Wróćmy do pytania Bibianny, bo ono jest ważniejsze niż się wydaje. Jeśli ktoś chce świadomie wywołać taki sen o transformacji przedmiotów, to mam wrażenie że praca z czakrą gardła przed snem mogłaby otworzyć ten rodzaj kanału. Niebieski kamień, wizualizacja błękitnego światła w gardle przed zaśnięciem. Czy ktoś próbował czegoś podobnego?
Mam pytanie do Mieszka, bo przez całą tę rozmowę myślę o jednej rzeczy. Ten sen miałeś jak już nie pamiętam, ale czy od tamtego czasu coś się rzeczywiście zmieniło? Nie w snach, tylko na jawie. Bo jeśli ta pusta książka była zapowiedzią, to może już wiesz co w niej jest.
To jest bardzo znaczące. Naprawdę. Że codzienna praktyka pisania zaczęła się po tym śnie, nawet jeśli nie łączyłeś tego świadomie. Mam pytanie, czy te notatki dotyczą snów, czy piszesz o czymś zupełnie innym?
Czyli ta pusta książka ze snu dosłownie stała się twoim notatnikiem. Nie metaforycznie, tylko naprawdę. To mi daje do myślenia czy sny czasem nie są instrukcjami, a nie tylko symbolami. Czy patyk i pióro też jakoś wróciły do ciebie w rzeczywistości?
To co Mieszko opisuje to jest bardzo interesujący przypadek snu który działa jak inicjacja. Nie wizja, nie przepowiednia, tylko uruchomienie czegoś. Chciałem zapytać, czy ktoś w tej dyskusji miał podobnie, to znaczy sen który nie tyle coś przepowiedział co coś zaczął?
Ja miałam cos takiego po tym śnie z kluczem który zamienił sie w ptaka. Przez kilka dni po tym zaczełam zbierać ptasie pióra na spacerach, zupełnie niechcący, po prostu moje oko je łapało. Nie wiem czy to inicjacja ale cos sie na pewno otworzyło na te detal.
Wracam do tego co mówił Pentaklista o snie jako inicjacji. Nie rozumiem jednej rzeczy, jak odróżnić sen który coś uruchamia od snu który jest tylko snem? Czy to czuć w trakcie, czy dopiero potem po tym co się dzieje na jawie?
Ta odpowiedź Mieszka jest dla mnie najciekawsza w całej dyskusji. To pragnienie zachowania snu, szybkiego zapisania zanim zniknie. Czy to nie jest właśnie ten moment kiedy sen z pogranicza przechodzi na naszą stronę? Jakby chciał przez nas wejść do rzeczywistości.
Wróćmy na chwilę do samej transformacji w śnie. Patyk w pióro, pióro w książkę. Czy te zmiany były płynne czy skokowe? To znaczy czy widziałeś moment przejścia, czy budziłeś się i nagle przedmiot był już inny?
A w tej chwili kiedy wiedziałeś że coś się zmieniło, czułeś zdziwienie? Bo mnie ciekawi czy w takim śnie reagujemy normalnie, to znaczy jako ktoś dla kogo taka zmiana byłaby dziwna, czy jakbyśmy to uznawali za oczywiste?
To co Mieszko mówi o braku zdziwienia we śnie jest chyba kluczowe dla całego tematu. Czy to nie jest tak, że sny pokazują nam świat gdzie materialna forma jest tylko jedną z możliwości? I ta transformacja nie jest dla duszy dziwna, bo dusza wie że forma jest umowna?
Wracajac do Mieszka, bo mnie to nie daje spokoju. On mówił że we śnie miał puste kartki w tej książce. Czy potem, jak zaczął pisać w rzeczywistości, to to jest jakby wypełnianie tych kartek? Bo jeśli tak, to ten sen naprawdę wyglada jak instrukcja do wykonania.
Hm. Nie myślałem o tym tak. Notatki które robię to są raczej obserwacje, takie krótkie rzeczy, nie żadna literatura. Ale jak teraz o tym myślę, to może to jest właśnie ten materiał który miał zostać zebrany. Musiałem to zobaczyć przez sen żeby w ogole zacząc patrzeć.
