Miałam taki sen chyba z trzy razy w życiu i za każdym razem budziłam się z tym samym dziwnym spokojem. Pokój jak zwykły pokój, ale ściany, sufit, podłoga — wszystko lśniło od środka. Nie jak lampa, nie jak słońce przez zasłonę. Jakby sam materiał świecił. I co ciekawe, nie było żadnego źródła światła. Żadnej żarówki, okna, niczego. Światło po prostu... było. Nie miałam pojęcia co z tym zrobić, ale nie czułam strachu. Raczej takie poczucie, że weszłam gdzieś, gdzie się jest rzadko i bez zaproszenia. Ktoś jeszcze miał coś podobnego?
To co opisujesz — brak źródła przy jednoczesnej obecności światła — to bardzo charakterystyczny element. Mam pytanie, bo to ważne dla interpretacji: czy czułaś ciepło tego światła? Niektórzy opisują takie przestrzenie jako ciepłe, wręcz otulające, inni mówią że było neutralne, bez temperatury. To może dużo zmienić w tym co się tam wydarzyło energetycznie.
Brak bólu oczu to ważny szczegół. W wielu tradycjach opisuje się tak właśnie przestrzenie między światami — światło tam jest jakościowo inne, nie fizyczne. Nie drażni, bo nie jest energią elektromagnetyczną, tylko... inną gęstością rzeczywistości. Byłaś w tym pokoju sama czy coś lub ktoś tam był?
Czytam to i zastanawiam się — czy to mogło być doświadczenie czakry korony? Mam na myśli, że świetliste przestrzenie często łączy się z tym centrum energetycznym, z połączeniem z wyższymi wibracjami, i ten spokój który opisujesz plus brak lęku bardzo mi na to wskazuje. Czy przed snem robiłaś jakąś medytację albo byłaś w szczególnym stanie emocjonalnym?
Ja miałam coś podobngo, tylko że u mnie nie pokój tylko korytarz. Szłam i ściany po obu stronach świeciły takim mlecznym, białawym blaskiem. Bardziej chłodnym niż ciepłym. I ten korytarz nie miał końca w zasadzie. Zastanawiam się czy to był ten sam typ miejsca, czy coś zupełnie innego, bo wasze opisy się różnią w tej temperaturze światła?
Wow, czytam wasze opisy i mam gęsią skórkę, bo tydzień temu śniłem coś bardzo podobnego! U mnie był właśnie pokój, ale ściany nie były białe — były jakby ze szkła od środka, i to szkło pulsowało. Rytmicznie, jak oddech. Czy wasze światło też pulsowało czy było stałe? To mnie ciekawi bardzo bo nie wiem co z tym zrobić.
dokładnie! Miałem wrażenie że ta przestrzeń oddycha. Byłem w niej i ona jednocześnie mnie otaczała, ale też żyła swoim życiem niezależnie. Bardzo to było dziwne uczucie.
Słucham i zastanawiam się — nie twierdzę że to na pewno tak — ale czy nie mogło to być po prostu hipnagogiczne przejście uchwycone wewnątrz snu? Mózg w fazie REM potrafi generować własne źródła światła bez żadnego bodźca zewnętrznego i to uczucie bycia otoczonym jednolitym blaskiem jest dość dobrze opisane neurologicznie. Pytam bo jestem ciekaw jak wy to rozróżniacie od duchowego doświadczenia.
Mam pytanie do Eweliny — po tych snach ze świetlistym pokojem, czy coś się zmieniło w twoim życiu? Mówię o odczuciach, nastroju, może jakimś zdarzeniu. Bo czytałem gdzieś że takie sny często poprzedzają albo kończą jakiś wewnętrzny etap.
Ja nigdy czegoś takiego nie miałam i czytając was mam mieszane uczucia. Z jednej strony chciałabym, z drugiej trochę mnie to niepokoi. Czy można do takiego snu niejako wejść świadomie? I czy to jest bezpieczne? Bo ta przestrzeń którą opisujecie brzmi pięknie ale też jakoś... nieziemsko.
Mnie w waszych opisach uderza jedna rzecz — ten pokój ze światła nie ma okien, nie ma drzwi albo są, ale nie prowadzą nigdzie normalnego. Jakby to był zamknięty świat sam w sobie. Zastanawiam się czy to nie jest coś w rodzaju bańki między wymiarami. Nie wiem jak to inaczej nazwać.
Czytam od początku i mam pytanie bo może głupie ale — czy któreś z was próbowało w tym śnie dotknąć ściany? Bo jeśli to było swiatło jako materiał to ciekawi mnie czy było w ogóle coś fizycznego do dotknięcia czy ręka by przeszła przez to.
Wracając do tego co Mirek mówi o sprzężeniu zwrotnym — czy to nie jest trochę podobne do opisu pola morficznego? Mam na myśli, że taka przestrzeń która reaguje na obecność, dostosowuje rytm, jakby żyła w relacji z obserwatorem... to brzmi jak coś więcej niż tylko wizja senna. Czy ktoś badał to pod kątem energetycznym?
