Zastanawiam się nad czymś dziwnym od jakiegoś czasu i nie wiem czy to tylko zbieg okoliczności. Moja córka opowiedziała mi kiedyś swój sen - był dość szczegółowy, jakiś stary dom, drewniane schody, ciemny korytarz. Nic mi to wtedy nie mówiło. A kilka nocy później śniłem dokładnie ten sam dom. Nie podobny, ten sam. Nawet ta sama skrzypiąca deska na schodach. Czy ktoś coś takiego przeżył? Pytam poważnie, bo to mnie od tamtej pory nie daje spokoju.
Mnie to się też zdarzyło, ale w drugą stronę. Opowiedziałam koleżance sen i ona potem twierdziła, że go miała. Byłam wtedy sceptyczna, myślałam że po prostu podchwyciła obrazy z mojego opisu. Ale teraz po przeczytaniu twojego posta zaczynam się zastanawiać czy to nie jest jednak coś więcej.
To zjawisko ma swoją nazwę - niektórzy badacze snów mówią o wspólnej przestrzeni onirycznej, inni o telepatii sennej. Nie mieszajmy tych dwóch rzeczy, bo to nie to samo. Telepatia senna zakłada przekaz w czasie rzeczywistym, podczas gdy to co opisujecie to raczej coś w rodzaju odcisku - jeden umysł zostawia ślad, który drugi odbiera z opóźnieniem. Macie pewność co do kolejności? Kto śnił pierwszy?
Przepraszam że wchodzę w środek ale mam pytanie do osoby która zaczęła ten watek - czy twoja córka miała jakiś szczególny stosunek do snów, tzn. czy ona w ogóle wierzy w takie rzeczy, praktykuje coś? Bo zastanawiam się czy to ważne żeby obie strony były otwarte na ten rodzaj połączenia czy może wystarczy jedno.
Szczerze to córka raczej nie interesuje się ezotery... jak to się mówi, ezoteryką. Ona opowiadała ten sen przy śniadaniu zupełnie przypadkowo, bo jej się spodobał, powiedziała że był 'klimatyczny'. Sama nie przywiązywała do tego żadnej wagi. Więc chyba nie trzeba żeby obie strony były świadome?
A można w ogóle celowo 'wysłać' komuś sen? Pytam bo czytałem coś o takich technikach ale nie wiem czy to magia czy tylko wyobrażenia. I czy to jest bezpieczne dla tej drugiej osoby?
O matko, nigdy bym o czymś takim nie pomyślała a teraz jak czytam ten wątek to sobie przypominam że moja mama opowiadała mi przez telefon swój koszmarny sen o pożarze i dwa dni później ja miałam coś bardzo podobnego. Myślałam że to przez to że mi opowiadała i jakoś mi to zostało w głowie, ale może to jednak nie tylko sugestia? Dziękuję że poruszacie ten temat, naprawdę daje mi to do myślenia.
A czy to ma znaczenie jak blisko jesteście z tą osobą? Bo rozumiem że córka to córka, albo mama to mama - więź jest silna. Ale co jeśli ktoś obcy opowiada mi swój sen, czy też mogę go potem mieć?
W kontekście Junga - a tutaj to akurat jest trop wart uwagi - nieświadomość zbiorowa to przestrzeń wspólna dla wszystkich ludzi. Nie potrzeba więzi emocjonalnej żeby dwoje ludzi trafiło na ten sam archetyp czy symbol. Więź może po prostu tworzyć coś w rodzaju skrótu, ułatwia dostęp. Ale stary dom ze schodami to bardzo klasyczny symbol przejścia i podświadomości - czy jest możliwe że oboje z córką byliście w podobnym miejscu wewnętrznie, niezależnie od siebie?
no właśnie ta deska mnie zatrzymuje. Bo jeśli córka tylko mimochodem wspomniała, to nie mógłeś tego zapamiętać na tyle wyraźnie żeby mózg to odtworzył dokładnie tak samo. Tzn. masz rację że to nie pasuje do teorii o pamięci.
To co Bogdan opisuje z tą deską to jest kluczowe dla całej dyskusji. Szczegół peryferyjny, nieakcentowany przez nadawcę, który pojawia się u odbiorcy - to jest inny rodzaj przekazu niż odtworzenie zapamiętanej opowieści. Ktoś jeszcze miał coś podobnego, jakiś detal który nie mógł pochodzić z rozmowy?
O właśnie, mama mówiła o pożarze ogólnie, o dymie, o strachu - a ja miałam we śnie konkretny pokój, konkretne drzwi, których ona w ogóle nie opisywała. Myślałam że to moja wyobraźnia uzupełniła obraz, ale teraz nie jestem taka pewna. Dziękuję że to podnieśliście bo sama bym może tego nie połączyła.
