Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mi nie daje spokoju. Mówicie dużo o tym, jak te sny wracają i co je wyzwala. Ale czy ktoś próbował sprawdzić, czy fragment, który wraca, jest zawsze ten sam - czy za każdym razem trochę inny? Bo jeśli zmienia się przy kolejnych powrotach, to może nie tyle 'wraca sen', co my za każdym razem go trochę rekonstruujemy.
Myślę o tym, co Rajmunda napisała i mam inne podejrzenie. A co jeśli to nie my rekonstruujemy, tylko sen za każdym razem wraca z tym samym komunikatem, ale w innej oprawie - bo dopasowuje się do tego, czego akurat potrzebujemy w danym momencie życia? Jak wiersz, który każdy czyta inaczej w zależności od tego, kiedy go czyta.
Wracając do pytania Bogumiły - problem z tą metodą jest taki, że wymaga miesięcy cierpliwości, zanim cokolwiek wyjdzie. Ale właśnie dlatego pytam: czy ktoś z was prowadził taki dziennik dłużej niż trzy miesiące i faktycznie widział jakąś powtarzalność? Bo sama teoria brzmi logicznie, ale chciałabym usłyszeć, czy ktoś ma konkretny przykład, nie tylko hipotezę.
To co opisuje Malgosia87 pasuje do czegoś, o czym myślę od jakiegoś czasu w kontekście tego wątku. Może nie chodzi o to, że fragment się zmienia ani że my się zmieniamy - może chodzi o to, że coraz bardziej dojrzewamy do tego, co on niesie. I dlatego emocja rośnie - nie dlatego, że komunikat się nasilił, tylko że my wreszcie jesteśmy gotowi go przyjąć. Ale to znowu wraca do pytania o ukrywanie. Czy te sny są ukrywane przed nami, bo nie jesteśmy gotowi - czy po prostu czekają?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy w ogóle możemy to rozstrzygnąć bez dodatkowych danych. Bo każda z tych interpretacji jest spójna sama w sobie. Może to jest jeden z tych wątków, gdzie warto się zatrzymać i zapytać wprost - co czujecie, kiedy fragment wraca? Nie co o tym myślicie, tylko co czujecie. Bo to może powiedzieć więcej niż cała analiza.
Czuję coś, co trudno opisać inaczej niż jako rozpoznanie. Nie zaskoczenie, nie lęk - właśnie takie spokojne 'a, to ty'. Jakby ta część snu czekała gdzieś w tle i teraz tylko dała znać, że jest. I to jest właśnie to, co mnie od początku w tym temacie zastanawia - to nie jest odzysk zapomnianego. To jest coś, co wygląda jak odnalezienie czegoś, co było świadomie odłożone.
No ale to 'rozpoznanie' może być złudzeniem retrospektywnym. Piszesz o tym jakby ta część snu miała własną wolę i 'czekała'. A może po prostu twój mózg skonstruował to rozpoznanie w momencie powrotu, żeby nadać sens przypadkowej zbieżności? Nie mówię, że twoje odczucie jest nieprawdziwe - mówię, że interpretacja może być dodana po fakcie.
Fair. To może i masz rację. Ale różnica jest taka, że moja wersja nie wymaga założenia, że sen ma intencję. A twoja wymaga.
W tej dyskusji między Zaneta a Asterka_59 widzę coś, co często pojawia się przy pracy ze śnieniem - pytanie o to, co jest w śnie, a co my do niego wnosimy. I myślę, że obie mają rację w swoich ramach. Ale z perspektywy pracy z ciałem i energią: to 'rozpoznanie', o którym mówi Asterka_59, ma bardzo konkretną fizyczność. To nie jest myśl - to jest doznanie. I to dla mnie zmienia wagę pytania.
Wchodząc trochę z boku - czy ktoś próbował wywoływać te powroty celowo? Nie biernie czekać na wyzwalacz, ale aktywnie szukać stanu, w którym fragment może wrócić? Medytacja, oddech, cokolwiek? Pytam, bo przez całą rozmowę mówimy o tym jakby to było coś, co się dzieje nam, a nie coś, na co możemy mieć wpływ.
To co Halny77 opisuje z tym korytarzem i rozmyciem - znam to. I mam teorię, że kiedy idziemy spać z bardzo konkretną intencją przywołania czegoś, to tworzymy oczekiwanie, a oczekiwanie jest złym odbiornikiem. Te fragmenty wracają najwyraźniej właśnie wtedy, kiedy ich nie szukamy - jakby potrzebowały zastać nas zaskoczonych. Więc może technika powinna być odwrotna: nie intencja przywołania, tylko intencja gotowości bez kierunku.
