Mam strasznie duży problem z zapamiętywaniem snów. Budzę się i przez chwilę coś pamiętam, ale zanim wstanę z łóżka wszystko znika. Zdarza mi się tylko tyle, że wiem że coś śniłam, ale co - już nie. Słyszałam że jest coś takiego jak pamiętnik snów, ale nie wiem od czego zacząć. Czy ktoś to robi i czy naprawdę pomaga?
Pamiętnik snów to naprawdę solidna podstawa, ale jest jeden warunek który większość ludzi pomija na początku - musisz pisać zanim wstaniesz, dosłownie. Trzymaj notes przy łóżku, najlepiej z długopisem wsuniętym pod okładkę, żeby nie szukać. Sen jest w stanie zniknąć w ciągu kilkudziesięciu sekund od przebudzenia, szczególnie jeśli zaczniesz myśleć o czymś innym. Mnie zajęło kilka tygodni zanim naprawdę wyrabiałam ten odruch, ale teraz budzę się i pierwszą rzeczą którą robię jest sięgnięcie po notes, jeszcze zanim otwieram oczy na dobre.
No właśnie, to jest bardzo dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiałam. Myślę że do pewnego stopnia zawsze jest ryzyko że coś dobudowujesz. Dlatego staram się przy uzupełnianiu nie interpretować, tylko zapisać obraz. Nie "to znaczyło że" ale "widziałam że". Czy ta różnica coś dla ciebie znaczy?
Ja właśnie od jakiegoś czasu pracuję z afirmacjami przed snem i przy okazji zaczęłam pamiętać więcej snów, chociaż to nie był mój główny cel. Zastanawiam się czy to przypadek czy te dwie rzeczy jakoś się łączą? Czy ktoś z was łączy afirmacje z intencją zapamiętania snów?
Wracając do samego pamiętnika - jest jedna rzecz o której nikt jeszcze nie wspomniał, a która moim zdaniem robi dużą różnicę. Chodzi o to żeby nie oceniać snu od razu po zapisaniu. Wielu ludzi zaraz po notowaniu próbuje rozgryźć co to znaczyło i w tym momencie nakłada na obraz własną interpretację, która może być myląca. Lepiej dać sobie kilka godzin, wrócić do notatki i czytać ją jak coś obcego. Wtedy często sam sen mówi więcej.
A wracając do tego nagrywania głosowego - czy ktoś faktycznie tak robi na co dzień? Bo mnie ta opcja bardzo kusi, ale zastanawiam się czy mówienie na głos od razu po przebudzeniu nie jest jakoś... krępujące? Szczególnie jeśli ktoś śpi obok.
Chcę się tu wtrącić, bo ta kwestia fizyczności zapisu wydaje mi się ważna w szerszym kontekście. W pracy ze snami jako materiałem duchowym ważne jest żeby sam akt zapisu był świadomy i intencjonalny. Piszesz ręcznie, czujesz długopis, to jest małe zakotwiczenie w fizyczności zaraz po tym jak byłaś gdzieś indziej. Telefon tego nie daje.
Ja chyba kupię ten notes w końcu bo wy wszyscy o nim mówicie i zaczynam rozumieć po co 🙂 Ale mam teraz inne pytanie - jak długo zazwyczaj zajmuje zanim zaczniecie pamiętac sny regularnie? Bo czytałam gdzieś że to kwestia kilku dni, a gdzie indziej że kilku tygodni i nie wiem czego sie spodziewać.
U mnie zajęło może tydzień zanim zobaczyłam wyraźną różnicę, ale to było po kilku latach kiedy w ogóle nie zwracałam uwagi na sny. Myślę że to bardzo indywidualne. A powiedz mi - czy teraz w ogóle nie pamiętasz nic po przebudzeniu, czy masz jakieś urywki ale szybko znikają?
O, to akurat dobry znak! Jak masz migawki to znaczy że sen jest w pamięci krótkotrwałej, tylko potrzeba go szybciej złapać. Właśnie dlatego to leżenie bez ruchu na początku pomaga - nie dajesz mu uciec zanim sięgniesz po notes.
Mogę zapytać o coś trochę innego? Ja pamiętam sny całkiem dobrze, ale mam problem z tym że pamiętam ich za dużo i potem nie wiem które są ważne a które to tylko "szum". Czy ktoś ma ten problem odwrotny i jak sobie z tym radzi?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i zastanawiam mnie jedna rzecz. Dużo mówicie o technice - jak zapisać, kiedy, czym. Ale czy ktoś z was ma poczucie że są okresy w życiu kiedy śni się więcej lub głębiej niezależnie od techniki? Bo ja mam wrażenie że pewne momenty życiowe jakby otwierają coś w warstwie sennej i żaden notes tego nie wywołuje ani nie zatrzyma.
