Mam ostatnio bardzo dziwne sny i chciałam się podzielić, bo nie wiem jak to nazwać. Śnią mi się źródła światła - raz to była kula wisząca w powietrzu, raz coś jakby płomień ale bez ognia, raz po prostu jasny punkt w ciemnym pokoju. I za każdym razem, kiedy się do nich zbliżam, czuję ciepło. Nie widzę że jest ciepłe, nie dotykam - po prostu stojąc blisko, czuję ten żar na skórze. Budzę się i to uczucie jeszcze chwilę zostaje na rękach. Czy to normalne że w śnie czujemy coś dotykiem mimo że tylko patrzymy?
To co opisujesz bardzo mi przypomina coś co sama przeżywałam jakiś czas temu. U mnie było źródło światła w wodzie - taki podwodny blask - i kiedy stałam nad basenem i tylko patrzyłam w dół, czułam wyraźne ciepło na twarzy, jakby słońce. A w śnie był środek nocy. To doświadczenie zmysłowe bez kontaktu dotykowego to jest coś, co mnie zastanawia od dawna. Masz jakiś kontekst tych snów? Coś je poprzedzało?
To co obie opisujecie to nie jest przypadek. Ciepło odczuwane bez fizycznego kontaktu ze źródłem - to jest klasyczny sygnał że pole energetyczne w śnie jest aktywne inaczej niż na jawie. We śnie ciało energetyczne nie ma tych samych ograniczeń co fizyczne, więc może 'wyczuwać' promieniowanie pola bez pośrednictwa nerwów. Mam pytanie do osoby, która zaczęła temat - czy to ciepło było przyjemne, neutralne, czy niepokojące? To zmienia interpretację bardzo mocno.
Nielogiczne zmysłowo to jest właśnie klucz. W tradycjach hermetycznych światło ma przypisane temperatury - nie metaforycznie, dosłownie. Światło złote to ciepło, białe to chłód, fioletowe to coś pomiędzy. Jeżeli to źródło było złotawe lub ciepłe w barwie, to może być kontakt z wyższym aspektem własnej świadomości. A skoro pytasz o zmysły - w jakim kolorze było to światło? Bo to zupełnie zmienia odczytanie.
To ciekawe, że barwy się zmieniają, a czucie zostaje stałe. Jakby treść wizualna była mniej ważna niż to co dociera przez czucie. Słyszałam o synestezji w snach - że zmysły się 'nakładają'. Ale czy ktoś wie czy to jest to samo co synestezja na jawie, czy coś zupełnie odrębnego mechanizmu?
Moim zdaniem to może być po prostu aktywacja czakry serca albo czakry słonecznej podczas snu. Złote i mleczne światło to typowe kolory tych czakr. Ciepło w klatce piersiowej po przebudzeniu - masz to też czy tylko na rękach?
Słuchajcie, mnie tu bardziej zainteresowało coś innego. Te sny przychodzą regularnie czy losowo? Bo jak masz to cyklicznie, to moim zdaniem nie jest to tylko symbol - to może być połączenie z czymś, co próbuje nawiązać stały kontakt. Duchy lub przewodnicy często właśnie przez światło się manifestują, żeby nie przestraszyć. Ciepło to zazwyczaj coś przyjaznego, złe energie raczej działają przez chłód albo ucisk.
To co Celtyk opisuje z dziadkiem bardzo mnie dotknęło, bo mam podobne skojarzenie. Ale wracając do tematu - chciałam zapytać czy to światło we śnie jest gdzieś umiejscowione, w konkretnym miejscu przestrzeni snu, czy po prostu jest, bez wyraźnego miejsca? Bo jeśli jest np. w centrum pokoju albo na końcu korytarza, to ma inne znaczenie symboliczne niż jeśli 'po prostu jest wszędzie'.
