Ale może to nie musi być udowodnione żeby miało wartość? Mam na myśli - jeśli to doświadczenie coś tobie daje, Bogdan, coś zmienia w tym jak patrzysz na relację z córką, to ma sens niezależnie od tego czy to 'naprawdę' był jej sen czy nie.
Zgadzam się z Nagietką, ale mnie bardziej ciekawi co dalej. Bogdan, czy od tego czasu miałeś jeszcze jakiś sen w którym czułeś że to nie jest twój własny obraz? Albo cokolwiek podobnego?
To ciekawe że w pierwszym przypadku był konkretny szczegół, a w kolejnym już nie. Może intensywność emocjonalna opowieści ma znaczenie? Córka opowiadała coś ważnego, znajomy pewnie opowiadał o lesie przy okazji. Czy tak było?
Tak, Monisia, dokładnie tak było. Córka mówiła o tym śnie z przejęciem, było w tym coś bardzo osobistego. Znajomy wspomniał o lesie tak mimochodem, przy jakiejś innej rozmowie. Więc tak, myślę że ta różnica w intensywności mogła mieć znaczenie. Ale nie wiem jak to działa - czy to moje skupienie na opowieści sprawia że coś 'wchodzi', czy to ona coś wysyłała.
To ważna obserwacja. Bogdan, mam pytanie które może wydać się dziwne - czy kiedy córka opowiadała ci ten sen, słuchałeś jej uważnie czy byłeś jednocześnie zajęty czymś innym? Pytam bo w kilku tradycjach pojawia się przekonanie że głęboki odbiór cudzej opowieści, taki pełny, bez rozproszenia, może być warunkiem wstępnym dla tego rodzaju 'przeniesienia'.
Ja miałam coś podobnego ale odwrotnie - to znaczy śniłam o miejscu, a potem koleżanka mi opisała sen który miała tej samej nocy i w którym była ta sama ulica. My akurat rozmawiałyśmy o tym miejscu tygodniami wcześniej, planowałyśmy wyjazd. Więc nie wiem co tu było przyczyną - rozmowa, wspólne myślenie o tym miejscu, czy coś innego.
No i tu jest pies pogrzebany - jak odróżnić 'naprawdę dostałem czyjś sen' od 'myślałem o tym samym i mi się przyśniło'. Czy w ogóle da się to rozróżnić?
Słucham tej rozmowy i myślę sobie że w moim przypadku też byłoby trudno. Mam wrażenie że śniłam o pożarze którego nie znałam, ale skąd wiem że nie czytałam kiedyś o podobnym i to po prostu wróciło? Bardzo chciałabym wierzyć że to było coś więcej, ale te wątpliwości są uczciwe.
Wracam do tego co powiedział Szymek - to pytanie o rozróżnienie jest kluczowe dla całego tematu. Bo jeśli nie ma żadnego kryterium, to dyskusja staje się zamknięta - każde doświadczenie można wyjaśnić nakładaniem się myśli. I każde można też uznać za transmisję. Jedynym testem który cokolwiek mówi jest element niespodziewanego szczegółu. Bogdan ten test przeszedł, przynajmniej w swoim odczuciu.
Tak, ten szczegół z przedmiotem który córka trzymała był niespodziewany. Ale teraz po tej rozmowie z wami zaczynam się zastanawiać czy na pewno go nie znałem wcześniej. Może widziałem ten przedmiot w jej pokoju i gdzieś to zapisałem nieświadomie. Nie pamiętam żebym wiedział, ale czy to znaczy że nie wiedziałem?
Bogdan, to jest właśnie to co psychologowie nazywają 'kryptomnesją' - zapomniana pamięć która wraca jako coś nowego. I nie ma co temu zaprzeczać, to jest realna możliwość. Ale - i to jest ważne - kryptomnesja też czegoś nie wyjaśnia. Bo nawet jeśli znałeś ten przedmiot, to skąd wziął się kontekst? Że córka go trzyma w tamten sposób, że jest strach, że ona się odwraca? To jest cała scena, nie tylko obiekt.
To może warto byłoby - czysto jako eksperyment - gdyby ktoś z nas świadomie spróbował opisać komuś bliskiemu sen bardzo szczegółowo, a potem sprawdzić po kilku nocach czy cokolwiek się pojawia u tej osoby? Bez mówienia jej po co to robimy.
No i właśnie dlatego pytam - bo nie wiem czy to byłoby uczciwe. Z jednej strony chciałabym to sprawdzić, z drugiej czuję że coś tu nie gra jeśli ta osoba nie wie że jest częścią jakiegoś testu. Może wystarczyłoby powiedzieć 'opiszę ci sen, powiedz mi czy coś podobnego ci się przyśniło za kilka nocy' - bez wyjaśniania po co?
To mnie zastanawia - czy ten efekt oczekiwania może działać w drugą stronę? To znaczy: ja nic nie wiedziałem o śnie córki, nie czekałem na żaden wynik. Może właśnie dlatego to co mi się przyśniło było mniej skażone?
Bogdan poruszył coś ważnego - nieświadomość własna jako warunek. Że może ta 'transmisja' działa tylko albo lepiej gdy odbiorca nie jest nastawiony. Zresztą w wielu tradycjach mówi się że sen przychodzi kiedy umysł jest spokojny, a nie nastawiony na odbiór.
Zastanawiam się czy ta bliskość emocjonalna o której wcześniej mówiłyście jest warunkiem koniecznym, czy tylko ułatwiającym. Bo Bogdan śnił o córce - to oczywiste. Ale czy można by 'złapać' sen kogoś obcego? Ktoś miał coś takiego?
Ja mam coś może pośredniego - śniłam o człowieku którego znałam tylko z internetu, z jakiejś grupy, nigdy nie rozmawiałam z nim twarzą w twarz. Ale wcześniej długo rozmawialiśmy o jego trudnym doświadczeniu. I przyśniło mi się coś co pasowało do tego co opisywał. Czy to 'obcy'?
Pytanie Nagietki jest dobre, ale myślę że zanim pójdziemy w stronę obcych, warto doprecyzować co rozumiemy przez 'bliskość'. Bo bliskość emocjonalna to nie to samo co bliskość fizyczna ani nawet częstotliwość kontaktu. Można być blisko emocjonalnie z kimś kogo się widuje raz w roku. Inkantacja - jak silna była ta więź z tą osobą z internetu, zanim opowiedziała ci ten sen?
Słuchajcie, a czy ktoś z was próbował kiedyś świadomie 'wysłać' sen? Nie odbierać, tylko właśnie nadawać? Bo tutaj cały czas mówimy o odbieraniu, ale przecież jeśli transmisja jest możliwa to musi być też coś po drugiej stronie.
Bogdan zadał pytanie które mnie też nurtuje. Ja próbowałam czegoś podobnego - zanim zasnęłam bardzo intensywnie myślałam o konkretnym miejscu i wyobrażałam sobie że ktoś mi bliski tam ze mną jest. Rano zapytałam tę osobę jak spała. Powiedziała że dobrze, nic szczególnego. Ale nie powiedziała mi żadnego szczegółu.
Wracając do pytania Bogdana o nadawanie - to mnie zastanawia czy w ogóle można mieć pewność po której stronie się jest. Bo może Bogdan nie był odbiorcą snu córki, tylko ona była odbiorczynią jego. Albo oboje nadawali i odebrali nawzajem. Kto tu jest nadawcą?
