Od pewnego czasu mam sny, w których wszystko dzieje się jakby od tyłu. Nie chodzi o to, że coś się powtarza, tylko dosłownie - rozmawiam z kimś i wiem, że to co słyszę, to koniec zdania, a dopiero potem dochodzi do mnie początek. Albo widzę jak ktoś wychodzi z pokoju, a chwilę później ten sam człowiek do niego wchodzi. Jakby ktoś przewinął taśmę wstecz. Obudziłam się z takim snem kilka razy i za każdym razem miałam dziwne uczucie, że coś przegapiłam. Jakiś ważny moment, który był przede mną, a ja go widziałam już po fakcie. Czy ktoś miał coś podobnego? Nie wiem nawet jak to właściwie nazwać.
Miałem podobne doświadczenie, ale trochę inaczej - u mnie to były rozmowy, gdzie odpowiadałem na pytania, zanim zostały zadane. I wiedziałem we śnie, że tak właśnie powinno być, że to normalne. Jakby w tym świecie snu czas po prostu szedł inaczej i nikt się temu nie dziwił poza mną po przebudzeniu. Zastanawia mnie jedno - czy w twoich snach ty też zachowujesz się jakby to było normalne, czy czujesz tam dezorientację?
To co opisujesz, Krysia, bardzo mnie zastanawia. W symbolice sennej odwrócony czas często pojawia się w kontekście rzeczy niedokończonych - jakby dusza wracała do czegoś, co zostało urwane. Nie koniecznie z twojego życia. Czasem mówi się, że sny z odwróconym porządkiem mogą wskazywać na pamięć z poprzednich wcieleń, gdzie zdarzenia zapisały się w odwrotnej kolejności niż je przeżywałaś. Ale zanim pójdziemy w tamtą stronę - czy te sny mają jakiś konkretny motyw, jakieś miejsce albo twarz, która się powtarza?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, bo mnie to bardzo ciekawi. Czy to cofanie się w czasie dotyczy tylko tego co się dzieje w śnie, czy też sama siebie widzisz jako młodszą? Bo to byłoby dwa różne zjawiska chyba, prawda?
To co mówi Krysia o znajomych, ale nierozpoznawalnych twarzach jest ciekawe. Często w snach z zaburzoną chronologią pojawiają się właśnie takie postaci - są bliskie energetycznie, ale nie mają odpowiednika w tej inkarnacji. Jakby dusza rozpoznawała, a umysł nie miał do czego przyporządkować. Krysia, czy masz wrażenie, że z tymi osobami coś cię łączy emocjonalnie w trakcie snu? Jakieś konkretne odczucie - bliskość, żal, może coś nieuończonego?
Przepraszam, że się wtrącam, ale to jest dla mnie kompletnie nowe. Czy odwrócony czas w snach to jest coś, o czym pisze się w sennikach? Bo nigdy na to nie trafiłem, a teraz czytam i myślę, że sam miałem raz coś podobnego, tylko nie zdawałem sobie sprawy co to mogło być.
To jest niesamowite, to pożegnanie na początku. Czytałam gdzieś, że sny które zaczynają się od rozstania mogą sygnalizować jakieś zamknięcie cyklu. Ale odwrócony czas dodaje do tego jeszcze coś - jakbyś dostawała wyjaśnienie post factum, które na jawie przyszło za późno. Czy to możliwe, że ten sen dotyczy czegoś z przeszłości, gdzie nie wiedziałaś wtedy dlaczego coś się skończyło, a teraz dusza próbuje ci to domknąć?
To bardzo ważne co mówisz. Czyli ten odwrócony czas mógłby być formą retrospektywnego rozumienia - nie przepowiednia, tylko uzupełnienie czegoś, co było niedokończone poznawczo albo emocjonalnie. Ciekawa sprawa. A czy po takim śnie czułaś jakieś odciążenie, czy raczej niepokój?
Zastanawia mnie jedno - czy to, że czas płynie wstecz w śnie, nie jest po prostu sposobem w jaki mózg przetwarza pewne emocje retrospektywnie? Nie mówię, że to czysto fizjologiczne, ale czas w snach generalnie jest nieprzyczynowy. Może odwrócona kolejność to nie tyle 'cofnięcie się', co doświadczenie braku linearności jako takiej? I dopiero po przebudzeniu nakładamy na to interpretację 'wstecz', bo mózg na jawie myśli przyczynowo.
Zgadzam się z Wieszczbiarzerem. Bo chaos w snach wygląda inaczej - skacze się między scenami bez logiki. A tu jest logika, tylko odwrócona. To brzmi jak intencja, a nie przypadek.
Dorzucę jeszcze jedną perspektywę - w niektórych tradycjach mówi się, że czas w wymiarze astralnym nie ma kierunku, a my podczas snu możemy chwilowo wyrwać się z linearności czasu fizycznego. Wtedy śniący doświadcza tego jako 'cofanie', bo umysł próbuje to jakoś opisać przy pomocy pojęć z jawy. Może to nie jest czas biegnący wstecz, tylko czas bez strzałki w ogóle, a my to interpretujemy jako odwrócenie. Krysia, czy miałaś kiedyś w tym samym śnie poczucie, że czas się nie cofał, ale po prostu stał?
