Ja miałam różnicę i to wyraźną. Sny bez intencji są jakby losowe - miejsca, twarze, zdarzenia bez klucza. Sny po medytacji z prostą myślą 'chcę pamiętać' mają jakiś środek ciężkości. Trudno to wytłumaczyć ale to jakby różnica między gazetą rozrzuconą po podłodze a ksiązką otwartą na konkretnej stronie.
Słucham tej rozmowy o intencjach i mam wrażenie że wszyscy zakładamy że intencja działa przez treść - czyli co chcesz zobaczyć. A co jeśli intencja działa przez jakość uwagi którą wnosisz w zasypianie, a nie przez konkretne słowa albo obraz? Wtedy i 'pokaż co potrzebuję' i konkretna afirmacja działałyby tak samo - przez skupienie, nie przez temat.
Tak, dokładnie to miałam na myśli. Im mniej chcę sterować tym co zobaczę, tym bardziej sny zaskakują. Ale mam teraz inne pytanie do tych co ćwiczą długo - czy zdarzało wam się że po medytacji sen był tak intensywny że rano czuliście się bardziej zmęczone niż przed snem?
Tak, kilka razy. Szczególnie w okresach kiedy medytowałem głębiej - sny były bardzo gęste i rano miałem poczucie że gdzieś byłem, nie że odpoczywałem. Nie wiem czy to znaczy że coś 'przepracowywałem' przez sen czy po prostu że była to głębsza faza REM.
Dobra ale wracając do sedna - ile tej medytacji potrzeba żeby sny po niej były intensywne jak opisuje Jaskier? Bo słyszę o systematyczności, wzorcach, numerologii, ale dalej nie wiem czy wystarczy mi tydzień ćwiczenia żeby zobaczyć efekt.
Mam pytanie które trochę psuje tę układankę - czy ktoś z was prowadził dziennik snów zanim zaczął medytować? Bo bez punktu odniesienia nie wiadomo czy sny są teraz 'bardziej intensywne' obiektywnie, czy po prostu jesteś bardziej uważny i dlatego więcej zauważasz.
nie kwestionuję tego że czujesz różnicę - to jest prawdziwe. Pytam o to czy możemy wyciągać wnioski o tym co powoduje tę różnicę, skoro nie mamy bazy. Może zawsze śniłaś tak intensywnie i wcześniej tego nie śledziłaś?
Myślę że Storczyk61 ma rację co do metodologii ale trochę mija się z duchem tej dyskusji. Większość z nas nie prowadzi badań, prowadzimy życie. Jeśli po zmianie praktyki zmienia się doświadczenie snu, to ta korelacja jest wystarczającym powodem żeby eksperymentować dalej. Nie musimy udowadniać przyczynowości w laboratorium.
A nikt nie pomyślał o tym że sama czynność zapisywania snów po przebudzeniu może zmieniać sny następnych nocy? Mam to u siebie - jak zaczynam prowadzić dziennik snów to po kilku dniach sny stają się wyraźniejsze, i nie wiem czy to dziennik, medytacja którą dodałam przy okazji, czy samo skupienie uwagi na snach w ogóle.
To co piszę o dzienniku to dla mnie wciąż otwarte pytanie - czy to zapisywanie uczy mózg pamiętać, czy może sam akt zatrzymania się przy śnie tuż po przebudzeniu działa jak krótka medytacja i przygotowuje grunt pod kolejną noc? Mam wrażenie że te dwie rzeczy mogą się nawzajem wzmacniać i nie da się ich rozplątać.
a to ciekawe podejście - traktować medytację przed snem i dziennik po przebudzeniu jako dwie strony tej samej praktyki. Ale co wtedy z dniami kiedy nie masz czasu na jedno albo drugie? Czy według ciebie całość traci wtedy sens, czy jest jakaś część ważniejsza?
Myślę że medytacja przed snem i zapisywanie rano to dwie różne warstwy tej samej pracy. Medytacja wpływa na to co się wydarza w nocy, a dziennik pomaga wyciągać z tego cokolwiek zostało. Bez dziennika traciłem sny nawet z tych najintensywniejszych nocy - były tuż na granicy pamięci i znikały przy pierwszej myśli o kawie.
Ten moment nieruchomego leżenia po przebudzeniu to moim zdaniem nie jest tylko trick na pamięć - to ciąg dalszy stanu z poprzedniej nocy. Fale mózgowe nie przeskakują od razu na tryb dzienny i jeśli medytacja przed snem obniżyła próg świadomości, to rano możesz przez chwilę jeszcze być w tej samej przestrzeni. Stąd pewnie te głębsze wspomnienia snów po regularnej praktyce.
