To co Szczepan opisuje z gorączką - ta zmiana konsystencji ścian - ja miałam identycznie ale we śnie. To niesamowite że dochodzimy do tego samego opisu przez zupełnie różne wejścia. Może te stany naprawdę gdzieś się przecinają.
Ale chwila - czy nie jest tak że gorączka i sen to oba stany w których mózg pracuje w zmieniony sposób? I że to samo źródło daje podobne efekty? Nie mówię że to umniejsza doświadczenie, tylko że to może być jeden mechanizm a nie dwa wejścia do tego samego miejsca.
No i tu mam pytanie - czy ktokolwiek z was próbował świadomie wejść w ten rodzaj snu? Ewelinka mówiła że on po prostu przychodził, ale czy ktoś rzeczywiście celowo szukał tej świetlistej przestrzeni i czy to w ogóle działa?
Słucham tej rozmowy o intencji i zastanawiam się - czy ta przestrzeń w ogóle reaguje na intencję? Bo jeśli przychodziła do Ewelinki bez zaproszenia, to może ona sama wybiera do kogo przychodzi i kiedy. I wtedy żadna technika nie zadziała jeśli nie jesteś z jakiegoś powodu 'wybrany'.
Ewelinka mówi coś ważnego bo to paradoks - im bardziej chesz tym mniej szans. Mam tak samo z innymi snami, jak za bardzo czekam na konkretny sen to nie przychodzi. Czy macie sprawozne jakies sposoby na to rozluznienie przed snem, coś konkretnego co robicie?
Ewelinka, cieszę się że pytasz! Tak, jest coś konkretnego - Saturn i Neptun mają dla mnie największe znaczenie jeśli chodzi o sny tego rodzaju. Neptun odpowiada za rozpuszczanie granic między wymiarami, a kiedy jest aktywny przez tranzyt, sny stają się jakby bardziej przepuszczalne. Ale przyznam szczerze że to co opisujesz z pełnią - pełnia w znakach wodnych chyba siedem albo osiem razy mocniej wpływa na takie stany niż pełnia w ogniu. Czy ktoś pamięta w którym znaku był księżyc podczas swoich najintensywniejszych snów?
Ewelinka, a możesz powiedzieć co to było za życiowe momenty? Pytam bo zastanawiam się czy ta przestrzeń pojawia się w chwilach przejścia, jakiegoś kryzysu albo zmiany, czy raczej w spokojnych periodach. To mogłoby powiedzieć coś o tym do czego ona służy.
a czy w tych momentach zmiany byłaś świadoma że coś się zmienia, czy dopiero potem to zobaczyłaś? Bo zastanawiam się czy ta przestrzeń reaguje na świadomość przejścia, czy na samo przejście niezależnie od tego czy je widzimy.
To jest naprawdę trafne pytanie Bertramki, bo w pracy z czakrami mam podobny podział. Czakra korony otwiera się inaczej gdy jesteś świadoma procesu, a inaczej gdy ciało po prostu wchodzi w rezonans samo z siebie. Może ta świetlista przestrzeń to coś co pojawia się gdy blokady znikają - świadomie albo nie. Co myślisz Ewelinka?
Słuchajcie ale mi zaczyna chodzić po głowie coś innego - czy ta przestrzeń za każdym razem wygląda tak samo? Ewelinka kilka razy ją widziała, więc: czy mury świeciły tak samo, czy była ta sama temperatura, to samo poczucie bezpieczeństwa? Bo jeśli jest identyczna - to brzmi jak realne miejsce. A jeśli za każdym razem trochę inne - to może to jednak projekcja.
Ten opis ze sklepieniem mnie uderzył. Podczas tej mojej gorączki też był moment jakby kolebki, nie płaski sufit tylko zaokrąglenie. Nie wiem czy to cokolwiek znaczy ale skoro dwoje ludzi trafia na podobny detal niezależnie od siebie, to jakoś nie chcę tego zbagatelizować.
Ale moze rozroznianie nie jest tu najwazniejsze? Moze liczy sie co to robi z czlowiekiem po przebudzeniu, nie jak wyglada w srodku. Bo Ewelinka mowi ze wychodzi z tego z pokojem, Szczepan tez chyba cos podobnego, i to moze byc wspolny mianownik nawet jesli obraz inny.
To dobre pytanie Mirku i rozumiem niecierpliwość, bo wszyscy chcielibyśmy mieć gotową instrukcję. Ale zanim powiem cokolwiek o technikach - masz w ogóle doświadczenie z lucid dreamingiem albo chociaż z prowadzeniem dziennika snów? Bo bez podstaw każdy 'znacznik' będzie abstrakcją.
Słuchajcie, to jest ciekawe że rozmawiamy o metodach, ale wróćmy do tego co powiedziała Ewelinka - że ta przestrzeń różni się detalami za każdym razem. Raz bardziej otwarta, raz ze sklepieniem. To mi daje do myślenia że może to nie jest jedno miejsce tylko jakiś typ przestrzeni, coś jak kategoria. Czy ktoś jeszcze miał coś podobnego - różne wersje jednego miejsca?
