścia na ziemię, zanim spadniesz. U ciebie pracą nie jest budowanie gruntu, bo ten masz, tylko odpuszczenie nadmiernej wysokości i napięcia. Inny sen, inna praca, choć ten sam obraz spadania.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1150

@Gituska to mi otwiera oczy, bo faktycznie żyję w ciągłym strachu, że to wszystko, co zbudowałem, runie, i sam się napędzam do coraz większego wysiłku, co tylko podnosi napięcie. Może mój sen mówi mi, że sam siebie wpędzam na wysokość, z której boję się spaść, i że zamiast piąć się dalej, powinienem świadomie zejść niżej, zwolnić. To trudne dla kogoś, kto całe życie tylko się wspinał, ale widzę w tym mądrość. Dziękuję, bo przyszedłem czytać o Zorce, a znalazłem coś o sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Czas dorzucić trochę konkretów, co Zorka i inni mogą zrobić, bo dużo mówimy o znaczeniu, a mało o praktyce. Zorko, skoro twój sen to utrata gruntu, to praca jest dwojaka, na jawie i przy samym śnie. Na jawie najważniejsze, o czym mówił Hellan, odbudowa stałych punktów. Po takim rozpadzie wszystko jest płynne, więc twórz sobie kotwice, regularny rytm dnia, stałe pory snu i posiłków, jedno miejsce w nowym mieszkaniu, które urządzasz na swoje, drobne rytuały, które się powtarzają. To brzmi prozaicznie, ale realnie buduje poczucie gruntu, którego ci brakuje. Po drugie, prowadź dziennik snów, notuj, kiedy spadasz, jak, z jaką emocją, i co dzieje się wtedy w życiu, żebyś widziała, czy w miarę odbudowy sen się zmienia. A przy samym śnie, jeśli zechcesz, możesz spróbować intencji przed zaśnięciem, postanowienia, że gdy znów zacznę spadać, spróbuję się nie szarpać, tylko rozluźnić i zaufać, że wyląduję. Czasem samo takie nastawienie zmienia jakość snu z panicznego na spokojniejszy. Ale fundament to ten grunt budowany na jawie, reszta to dodatek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Kunia dziękuję, to mi daje konkretny plan, a nie tylko zrozumienie. Kotwice, czyli stały rytm, jedno swoje miejsce, drobne rytuały. Dziennik snów. I intencja przed snem, żeby się nie szarpać, tylko zaufać. To wszystko brzmi wykonalnie i daje mi poczucie, że mogę coś zrobić, zamiast biernie spadać noc w noc. Zacznę od kotwic, bo faktycznie teraz wszystko mam płynne, ani jednej stałej rzeczy, i może to dlatego nie mam gdzie wylądować, ani w życiu, ani w śnie.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Zorka dokładnie, zacznij od kotwic, bo to najbardziej namacalne. Nawet jedna stała rzecz, jeden powtarzalny rytuał poranny, jedno urządzone na swoje miejsce, daje psychice sygnał "tu jest grunt, tu można stanąć". A im więcej takich punktów, tym mniej spadania. Obserwuj w dzienniku, czy w miarę jak budujesz te kotwice, sen nie zaczyna się zmieniać, czy nie pojawia się w nim jakieś miękkie lądowanie albo spokojniejsze spadanie. To będzie twój znak, że idziesz w dobrą stronę.