Ale jak w praktyce to rozróżnić? Bo kiedy kładę się spać z myślą 'chcę żeby wrócił ten fragment', to automatycznie już czegoś oczekuję. Nie wiem, jak oddzielić jedno od drugiego.
Czy te wyzwalacze, o których mówiła Asterka_59 na początku wątku, zdarzają się wam bardziej przez zmysły czy przez emocje? Bo u mnie zawsze jest najpierw zapach albo dźwięk, i dopiero potem wybucha jakiś obraz ze snu sprzed tygodni.
To co opisujecie ze zmysłami jako wyzwalaczami pasuje do pierwotnego pytania w tym wątku. Ale właśnie - jeśli fragment snu jest tak szczelnie ukryty, że wraca tylko przez zapach albo dźwięk, to czy przypadkowy wyzwalacz może go przywołać całego, czy tylko urywek?
Mnie nigdy nie wraca cały. Zawsze kawałek - najczęściej emocja albo jeden obraz. Jakby reszta była za zasłoną i ten jeden fragment jest wypchnięty do przodu. I właśnie to mnie zastanawia od początku - dlaczego akurat ten kawałek, a nie inny?
No ale to może być zwykłe prawo skojarzeń. Mózg zapamiętuje to, co było emocjonalnie intensywne albo co miało odpowiednik sensoryczny na jawie. Nie musi być żadnej zasłony ani selekcji - po prostu jedne ślady są wyrazistsze od innych.
A co wy w ogóle myślicie o prowadzeniu dziennika snu w tym kontekście? Bo wydawałoby się, że to oczywiste - zapisujesz po przebudzeniu, masz dowód. Ale jeśli te fragmenty są ukryte do momentu wyzwolenia, to czy znajdą się w dzienniku, skoro nie pamiętasz ich rano?
Mam podobnie i długo myślałam, że po prostu jestem niedbała przy zapisywaniu. Ale to jest coś innego - rano naprawdę nic nie ma, żadnego śladu, i dopiero tygodnie później coś wraca jakby z zupełnie innego miejsca niż pamięć.
To co Selenitka_D pisze o tej różnicy - 'z zewnątrz' kontra 'od wewnątrz' - to jest dokładnie to. I właśnie dlatego zaczęłam ten wątek. Bo te wyzwolone fragmenty nie zachowują się jak wspomnienie. Zachowują się jak powrót. I nie wiem, co z tym zrobić, ale nie mogę udawać, że to to samo.
Moim zdaniem za dużo tu filozofowania, a za mało konkretów. To są po prostu fragmenty snu przechowywane w pamięci epizodycznej, które czekają na odpowiedni klucz skojarzeniowy. Mózg tak działa. Nie ma żadnego 'nadawcy' ani 'harmonogramu'.
Czytam tę wymianę między wami i mam wrażenie, że się rozmijamy w czymś podstawowym. Norbert76 mówi o mechanizmie, Heniek59 o jakości doświadczenia. To są dwa różne poziomy rozmowy i chyba dlatego trudno dojść do czegoś wspólnego. Czy można w ogóle rozmawiać o jakości tych fragmentów bez wchodzenia w to, skąd pochodzi ta jakość?
Właśnie, bo ja też mam wrażenie, że utknęliśmy. Chciałam zapytać coś bardziej praktycznego - czy ktoś z was próbował świadomie zbudować wyzwalacz z wyprzedzeniem? Tzn. zanim zaśniecie, zostawić sobie coś - zapach, dźwięk, przedmiot - żeby potem użyć tego jako klucza?
Słucham tej rozmowy o świecach i zapachach i myślę, że może chodzi nie o to, żeby wyzwalacz był 'ten sam', ale żeby był 'czysty' - tzn. żeby nie miał za dużo własnych skojarzeń z jawą. Świeca z codziennego użytku może być za bardzo zabudowana innymi wspomnieniami.
Chciałam dopytać o ten dziennik, bo wątek go trochę porzucił. Malgosia87 mówiła, że pewnych snów w ogóle nie ma w zapiskach, a Selenitka_D że wracają z 'innego miejsca niż pamięć'. Czy ktoś prowadzi dwa oddzielne dzienniki - jeden poranny i jeden na te wyzwolone fragmenty? I czy to w ogóle ma sens?
