Nie wiem czy to tylko ja, ale w czasie ciąży miałam kilka snów, w których rozmawiałam z córką - zanim jeszcze się urodziła. Raz śniło mi się, że siedzimy razem w jasnym pokoju i ona mówi do mnie spokojnie, jakbyśmy się znały od zawsze. Miała może pięć lat w tym śnie, ale wiedziałam, że to właśnie ona - ta, która się urodzi. Po przebudzeniu czułam coś dziwnego, jakby nie żal po śnie, tylko... spokój. Jakby ta rozmowa naprawdę się wydarzyła. Czy ktoś miał coś podobnego? Zastanawiam się, czy dusza, która ma przyjść na świat, może się z nami komunikować właśnie przez sen - zanim jeszcze w ogóle weźmie pierwszy oddech.
Miałam podobne doświadczenie i do dziś o nim myślę. Tylko mam jedno pytanie do ciebie - w tym śnie czułaś, że to ty idziesz do niej, czy ona przychodziła do ciebie? Bo to może mieć znaczenie. Jak sama inicjowałaś kontakt, to jest to inny rodzaj snu niż wtedy, gdy 'gość' przychodzi z własnej woli, że tak to ujmę.
To bardzo ciekawy wątek. Znam kilka relacji kobiet, które opisywały takie sny w ciąży, i za każdym razem pojawia się ten element - dziecko jest starsze niż powinno być. Nigdy nie pojawia się jako niemowlę. Jakbyście widziały duszę, nie ciało. Czy u ciebie też tak było? I czy po urodzeniu miałaś poczucie, że to ta sama osoba co z tego snu?
W różnych tradycjach słowiańskich mówiono, że dusze czekają 'gdzieś pomiędzy' zanim wybiorą ciało albo zanim zostaną do niego zaproszone. Nie wiem na ile to sięga prawdziwych starych wierzeń, a na ile to późniejsza rekonstrukcja, ale sam motyw jest stary - dusza dziecka jako byt, który już istnieje i może się komunikować, tylko jeszcze nie ma głosu. Sen byłby wtedy oknem, które pozwala na kontakt zanim to ciało stanie się możliwe. Twój opis bardzo do tego pasuje.
Mnie uderza coś innego - w numerologi każde narodziny mają swój czas, swoją wibracje, i dusza wybiera moment. Jeśli dusza już wybrała kiedy przyjdzie, to czemu by nie mogła już przed tym komunikować się ze swoją matką? Czas dla duszy nie jest ten sam co nasz liniowy czas. Może te sny to właśnie dowód na to ze dusza 'wie' co ją czeka i robi ten krok pierwszy.
Wow, serio nie spodziewałem się że taki temat tu znajdę. Czytam i nie mogę wyjść z podziwu. Moja żona mówiła mi o czymś bardzo podobnym kiedy była w ciąży z naszym synem - że śniło jej się 'kogoś', kto mówił do niej spokojnie, i że po przebudzeniu płakała ze wzruszenia a nie ze smutku. Wtedy byłem sceptyczny. Teraz czytam wasze relacje i zaczynam myśleć że coś w tym jest. Dziękuję że w ogóle o tym piszecie.
Mam pytanie do autorki tematu i w ogóle do wszystkich - czy te sny pojawiały się w jakimś konkretnym trymestrze? Bo słyszałam, że drugi trymestr ma inną jakość snów niż trzeci, i zastanawiam się czy to się przekłada na tego rodzaju doświadczenia. U mnie (nie byłam wtedy w ciąży, ale miałam sen o siostrzenicy zanim się urodziła) był to moment między piątym a szóstym miesiącem ciąży siostry.
To co mówisz o dwóch snach - że drugi był 'jakby kontynuacja' - jest dla mnie bardzo ważnym szczegółem. Sny, które tworzą ciąg, narrację, mają zupełnie inny charakter niż jednorazowe obrazy. Czy pamiętasz co się zmieniło między pierwszym a drugim snem? Inne miejsce, inne słowa, albo może ty sama byłaś inna w tym śnie?