Odpowiedz
Wpisy: 1951
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Dołączę z własną historią, bo przeszłam dokładnie to co Zorka i może to doda jej nadziei. Kilka lat temu, po rozwodzie i przeprowadzce, też spadałam noc w noc, bez końca, bez dna, w czystej panice. I dokładnie jak mówią eksperci, gdy zaczęłam odbudowywać życie, te kotwice, stały rytm, nowe miejsce, które stało się domem, nowe znajomości, sen zaczął się zmieniać. Najpierw spadanie stało się krótsze, potem pojawiło się pierwsze lądowanie, miękkie, na trawie, bez bólu. A w końcu przyśniło mi się, że spadam, ale ląduję na nogi, lekko, i idę dalej. Obudziłam się wtedy ze spokojem, jakiego dawno nie czułam. To był znak, że odzyskałam grunt. Zorko, mówię ci to, żebyś wiedziała, że z tego spadania się wychodzi, że ono się kończy, gdy odbudujesz oparcie. U mnie sen szedł krok w krok za życiem, i u ciebie tak będzie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Leonora dziękuję, bo to mi daje realną nadzieję, nie samą teorię. Wyobrażenie, że kiedyś przyśni mi się miękkie lądowanie, że stanę na nogi i pójdę dalej, jest jak światełko. Skoro u ciebie sen przeszedł od panicznego spadania do spokojnego lądowania, w miarę jak odbudowywałaś życie, to znaczy, że i u mnie to możliwe. Będę to traktować jak cel, nie "żeby przestać spadać", ale "żeby kiedyś wreszcie miękko wylądować". Twoja historia daje mi siłę, żeby zacząć budować te kotwice.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Zorka dokładnie tak, nie walcz z samym spadaniem, tylko buduj grunt, a lądowanie przyjdzie samo, jako owoc tego, co zrobisz na jawie. U mnie zajęło to trochę czasu, więc nie zniechęcaj się, jeśli nie zmieni się od razu. Sen idzie za życiem, ale z pewnym opóźnieniem. Buduj swoje kotwice cierpliwie, a pewnego ranka obudzisz się po tym, jak miękko wylądowałaś, i będziesz wiedziała, że odzyskałaś grunt. Trzymam za ciebie kciuki.


Odpowiedz
Wpisy: 457
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do tego, co mówił Kunia o intencji przed snem. Czy naprawdę da się jakoś wpłynąć na to, co się dzieje w spadaniu, czy człowiek jest skazany na to, że spada i tyle? Bo gdyby dało się w tym śnie przestać panikować albo nawet wylądować, to byłoby coś.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Riksza da się na to wpłynąć, choć nie zawsze od razu i nie każdemu w tym samym stopniu. Najprościej zacząć od intencji przed zaśnięciem, jak mówił Kunia. Kładąc się, świadomie postanawiasz, że jeśli zacznę spadać, nie będę się szarpać i panikować, tylko spróbuję się rozluźnić, rozłożyć ręce, zaufać, że wyląduję albo że to tylko sen. Powtarzane przez kilka wieczorów, takie postanowienie czasem przenosi się do samego snu i zmienia spadanie z panicznego na spokojniejsze, a u niektórych pozwala nawet sterować, skręcić to spadanie w lot albo wylądować. Niektórzy z czasem uczą się rozpoznawać, że śnią, i wtedy mają realny wpływ na to, co robią, ale to osobna umiejętność, którą się ćwiczy. Najważniejsze jednak zostaje to, co u Leonory, że trwała zmiana snu idzie za zmianą w życiu. Intencja przed snem łagodzi pojedynczy sen, ale to odbudowa gruntu na jawie sprawia, że spadanie ustaje na dobre. Jedno bez drugiego działa słabiej.


Odpowiedz
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 457

@Krysztal to ciekawe, że można choćby spróbować się nie szarpać, tylko rozluźnić i zaufać. Już samo nastawienie z paniki na rozluźnienie brzmi inaczej. Zapamiętam, że intencja przed snem pomaga, ale fundamentem jest to, co robię na jawie. Dziękuję, dobrze wiedzieć, że nie jest się całkiem bezradnym wobec tego spadania, że można choć trochę zmienić swoje nastawienie w nim.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Riksza dokładnie, nie jesteś bezradna. Masz przynajmniej intencję i nastawienie, a to już dużo. A reszta, najważniejsza, dzieje się na jawie, bo to życie zmienia sny. Sama umiejętność świadomego śnienia to ciekawy dodatek, ale nie warunek, żeby sobie z tymi snami poradzić. Najpierw grunt w życiu, potem łagodniejszy sen.