Czytam to i mam dreszcze. Śniło mi się coś podobnego ale myślałam że to bez znaczenia. Teraz nie jestem taka pewna. Moje światło nie było w centrum, było przy oknie, i było zimne - kiedy stanęłam blisko poczułam chłód na policzku. Czyli to odwrotność? Powinnam się tym martwić?
Słucham tej rozmowy o oknie i myślę, że trochę odpłynęłyśmy od tego co Klimcia opisała na początku. Tam światło było w centrum, dostępne, ciepłe, bez poczucia granicy. To jednak zupełnie inny rodzaj doświadczenia niż okno z zimnym blaskiem. Czy ktoś widzi między tym jakiś wspólny mianownik, czy to naprawdę dwie odrębne rzeczy?
Właśnie chciałam napisać to samo co Dobrusia. Cieszę się że ktoś to zauważył, bo zaczęłam się zastanawiać czy moje sny i sen Walentyny to w ogóle ta sama kategoria. Almandynka, czy możesz rozwinąć - co znaczy 'podmiot snu'? Bo to brzmi ważnie ale nie do końca rozumiem.
Chodzi o to, że w większości snów elementy scenografii - okna, lampy, słońce - są tam bo mają sens kontekstowy. Oświetlają miejsce, są częścią tła. Natomiast kiedy światło samo przyciąga uwagę, staje się tym na czym skupia się cała uwaga śniącej, i do tego wywołuje odczucia fizyczne niezwiązane z samym widzeniem - to ono jest nośnikiem przekazu, nie tylko środowiskiem. W tradycji gnostyckiej takie światło miało konkretną nazwę i rolę. Ale nie chcę za bardzo odpływać w terminologię - pytanie do Klimci jest ważniejsze: czy kiedykolwiek próbowałaś zbliżyć się do tego światła wewnątrz snu?
to 'wiem że mam stać gdzie stoję' jest bardzo znaczące. W pracy z energią mówimy o dystansie ochronnym albo dystansie recepcji - są energie, których nie można 'dotknąć' bo kontakt bezpośredni byłby zbyt intensywny dla ciała energetycznego w danym momencie. Ciepło dociera do ciebie z odległości bo taki jest prawidłowy poziom odbioru. Gdybyś podeszła bliżej, mogłoby to przerwać sen albo wywołać zbyt silną reakcję. Czy zdarzyło ci się kiedyś że próbowałaś podejść i coś się wydarzyło?
To obudzenie dokładnie w chwili ruchu w stronę światła jest bardzo ciekawe. Słyszałam że w lucidach podobno można próbować takich rzeczy świadomie - czyli zapamiętać że mam zamiar zbliżyć się i zobaczyć co się stanie. Ale to chyba wymaga dużo wprawy w świadomym śnieniu? Klimcia, ty raczej nie śnisz lucidnie?
Świadomy sen to chyba tutaj nie jest dobry pomysł na start. Jak śnisz o tak wyraźnym źródle energii i nie znasz jeszcze tej przestrzeni, to wejście w świadomy sen może po prostu przestraszyć albo zaburzyć cały przekaz. To jakbyś chciała pogłaśniać coś czego jeszcze nie rozumiesz. Najpierw warto nagrywać te sny i szukać powtarzających się szczegółów. Klimcia, masz jakiś dziennik snów?
Ten lęk przed zapisywaniem jest chyba dość powszechny i rozumiem go, ale z mojego doświadczenia jest odwrotnie - sny zaczynają być częstsze i wyraźniejsze jak zaczniesz je notować. Jakby podświadomość dostawała sygnał że ktoś słucha. Zaczęłam robić to kilka lat temu od rytuału intencji przed snem, po prostu mówiłam na głos że chcę zapamiętać i w notatniku zostawiałam otwartą stronę. Pierwsze zapisy były chaotyczne ale po kilku tygodniach zaczęłam widzieć wzorce.