A czy ktoś próbował zapisywać te sny zaraz po przebudzeniu? Bo mi się wydaje, że szczegóły są kluczowe i zanikają bardzo szybko. Ja mam dziennik snów i to jedyna metoda żeby cokolwiek z tego wyciągnąć. Bez zapisania to zostaje tylko to uczucie, a uczucie bez kontekstu trudno potem analizować.
Ten obraz z łąką i dzieckiem, które biegnie przodem i się odwraca - to jest jeden z tych motywów, które pojawiają się w opisach snów z różnych kultur. Dziecko-przewodnik. Nie wiem czy to archetyp zbiorowy czy coś więcej, ale uderza mnie jak często kobiety w ciąży lub tuż po porodzie opisują właśnie ten wariant: dziecko, które prowadzi, a nie które potrzebuje prowadzenia.
Boże, czytam to i mam gęsią skórkę. Moja mama opowiadała mi że przed moim urodzeniem śniło jej się małe dziecko które siedziałoby przy jej łóżku i pokazywało jej coś w dłoni ale nigdy nie umiała powiedzieć co to było. I to mnie od zawsze zastanawiało. Czy myślicie że te sny mają jakąś wiadomość, którą trzeba rozszyfrować, czy one same w sobie są wystarczające - takie spotkanie dla spotkania?
Chcę tu trochę zastopować z jedną rzeczą. Mówicie o 'duszy, która wybiera', 'duszy, która czeka', 'duszy, która komunikuje' - ale to są pojęcia z bardzo różnych tradycji, które nie zawsze się zgadzają. W niektórych ujęciach dusza wchodzi w ciało w momencie poczęcia, w innych w momencie narodzin, w jeszcze innych to w ogóle jest bardziej skomplikowane. Nie chcę burzyć tej rozmowy, bo doświadczenie jest autentyczne i ważne - ale warto wiedzieć, w jakim modelu się poruszamy, bo to zmienia interpretację.
Runolog70 ma rację w tym że modele się różnią. Ale dodałbym jedno: niezależnie od tego, który model przyjmiemy, sam fakt snu i jego emocjonalna treść jest niepodważalny. Można spierać się o to, czym jest dusza i kiedy 'wchodzi' - nie można spierać się o to, że ta kobieta miała ten sen i że coś po nim zostało. I właśnie ta pozostałość - spokój, poczucie znajomości, ciąg dalszy w drugim śnie - to jest materiał do pracy, bez względu na ramy teoretyczne.
To co napisałaś o znajomości zamiast obcości jest naprawdę rzadkim szczegółem. Większość relacji skupia się na samym śnie, ale to co dzieje się po - relacja z dzieckiem po narodzinach - rzadko się opisuje. Czy to poczucie 'znam ją' utrzymało się na stałe, czy miało jakiś moment przełamania albo zwątpienia?
To 'ona wiedziała więcej niż ja' - czy chodziło ci o wiedzę w sensie duchowym, czy bardziej o to, że miałaś wrażenie iż ma jakiś wewnętrzny spokój, który ty musisz jeszcze osiągnąć?
Czytam to i myślę o mojej chrześnicy - ona od małego ma takie spojrzenie jakby coś wiedziała i właśnie się zastanawiam czy jej mama mogła mieć podobne sny w ciąży. Nigdy jej nie pytałam. Czy według was to co się śni matce jakoś kształtuje to jakim dziecko będzie? Czy to tylko zapowiedź?
Chciałbym zapytać Salomejkę o jedną rzecz. Czy w tych snach twoja córka mówiła o sobie - używała imienia, mówiła kim jest - czy raczej zachowywała się jak ktoś znajomy, kogo tożsamość była oczywista bez słów?