Dionizy, właśnie tak to chyba czuję. Jakby ta przestrzeń miała różne konfiguracje, ale to samo serce. Trudno to opisać słowami, bo to bardziej odczucie niż obserwacja. Zawsze wiedziałam że jestem 'tam' mimo że wyglądało trochę inaczej.
A to 'wiedzenie że jesteś tam' - czy to było wiedza w samym śnie, czyli byłaś tego świadoma podczas snu, czy to rozpoznanie przyszło dopiero po przebudzeniu? Bo to chyba ważna różnica jeśli mówimy o tym czy ta przestrzeń wyzwala jakąś formę świadomości.
Ten 'znowu tutaj' mnie zatrzymuje. Bo u mnie podczas gorączki było coś dokładnie odwrotnego - nie miałem poczucia powrotu tylko poczucie że jestem gdzieś gdzie nigdy nie byłem ale powinienem być. Pierwsze a nie ponowne. Ciekawe że to takie różne wejścia.
Właśnie to mnie tu niepokoi trochę. Zaczęliśmy od konkretnego opisu - świecące mury, materiał który sam w sobie emituje światło, spokój, miękkość powietrza. A teraz coraz szerzej wrzucamy różne białawe sny, wodne sny, sny z poczuciem powrotu. Może za bardzo uogólniamy?
Ewelinka, a czy próbowałaś kiedys w samym snie dotknac tych murow? Chodzi mi o to czy sa w jakis sposob namacalne, czy to bardziej jak hologram ktory po prostu jest ale nie ma fizycznosci?
Ewelinka to co powiadasz o tym cieple po przebudzeniu - czy to bardziej bylao takie fizynce cieplo jak jak gdybys trzymala rece przy kaloryferze, czy raczej wewnetrzne jakies? Bo czytalam o czakrze dloni i ze raz aktywowana zostaje na jakis czas nawet po wyjsciu ze snu.
Ewelinka, dziękuję że tak dokładnie opisujesz te szczegóły, naprawdę to pomaga zrozumieć to doświadczenie! A mogę zapytać - czy w tej przestrzeni był jakiś rytm, coś co pulsowało regularnie, może właśnie to ciepło w murach albo jakiś dźwięk? Zastanawiam się czy to wibrowanie ściany mogło mieć jakiś takt.
Ten opis 'wiedziałam ale nie widziałam' jest kluczowy. To brzmi jak percepcja pozawizualna, coś co pracuje przez inne kanały niż wzrok. W pracy z czakrami mówi się o tym w kontekście odbioru energii ciałem, nie oczami. Czy w tej przestrzeni miałaś wrażenie że twoje inne zmysły były bardziej wyostrzone niż na jawie?
A to ciekawe, bo skoro byłaś sobą i nie sprawdzałaś - to znaczy że ta przestrzeń nie wywoływała w tobie tej typowej dysocjacji, którą wielu opisuje w snach astralnych. Jakbyś czuła się tam po prostu naturalnie. Czy to nie jest właśnie jeden z tych sygnałów że to nie była projekcja lęku ani symbol, tylko coś co odbierałaś jako rzeczywiste w tamtym momencie?
No to ja chcę się tu wtrącić bo wydaje mi się że ta rozmowa trochę kręci się w kółko. Mamy świecące mury, ciepło, brak bólu oczu, oddychający rytm, Ewelinka ma ciało i czuje się naturalnie. Dobra. Ale co z tego wynika? Czy ktokolwiek próbował jakoś intencjonalnie wrócić do takiego miejsca? Bo gdybym miał taki sen, chciałbym wiedzieć jak tam trafić świadomie.
Ta 'czysta cisza bez fabuły' to też jest coś, bo u mnie po próbach medytacji przed snem zdarzały się podobne noce. Puste ale nie złe. Jakby mózg dostał sygnał spokój, wyłącz narrację. Może ta przestrzeń ze świecącymi murami to właśnie to - stan bez historii?
Mam jedno pytanie do Ewelinki, bo mnie gryzie od jakiegoś czasu. To ciepło w murze, ta wibracja, oddychanie przestrzeni - czy to nie mogło być twoje własne bicie serca i ciepło ciała projkowane na otoczenie? Pytam bez złośliwości, po prostu zastanawiam się nad granicą między tym co wnosimy do snu z siebie a tym co napotykamy.
Słuchajcie, chcę dorzucić coś co mi chodzi po głowie od początku tej rozmowy. Mamy tutaj opis przestrzeni która świeci własnym światłem, jest ciepła, ma rytm, nie boli oczu - to bardzo przypomina opisy z relacji o NDE, czyli doświadczeniach z pogranicza śmierci. Nie mówię że Ewelinka umierała w śnie, ale może podobny rodzaj otwartości powoduje dostęp do podobnych rejonów? Nie wiem, może to zbyt odległe skojarzenie?
