Chcę opisać coś, co mi się przydarzyło dwa razy i ciągle o tym myślę. W śnie stałem naprzeciwko siebie samego, ale wyraźnie to była starsza wersja mnie, może o jakieś dziesięć lat młodsza od tego, czym jestem teraz. I ona, ten drugi ja, patrzyła na mnie z takim niepokojem i mówiła żebym nie robił jednej konkretnej rzeczy. Nie powiem czego dotyczyło, bo to prywatne, ale ważne jest to, że tamten ja wydawał się wiedzieć co mnie czeka. Jakby czas w tym śnie płynął inaczej, jakby dwie wersje tej samej osoby mogły się spotkać bo coś się na chwilę rozjechało. Ktoś miał coś podobnego? Bo nie wiem jak to interpreotować i trochę mnie to nie daje spokoju.
To brzmi jak jedno z tych snów, które długo zostają. Chciałam zapytać o jedną rzecz, bo mnie to bardzo ciekawi: czy ta młodsza wersja ciebie mówiła wprost, czy raczej dawała do zrozumienia? Bo w snach proroczych często nie ma prostego komunikatu, jest raczej jakieś uczucie albo gest. Zastanawiam się czy to było bardziej ostrzeżenie czy coś w rodzaju prośby.
To jest bardzo ciekawy detal, ta 'granica informacji'. W wielu tradycjach myśli się o czasie jako o czymś, co nie jest linią, tylko raczej przestrzenią, w której różne wersje zdarzeń współistnieją. I właśnie dlatego takie sny mogą być niekompletne, nie dlatego że sen jest chaotyczny, ale dlatego że istnieje coś w rodzaju zasady zachowania przyczynowości, nawet w wymiarze onirycznym. Ciekawa jestem, w którym momencie życia to przyszło, bo według astrologii pewne tranzyty mogą otwierać takie okna.
Nie wiem czy to kwestia astologi, ale sama miałam podobny sen i też czułam że ta inna ja coś wie czego mi nie może powiedzieć wprost. Jakby działało jakieś prawo. Moja była starsza, nie młodsa, patrzyła na mnie spokojnie i powiedziała tylko tyle: 'już to przeżyłaś, poradzisz sobie'. I się obudziłam. Czułam ulgę, ale tez dziwny niepokój, bo skąd ona mogła wiedzieć?
Słuchajcie, trochę mnie to wszystko zastanawia od strony bardziej przyziemnej. Czy nie jest tak, że mózg po prostu konstruuje sobie taką postać w sytuacji kiedy wewnętrznie wiemy co powinniśmy zrobić, ale nie chcemy tego przyznać? Pytam poważnie, nie żeby podważać, bo sam miałem kiedyś sen z kimś podobnym do mnie i też to było dziwne. Tylko nie wiem jak odróżnić projekcję od czegoś więcej.
Właśnie to rozróżnienie między przypomnieniem a nową informacją wydaje mi się kluczowe. Pracuję z dziennikiem snów od dłuższego czasu i zauważyłam, że sny w których spotykam 'siebie' mają zupełnie inną teksturę niż zwykłe. Są spokojniejsze, wyraźniejsze, jakby rozdzielczość była wyższa. I prawie zawsze po takim śnie coś w moim życiu się przesuwa, jakaś decyzja dojrzewa. Nie wiem czy to ja do siebie mówię czy coś przeze mnie mówi.
Hej, ja się trochę gubię. To znaczy, że możemy naprawdę spotkać siebie z przyszłości? Że czas działa inaczej kiedy śpimy? Zawsze myślałam że sny to po prostu takie filmy, które mózg sobie puszcza, ale tu piszecie o czymś zupełnie innym.
Wracając do tego co napisał autor tematu, bo mam jedno konkretne pytanie. Czy ta młodsza wersja ciebie była wyraźnie tobą, znaczy rozpoznałeś siebie, czy raczej wiedziałeś że to ty, ale wygląd był inny? Bo w snach o poprzednich wcieleniach często wiadomo że 'to ja', mimo że postać wygląda zupełnie inaczej. I to rozróżnienie dużo mówi o tym, z jakiego wymiaru przychodzi taka postać.
Zastanawiam się czy nie ma tu też numerologicznego wymiaru, bo czasem takie sny przychodzą w konkretnych cyklach życiowych. Rok osobisty 7 albo 9 to często okresy kiedy coś w nas próbuje domknąć pewne wzorce. Czy pamiętasz w jakim byłeś momencie kiedy ten sen przyszedł pierwszy raz?