Imienia nie użyła. I co ciekawe - ja wiedziałam w tym śnie że to ona, ale nie dlatego że cokolwiek powiedziała. Po prostu wiedziałam, tak jak w śnie się wie. Nie pytałam jej 'kim jesteś'. To było oczywiste. A imię wybrałyśmy z mężem już po - i powiem wam, że kiedy je wymawiałam po raz pierwszy przy niej, to miałam poczucie że ono już było. Że nie nadałam, tylko potwierdziłam.
To z imieniem to mnie uderza! W numerologii imię nie jest przypadkowe, ono niesie wibracje które dusza wybrała zanim jeszcze rodzice się zastanowili. Czy możesz mi powiedzieć czy długo się wahałyście z wyborem, czy przyszło szybko?
Serio nie mogę wyjść ze zdumienia czytając tę rozmowę. Moja żona teraz jest w drugiej ciąży i od jakiegoś czasu mówi, że ma wrażenie jakby już znała to dziecko zanim ono przyszło. Nie opisała snów tak wyraźnie jak Salomejka, ale to uczucie znajomości - to jest dokładnie to samo słowo którego użyła. Dziękuję że poruszacie ten temat, naprawdę.
Właśnie to chciałam powiedzieć. W relacjach, które znam, pojawia się kilka form tego kontaktu prenatalnego - sny to jeden kanał, ale jest jeszcze intuicyjne 'wiedzenie' na jawie, nagłe obrazy, a nawet coś co matki opisują jako 'głos w głowie, który nie jest ich myślami'. Nie wszystkie kobiety mają wyraźne sny, ale to uczucie znajomości pojawia się i bez nich.
Czy to uczucie znajomości dotyczy tylko matek? Bo ojcowie tutaj trochę milczą. Zlata napisał że jego żona tak mówi, ale co on sam czuje? Zastanawiam się czy ten kontakt jest tylko przez ciało matki, czy może też ojciec ma dostęp do tego samego.
Dziękuję za to pytanie Genowefka, bo nigdy bym sam tego tak nie postawił. Mam wrażenie że moja rola w tym wszystkim jest bardziej na zewnątrz - organizuję, martwię się o rzeczy praktyczne, a żona jest jakby bliżej tego czego ja nie czuję. Ale zastanawiam się teraz czy to nie jest kwestia tego że ja po prostu inaczej słucham - może kontakt jest, tylko go nie rozpoznaję bo szukam czegoś spektakularnego jak sen z rozmową?
Zlata, to co opisujesz - to ciepłe przekonanie bez słów - ja miałam dokładnie to samo między snami. Jakby sen był jedną formą, a to co opisujesz to inna. Może to nie kanał ma znaczenie, tylko gotowość do odebrania? Cieszę się bardzo że to czujesz, serio.
To z tym słyszeniem zanim usłyszysz - to mnie trafia. Bo czytałam kiedyś że połaczenie między rodzicem a dzieckiem to nie tylko biologia, że to jest jakis nurt energetyczny który się nie urywa po urodzeniu. Ale wracając do Salomejki - czy te sny z rozmową miałaś regularnie przez całą ciążę czy tylko w jakimś konkretnym momencie?
To z przerwą jest ciekawe. Zastanawiam się czy ten środkowy czas, kiedy sny były chaotyczne, nie był właśnie momentem kiedy dusza jest najbardziej zajęta czymś innym - formowaniem ciała, zadomawianiem się. Może kontakt jest wtedy trudniejszy bo ona jest całkowicie skupiona na sobie?
Właśnie dlatego lubię jak Marzenka pyta o źródła. Tu łatwo zbudować spójną narrację z kawałków, które brzmią prawdziwie, ale nie mają pokrycia w żadnej konkretnej tradycji. To nie znaczy że Goplana się myli - może ta interpretacja jest trafna - ale warto wiedzieć kiedy spekulujemy, a kiedy opieramy się na czymś.
