To co Tytus opisuje trochę mnie niepokoi, bo też mam momenty gdy po medytacji sny są bardzo intensywne i nie do końca przyjemne. Czy jest jakiś sposób żeby to kontrolować? Mam na myśli czy intencja przed medytacją może tu pomóc, żeby nie otwierać za dużo naraz?
Intencja może pomóc, ale nie jako zaklęcie blokujące. Raczej jako kierunek. Jeśli kończysz medytację z myślą 'chcę spokojnego snu, z którego coś zapamiętam', dajesz podświadomości ramy. Bez ram dostaje zielone światło na wszystko co leży nieupakowane.
Właśnie to jest interesujące - to co Donat opisuje brzmi jak sadzenie nasienia w przygotowaną glebę zamiast w twardy grunt. Ale Storczyk ma rację że to trudno zweryfikować. Jaskier, a ty kiedy masz te bardziej ukierunkowane sny po medytacji, to pamiętasz czy formułujesz cokolwiek przed zaśnięciem czy to wychodzi samoistnie?
Szczerze to nie formułuję nic świadomie. Po prostu medytuję, kończę i idę spać. To ukierunkowanie które opisuję wychodzi samo - sny nie są o wszystkim naraz, mają jakiś temat, jakby podążały za jednym wątkiem. Nie wiem czy to efekt medytacji czy po prostu lepiej je pamiętam i dlatego wydają mi się spójniejsze.
Ta ostatnia wątpliwość którą sama sobie stawiasz jest według mnie kluczowa. Bo jest różnica między 'sny są bardziej spójne' a 'lepiej pamiętam spójne fragmenty i gubię resztę'. Obie rzeczy mogą wyglądać tak samo gdy piszesz dziennik. Ktoś próbował nagrywać sny głosowo zaraz po przebudzeniu zamiast pisać? Głosowo wychodzi szybciej i może więcej się łapie.
Właśnie zaczynam prowadzić dziennik snów i zastanawiam się czy zapisywać tylko sny które miałam po medytacji czy wszystkie, żeby móc porównać. Bo jak zapiszę tylko te po medytacji to nie będę wiedziała czy naprawdę są inne.
Ja to mogę powiedzieć że zacząłem zapisywać wszystkie i po jakimś czasie zobaczyłem wyraźny wzorzec - noce po medytacji mają inny klimat, jakby sny były bardziej 'moje', a te bez medytacji częściej dotyczą rzeczy z dnia, pracy, problemów bieżących. Ale to obserwacja po kilku miesiącach, nie od razu widać.
To co Idzik opisuje z tą sprawczością brzmi prawie jak wstęp do świadomego śnienia. Jakby medytacja obniżała próg, przy którym zaczynasz być świadomy że śnisz. Nie wiesz czy miałeś kiedyś pełne lucid dreaming po medytacji, czy to tylko ta wyższa obecność bez pełnej świadomości?
Właśnie o to mi chodziło od początku tego tematu - że medytacja przed snem jakby ustawia inny tryb wejścia w sen. Nie muszę nic więcej robić, nie stosuję żadnych technik świadomego śnienia, a sny i tak wychodzą inaczej. Zastanawiam się teraz czy to nie jest właśnie ta głębsza świadomość którą zresztą wpisałam w tytuł - że nie chodzi o technikę ale o stan.
To co Jaskier opisuje na końcu - że medytacja ustawia inny tryb wejścia - mnie zatrzymało. Bo to sugeruje że efekt nie jest w treści snu, tylko w samym progu między jawą a snem. Jakby medytacja zmieniała coś w tym przejściu, a nie w tym co po nim. Czy ktoś próbował medytować nie bezpośrednio przed snem, ale na przykład godzinę wcześniej? Ciekawe czy efekt zostaje czy zanika.
Właśnie to mnie uderza w tej rozmowie - że może medytacja nie produkuje żadnych specjalnych snów, tylko ustawia uwagę w konkretnym kierunku i sen po prostu to kontynuuje. Jakby sen był przedłużeniem stanu, a nie odrębnym zdarzeniem. Dla mnie to ma sens przez to co obserwuję u siebie od dłuższego czasu.
Ale moment - jeśli sen jest tylko przedłużeniem stanu przed zaśnięciem, to dlaczego sny po medytacji miałyby być głębsze albo bardziej znaczące, a nie tylko spokojniejsze? Spokojny sen to nie to samo co bardziej duchowy sen. Chyba tu mieszamy dwie różne rzeczy.
A mogłabyś napisać konkretnie jak ta wizualizacja wygląda? Bo czytam o tym od jakiegoś czasu i mam wrażenie że każdy robi to inaczej i każdy mówi że jego sposób działa. Chciałbym wiedzieć co dokładnie robisz, żeby to w ogóle miało sens do wypróbowania.
