Ja w swoich snach też nie miałem wyraźnej postaci - było coś co trzymałem w rękach, ale nie wiedziałem jak to wygląda. I zgadzam się że to nie było przerażające, wręcz przeciwnie - jakieś spokojne i ważne. Niesamowite że tyle osób opisuje to podobnie. Dziękuję wam że o tym piszecie, bo naprawdę dużo mi to daje.
Dobra ale mam pytanie praktyczne - czy ktokolwiek z tych którzy mieli takie sny próbował potem porównać to co usłyszał z tym jak dziecko faktycznie jest? Salomejka, to zdanie 'będę potrzebowała ciszy' - czy twoja córka faktycznie tak jest? Czy widać to w jej charakterze?
Numerolożka, tak. To jest właśnie to co mnie najbardziej uderza. Ona teraz ma siedem lat i jest dzieckiem które bardzo mocno reaguje na hałas, na chaos, na zbyt wiele osób naraz. Nie jest zamknięta w sobie, ale potrzebuje swojego czasu i przestrzeni. Mąż żartuje że jest 'introwertykiem z urodzenia'. Ja kiedy to zdanie sobie przypomnę to mi serce przystaje.
Czytam ten wątek od dawna i prawie nie piszę, ale to co napisała Salomejka - że córka faktycznie potrzebuje ciszy - to mnie zatrzymało. Moja mama mówiła mi że przed moim urodzeniem śniło jej się że trzyma coś delikatnego i że musi uważać. Ja mam bardzo wrażliwy układ nerwowy od dziecka. Nigdy wcześniej tego nie połączyłam.
Wracam do tego kryterium które pojawiło się wcześniej - weryfikowalność. Mamy teraz kilka przypadków gdzie treść snu z okresu ciąży odpowiada cechom dziecka - Salomejka i cisza, Genowefka i wrażliwość, Zlata i kruchość. Pytanie jest następujące: czy to możliwe że to są projekcje lęków rodzicielskich które przypadkowo trafiły w mark, czy jest tu coś więcej? I jak w ogóle odróżnić jedno od drugiego?
Myślę że tu nie chodzi o to czy to lęk czy przekaz - może jedno i drugie może być razem. Rodzic jest otwarty bo się boi, i właśnie dlatego dusza może przez to otwarcie przepłynąć. Lęk jako kanał, nie przeszkoda. Znam podobne opisy z pracy z polami morficznymi - emocjonalne napięcie zwiększa przepuszczalność.
Chcę dodać jedną rzecz której wcześniej nie powiedziałam - te sny z ciąży miały inną jakość niż moje zwykłe sny. Nie chodzi o treść, ale o to jak je pamiętam. Normalne sny zanikają. Te zostały. Nawet teraz, po siedmiu latach, pamiętam je tak jakby były wcześniej. Nie wiem czy to coś znaczy, ale mnie to przekonuje bardziej niż jakikolwiek argument.
To co napisała Salomejka na końcu poprzedniej strony - że te sny pamieta inaczej niż zwykłe - to jest chyba najważniejsza rzecz w całym wątku. Ja też to słyszałam od innych osób które miały sny prorocze albo kontaktowe. Ta inna jakość pamięci to nie jest przypadek. W numerologii mówimy o tej różnicy jako śladzie wibracyjnym - coś co jest naprawdę przekazem zostawia inny odcisk niż produkt umysłu. Ale chciałam zapytać - Salomejka, czy te sny z ciąży pamiętasz jak wspomnienie czy jak doświadczenie? To znaczy czy jak o tym myślisz to jesteś znowu tam, czy tylko wiesz że tak było?
Petronelka, to pytanie mnie zaskoczyło bo naprawdę nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć przez chwilę. I chyba odpowiedź brzmi: jestem znowu tam. Nie tylko wiem że tak było. Zamykam oczy i czuję tę ciepłą obecność tak samo jak wtedy. To nie jest wspomnienie obrazu, to jest wspomnienie dotyku i pewności. Nie wiem czy to cokolwiek dowodzi, ale właśnie dlatego tak trudno mi to wyrzucić z głowy przez te siedem lat.
To rozróżnienie które zrobiła Petronelka - wspomnienie jako wiedza versus wspomnienie jako ponowne bycie tam - jest naprawdę istotne w kontekście klasyfikacji snów. Doświadczenia określane jako contactowe albo transformatywne bardzo często mają dokładnie ten charakter. Powracają jako żywe, nie jako narracja. Mam pytanie do Salomejki - czy ten dotyk o którym mówisz to był dotyk fizyczny w treści snu, czy raczej poczucie obecności bez konkretnego kontaktu?
To porównanie z ciemnym pokojem jest naprawdę trafne i wcale nie głupie. Słyszałam podobne opisy od osób które miały sny o bliskich tuż po ich śmierci - ta sama jakość obecności bez kształtu. Zastanawiam się czy ta forma doświadczenia to nie jest właśnie znak że dusza nie ma jeszcze ciała - więc i we śnie nie może mieć obrazu, tylko energię. Zlata, ty też mówiłeś o czymś trzymanym bez kształtu - czy u ciebie też było to ciepłe?
Czekajcie - ciepłe, lekkie, promieniujące, bez kształtu. Czy wy nie opisujecie przypadkiem czegoś co mózg produkuje w czasie ciąży albo silnego oczekiwania? Nie mówię że te sny nie były ważne - widzę że były. Ale skąd wiecie że to było dziecko a nie po prostu... nadzieja? Własna nadzieja w kształcie snu?
