Ale wracając do Mieszka i tego lasu - zastanawia mnie czy jak trzymałeś to pióro i potem tę kążkę, to byłeś dalej w tym samym jasnym lesie, czy miejsce jakoś się zmieniło razem z przedmiotem? Bo może nie tylko patyk się przemieniał.
A to ciekawe że otoczenie reagowało na to co się działo z przedmiotem. To jakby cały sen był jednym organizmem a nie oddzielnymi elementami. Mnie ciekawi jedno - czy coś próbowałeś zrobić z tą książką? Otworzyć, odłożyć, zabrać ze sobą? Czy tylko trzymałeś?
To że nie otworzyłeś jest dla mnie w sumie ważniejsze niż gdybyś otworzył. W tarocie są karty które pokazują potencjał bez jego rozwinięcia - Eso... znaczy Ess de Baton, no ten As Buław, chodzi mi o tę iskrę przed działaniem. Trzymanie książki bez otwierania to jak mieć w rękach możliwość, ale jeszcze nie godzinę żeby ją uruchomić.
A może właśnie dlatego że sama chęć pisania to za mało? Pióro bez kartki, bez miejsca dokąd trafi to co napiszesz, to gest bez odbiorcy. Książka jako finał sekwencji może mówić nie tylko 'zacznij pisać' ale 'to co napiszesz, ma dokąd trafić'. To inny poziom niż samo sposób.
Czytam ten wątek od początku i nie zabierałam głosu, ale to zdanie Fluorytki o odbiory mnie bardzo trafiło. Może ta pusta książka nie czeka żeby ją zapełnić - może ona już kogoś czeka. I Mieszko po prostu jeszcze nie wie kogo.
Ale właśnie - czy to zmienia coś w tym jak Mieszko myśli o tym śnie? Bo do tej pory mówiliśmy o pióro jako pozwoleniu dla siebie, a teraz nagle pojawia się ktoś po drugiej stronie tej pustej książki. To jest dość duże przesunięcie w interpretacji.
Wracam do samej sekwencji przemiany bo trochę odpłynęliśmy. Patyk, pióro, książka. Każdy z tych przedmiotów przynależy do innej sfery działania. Patyk jest pasywny, leży, czeka. Pióro jest aktywne, czegoś wymaga od ręki która je trzyma. Książka jest... kolektywna? Przeznaczona do przekazania? Czy ta sekwencja nie pokazuje właśnie ruchu od tego co martwe, przez to co czynne, do tego co trwa po nas?
Przepraszam że wchodzę z takim przyziemnym pytaniem, ale czy ktoś tu w ogóle pyta o to co Mieszko robił przed zaśnięciem? Bo zastanawiam się czy ta sekwencja ma związek z czymś co się działo na jawie. Albo może czytał coś konkretnego, albo rozmawiał z kimś o pisaniu?
Ale może właśnie dlatego to przyszło wtedy, kiedy umysł nie był niczym zajęty? Mówi się że w runach Othala - runa dziedzictwa, przekazu - działa najsilniej kiedy nie szukamy, tylko jesteśmy. Może ten zwykły wieczór był warunkiem, a nie brakiem warunku?
A ja mam inne pytanie do Mieszka - czy w tym śnie byłeś w środku lasu czy na skraju? Bo to mogłoby wiele powiedzieć o tym czy jesteś dopiero na wejściu w ten proces czy już gdzieś w środku drogi. W tarocie... no, przestrzenie też mają znaczenie, tak jak karty tła.
To brzmi jakbyś był dokładnie tam gdzie miałes być. Nie błądziłeś, nie szukałeś wyjścia. Po prostu stałeś i trzymałes ten patyk który stał się piórem który stał się książką. To jest zupełnie inny sen niż gdybyś biegł po tym lesie albo szukał wyjścia.
Okej ale mnie wciąż drąży jedno pytanie - ta przemiana była spontaniczna czy zrobiłeś coś co ją wywołało? Bo to by bardzo zmieniało interpretację. Jeśli samo się przemieniało to jedno, ale jeśli zrobiłeś jakiś gest albo coś powiedziałeś we śnie, to zupełnie inna historia.
Właśnie, to pytanie jest kluczowe. Dlaczego patyk, a nie kamień, liść, cokolwiek innego? Ścieżka leśna to pełno przedmiotów. Sen wybrał patyk jako punkt startowy bardzo konkretnie. Patyk to surowiec absolutnie bazowy, zupełnie nieobrobiony. Gdyby sen chciał mówić o twórczości, mógł zacząć od czystej kartki albo od słowa. Ale zaczął od patyka. I zastanawiam się czy ta surowość na początku nie jest tu najważniejsza.