Odpowiedz
Wpisy: 311
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

Wtrącę się, choć w ogóle się nie znam, bo ten wątek mnie wciągnął. Mam takie pytanie z boku. Czy jak ktoś bardzo boi się tego spadania, tak jak ja, to czy ten strach sam nie sprawia, że sen wraca częściej? Bo to brzmi jak błędne koło, boję się, że będę spadać, więc się stresuję, więc spadam, więc bardziej się boję.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Sura to bystra obserwacja i masz rację, takie błędne koło istnieje. Lęk przed snem podnosi ogólny poziom napięcia, zwłaszcza wieczorem przed zaśnięciem, a napięcie sprzyja i niespokojnym snom, i tym szarpnięciom przy zasypianiu, o których mówił Krysztal. Do tego, gdy bardzo się czegoś boimy i pilnujemy, czy nie nadchodzi, umysł właśnie na tym się skupia, więc to częściej wraca. Dlatego jednym z ważnych kroków jest rozbrojenie lęku przed samym snem, czyli to, co robimy w tym wątku, pokazanie, że spadanie nie jest groźne, że uderzenie o ziemię we śnie nikogo nie zabija, że to obraz stanu, a nie wyrok. Gdy znika strach przed snem, znika część napięcia, które go napędzało, i koło zaczyna się kręcić w drugą stronę. Twoja obserwacja jest bardzo trafna, sam lęk przed spadaniem bywa paliwem spadania.


Odpowiedz
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 311

@Hellan cieszę się, że to nie była głupia uwaga. Czyli samo to, że przestanę się tak bać tego snu, już może sprawić, że będzie wracał rzadziej. To pocieszające, że samo zrozumienie i przestanie się bać już pomaga. Dziękuję, że tłumaczycie wszystko tak, że nawet ktoś kompletnie zielony jak ja daje radę to pojąć.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Sura dokładnie, rozbrojenie strachu to często połowa sukcesu. Dlatego takie rozmowy mają sens, zdejmują z ludzi niepotrzebny lęk, a to realnie zmienia ich noce. Twoje pytania wcale nie są laickie, są bardzo na temat, bo dotykają tego, jak strach napędza sam siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 1380
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wejdę w obronie tropu ezoterycznego, bo Taurus i Kunia uczciwie go opisali, ale chcę, żeby nie zginął pod warstwą czysto psychologiczną, bo ma swoją wartość. Nawet jeśli u Zorki spadanie to obraz życiowego zawieszenia, a nie podróż duszy, to samo zjawisko oddzielania się świadomości od ciała na granicy snu jest realnym, opisywanym od tysięcy lat doświadczeniem. Wiele tradycji mówi o tym, że na progu snu coś w nas, nazwijmy to duszą, ciałem subtelnym, świadomością, luzuje więź z ciałem fizycznym, i że gwałtowny powrót daje to szarpnięcie. Nie sprowadzałbym więc całości do "to tylko skurcz mięśni", bo to spłaszcza coś, co dla wielu jest realnym duchowym doświadczeniem. Zgadzam się, że u Zorki to nie ten przypadek, jej spadanie jest pełne lęku i utraty. Ale dla kogoś, kto na progu snu doświadcza lekkości, unoszenia, oddzielania się ze spokojem, ten trop bywa nie tylko psychologią, ale realnym otwieraniem się na coś więcej. Warto to uszanować, a nie tylko zbywać fizjologią.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Wiciol szanuję twój punkt i częściowo się zgadzam, ale dorzucę zastrzeżenie, bo to ważne. Nie twierdzę, że doświadczenia z progu snu są "tylko" skurczem mięśni i niczym więcej, bo ludzie naprawdę przeżywają tam rzeczy niezwykłe, lekkość, unoszenie, poczucie oddzielenia, i mają prawo nadawać im swoje znaczenie. Różnimy się tym, że ja jestem ostrożny z mówieniem komuś "to twoja dusza opuszcza ciało", bo dla osoby wystraszonej, jak Zorka czy Anima z tym mitem o śmierci, taka interpretacja łatwo dokłada lęku zamiast go zdejmować. Wolę zacząć od tego, co sprawdzalne i uspokajające, czyli od fizjologii i od stanu życia, a dopiero komuś, kto sam czuje, że jego doświadczenie ma wymiar duchowy i chce je tak rozumieć, zostawiać przestrzeń na ten trop. To różnica nie tyle co do faktów, co do tego, od czego zacząć, żeby nie straszyć. Ale zgadzam się, że doświadczeń z progu snu nie wolno lekceważyć, bo dla wielu są one bardzo realne i ważne.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Krysztal i tu się akurat zgadzamy co do sedna. Zacząć od tego, co uspokaja i nie straszy, a wymiar duchowy zostawić tym, którzy sami go czują i chcą tak rozumieć swoje doświadczenie. Nie chodzi o to, żeby Zorce, przerażonej spadaniem, wmawiać podróże astralne, bo to by jej dołożyło lęku. Chodzi o to, żeby nie odbierać tego wymiaru komuś, kto go autentycznie przeżywa z lekkością i spokojem. W tym jesteśmy zgodni, różnica jest w akcencie, nie w istocie.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Wiciol @Krysztal ten wasz spór jest dla mnie pożyteczny, bo godzi dwie rzeczy. Z jednej strony nie czuję, żeby moje spadanie było podróżą duszy, bo jest w nim sama groza. Z drugiej dobrze wiedzieć, że dla kogoś innego, kto przeżywa to z lekkością, to może być coś więcej, i że nie należy tego wyśmiewać. U mnie zostaję przy utracie gruntu, bo to do mnie pasuje. Ale szanuję, że ktoś, kto unosi się ze spokojem, może mieć inne, duchowe doświadczenie. Każdy czyta swój sen swoim kluczem, i to chyba najważniejsza nauka z całego wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracam, bo chcę zapytać o samo sedno tytułu. Zorka pytała na początku, utrata oparcia czy wyjście duszy z ciała. Po tej całej rozmowie, jak byście odpowiedzieli na to wprost? Bo padło tyle warstw, że chciałbym usłyszeć to zwięźle.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lubon odpowiem wprost. Dla większości ludzi i w większości przypadków spadanie we śnie to utrata oparcia, gruntu, kontroli, poczucia bezpieczeństwa, albo czysta fizjologia, ten skurcz przy zasypianiu. To są dwie najczęstsze i najlepiej uzasadnione odpowiedzi. Wyjście duszy z ciała to trop, który istnieje w tradycji i bywa realnym doświadczeniem, ale dotyczy raczej tych, którzy na progu snu czują lekkość, unoszenie, oddzielanie się ze spokojem, a nie tych, którzy spadają w panice i grozie. Czyli z dwóch części tytułu, dla kogoś takiego jak Zorka, z paniką i utratą gruntu w życiu, zdecydowanie bliżej jest do utraty oparcia. Wyjście duszy zostawiamy tym, którzy mają to drugie, spokojne doświadczenie unoszenia. A pod jednym i drugim, jeśli sen wraca przy zasypianiu jako szarpnięcie, prawie zawsze siedzi zwykła fizjologia, którą warto uwzględnić, zanim sięgnie się po cokolwiek głębszego. Tak bym to streścił.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1150