Mnie zawsze zastanawia jedno w takich historiach: dlaczego zakładamy że to jest wersja nas z innego czasu, a nie jakaś część naszej własnej psychiki która przybiera naszą twarz żeby ją lepiej słyszeć? Nie mówię że tak na pewno jest, ale skąd wiadomo co to jest? Jakie macie sygnały które mówią że to nie jest zwykły sen?
Wróćmy może do samego tematu, bo ta granica między 'przypomnieniem' a 'ostrzeżeniem' jest tu chyba kluczowa. Mieszko pisał że ta młodsza wersja była spanikowana, ale nie mówiła wprost. To bardzo specyficzne. Czy ktoś miał sen w którym ta inna wersja siebie była spokojniejsza od nas? Bo to by zmieniało interpretację.
Czytam to wszystko i mam wrażenie że odpowiedź na pytanie skąd ona wiedziała że nie może mi powiedzieć za dużo może być prostsza niż myślę. Bo może ona to wiedziała z tego samego snu który ja teraz śnię? Jakby to było zapętlone. Nie wiem czy to ma sens.
Ma sens i to całkiem spójny. W niektórych koncepcjach czasu sen jest miejscem gdzie przeszłość i przyszłość istnieją jednocześnie, więc ta pętla którą opisujesz nie byłaby błędem logicznym, tylko cechą tej przestrzeni. Ale mnie bardziej ciekawi jedno: czy po tym śnie cokolwiek zmieniłeś w swoim życiu?
To co piszesz o decyzji jest ważne. Numerologicznie takie przełomowe momenty często są poprzedzane snami właśnie w roku kiedy zamykamy jakiś cykl. To nie znaczy że sen 'spowodował' decyzję, ale że może być sygnałem że jesteś w takim momencie kiedy coś wewnętrznego jest gotowe.
Ja chciałam zapytać o coś innego. Skoro ta poprzednia wersja Mieszka wiedziała co się wydarzy, to znaczy że ta decyzja była z góry ustalona? Bo jeśli sen ostrzegał to można było nie posłuchać i wtedy co, byłoby inaczej? Nie rozumiem jak czas może działać w obie strony jednocześnie.
Ale właśnie to jest najciekawsze pytanie w tym temacie moim zdaniem. Czy takie sny zmieniają coś w rzeczywistości, czy tylko opisują to co i tak by się stało? Bo jeśli to drugie, to po co ostrzegać?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie do wszystkich którzy mieli ten typ snu. Czy ta druga wersja was mówiła do was po imieniu? Czy raczej zaczynała jakby w środku rozmowy, bez przedstawiania się? Bo mam wrażenie że te szczegóły mogą coś mówić o tym czy to jest sen symboliczny czy coś bliższego projekcji astralnej.
to jest właśnie ta cecha którą słyszę w wielu relacjach, to 'po prostu wiedziałem'. Nie było dowodu, nie było potwierdzenia, była pewność. Czy ta pewność była podobna do tej którą masz na jawie kiedy kogoś rozpoznajesz, czy raczej inna?
To co powiedziałeś o wiedzy która 'nie przeszła przez oczy' siedzi mi w głowie. Bo to sugeruje że rozpoznanie odbywało się na jakimś innym poziomie niż percepcja zmysłowa. Jakby tożsamość była czymś co się czuje, a nie identyfikuje. Mam pytanie do reszty, czy ktoś tutaj miał podobne doświadczenie, ale z kimś obcym we śnie? Tzn. poznawał kogoś z tą samą pewnością, bez żadnych zewnętrznych wskazówek?
Ja miałam dokładnie takie cos, ale ze zmrałą babcią. Weszła do snu i widziałam tylko syluetkę, ale wiedziałam od razu. Nie przez twarz, nie przez głos. Po prostu wiedziałam tak jak Mieszko opisuje. I to jest ciekawe że on to czuł do samego siebie, a ja do kogoś innego, ale mechanizm ten sam.
Ja zawsze tak mam, że we śnie wszystko jest oczywiste a potem się budzę i myślę 'zaraz, ale jak to możliwe'. Tylko u mnie to są raczej absurdy, nie takie głębsze rzeczy. Ale pytanie Mieszka jest ciekawe, bo może ta wewnętrzna logika snu to właśnie jest ta przestrzeń o której mówi Czaromira?
Wracam do wątku z poprzednią wersją siebie, bo mam wrażenie że trochę uciekliśmy od sedna. Mieszko, czy ta młodsza ty wiedziała coś konkretnego, czy raczej przekazywała jakiś ogólny niepokój? Bo to by mocno zmieniało interpretację. Jedno to sen gdzie dostajesz informację, drugie to sen gdzie dostajesz stan emocjonalny. Oba mogą działać, ale inaczej.