To jest naprawdę ważne pytanie które Jagusieńka postawiła. Znam opisy snów z ciąży niechcianej albo lękowej i faktycznie mają inny charakter - częściej są niepokojące, fragmentaryczne, z motywem ucieczki albo utraty. Ale co ciekawe, zdarzają się też relacje gdzie kobieta w silnym lęku miała sen spokojny, nieoczekiwanie kojący. Jakby coś przełamało ten lęk od zewnątrz. Czy Salomejka albo ktoś inny tu miał sny z ciąży które były niepokojące, nie tylko te ciepłe?
Runolog, tak, miałam. Jeden sen był bardzo niepokojący - śniłam że stoję przed dużymi drzwiami i nie mogę ich otworzyć i słyszę płacz za nimi. To był wcześniejszy okres ciąży i wtedy bardzo się bałam. Nie wiem co to był za sen, nie pasuje do tej narracji którą opisuję. Długo o tym nie myślałam właśnie dlatego. Ale może powinnam.
To co powiedziała Marzenka ma sens - różne warstwy. Ale mam pytanie do Salomejki bo mnie to bardzo zaineteresowało - czy te sny które nazywasz kontaktowymi i ten niepokojący z drzwiami - czułaś w nich tę samą obecność? Czy tam za tymi drzwiami też coś było? Czy to było puste?
To jest jedna z najważniejszych rzeczy jakie ktokolwiek napisał w tym wątku. Ta uczciwość Salomejki - że historia może być pisana wstecz - powinna zapaść wszystkim. Nie umniejszam tych doświadczeń, ale właśnie ta możliwość narracyjnego porządkowania po fakcie jest czymś co bardzo utrudnia weryfikację. Czy ktoś w tym wątku zapisywał te sny w czasie rzeczywistym, zanim dziecko się urodziło?
Ja nie miałam dziennika, moja mama na pewno też nie. Ale to co Salomejka napisała - że być może pisze tę historię wstecz - to jest coś o czym ja też ostatnio myślę w kontekście tego co mi mama opowiadała. Ona mówiła mi o tym dopiero jak byłam dorosła. Ile w tym było jej własnej interpretacji po wszystkich latach obserwowania mnie? Nie wiem. I trochę się boję że jak za dużo o tym myślę to całe doświadczenie się kruszy.
No dobra ale właśnie dlatego pytałam wcześniej o ten pamiętnik. Bo jeżeli ktoś zapisał sen w czasie ciąży i potem po urodzeniu może to porównać to mamy coś konkretnego. Czy naprawdę nikt tu nie miał zwyczaju prowadzenia dziennika snów w ciąży? Serio mnie to zastanawia bo to byłoby takie proste żeby sprawdzić.
I ta litera po przebudzeniu była jak coś co mam na końcu języka ale nie mogę powiedzieć. Czy komuś jeszcze się coś takiego zdarzyło - że ze snu zostaje nie obraz, nie twarz, ale właśnie jakiś fragment informacji, symbol? Jakby ktoś mi coś zostawiał do odszyfrowania.
Ta litera ze snu Ludwini otwiera zupełnie ciekawy wątek - czy przekaz od duszy przed narodzinami może przychodzić nie jako twarz albo głos, ale jako symbol albo fragment informacji, która jest niepełna celowo? Salomejka, czy twoje sny kontaktowe miały taką cechę - że coś zostało niedopowiedziane, jakby rozmyślnie?
To niepełność tych przekazów - urwane słowa, gesty, niekompletne symbole - to jest coś co pojawia się też w opisach snów kontaktowych po śmierci bliskich. Jakby przesłanie przechodziło przez medium które ma ograniczoną przepustowość. Ciekawe czy to sugeruje że forma kontaktu jest podobna niezależnie od tego czy dusza dopiero przychodzi czy już odeszła.
A może to wcale nie jest tak ważne rozróżnienie? W bioenergetyce nie mówi się że dusza dziecka jest całkowicie osobna od matki przed urodzeniem - jest połączenie energetyczne, nici astralne które możemy odczuwać jako coś zewnętrznego ale technicznie rzecz biorąc to my sami jesteśmy częścią tej sieci. Salomejka czy to możliwe że ta 'znajomość' to było właśnie to połączenie - że rozpoznawałaś część siebie która już była z nią związana?
Goplana, to jest coś nad czym siedziałam po przeczytaniu twojego posta. Nie wiem czy to połączenie ze mną czy coś osobnego ale pamiętam że to co czułam w tych snach nie czułam jako część siebie. Czułam że to jest coś innego co mnie odwiedza. Choć rozumiem że to może być właśnie ta granica której nie da się obiektywnie wyznaczyć.
To jest tak niezwykłe co tu piszecie, serio dziękuję wszystkim za ten wątek bo otwiera mnie na coś czego nie brałem pod uwagę. Ja miałem sen przed narodzinami syna w którym ktoś małego wzrostu szedł za mną przez bardzo długi korytarz i nie doganiał mnie ale szedł spokojnie, bez pośpiechu. Nigdy tego nie interpretowałem jako kontakt - myślałem że to mój lęk o nowe obowiązki. Ale teraz nie jestem pewien.
Dobra ale wróćmy do tej litery którą miała Ludwinia - napisała że ją zapisała w dzienniku. Ludwinia, sprawdziłaś już jaką wibrację numeryczną ma ta litera? Bo jeśli tak to naprawdę masz konkretny punkt wyjścia do porównania po urodzeniu. I czy to była litera z początku imienia czy z końca, bo to ma znaczenie?
