Mówienie to dużo starszy ewolucyjnie mechanizm niż czytanie. Śnienie pewnie też jest starsze niż pismo. Może właśnie dlatego rozmowy we śnie jakoś lecą, a tekst się sypie. Ale wracając do Ruty, bo to jest chyba ważniejsze niż neurologia: miałaś po przebudzeniu jakieś szczątkowe poczucie, o czym ta książka była? Nie słowa, ale temat, nastrój.
Nieuchronne. To słowo mnie uderzyło. Bo to zmienia sens całego cofania się tekstu. Może właśnie dlatego tekst uciekał, że treść i tak nie była ci potrzebna. Nieuchronne jest nieuchronne niezależnie od tego, czy to przeczytasz. Może sen wiedział, że zapytanie 'co tam było' jest bez sensu.
To jest bardzo ważne, co mówisz. Bo właśnie taka spokojność przy 'nieuchronnym' brzmi dla mnie jak akceptacja, nie jak pasywność. Jakby sen nie ostrzegał, tylko informował. Czy to miało związek z czymś konkretnym w twoim życiu wtedy, kiedy ten sen się pojawił?
Wtrącę się z boku, bo ta rozmowa o 'nieuchronnym' i spokojnej akceptacji przypomina mi pewną kategorię snów, którą roboczo nazywam snami-przyzwoleniami. To takie sny, które nie dają ci odpowiedzi, ale dają ci zgodę na to, żeby jej nie mieć. Czy ktoś jeszcze to rozpoznaje?
Słucham tej rozmowy od dawna i jedno zdanie Ruty zostało mi w głowie: 'zdania były krótsze przy strachu'. Czy ktoś tu miał podobne doświadczenie z tekstem we śnie, że jego struktura, nie tylko treść, zmieniała się pod wpływem emocji? Bo jeśli tak, to jest tu coś więcej niż przypadkowa niestabilność. To sugerowałoby, że ten tekst ma jakąś wrażliwość na stan śniącego.
A co jeśli właśnie o to chodziło? Że sen dawał coś, co nie miało być odczytane wzrokiem, tylko poczute, usłyszane, przyjęte inaczej? Może ta niestabilność tekstu nie była frustracją do przezwyciężenia, tylko wskazówką, że patrzysz w złe miejsce.
Przepraszam, że wchodzę z czymś prostszym, ale naprawdę chcę zrozumieć. Kiedy piszecie, że tekst może być 'zewnętrzny', to co konkretnie macie na myśli? Zewnętrzny wobec czego? Wobec śniącej czy wobec snu w ogóle?
Kiedy tak pytasz, to muszę powiedzieć... tak. Miałam poczucie, że ta książka ma historię bez mnie. Że ktoś ją napisał zanim weszłam do tego snu. Ale tekst zachowywał się jakby odpowiadał na mnie. I to jest sprzeczność, z którą nie wiem co zrobić.
Wracam do czegoś, co było mówione wcześniej, że emocja może być filtrem, przez który wywoływany jest tekst. Jeśli to prawda, to strach jako filtr przepuszcza mniej. I może właśnie dlatego zdania były 'krótsze', bo strach dosłownie ograniczał dostęp. Nie zmieniał tekstu, tylko zasłaniał jego część.
Dobra ale mam praktyczne pytanie, bo ta rozmowa jest piękna, ale chcę wiedzieć jak to działa. Czy da się celowo wywołać taki sen z tekstem i kontrolować, jaką emocję wnosimy? Czy ktoś próbował czegoś takiego przed snem, żeby sprawdzić?