Myślę że jedno i drugie. Intencja zapamiętania to technika, intencja otwarcia to postawa. Ale ciekawi mnie czy kiedy masz te migawki po przebudzeniu to jest jakiś typ snów który zostaje, a inny ucieka? Bo u mnie zauważyłam że emocjonalne zostawały pierwsze, a te czysto obrazowe szybciej się rozpraszały.
Ten system dwóch cyfr jest naprawdę elegancki. Ale mam wątpliwość - czy nie ma ryzyka że zaczynasz kategoryzować zanim naprawdę przetrawiłaś sen? Że ocena tuż po przebudzeniu to nie to samo co ocena po godzinie?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - mówicie o numerowaniu kolejnych snów w obrębie jednej nocy, czy ogólnie kolejnych snów w notesie? Bo ja miałam wrażenie że jedna noc to jeden wpis.
Sny z tej samej nocy mogą być zupełnie niezwiązane albo mogą być rozdziałami tej samej historii, i nie zawsze wiadomo które jest które dopóki nie zapiszesz i nie spojrzysz z odległości. Więc Marlenka - może warto przez miesiąc próbować rozdzielać i zobaczyć co wyjdzie, zamiast zakładać z góry?
Słucham was i zastanawiam się - na początku chyba nie powinnam się przejmować systemem tylko w ogóle zacząć zapisywać, tak? Bo mam wrażenie że jak będę myśleć o numerach i kolorach i ocenach to się zablokuję zanim cokolwiek napiszę. Albo się mylę?
Masz rację i to ważne żebyś to powiedziała, bo my tu rozmawiamy o systemach a ty jesteś na początku drogi. Zacznij od jednego zdania. Dosłownie jednego. Reszta przyjdzie sama jak sen stanie się czymś co chcesz zatrzymać, nie tylko zapamiętać.
Dobra, to zaczynam od jednego zdania. Dosłownie. Ale mam głupie pytanie - co jeśli przez pierwsze kilka dni nic nie zapiszę bo nic nie pamiętam? Czy to znaczy że technika nie działa, czy że jeszcze za wcześnie?
To nie jest głupie pytanie, to jest najważniejsze pytanie na tym etapie. Brak wspomnień sennych w notesie to też informacja - o tym jak śpisz, jak się budzisz, może o poziomie zmęczenia. Nie traktuj pustych stron jako porażki.
Dokładnie to. I to jest rozwiązywalny problem, w przeciwieństwie do sytuacji kiedy ktoś naprawdę nic nie wyciąga z przebudzenia. Telefon to chyba największy wróg zapamiętywania snów - ten odruch żeby sprawdzić powiadomienia dosłownie wymazuje co dopiero śniłaś.
Czekajcie, to słowa-klucze są lepsze od pełnych zdań? Bo intuicyjnie myślałam że lepiej zapisać jak najwięcej od razu, żeby nic nie umknęło.
Jest jeszcze jedna metoda której tu nie poruszyłyśmy - dyktowanie głosowe zamiast pisania. Dla niektórych osób mówienie jest szybsze i nie wymaga tak pełnego przebudzenia ręki i oka. Ktoś próbował?
Przepraszam że się wtrącam, bo czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam takie podstawowe pytanie - mówicie o budzeniu się i zapisywaniu, ale o której? Jeśli budzik dzwoni o szóstej i muszę wstać to inaczej niż jak mam wolny poranek. Czy pora ma znaczenie?
Dokładnie to samo u mnie, w weekendy wyraźnie więcej pamiętam. Ale czy da się coś z tym zrobić w tygodniu poza nastawieniem budzika kilka minut wcześniej? Bo to brzmi jak najprostsze rozwiązanie, ale nie wiem czy działa.
Dobra, to zaczynam rozumieć - chodzi o to żeby przebudzenie było jak najbardziej płynne, a nie gwałtowne. Ale mam takie pytanie do wszystkich - czy to nie zaburza po prostu wstawania na czas? Bo jak się tak delikatnie budzę to chyba łatwiej zasnąć z powrotem.
Dwa budziki to trochę jak przyznanie że sam jeden z siebie nie dam rady, ale rozumiem logikę. Mnie bardziej zastanawia co się dzieje w tych kilku minutach leżenia - czy wy aktywnie coś robicie, czy po prostu leżycie i czekacie aż coś wypłynie?
