To jest odwrócenie, które pojawia się w naprawdę niewielu opisach snów i za każdym razem mnie zatrzymuje. Że nieznajoma zna ciebie, a nie ty ją. Mam poczucie, że ta kobieta to nie jest ktoś po twojej linii - to znaczy nie prababka, nie babka. Raczej ktoś, kto stał obok tej linii. Jak myślisz, Asterka?
Albo ktoś, kto był przy tym wydarzeniu, którego dokumenty nie odnotowały. Przy tym niewymienionym mężczyźnie. Asterka - czy masz jakiekolwiek poczucie, że ta kobieta z głosem i ten mężczyzna z wywróconego krzesła są ze sobą powiązani? Niekoniecznie logicznie, tylko - czy te dwa obrazy siedzą blisko siebie w pamięci?
Jeśli to ta sama historia, to masz już więcej niż myślisz. Masz dom z zewnątrz i teraz z wewnątrz, masz zapach, masz wywrócone krzesło, masz głos z imieniem i poczucie, że należą do siebie. To nie jest zbiór losowych snów - to jest coś, co ma strukturę. Czy zapisujesz je chronologicznie? Bo kolejność, w jakiej te elementy się pojawiały, może też coś mówić.
Asterka, to co napisałaś na końcu - o babci, która mogła zabrać ze sobą jakiś klucz - to mnie zatrzymało. Czy miałaś z nią relację, gdzie rozmawiałyście o rodzinie? Znaczy czy ona w ogóle wspominała coś o tych ludziach, których nie możesz odnaleźć w dokumentach?
To 'wstyd, którego nie chciała przekazywać' - Asterka, czy masz jakieś przeczucie, co to mogło być? Nie fakty, tylko odczucie. Bo sny o przodkach bardzo często trzymają właśnie te fragmenty, które były celowo milczane. I ta selekcja jest nieprzypadkowa.
Świadek ślubu, który znika - to może oznaczać, że był kimś z zewnątrz rodziny, kto miał chwilowy kontakt. Albo kimś, kogo celowo wymazano. Asterka, czy wiesz, czyj to był ślub? To znaczy które osoby z twojego drzewa brały ten ślub, gdzie on był świadkiem?
Praprababka, która mówi ci imię swojego świadka. Jeśli to ona, to ona ci coś pokazuje, nie ostrzega. Śniące przodkinie, które przynoszą imiona, w większości relacji, które znam, nie przynoszą zagrożenia - one przynoszą dowód. Jakby chciały powiedzieć: byłam, byliśmy, istniałam. Asterka, czy cokolwiek w tonie tego głosu sugerowało, że ona chce, żebyś coś zrobiła z tą wiedzą?
Da się, i to całkiem konkretnie. Są techniki pracy ze snem, które pozwalają świadomie wejść w ten sam sen i zadać pytanie. Lucid dreaming ukierunkowany na konkretną osobę. Asterka mogłaby spróbować przed zaśnięciem sformułować intencję - wrócić do tego domu i zapytać tę kobietę wprost. Nie zawsze działa za pierwszym razem, ale przy takim poziomie połączenia, jaki tu opisujesz, szansa jest spora.
Zanim wejdziemy w techniki - Asterka, mam do ciebie pytanie, które może być ważniejsze. Czy chcesz wiedzieć? Bo to co opisujesz może być otwierającym się drzwiami, ale drzwi można też zamknąć. Pytam, bo część ludzi w podobnej sytuacji odkrywała rzeczy, które były bolesne. Nie straszę - tylko pytam, czy masz w sobie gotowość na to, cokolwiek by tam było.
To zdanie o czekaniu - zanotowałam. To jest inna dynamika niż większość snów o przodkach, gdzie zwykle mówimy o inicjatywie z tej strony, czyli od śniącego. Tu mówisz, że ona jest pierwsza. Czy ten dom, który śnisz, czy on sprawia wrażenie zamieszkałego? Znaczy - są tam rzeczy, które sugerują, że ktoś tam jest na co dzień, czy to bardziej opuszczone miejsce?
Garnki na piecu i kwiaty w oknie - to są bardzo konkretne, fizyczne detale. Nie symbolika, tylko realia. Czy te kwiaty to jakiś konkretny gatunek, który rozpoznajesz? Pytam, bo moja babcia mówiła, że niektóre rośliny były w każdym domu nie bez przyczyny - pelargonie, geranium, rozmaryn - każda coś chroniła albo znaczyła.
Pelargonie babci - to musi być jakiś most. Między tym domem ze snu a domem babci. Asterka, czy twoja babcia - ta ze ziołami na strychu - mieszkała w domu czy w mieszkaniu? I czy ty bywałaś tam jako dziecko?
Pelargonie jako łącznik między domami i pokoleniami - to nie brzmi jak przypadek. W tradycji ludowej rośliny z okna były często sadzonkami z poprzedniego domu, przekazywanymi z matki na córkę. Jeśli babcia miała pelargonie, jest duże prawdopodobieństwo, że dostała je właśnie od swojej matki albo babki. Asterka - czy jest ktoś w rodzinie, kto mógłby to potwierdzić? Nawet pośrednio?
Nie wiem skąd miała. Nigdy nie pytałam, bo nie przychodziło mi do głowy, że to ważne. Teraz żałuję. Ale wiem, że jak przeprowadzała się do tego drewnianego domu, to przywiozła ze sobą tylko to, co mogła nieść. A pelargonie stały na parapecie od zawsze, odkąd pamiętam. Moja mama też miała, ale jej uschły i nie dosadzała. Ja mam. I teraz siedzę i patrzę na nie i myślę, że może nie przypadkowo je dostałam od babci przed jej śmiercią.
To jest bardzo konkretny wątek. Roślina fizycznie przekazywana przez pokolenia, ten sam gatunek w oknie z tamtego snu. Jeśli ta sadzonka rzeczywiście pochodzi z linii, która sięga tamtego domu - to masz w ręku przedmiot z bezpośrednim połączeniem. Nie symbol, nie skojarzenie, tylko coś żywego, co rosło wtedy i rośnie teraz. Asterka, czy próbowałaś kiedyś siedzieć przy tej pelargonii przed zaśnięciem i świadomie myśleć o tym domu? Nie jako technika, tylko tak - z intencją?