Mnie też to interesuje, ale mam inne pytanie - czy te techniki z czakrami są trudne dla kogoś kto dopiero zaczyna medytować? Bo mam wrażenie że jak za dużo naraz, to zamiast się uspokoić przed snem, bardziej się nakręcam i potem sny są dziwniejsze, nie spokojniejsze.
Zgadzam się z Tamarką - im prościej tym lepiej, przynajmniej na początku. Ja nie stosuję żadnych skomplikowanych wizualizacji, po prostu obserwuję oddech i spokojnie wchodzę w sen. Może właśnie dlatego efekt jest organiczny, nie wymuszony. Zastanawiam się czy te bardziej rozbudowane techniki nie nadpisują czasem czegoś co mogłoby pojawić się samo.
To co Jaskier mówi o nadpisywaniu jest według mnie ważne. Pracując z rytuałami dużo widziałam jak intencja ustawiona zbyt sztywno blokuje to co miało przyjść spontanicznie. Medytacja przed snem może być jak rytuał otwarcia - ale jeśli za bardzo określasz co ma się otworzyć, zamykasz resztę drzwi.
Słucham tej dyskusji o intencji i zastanawiam się czy wracamy do tego samego pytania co Storczyk zadała wcześniej - czy sny po medytacji są inne dlatego że medytacja coś zmienia, czy dlatego że bardziej na nie czekamy i lepiej je zapamiętujemy? Bo jeśli intencja ma znaczenie, to może samo nastawienie 'dziś będę uważny na sny' robi tyle samo co medytacja.
To jest chyba niemożliwe do rozdzielenia bez eksperymentu, w którym nie wiesz że coś robisz inaczej - a to trudne gdy sam sobą jesteś i obserwatorem i przedmiotem obserwacji. Może dlatego każdy ma inne wrażenia, bo każdy wnosi inne nastawienie do tych samych technik. Jaskier, jak to u ciebie wygląda kiedy zdarzy ci się zasnąć bez medytacji - zauważasz różnicę następnego ranka czy dopiero po czasie gdy porównasz notatki?
No właśnie, to jest ten problem z całą tą rozmową - nie możemy tego sprawdzić sami na sobie. Ale mam pytanie do osób które praktykują regularnie: czy było kiedyś tak, że zrezygnowałyście z medytacji przed snem na dłuższy czas i mogłyście porównać? Bo to chyba jedyna opcja na jakiś własny punkt odniesienia.
U mnie było tak przez jakiś miesiąc gdy miałam bardzo intensywny okres w pracy i całkowicie odpuściłam medytację. Sny były krótsze, mniej wyraziste, budziłam sie bez żadnego obrazu w głowie. Mogłam to zaobserwować dosyć wyraźnie bo wtedy prowadziłam dziennik snów.
To co Tamarka opisuje jest bliskie temu co ja przeżywam. Nawet przy trudnym dniu - jeśli medytuję przed snem, sen jest wyraźniejszy. Jakby medytacja tworzyła jakiś bufor między tym co się działo w ciągu dnia, a tym co przychodzi w nocy. Ale nadal nie wiem czy to bufor energetyczny, czy po prostu oddech spowalnia umysł i on przestaje przetwarzać stres.
Ok, ale wróćmy do pytania które zadałem wcześniej i nikt nie odpowiedział konkretnie - jak wzmocnić tę sprawczość w snach? Czy medytacja przed snem faktycznie zwiększa szanse na świadome śnienie, czy to dwie oddzielne rzeczy i nie ma między nimi prostego połączenia?
To co Glozka opisuje z hipnagogią jest dokładnie tym co ja obserwuję - po medytacji te obrazy między jawą a snem są wyrazistsze. Ale mam pytanie: czy ktoś z was próbował świadomie pracować właśnie z tym stanem, zamiast czekać aż przejdzie w pełny sen?
Czytam tę rozmowę od dawna i zastanawiam się nad jednym - czy nie jest tak, że sny po medytacji wydają się głębsze po prostu dlatego że jesteśmy na nie bardziej nastawieni? Że zaczynamy je traktować poważniej i przez to więcej z nich wynosimy?
Ale to jest trochę kołowe rozumowanie - nastawienie otwiera dostęp, więc dostęp jest prawdziwy bo nastawienie go otworzyło. Skąd wiadomo że dostęp w ogóle istnieje, a nie że tylko tak to interpretujemy?
W numerologii piątka jest liczbą pytania i poszukiwania - i mam wrażenie że ta dyskusja kręci się wokół czegoś co jest z natury nierozstrzygalne jednym argumentem. Może zamiast szukać czy medytacja 'naprawdę' coś robi, warto zapytać: co każda z nas dostaje z tej praktyki i czy to ma dla niej wartość?
Ok ale ja jednak chcę wiedzieć jak to działa, nie tylko czy działa. Czy ktoś ma jakąś konkretną technikę medytacyjną przed snem która wyraźnie zwiększa prawdopodobieństwo świadomego śnienia - nie teorię, tylko coś co stosuje regularnie i widzi efekty?