Ja nigdy nie próbowałam zapisywać snów, ale teraz chcę. Mistralia, co dokładnie mówiłaś przed snem? Bo 'intencja' brzmi jakby było jakieś konkretne zdanie albo coś. Czy to musi być po ciemku, czy może przy lampce?
Przeczytałem cały wątek i mam takie naiwne może pytanie - czy to ciepło które Klimcia czuje na rękach po przebudzeniu można jakoś zmierzyć? Termometrem skórnym czy cokolwiek? Albo czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić że to nie jest po prostu normalne ciepło ze śpiwora lub kołdry?
Dobra, rozumiem że termometr odpada. Ale mam kolejne naiwne pytanie - skoro to ciepło zostaje po przebudzeniu, to czy ono zanika samo, czy Klimcia coś z nim robi? Znaczy czy wchodzi do łazienki, myje ręce i znika, czy zostaje dłużej?
To co Klimcia opisuje z zanikaniem pod wpływem uwagi jest bardzo charakterystyczne dla energii bardzo wysokiej częstotliwości. Nie chodzi o to że zanika bo ją obserwujesz - chodzi o to że twój umysł analityczny zaczyna 'szukać' tej energii racjonalnymi narzędziami i ona po prostu nie daje się w ten sposób uchwycić. Celtyk chyba coś podobnego pisał wcześniej o dystansie. Mam pytanie do Klimci - czy w momencie kiedy zanika, czujesz coś w okolicy mostka albo dłoni?
mrowienie w dłoniach to nie jest bez znaczenia, w czakrach dłoni siedzą punkty recepcji energetycznej. Klimcia może mieć po prostu naturalnie bardziej wrażliwe te centra niż inni. To tłumaczyłoby dlaczego czuje ciepło z czegoś czego nie dotyka. Ale mam pytanie - czy to mrowienie jest nowe, czy miałaś je też przed tymi snami?
To mnie trochę niepokoi w dobrym sensie - czy Klimcia w ogóle wcześniej miała jakieś inne doświadczenia zmysłowe w snach? Bo skoro opisuje to tak szczegółowo, może te sny ze światłem nie są pierwszymi w których zmysły działają 'niestandardowo'?
To co Walentyna opisuje - uczucie zamiast obrazu - i to co Klimcia czuje w rękach po przebudzeniu, to mi przypomina coś o czym czytałam w kontekście snów po medytacjach z prowadzeniem. Że ciało energetyczne zostaje przez chwilę 'zakotwiczone' w innym stanie i dopiero stopniowo wraca. Czy Klimcia medytuje w ogóle, albo robi coś takiego przed snem?
A może właśnie dlatego przychodzą, że nie ma rytuału i nie ma 'filtrowania'. Czytałem że intencje i rytuały przed snem mogą paradoksalnie ograniczać co przychodzi, bo ustawiasz jakby bramkę przez którą musi przejść to co śnisz. Bez rytuału wszystko może wejść. Nie mówię że to dobrze czy źle, tylko że może tu leżeć odpowiedź dlaczego te sny są takie czyste.
Zmęczenie fizyczne obniża poziom kontroli mentalnej i to może właśnie otwierać te okna odbioru o których Bolesław pisał. Ciało jest za zmęczone żeby 'filtrować' i wtedy przychodzi to co normalne czuwanie by zablokowało. Klimcia, te sny zostawiają cię po przebudzeniu wypoczętą czy raczej śpiącą jakbyś nie spała?
To 'lżej' po przebudzeniu to coś co rozumiem, bo miałam coś podobnego po jednym śnie z bardzo jasnym miejscem. Ale u mnie to trwało może godzinę i potem wróciło wszystko normalnie. Klimcia, to 'lżej' zostaje na cały dzień?
'Ciężar ciała jest inny' - to bardzo ciekawe sformułowanie. Klimcia, czy to lżej dotyczy tylko ciała, czy też myśli? Bo to może wskazywać na zupełnie różne rzeczy w zależności od odpowiedzi.
