Mam ten sen od jakichś trzech miesięcy i nie wiem co o nim myśleć. Śnię, że wychodzę ze swojego ciała jak z szafki albo z ciasnego pojemnika - dosłownie przekraczam je jak próg, wychodzę i stoję obok siebie. Patrzę na swoje własne ciało leżące na łóżku i czuję, że to nie jest sen w zwykłym sensie. Jest zbyt wyraźny, zbyt spokojny. Żadnego strachu, żadnego paraliżu. Po prostu wychodzę i stoję obok. Potem zazwyczaj zaczynam się unosić albo iść gdzieś przez ścianę. Ale to co mnie niepokoi to to, że po przebudzeniu mam wrażenie jakbym wróciła z podróży, nie jakbym się obudziła. Czy ktoś miał coś podobnego? Zastanawiam się czy to jest jakaś forma projekcji astralnej której nie kontroluję, czy może coś zupełnie innego.
To co opisujesz brzmi bardzo konkretnie - ten spokój bez paraliżu to charakterystyczny szczegół. Kiedy miewałam podobne sny, poprzedzał je zawsze pewien etap, który trudno opisać słowami: jakby ciało zasypiało szybciej niż świadomość. Ale u mnie zawsze był jakiś krótki moment drżenia. U ciebie nie ma żadnego przejścia? Od razu jesteś 'na zewnątrz'?
To 'wychodzenie jak z szafki' to bardzo specyficzny obraz. Nie spotkałem tego opisu w typowych relacjach o OOBE. Szafka jako symbol jest ciekawa - coś zamkniętego, coś co przechowuje. Zastanawiam się czy to nie jest twój własny symbol na ciało jako powłokę, który podświadomość wybrała żeby ci coś pokazać o naturze wcielenia. Ale mam pytanie - dokąd idziesz po wyjściu? Czy to zawsze to samo miejsce, ta sama przestrzeń, czy za każdym razem inne?
Ten opis 'trwałości' miejsca mnie zatrzymał. W świadomym śnieniu też można osiągnąć taką stabilność, ale to wymaga treningu. A ty piszesz że to po prostu się zdarza, bez żadnego wysiłku z twojej strony. Czy robiłaś coś przed snem - medytacja, intencja, jakiś rytuał? Czy to przychodzi zupełnie spontanicznie?
Trzy miesiące to spory czas. Prowadzisz jakiś dziennik snów? Pytam bo zastanawiam się czy nie ma jednak wzorca który nie jest oczywisty - data, faza księżyca, dzień tygodnia. Czasem dopiero jak się to zapiše widać powtórzenia, których nie widać w głowie.
ja miałam raz coś podobengo i też wyszłam przez ściane i potem byłam w korytarzu z niebieskm swiatłem i nie wiedziałam czy to sen czy nie. ale u mnie była ta wibracja o ktorej pisałaś. ciekawe że u ciebie jej nie ma - może to znaczy że wychodzisz inną drogą? czy to w ogole mozliwe ze sa rozne wejscia?
Chcę wrócić do tego obrazu szafki bo myślę że to klucz do całej interpretacji, nie efekt uboczny. W wielu tradycjach - od szamanizmu po niektóre wątki chrześcijańskiej mistyki - ciało jest opisywane jako 'dom' albo 'naczynie'. Ale szafka to coś ciaśniejszego, coś do przechowywania. Jakbyś miała wrażenie że jesteś w swoim ciele trochę tymczasowo? Że jesteś tam włożona, nie wrodzona?
Mam pytanie bo nie jestem pewien czy dobrze rozumiem - czy to co opisujesz to jest tak że widzisz siebie z zewnątrz i wiesz że to jesteś ty, czy bardziej że patrzysz na ciało jak na obcą osobę? Bo to chyba duża różnica i zastanawiam się jak ty to czujesz.
To co mówisz o gorączce i dystansie to jest bardzo ważny sygnał. Takie sny potrafią trwale zmienić to jak się postrzegasz - i to nie jest coś niebezpiecznego, ale warto żebyś się w tym świadomie orientowała. Czy masz kogoś bliskiego z którym możesz o tym rozmawiać, albo jakąś praktykę uziemienia? Nie chodzi o nic skomplikowanego - po prostu żeby mieć 'kotwicę' w codzienności.
A można jakoś to celowo wywołać? Bo brzmisz jakbyś miała do tego naturalny dostęp i zastanawiam się czy istnieje technika żeby inni też mogli to poczuć, bo to co opisujesz jest czymś czego szukam od jakiegoś czasu w medytacji i nigdy nie trafia.
Słucham tej rozmowy od początku i jedno mnie zatrzymuje. Oksanka63 napisała że po przebudzeniu czuje jakby wróciła z podróży. Czy pamiętasz z tych podróży coś konkretnego - widziałaś kogoś, słyszałaś coś, był jakiś przekaz? Czy to bardziej po prostu przemieszczenie, bycie w przestrzeni?
To z tym słowem które istnieje tylko 'tam' jest może najważniejszą rzeczą w tym wątku. Są tradycje które mówią że pewne warstwy rzeczywistości mają własny język - nie metaforycznie, dosłownie. I że próba przetłumaczenia tego na jawie jest jak próba przelania wody w dłoniach. Nie znika, ale zmienia formę. Czy miałaś wrażenie że to słowo było ważne dla ciebie osobiście, czy bardziej jak komunikat ogólny?