@Hellan to klarowne, dziękuję. Czyli z dwóch opcji z tytułu dla większości, w tym dla Zorki, to utrata oparcia, ewentualnie fizjologia, a wyjście duszy tylko dla tych, co przeżywają lekkość i unoszenie zamiast paniki. To dobre podsumowanie, bo porządkuje cały ten gąszcz warstw w jasną odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 84
(@argafia)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam ten wątek i jest dla mnie bardzo wartościowy, bo sama miewam to spadanie i zawsze się go bałam. Mam pytanie. Czy da się jakoś temu snowi zapobiec, żeby w ogóle nie wracał, czy trzeba czekać, aż przyjdzie, i dopiero potem z nim pracować?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Argafia częściowo da się wpłynąć na to, jak często wraca, choć "zakazać" mu przyjść się nie da. Skoro spadanie często wyrasta ze stresu, przemęczenia i tych szarpnięć przy zasypianiu, to wszystko, co zmniejsza napięcie i poprawia sen, zmniejsza też szansę na ten sen. Spokojny wieczór, mniej kawy i ekranów przed snem, regularny rytm, rozładowanie napięcia. To realnie obniża częstość. Ale paradoksalnie najlepszym sposobem, żeby spadanie przestało wracać, jest nie tyle "niedopuszczanie" go, co zajęcie się tym, o czym mówi, czyli odbudową gruntu i oparcia w życiu, jeśli o to chodzi, albo zwolnieniem, jeśli ktoś jak Lubon wspiął się za wysoko. Sen wraca, dopóki sprawa, którą sygnalizuje, jest nierozwiązana. Gdy zajmiesz się przyczyną, sen traci powód, by wracać, i cichnie sam. Więc zamiast walczyć ze snem, zajmij się tym, co go wywołuje. To skuteczniejsze niż jakiekolwiek blokowanie.