Przepraszam, że znowu dopytam, ale to co Czeslawa pisze o pamięci zapisanej - to jest jak Akasza? Bo gdzieś czytałem o kronikach akaszy i tam właśnie chodzi o dostęp do zapisów zdarzeń. Czy to może być to samo?
to rozróżnienie, które opisujesz między uczestnikiem a widzem, jest bardzo ważne. Czy w tych snach, gdzie jesteś widzem - też czas płynie wstecz? Czy to raczej te, gdzie jesteś uczestnikiem, mają tę właściwość?
To jest naprawdę ciekawy trop. Bo może właśnie to uczestnictwo jest kluczem - jakby dusza angażowała się osobiście właśnie wtedy, gdy coś wymaga przepracowania. A odwrócony czas jest sygnałem tego zaangażowania, a nie samym przesłaniem.
Zastanawia mnie jedna rzecz. Mówicie o tym, że sen układa sam coś za Krysię. Ale czy to nie jest trochę za pasywne podejście? Pytam serio, bez złośliwości - bo jeśli sen daje dostęp do czegoś, to może warto by aktywnie z tym pracować? Na przykład wracać do tego snu intencjonalnie, w następnych nocach?
to ciekwe co pisze Anastazy o pisaniu. ja kiedyś spróbwałam opisać sen od końca do początku, tak jak go pamiętałam, i zupełnie inaczej wyglądało znaczenie niż kiedy opisałam go normalnie. czy ktoś jeszcze tak robił? może właśnie tak trzeba podejść do snów Krysi
To bardzo ważna obserwacja, Krysia. Chronologizowanie snu na jawie to naturalna reakcja - umysł chce porządku. Ale jeśli sen miał swój własny porządek, odwrócony, to nadpisując go linearnym zapisem, możemy zgubić właśnie to, czego szukamy. Zastanawiam się, czy nie warto spróbować przez kilka nocy zapisywać dokładnie to, co się pojawia, bez układania.
Ale czy to nie jest trudne praktycznie? Bo po przebudzeniu i tak mamy tendencję do rekonstruowania. Nawet jak chcemy zapisać 'po kolei jak było we śnie', to właściwie nie wiemy, czy naprawdę pamiętamy kolejność, czy już ją przekształciliśmy. Krysia, jak szybko po przebudzeniu piszesz te sny?
Może warto mieć dyktafon przy łóżku i mówić zaraz po przebudzeniu, zanim jeszcze wstajesz? Wtedy jest większa szansa, że złapiesz kolejność taką, jaka była, a nie jaka wydaje ci się logiczna. Pytam, bo sama szukam jakiegoś sposobu na to, żeby lepiej zapamiętywać sny - i twoja sytuacja, Krysia, daje mi do myślenia.
Wracam do tego co Azalia pisała o zapisywaniu snu od końca. Robiłem coś podobnego przy pracy z symboliką tarota i snów jednocześnie - jeśli narracja snu była odwrócona, próbowałem najpierw wypisać ostatni obraz, potem przedostatni, i tak dalej. To nie jest to samo co rekonstrukcja chronologiczna. Masz wrażenie, że wchodzisz w sen od strony jego zakończenia, a nie jego początku. Ale Krysia - naprawdę nigdy nie próbowałaś czegoś takiego? Nawet intuicyjnie?
To co Krysia mówi o 'samym środku' jest dla mnie bardzo wymowne. Sny z odwróconym czasem często nie mają struktury linearnej w żadną stronę - ani przód, ani tył nie są oczywiste. To bardziej spirala niż linia. I może właśnie dlatego próba zapisania ich od końca do początku też może być błędem - po prostu nakładamy inną ramę na coś, co ramy nie ma.
Miałam podobny sen kilka razy - nie z odwróconym czasem dokładnie, ale z takim uczuciem, że zdarzenia nie mają kolejności, są ze sobą splecione jak warkocz. I mapa myśli naprawdę pomagała bardziej niż zapis. Krysia, czy w twoich snach poszczególne zdarzenia mają wyraźne granice między sobą, czy raczej przenikają się?
Ale właśnie - skoro nie ma wyraźnych cięć, to skąd Krysia wie, że czas szedł wstecz, a nie po prostu inaczej? Pytam serio, bo może to nie jest 'wstecz' tylko jakiś inny rodzaj czasu, którego po prostu nie umiemy nazwać normalnym słowem?
To co Krysia teraz mówi jest ważne - że 'rozpoznawała zdarzenia jako wcześniejsze'. Skąd to rozpoznanie? Bo we śnie mamy jakiś wewnętrzny kompas czasowy? Albo może deja vu - wrażenie, że coś 'już było', które pojawia się w odwrotnym kontekście?
ja mam takie sny czasem gdzie czuję że coś 'już skończyłam' zanim to zaczynam i to jest dziwne uczucie w żołądku. nie wiem czy to to samo co u Krysi ale może to wlasnie ten wewnętrzny kompas o którym mówi Wieszczbiarz? coś wie zanim logika zdąży to przetworzyć
To co Krysia opisuje - opadanie od klatki piersiowej - kojarzy mi się z opisami uwalniania emocjonalnego przez sen. Nie tyle przepracowywanie intelektualne, ile fizyczne odpuszczanie. Czy to uczucie zostaje po przebudzeniu, czy znika razem ze snem?
Krysia, a powiedz - czy to uczucie spokoju pojawia się niezależnie od treści snu? Bo zastanawiam się, czy to znak, że sens snu nie tkwi w jego 'fabule', tylko właśnie w tym procesie odpuszczania. Że odwrócony czas to forma, nie treść.