To co Maurycy napisał o języku który istnieje tylko 'tam' - chcę to podciągnąć do tego co Oksanka powiedziała o szafce. Bo skoro ciało to szafka, a tam jest inny język, to może to oznacza że jesteś czymś co ma własny język, własne słownictwo, i to słownictwo nie ma odpowiednika tu? Czy to słowo które usłyszałaś - miałaś wrażenie że już je znasz, że go szukałaś, czy że usłyszałaś je pierwszy raz?
Chcę tu coś powiedzieć bo ta rozmowa idzie w bardzo określonym kierunku i nie chcę żeby ktoś wyciągnął z niej złe wnioski. To co opisuje Oksanka jest absolutnie spójne z klasycznymi opisami OOBE - trwałość miejsca, brak wibracji jako wariant, ciało jako obiekt bez ładunku emocjonalnego. Ale to słowo które 'istnieje tylko tam' to osobny fenomen i nie należy go łączyć automatycznie z wyjściem z ciała. To może być hipnagogiczny fragment, osobny od reszty. Czy ten epizod z korytarzem i postacią był w tym samym typie snu co pozostałe?
Ja tu widzę jeszcze jeden wątek który nie padł. Oksanka, ty piszesz że wychodzisz 'jak z szafki' - ale czy szafka ma zamek? Czy wychodzisz swobodnie, czy coś musisz zrobić żeby wyjść, nawet jeśli to jest nieświadome w tym śnie? Pytam bo to by dużo mówiło o tym czy to wyjście jest twoje czy zaproszone.
To co Spellbound zapytała jest dla mnie ważne. Bo jeśli nie ma momentu przejścia, to może nie ma też granicy? Może to nie jest wyjście tylko uświadomienie sobie że się jest na zewnątrz. I wtedy cała metafora szafki zmienia znaczenie - może szafka to nie powłoka z której wychodzisz, tylko przekonanie że jesteś w środku.
Przepraszam że wchodzę bo tu jest dużo rzeczy których nie rozumiem do końca - ale chciałam zapytać czy jak wychodzisz z tego ciała to w środku szafki coś zostaje? Znaczy czy widzisz ciało w środku kiedy jesteś już na zewnątrz? Bo jakoś nie mogę tego sobie wyobrazić.
torba, kurtka, szafka - mnie uderza że ty cały czas szukasz przedmiotu do porównania a nie miejsca. inne osoby mówią 'wyszłam z domu' albo 'byłam w tunelu' a ty mówisz zawsze o rzeczy którą można odłożyć. czy myślisz że to coś znaczy? że wybrałaś akurat takie obrazy?
Ten wątek z porównaniami to jest coś co bardzo dobrze znam z pracy z symbolami. Obrazy które przychodza spontanicznie, zanim zdążysz je ocenzurować, są zwykle trafniejsze niż te przemyślane. Szafka to coś co ma miejsce na jedną konkretną rzecz - nie jest przestrzenią ogólną jak dom czy pokój. Oksanka, czy masz poczucie że w tej szafce jest tylko miejsce na ciebie, czy mogłoby być tam coś więcej?
Chciałbym wrócić do pytania które zadałem wcześniej i do odpowiedzi Wolchwa. Rozumiem że spontaniczne jest inne niż wywołane. Ale skoro Oksanka ma to bez wysiłku, to może nie chodzi o technikę tylko o jakiś stan albo nastawienie? Czy ty jesteś jakoś inaczej nastawiona przed snem niż przeciętna osoba - niekoniecznie świadomie?
Wróćmy na chwilę do tego co powiedziałam o dzienniku. Czy to w ogóle zrobiłaś? Bo teraz słucham tej rozmowy i widzę że z pamięci opisujesz coraz więcej szczegółów - tę postać w korytarzu, słowo, torby i kurtki - i zastanawiam się ile z tego było od początku a ile dochodzi teraz, w trakcie rozmowy, bo pytania to wydobywają.
to co heliosa mówi jest ważne bo ja też mam tak ze snami ze jak zaczynam opisywac to nagle pamętam więcej ale potem nie wiem czy to prawdziwa pamięć czy coś co samo sie dobudowało. jak to w ogóle sprawdzić czy to co pamietamy ze snu jest tym co było czy co teraz wydaje sie że bylo?
Nie robiłam dziennika, Heliosa. Naprawdę nie. Wiem że to się powtarza w tej rozmowie i rozumiem dlaczego pytasz. Ale nie wiem czy jestem gotowa żeby to zapisywać. Jakby to uziemić, zamknąć w słowach na papierze. I boję się że przestanie przychodzić.
to jest bardzo ważna rzecz którą powiedziałaś. Że boisz się że przestanie przychodzić jeśli to zapiszesz. Czy ta obawa jest stara czy pojawiła się teraz kiedy o tym rozmawiasz?
rozumiem to przeczucie i nie chcę go podważać - ale z tego co znam to jest akurat odwrotnie. Zapisywanie zazwyczaj zaprasza więcej. Jakby pokazujesz że słuchasz. Choć może tutaj chodzi o coś innego - może to nie jest strach przed utratą snu, tylko strach przed tym co w nim znajdziesz kiedy go zatrzymasz?
To co Ewuniaa napisała wydaje mi się ważniejsze niż sama technika dziennika. Oksanka, jeśli coś w tobie się broni przed wiedzą - to może sen mówi właśnie o tym? Że wychodzisz z ciała łatwo, bez wysiłku, ale zapisać nie możesz. Jakby swoboda w jednym miejscu i blokada w innym.
ale czy to nie jest trochę wygodne tłumaczenie? znaczy -- nie muszę robić nic bo robiąc zepsuje? pytam bo sama tak miałam z pewną medetacją i jednak okazało się że po prostu bałam się efektu