To nie jest głupie. Ja właśnie o tym myślałam wcześniej - że telefon nie wyklucza przekazu. Kiedyś czytałam że emocje zakodowane w głosie mogą robić swoje niezależnie od słów. Ale to nadal nie wyjaśnia konkretnych obrazów. Martusia, co o tym myślisz?
U mnie cztery albo pięć nocy - napisałem wcześniej. Ciekawe że nikt nie miał tego od razu tej samej nocy. Może potrzeba czasu żeby to się 'osadziło'? Albo może to tylko przypadek w tych konkretnych przypadkach.
A czy ktoś próbował zapisywać sny regularnie? Bo zastanawiam się czy gdyby Bogdan prowadził dziennik snów to może zauważyłby więcej takich zbieżności, i wtedy łatwiej powiedzieć czy to wzorzec czy jednak przypadki.
No właśnie i tu dochodzimy do tego co mnie najbardziej nurtuje - czy w ogóle da się to zbadać, tzn. sprawdzić czy sny są zakaźne w jakiś powtarzalny sposób. Jakby zrobić eksperyment - umówić się z kimś że mi opowie sen i potem sprawdzić. Czy ktoś to próbował?
Nie wiedziałem że ktoś to w ogóle badał. Martusia, a czy z tych badań wynikało coś konkretnego o odległości albo więzi między osobami? Bo cały czas wracam do pytania czy to działa tylko między bliskimi.
Ale to by znowu prowadziło do wyjaśnienia bez żadnej telepatii - że to po prostu wspólna biblioteka wspomnień. I koło się zamyka, bo jak odróżnić jedno od drugiego? Chyba że ktoś miałby taki sen z obcym człowiekiem, z którym nie ma żadnej wspólnej historii.
Ale to by znowu prowadziło do wyjaśnienia bez żadnej telepatii - że to po prostu wspólna biblioteka wspomnień. I koło się zamyka, bo jak odróżnić jedno od drugiego? Chyba że ktoś miałby taki sen z obcym człowiekiem, z którym nie ma żadnej wspólnej historii.
Ale skąd w ogóle wiadomo ze ktoś jest 'obcy'? Znaczy, może mamy jakieś połączenia z ludźmi których nie znamy świadomie? Słyszałem coś o morphic field czy jakoś tak, że ludzie mogą być połączeni bez bezpośredniego kontaktu. Czy to w ogóle ma tu sens?
bo jest różnica między snem w którym jesteś widzem a takim gdzie jesteś aktywny. Jeśli córka cię 'zobaczyła' w swoim śnie, a nie tylko ty byłeś w jej śnie jako postać - to już brzmi jak coś dwukierunkowego. Czy ona w ogóle cokolwiek mówiła o tym że miała cię we śnie?
Nie, nie pytałem jej o to. Właściwie w ogóle nie powiedziałem jej że znam szczegóły jej snu. Teraz myślę że powinienem był. Może by się przestraszyła, stąd ta powściągliwość. Ale może to był błąd.
To jest właśnie to czego mi brakuje w moim przypadku - weryfikacji. Mam sen, mam szczegół który pasuje, ale nie mam potwierdzenia od mamy że ten pokój i te drzwi w ogóle istniały. Teraz żałuję że nie zapytałam bardziej dokładnie. Bardzo bym chciała wiedzieć jak to zrobić żeby nie zabrzmiało dziwnie.
To jest właśnie ten problem z całą tą tematyką - najważniejsze pytania zadajemy za późno. Albo wcale. Mam wrażenie że wiele takich doświadczeń przepada bo nie mamy nawyku żeby to weryfikować w momencie gdy jeszcze można.
To jest właśnie metodologia ślepej próby którą stosowali w tych badaniach w Maimonides. Osoba oceniająca nie widziała materiału który miał być 'wysłany', dopiero potem porównywano. Ale nawet to nie jest szczelne, bo pamięć snu jest plastyczna i zmienia się w trakcie opowiadania.
Hej ale zaraz - to znaczy że nawet jak Bogdan by zapytał córkę, to ona mogłaby nieświadomie dopasować swój opis do tego co on powie? Że pamięć by się 'naprawiła' żeby pasowała?
To trochę przygnębiające. Znaczy że nawet własnego doświadczenia nie mogę być pewien? Wiem co pamiętam, wiem że to było zanim rozmawiałem z córką, ale rozumiem co mówisz Seid. Nie ma jak tego udowodnić ani sobie ani nikomu.