Odpowiedz
(@argafia)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 84

@Pajeczyna to ma sens, czyli nie tyle blokować sen, co zająć się tym, o czym mówi, a wtedy sam ucichnie, plus dbać o spokój i sen, żeby rzadziej wracał. To bardziej do zrobienia niż "kazać snowi nie przychodzić". Dziękuję, zapamiętam, że sen to posłaniec, nie wróg, i że ucisza się go, słuchając, a nie odpędzając.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Argafia pięknie ujęłaś, sen to posłaniec, nie wróg. Posłańca nie ucisza się, zatrzaskując mu drzwi, tylko przyjmując wiadomość, którą przyniósł. Gdy wiadomość zostanie odebrana, posłaniec przestaje pukać. To dotyczy nie tylko spadania, ale prawie każdego powracającego snu.


Odpowiedz
Wpisy: 1109
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wejdę z czymś, co dotąd ledwo musnęliśmy, a co jest ważne dla pełni obrazu, spadanie przeżywane ze spokojem albo wręcz z ulgą. Sam miewam czasem taki sen, spadam, ale bez grozy, raczej jak ktoś, kto wreszcie przestał się czegoś trzymać i pozwolił sobie opaść. Budzę się wtedy nie przerażony, ale dziwnie ulżony. To zupełnie inny sen niż panika Zorki, choć obraz ten sam. Spadanie ze spokojem bywa obrazem zdrowego odpuszczenia, godzenia się z czymś, na co i tak nie mamy wpływu, przestania kontrolować to, czego nie da się kontrolować. Czasem przychodzi akurat wtedy, gdy w życiu wreszcie coś puszczamy, jakąś walkę, jakieś kurczowe trzymanie. Mówię o tym, żeby czytający wiedzieli, że spadanie nie zawsze jest złe. Gdy przychodzi ze spokojem, bywa wręcz znakiem, że uczymy się ufać, odpuszczać, płynąć z tym, co przynosi życie, zamiast walczyć z każdym jego zakrętem. Emocja w tym śnie naprawdę znaczy więcej niż sam fakt spadania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Kobalt to dla mnie cel, do którego chcę dojść, takie spadanie ze spokojem zamiast z grozą. Bo teraz walczę z każdą sekundą tego lecenia, szarpię się, panikuję. A ty opisujesz coś, gdzie człowiek odpuszcza i pozwala sobie opaść z ufnością. Może gdy nauczę się odpuszczać na jawie, godzić z tym, co straciłam, to i w śnie przestanę się szarpać, a zacznę spadać spokojniej, aż w końcu, jak u Leonory, miękko wyląduję. To piękny kierunek, od panicznego spadania ku spokojnemu opadaniu i lądowaniu.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Zorka dokładnie, to dobry kierunek i bardzo realny. Panika w spadaniu odzwierciedla walkę z tym, czego nie da się już zmienić. Spokój w spadaniu odzwierciedla pogodzenie się i zaufanie. Twoja droga to przejście od jednego do drugiego, i ono dzieje się głównie na jawie, przez godzenie się z tym, co się stało, i odbudowę gruntu. Sen pójdzie za tym. Nie spiesz się, bo to proces, ale wiedz, że spokojne spadanie i miękkie lądowanie są na końcu tej drogi.


Odpowiedz
Wpisy: 798
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Pierwszy raz piszę, bo temat mnie dotyczy, a wstydziłem się o tym mówić. Jestem facetem i mam to spadanie regularnie, ale u mnie jest tak, że ja się boję upaść, stoję na krawędzi czegoś wysokiego i wiem, że zaraz spadnę, ale właściwie nie spadam, tylko trwam w tym strachu przed upadkiem, sparaliżowany. Budzę się spięty. Czym to się różni od spadania Zorki, skoro u mnie chodzi bardziej o strach przed upadkiem niż o samo spadanie?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Nibir to istotna różnica i zmienia odczytanie. Samo spadanie, jak u Zorki, to obraz dziejącej się już utraty gruntu. Twój sen, strach przed upadkiem bez samego spadania, stanie na krawędzi w paraliżu, to obraz lęku przed czymś, co jeszcze się nie wydarzyło, przed krokiem, decyzją, ryzykiem, które przed tobą stoi, a ty boisz się je podjąć. To nie utrata gruntu, to lęk przed skokiem, przed zmianą, której wymaga od ciebie życie, a ty stoisz na krawędzi sparaliżowany, ani nie skaczesz, ani nie wycofujesz. Zapytałbym cię, czy w twoim życiu nie ma teraz jakiejś decyzji, jakiegoś kroku w nieznane, przed którym stoisz i nie możesz się odważyć, ani zrobić, ani porzucić. Bo twój sen brzmi jak obraz tego zawieszenia na krawędzi decyzji.