Mnie bardziej interesuej to że Mirek w ogóle dotknął tej ściany a Ewelinka nie. Czy może to coś mówi o tym jak każde z was weszło w tą przestrzeń? Jakby różny rodzaj obecności tam?
Zastanawiam się nad czymś innym. Wszyscy mówicie o pokojach, korytarzach, ścianach. Ale czy ta przestrzeń miała sufit? Bo wyobrażam sobie to i nie wiem czy w takim świetlistym miejscu sufit w ogóle by był, czy raczej otwartość w górę.
To co Mirek mówi o odległościach jest bardzo ważne. W stanach rozszerzonej świadomości — i to dotyczy zarówno głębokiej medytacji jak i pewnych faz snu — percepcja odległości i rozmiaru traci swoje zwykłe zakotwiczenie. Czy ktoś z was miał poczucie własnego ciała w tej przestrzeni? Czy widzieliście swoje ręce, nogi, czy bardziej byliście samą świadomością?
To co Ewelinka pisze o braku ciała, że była 'punktem obserwacyjnym' — czytałem kiedyś relacje osób po NDE, bliskich śmierci, i oni bardzo podobnie opisują pierwsze chwile poza ciałem. Nie twierdzę że to to samo, ale ten brak formy przy zachowanej świadomości to wspólny mianownik.
Hej, dołączam bo to ciekawy temat. Tylko mam takie praktyczne pytanie — jest jakiś sposób żeby celowo trafić do takiego miejsca? Bo opisujecie to i brzmi jak coś, gdzie bym chciał być, a nie wiem czy muszę czekać aż samo przyjdzie.
Wiem że jestem trochę z boku tego tematu, bo zazwyczaj podchodzę do takich rzeczy sceptycznie. Ale muszę przyznać że ta rozmowa mnie ciągnie. Mam pytanie do Eweliny — powiedziałaś że ten sen zbiegał się z momentami przejścia w życiu. Ale czy te przejścia były trudne, czy raczej dobre? Bo zastanawiam się czy ta przestrzeń ze światłem to rodzaj wsparcia w trudnych momentach, czy coś innego.
czyli raczej potwierdzenie niż ostrzeżenie. To ciekawe, bo zastanawiałam się czy te sny mogą pełnić różne funkcje u różnych osób — u ciebie wygląda jakby to był rodzaj wewnętrznego 'tak'. Czy kiedykolwiek ten sen przyszedł kiedy podjęłaś złą decyzję albo byłaś na złej drodze?
Słucham tej rozmowy o przejściach i nasunęło mi się pytanie do wszystkich którzy mieli ten sen — czy macie w nim jakieś poczucie kierunku? Mam na myśli nie tyle że gdzieś idzie, ale czy jest w tej przestrzeni jakieś centrum, ku któremu się grawituje, albo coś jakby biegun?
Ja nie miałam tego konkretnego snu ale po tej rozmowie zaczynam się zastanawiać czy te świetliste przestrzenie mają swoje odpowiedniki w tradycjach, nie wiem, jak to nazwać. Czy ktoś z was kojarzył to z jakimś konkretnym opisem z jakiejś tradycji duchowej? Bo brzmi trochę jak opisy nieba albo nirwany ale to pewnie zbyt duże słowa.
Wracając do pytania Bertramki o próbę — mnie bardziej pasuje słowo 'zaproszenie' niż 'próba'. Próba sugeruje że można ją zdać albo oblać. Zaproszenie jest bez warunku. I Ewelinka mówiła wcześniej że miała poczucie bycia oczekiwanym gościem, co Mirek też potwierdził. To nie brzmi jak egzamin.
Właśnie, 'zaproszenie' mi dużo bardziej odpowiada. W próbie jest napięcie, ocena. A ja tego nie czułam. Raczej coś w rodzaju — możesz tu być. Bez żadnego 'jeśli'.
Dobra ale skoro to zaproszenie, to jak się go nie przegapić? Bo o ile rozumiem że nie ma przepisu, o tyle musi być jakiś sposób na to żeby być bardziej... dostępnym na taki sen? Dziennik snów to jedno ale to brzmi jakby to trwało miesiące.
Mam pytanie bo trochę zgubiłam wątek — czy ta swieltlista przestrzeń była zawsze pomieszczeniem? Bo Ewelinka mówiła o pokoju, Mirek o ścianach i suficie, ale zastanawiam sie czy może byc jako przetrzen otwarta, bez granic, i czy to byl by inny rodzaj doswiadczenia.
Czytam i myślę o tym co Ewelinka powiedziała o braku ciała, że była 'punktem'. Miałem kiedyś podobne poczucie nie we śnie ale przy bardzo głębokiej gorączce i to był jednocześnie spokój i niesamowita dezorientacja. Może granica między tymi stanami jest cieńsza niż myślimy.