Ale czekajcie, bo jest coś co mnie zastanawia od początku tej rozmowy. Patyk to narzedzie do pisania w ziemi, pióro to narzedzie do pisania na papierze, a książka to efekt pisania. Czy ta sekwencja nie mówi o tym jak zmienia się medium a nie treść? Ze to samo przesłanie szuka coraz trwalszej formy?
Linia która wraca w każdej formie. To jest coś. W astrologii mamy takie pojęcie jak nić przeznaczenia, ten sam wzorzec wyrażony w różnych planetach, różnych domach. Może ta linia w śnie to jest właśnie twój wzorzec, Mieszko, który pokazał ci się w trzech wcieleniach materiali?
Linia, która wraca. Tak, może to jest to. Ale czemu akurat linia a nie żaden kształt zamkniety? Kreślę linię w ziemi, na papierze, a trzecia forma zostaje zakryta. Może dlatego że linia nie ma końca? Nie wiem, mówię głośno co mi przychodzi do głowy.
Wróćmy może do tej transformacji jako takiej, bo mi się wydaje że tu jest coś jeszcze. Runy też są liniami. I w runach każda forma linii niesie inne znaczenie, ale wszystkie linie są ze sobą połączone tym samym pierwotnym gestem. Czy nie jest tak że Mieszko widział we śnie coś w rodzaju runicznych przemian?
Nie, to nie było jak nauka w żadnym sensie. Nie miałem poczucia że czegoś się uczę ani że jestem na jakimś etapie. Byłem po prostu obserwatorem tych zmian, ale tez jakoś uczestnikiem równocześnie. Trudno powiedziec.
To co Mieszko mówi, obserwator i uczestnik równocześnie, to mi się wydaje że to jest osobny temat wart uwagi. Czy w ogóle można być w śnie obserwatorem i uczestnikiem jednocześnie? Bo ja jak śnię to albo jestem w środku albo patrzę z zewnątrz, ale nie oba naraz.
Szczerze? Każda interpretacja coś we mnie otwiera, ale żadna nie powiedziała wszystkiego. Linia Laurencji brzmi prawdziwie. Kierunek Fluorytki też. Ale to jakby opis przez różne okna tego samego pokoju. Każde okno pokazuje coś trochę innego ale pokój jest jeden.
To co Mieszko teraz powiedział jest chyba najważniejsze w całym wątku. Różne okna, ten sam pokój. Czy to nie jest właśnie argument za tym że symbole snów są wielowarstwowe z natury? Że jeden obraz niesie kilka równoległych znaczeń, nie jedno poprawne?
Zgadzam sie z Pentaklistą. I w sumie wracając do początku, te przedmioty, patyk, pioro, ksiązka, może właśnie dlatego się transformują, bo żaden z nich sam nie jest wystarczający żeby oddać tę jedną prawdę którą sen chce pokazać. Trzeba wszystkich trzech.
Ale co jesli ta kolejnosc jest ważna tez w druga strone? Czyli ksiązka, pióro, patyk? Jak by to odczytać? Że cofamy sie do prostszej formy, że coś sie upraszcza, czy ze wracamy do źródła? Bo moze ten kierunek nie jest jeden.
To porównanie do strumienia który płynie w jedną stronę jest naprawdę trafne, Mieszko. Ale właśnie, strumień nie pyta dlaczego płynie tam a nie tu, po prostu tak jest. Czy to nie oznacza że ten sen nie był o wyborze? Że transformacja była nieuchronna, a nie możliwa?
Mnie to teraz przypomina to co w fizyce mówią o fazach przejścia. Woda jest wodą, potem nagle jest lodem, i nikt jej nie kazał. Ale Mieszko, czy w tym śnie było jakieś przejście które dało się zauważyć? Moment zmiany, czy raczej nagle stwierdzałeś że już jest inaczej?
Jeśli zmiana zachodziła poza polem widzenia, to czy to nie mówi coś o tym jak wiedza naprawdę działa? Że nie widzimy jak się uczymy, widzimy tylko że nagle coś wiemy. Może ta transformacja właśnie to opisuje, nie to co się zmienia, ale że zmiana jest niewidoczna?
To co umyka po przebudzeniu też bywa znaczące. Nie zawsze, ale często to co sen ukrywa jest równie ważne jak to co pokazuje. Mieszko, a co czułeś do tej książki? Chciałeś ją wziąć, bałeś się jej, byłeś obojętny?