Odpowiedz
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 798

@Lurisk trafiłeś, bo stoję przed decyzją o rzuceniu stabilnej, ale wykańczającej pracy i pójściu w coś własnego, ryzykownego, i nie mogę się odważyć od miesięcy. Ani nie skaczę, ani nie odpuszczam, tkwię na krawędzi sparaliżowany strachem. To dokładnie ten sen. Czyli mój sen to nie utrata gruntu, tylko lęk przed skokiem, którego nie umiem zrobić. Dziwne, że tak dokładnie to oddaje, ten paraliż na krawędzi.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Nibir i widzisz, znów ten sam motyw, wysokość i upadek, a zupełnie inna treść, bo u ciebie nie ma spadania, jest paraliż przed nim. Twój sen nie mówi "tracisz grunt", tylko "stoisz przed skokiem i nie możesz się odważyć". To częste u ludzi przed dużą, ryzykowną decyzją. I tu sen właściwie cię pyta, czy zamierzasz skoczyć, czy cofnąć się z krawędzi, bo to wieczne stanie na niej, sparaliżowany, męczy najbardziej. Nie podpowiada, którą drogę wybrać, to twoja decyzja, ale pokazuje, że samo trwanie w lęku na krawędzi jest wyczerpujące i że warto się wreszcie rozstrzygnąć, w którąkolwiek stronę.


Odpowiedz
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 798

@Lurisk to mi otwiera oczy, bo faktycznie najbardziej męczy mnie nie sama decyzja, ale to wieczne tkwienie w niej, ten paraliż. Może mój sen mówi mi, żebym wreszcie się rozstrzygnął, skoczył albo świadomie został, zamiast w nieskończoność stać na krawędzi w strachu. To ulga, że to nie zły omen, tylko obraz mojego zawieszenia przed decyzją. Dziękuję, bo bałem się tego snu, a okazuje się, że on po prostu pokazuje mi, w czym tkwię.


Odpowiedz
Wpisy: 2179
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę dla Nibira i wszystkich na krawędzi decyzji jedną myśl. Sen, który pokazuje paraliż na krawędzi, nie każe ci skoczyć ani zostać, on tylko uświadamia ci koszt wiecznego tkwienia w niezdecydowaniu. Czasem warto taką dużą, ryzykowną decyzję przegadać z kimś, komu ufasz, kto pomoże ci spojrzeć na nią z różnych stron, bo w samotności lęk rośnie i paraliżuje, a w rozmowie często klaruje się to, czego sami nie widzimy. Nie chodzi o to, żeby ktoś zdecydował za ciebie, ale żeby pomógł ci zejść z tej krawędzi w którąkolwiek stronę z większym spokojem. Decyzje podjęte z lęku, w samotnym paraliżu, rzadko są dobre. Te przemyślane, przegadane, z chłodniejszą głową, zwykle lepsze. Twój sen może ci mówić właśnie to, przestań tkwić sam w tym lęku, poszukaj wsparcia w rozstrzygnięciu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 798

@Betalia dziękuję, to mądre. Faktycznie duszę tę decyzję w sobie, nie gadałem o niej z nikim szczerze, i może dlatego stoję w miejscu sparaliżowany. Przegadam to z kimś bliskim, kto pomoże mi spojrzeć na to trzeźwiej, zamiast w kółko mielić to sam w głowie i w snach. Może wtedy zejdę wreszcie z tej krawędzi, w którąś stronę. To ma sens, bo sam ze sobą tylko się nakręcam.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: