Śnił mi się ostatnio samochód, który... nie wiem jak to inaczej opisać... oddychał. Siedziałam w środku, silnik był wyłączony, ale czułam jak karoseria unosi się i opada rytmicznie, jakby ktoś spał obok mnie. Nie byłam przestraszona, wręcz przeciwnie - miałam poczucie, że ten samochód mnie zna i jakoś... dba o mnie. Zastanawiam się, czy pojazdy we śnie mogą być rodzajem istoty, nie tylko symbolem. Ktoś miał coś podobnego?
Tak, i to nieraz. U mnie to był pociąg - jechał sam, bez maszynisty, ale nie sprawiał wrażenia uciekającego ani niebezpiecznego. Miał jakiś spokojny, celowy ruch. Jakby wiedział, dokąd jedzie lepiej niż ja. Zawsze interpretuję pociąg jako symbol drogi życiowej, ale to coś innego niż zwykły symbol - to była żywa obecność. Ciekawe, że u ciebie też było to uczucie troski, nie zagrożenia.
W tradycji onirycznej pojazdy od dawna traktuje się jako wyraz tego, co kontroluje nasz ruch przez życie - nie tylko dokąd idziemy, ale kto lub co nas prowadzi. Jeśli pojazd ożywa, to może być sygnał, że kontrola nad własną ścieżką jest gdzieś poza tobą - albo że oddajesz ją czemuś, czemu w głębi ufasz. Ale pytam wprost: czy w którymś z tych snów próbowałaś przejąć kierownicę albo zatrzymać pociąg?
No właśnie to mnie zastanawia - bo co to w ogóle znaczy, że pojazd 'żyje'? Czy to, że oddycha i się porusza, to nie jest po prostu wyobraźnia nakładająca ludzkie cechy na obiekt? Nie zarzucam nic Sliwce, po prostu chcę zrozumieć, jak wy to interpretujecie jako coś więcej niż sen o aucie.
Ja mam pytanie, bo dopiero zaczynam rozumieć te rzeczy - czy pojazdy we śnie mogą być przewodnikami duchowymi? Tak jak zwierzęta, które pojawiają się we śnie i coś komunikują? Albo to zupełnie inna kategoria?
Wschód w symbolice sennej to zazwyczaj nowe początki, odrodzenie - słońce wschodzi. Ale to co mówisz o tym, że sen przestał wracać po zmianie - to jest dla mnie ważniejsze niż kierunek. Jakby ten pojazd odprowadził cię do miejsca, do którego miałaś trafić, i zniknął. Czy to znaczy, że spełnił zadanie?
Mnie to co napisałaś bardzo uderza, bo mam podobną historię tylko z samolotem. Leciał bezszelestnie, bez pilota, i wiedziałam we śnie, że to on decyduje, gdzie lądujemy. Ale to nie był strach - czułam że lecę dokładnie tam gdzie trzeba. Czy wy też nie czuliście żadnego lęku? Bo zazwyczaj sny o pojazdach bez kierowcy ludzie opisują jako koszmary.
Myślę, że emocja w śnie jest kluczem. W tarocie to samo dotyczy kart - ta sama karta może być pozytywna lub negatywna zależnie od kontekstu i od tego, co czujesz patrząc na nią. Jeśli ożywiony pojazd budzi spokój i poczucie opieki, to przekaz jest zupełnie inny niż gdy budzi panikę. Może to nie 'utrata kontroli' a 'oddanie kontroli' - i to różnica.
Dorzucę coś z innej strony - Merkury rządzi komunikacją i transportem, a kiedy jest w opozycji albo retrogradacji, sny o pojazdach potrafią intensywnieć. Nie wiem, w jakim momencie cyklu były te wasze sny, ale jeśli ktoś prowadzi dziennik snów i notuje daty, to warto sprawdzić, czy nie nakładają się na tranzyty Merkurego. Ja miałem serię takich snów i po sprawdzeniu okazało się, że trzy z czterech były dokładnie w czasie jego retrograde.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie - czy ktoś próbował we śnie porozmawiać z tym pojazdem? Nie zatrzymać go, nie przejąć kierownicy, tylko po prostu... zagadać? Ciekawi mnie, czy taka istota odpowiada.
Wracając do mojego pytania, bo zostawiłem je w powietrzu - czy ktoś rzeczywiście próbował porozmawiać z takim pojazdem we śnie? Niekoniecznie na głos, może przez intencję albo dotyk? Pytam, bo mam wrażenie, że to mogłoby dać odpowiedź, czy to symbol, czy coś więcej.
To ciekawy trop z tym zaskoczeniem. Sliwka, czy cokolwiek w tych snach cię zaskoczyło albo było niezgodne z tym, czego byś oczekiwała? To by mogło coś powiedzieć o tym, czy to była projekcja, czy coś zewnętrznego wobec ciebie.
To jest mocna obserwacja. Emocja niezgodna z twoim zwykłym wzorcem reakcji - to brzmi jak coś, co warto traktować poważniej niż zwykły sen. Ale chcę zapytać - czy ten spokój był neutralny, obojętny, czy raczej ciepły? Bo to chyba też różnica.
Opiekuńczość - tak, dokładnie to samo słowo pasuje do mojego samolotu. I teraz się zastanawiam, czy przypadkiem te pojazdy we śnie nie są jakąś formą tego, co niektóre tradycje nazywają strażnikiem progu. Nie przewodnikiem, który cię prowadzi za rękę, ale czymś, co kontroluje przejście między stanami. Czy ktoś się z czymś takim spotkał w literaturze onirycznej?
Czytam i mi się układa pewien wzór - u Sliwki zmiana pracy, u Laurencji decyzja o miejscu życia, oboje mówią, że sny skończyły się po rozstrzygnięciu. Czy to jest reguła? Że pojazdy-istoty towarzyszą tylko przez czas niepewności i odchodzą, kiedy już wiadomo?
Ja miałam. Tramwaj, który sam otwierał drzwi i czekał na mnie na przystanku - czułam, że mnie zna. Nic szczególnego wtedy nie decydowałam, był to spokojny czas. Może nie każdy taki sen jest związany z przełomem? Może czasem po prostu coś nas odwiedza, bez agendy?
To co Wrenna opisuje - ciepło bez zadania - brzmi jak coś, co w tarocie nazwałabym kartą Gwiazdy. Nie wezwanie do działania, po prostu sygnał, że jesteś widziana. Nie musi być nic do zrobienia. Czy ktoś inny miał taki sen z pojazdem, po którym nie zostało żadne pytanie do rozwiązania?
Czekaj, to jest coś zupełnie innego niż 'pojazd, który mnie wiezie'. Tu ty jesteś paliwem albo kluczem? Czy ten samochód w ogóle mógłby jechać bez ciebie, miałaś takie poczucie?
'Ty byłaś jego' - to zdanie gdzieś mnie uderzyło. Czy to mogło być coś w rodzaju relacji wzajemnej, nie jednostronnej? Bo we wszystkich snach tu opisywanych pojazd coś daje śniącemu. A tu może też bierze?
Zastanawiam się, czy ten wątek 'pojazd potrzebuje mnie' nie pojawia się częściej niż myślimy, tylko że nie umiemy go opisać i kasujemy go jako dziwny detal. Ktoś jeszcze to miał, tylko może inaczej to czuł - że coś na ciebie czeka, nie dla ciebie, ale przez ciebie?
Słucham tego wszystkiego i myślę - czy my tu nie budujemy teorii wstecznie? Każdy dopasowuje sen do momentu w życiu po fakcie. Gdybyście nie wiedzieli, że miałyście zmianę pracy albo decyzję do podjęcia, czy w ogóle zwróciłybyście uwagę na pojazd ze snu? Nie atak, serio pytam.
No dobra, sam zadałem to pytanie, ale teraz chcę się upewnić, że rozumiem zarzut, który zgłaszam. Mówię, że dopasowujemy wstecznie - ale czy to w ogóle dyskwalifikuje te sny? Bo może właśnie taka jest natura symbolu: ujawnia się, kiedy masz kontekst. Bez kontekstu jest tylko łódź, samochód, pociąg.
Wróćmy na chwilę do Czarodzieja i tej łodzi, bo tam zostało jedno pytanie bez odpowiedzi. Pytałam, co działo się w twoim życiu w tamtym czasie. I naprawdę jestem ciekawa, bo ta łódź, która czeka na ciebie żeby odpłynąć, a potem i tak nie dociera - to brzmi jak coś bardzo konkretnego.
To 'czekało razem z tobą' - to mnie uderza, bo w moim głównym śnie, tym z samochodu, on też nie pędził, nie uciekał. Stał i patrzył. Dopiero kiedy podeszłam, coś się zmieniło. Jakby moja decyzja o zbliżeniu się była ważniejsza niż jakikolwiek ruch z jego strony.
A czy ktoś z was miał pojazd-istotę, która była wyraźnie niecierpliwa albo nagląca? Bo tu wszyscy opisujecie spokój, oczekiwanie, ciszę. Zastanawiam się, czy możliwy jest wariant w którym ten pojazd wywiera presję.
Słuchając Dziedzilii myślę, że może nie każdy pojazd-istota jest po twojej stronie. Większość naszych rozmów zakłada, że to coś przyjaznego - strażnik, towarzysz, energia, która pomaga. A może niektóre są neutralne albo wręcz antagonistyczne?
Właśnie dlatego przez lata prowadziłam dziennik snów i notowałam nie tylko obrazy, ale też to pierwsze uczucie zaraz po przebudzeniu, jeszcze przed myśleniem. Bo to uczucie znika najszybciej i jest chyba najuczciwsze. Dziedzilia, czy pamiętasz, co poczułaś w pierwszej sekundzie po przebudzeniu z tym pociągiem - zanim zaczęłaś to analizować?
