Kasjopeja zapytała o kierunek i muszę się przy tym zatrzymać, bo to coś zmienia. Nie ma celu. Naprawdę nie idę donikąd konkretnego. Jest przestrzeń, jest ruch, ale nie ma ściany, do której zmierzam, ani drzwi, które chcę otworzyć. To bardziej jak... istnienie w ruchu niż podróż.
To bardzo ciekawe. Jeśli nie ma celu, to ruch jest sam w sobie sensem, nie środkiem do czegoś. Ale skoro tak, to co odróżnia twój ruch od bezruchu tamtych postaci? Bo może oni też po prostu 'są', tylko w inny sposób?
Ale poczekajcie. Topograficzna to ciekawe słowo, ale co ono tu właściwie znaczy? Że oni są w innym miejscu tej samej przestrzeni? Czy że są w innej przestrzeni całkowicie?
To że Wieslawka przyznała, że nie pamięta, jest uczciwe i doceniam to. Ale wracając do sedna, mnie zastanawia czy to, że Drakona widzi innych, jest częścią snu, czy może to jest ten element, który robi z niego coś więcej niż zwykły sen. Widzenie ich rytmu może być kluczem.
Słuchajcie, chcę wrócić do tego co Drakona mówiła wcześniej, że czuje się tam bardziej sobą niż na jawie. Bo to zdanie nie daje mi spokoju. Czy ta granica, o której teraz mówisz, Drakono, mogłaby być właśnie granicą między tym 'bardziej sobą' a resztą? Między twoim rytmem a ich rytmem?
Ale czy ta granica się zmienia między kolejnymi snami tego samego rodzaju? Drakona, wspominałaś, że ten sen wraca. Czy za każdym razem ta przestrzeń wydaje się równie duża, równie ograniczona, czy coś się przesuwa?
Zastanawia mnie jedno. Skoro w tym śnie czas jest jakby wielopasmowy, jak Drakona to ujęła, i skoro nie ma celu ruchu, to co sprawia, że ten sen w ogóle ma jakieś 'przed' i 'po'? Czy jest jakaś sekwencja, cokolwiek co się zmienia od początku do końca, czy to jest jedno wielkie 'teraz'?
Czyli nie ma czasu linearnego wewnątrz snu. Jest tylko ten jeden moment rozciągnięty. To jest dokładnie to, co niektórzy opisują przy stanach głębokiej medytacji. Czas nie płynie, on po prostu jest, cały naraz. Drakona, czy po przebudzeniu masz wrażenie, że ten sen trwał chwilę czy długo?
Okej, ale to 'długo i jednocześnie mgnieniem' to chyba po prostu brak narzędzi do mierzenia czasu we śnie, nie? Mózg nie ma dostępu do zegara, więc po przebudzeniu rekonstruuje czas na podstawie zawartości snu, a nie jego rzeczywistego trwania. Stąd te sprzeczne odczucia.