Może patyk jest właśnie dlatego że Mieszko na tym etpie był właśnie takim patykiem? Nie żeby źle, ale surowiec ma w sobie potencjał który nie został jeszcze ruszony. I ta przemiana to nie jest coś co mu dano z zewnątrz, tylko co już w tym patyk było. Czy ja to dobrze rozumiem?
Właśnie, to rozróżnienie jest ważne. Awans sugeruje że patyk był niewystarczający, a to nieprawda w symbolice snu. Sekwencja nie mówi 'byłeś złym patykiem, teraz jesteś dobrą książką'. Ona mówi coś o formie która jest gotowa na zmianę. Zupełnie inne przesłanie.
Mam głupie pytanie, ale co by się stało gdyby Mieszko upuścił ten patyk zanim się przemienił? Czy sen w ogóle dawał taką opcję? Bo zastanawiam się czy ta przemiana była nieuchronna czy jednak zależała od tego że trzymał.
To co Mieszko mówi o skupieniu jest dla mnie najważniejsze w całym tym sniem. Nie szukał, nie biegł, nie próbował niczego zmienić. Stał i trzymał. Może właśnie ta uwaga, to skupienie, była tym co w ogóle umożliwiło przemianę?
Wróćmy może do samych przedmiotów, bo mi przyszło do głowy coś z tarota. Patyk to dla mnie Jedynka Buław, czyli zupełny początek, iskra. Pióro to już Trójka albo Czwórka Buław, jest ruch, jest intencja. Ale książka... to już nie Buławy wcale. To raczej Miecze, wiedza, słowo. Czy ktoś widzi podobnie?
Przeszukaałam swoje notatki ze snów i znalazłam jeden gdzie też miałam przedmiot który się zmieniał, klucz stał się ptakiem i odleciał. Długo myślałam że to utrata, ale czytając tę rozmowę zaczynam się zastanawiać czy może klucz po prostu stał się czymś co nie potrzebuje zamków. Mieszko, czy masz poczucie że ta książka potrzebuje czegoś, czy jest... gotowa?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i jedno mi nie daje spokoju. Wszyscy mówimy o książce jako o czymś gotowym, pełnym, ale Mieszko wcześniej powiedział że była pusta. Jak coś może być jednocześnie gotowe i puste? To nie jest sprzeczność którą łatwo zbyć.
Dobra, ale wróćmy do tej pustej książki jeszcze raz, bo mnie ona nie odpuszcza. Mieszko, czy ta książka była pusta jak brulion, białe kartki, czy pusta jak gdyby ktoś wymazał to co tam było? To nie jest to samo i to może dużo zmieniać w interpretacji.
Świecący papier to nie jest detal który można pominąć. W symbolice wielu tradycji wewnętrzne światło przedmiotu oznacza że jest on aktywowany, gotowy, nie pusty w sensie braków ale w sensie przestrzeni. Jak naczynie przed rytuałem.
Mnie uderza w tej historii jedno. Mamy trzy przedmioty i wszystkie trzy są w jakiś sposób związane z przekazem. Patyk to prymitywne sposób do pisania, rysowania w ziemi. Pióro to sposób do pisania w klasycznym sensie. Książka to zapis gotowy do czytania. To nie jest przypadkowa trójca.
A czy ktoś myśłał o tym że patyk pióro i książa to jest też historia ludzkości? Najpierw rysunek w ziemi albo na skale, potem pismo, potem druk. Jakby Mieszko we śnie przeżył ewolucję komunikacji od początku do teraz.
Ta myśl o zbiorowości snu trochę mnie niepokoi w pozytywny sposób. Czy to oznaczałoby że ktoś inny mógł śnić coś podobnego w tę samą noc co Mieszko i się nie wie o tym?
Dobra ale jak ktoś miałby sprawdzić czy śnił podobnie, to co, wyślemy ogłoszenie? Serio pytam, bo jeśli sny mogą być wspólne to musi być jakiś sposób żeby to zweryfikować. Czy jest tu ktoś kto śnił o zamieniających się przedmiotach ostatnio?
Ja już powiedziałam o kluczu który stał się ptakiem, to chyba się liczy? Chociaż nie wiem dokłanie kiedy to miałam, ale jak Mieszko opisał swój sen to mi od razu skoczyło w pamięci tamto.
