Ostatnio mam taki sen, że jadę pociągiem przez puste tereny. Nie ma żadnych innych pasażerów, żadnego konduktora, tylko ja i wagony. Przejeżdżam przez stacje, ale nikt nie wsiada, nikt nie wysiada. Krajobraz za oknem zmienia się co chwilę, raz las, raz pole, raz jakieś miasto bez ludzi. I wiesz co jest dziwne? W tym śnie w ogóle mi to nie przeszkadza. Mam poczucie, że właśnie tak ma być. Że ta podróż jest celem samym w sobie, a nie żadnym dojazdem. Ktoś miał coś takiego? Co wy w ogóle myślicie o takich snach z transportem bez pasażerów?
Pociąg bez pasażerów to jeden z tych obrazów, które mnie zawsze trochę zatrzymują. Sam miałem podobny sen jakieś dwa lata temu, tyle że u mnie był tramwaj. Jeździłem w kółko po trasie, która nie miała końca. Nie byłem ani spanikowny, ani szczęśliwy. Po prostu byłem. Zastanawiałem się potem, czy to nie jest symbol jakiegoś etapu, gdzie idziesz do przodu, ale jeszcze nie wiesz po co ani dla kogo. Takie zawieszenie między decyzjami. A u ciebie ten krajobraz się zmieniał, bo zmieniałaś tor myślenia o czymś w tamtym czasie?
Nie przesadzasz wcale. Ten motyw pustego pociągu jest w snach dość rzadki i zawsze mnie jak go ktoś opisuje to myślę o jednym: kto prowadzi ten pociąg? Bo jeśli nikogo nie ma też w kabinie maszynisty, to jest zupełnie inne znaczenie niż jak jest kierowca ale pasażerów nie ma. Czy widziałaś maszynistę?
Ten brak niepokoju przy pustym pociągu jest kluczowy. W snach nasze ciało emocjonalne reaguje bardzo precyzyjnie. Jeśli pustka nie budzi lęku, tylko spokój albo neutralność, to nie mamy do czynienia z poczuciem izolacji czy opuszczenia. To zupełnie inne terytorium sennego symbolu. Pustka tutaj może być oczyszczeniem przestrzeni, zrobieniem miejsca na coś, co dopiero ma przyjść. Ale mam pytanie do całej dyskusji: czy ktoś z was miał wersję tego snu, gdzie pociąg w końcu się zatrzymał na jakiejś stacji? I co tam było?
Ja miałam sen z pociągiem, ale nie byłam w środku, stałam na peronie i patrzyłam jak jedzie i nie zatrzymuje się. Nie wsiadłam. Czy to jest w ogóle zbliżone do tego co wy opisujecie, czy to już inny symbol?
Słucham was i mam takie naiwne może pytanie, ale czy pociąg w ogóle musi być pociągiem? Znaczy, czy nie mógłby to być jakiś symbol na zupełnie coś innego, tylko sen ubrał to w formę pociągu, bo taki obraz był nam dostępny? Bo jak śni mi się coś dziwnego to zawsze myślę, że może forma jest przypadkowa, a ważne jest uczucie.
Zgadzam się z Teofilką co do torów. Pociąg jako symbol ograniczonej trajektorii to stary motyw w onirologii. Ale chcę dodać coś o tej pustce, bo jest tutaj kilka warstw. Pusta przestrzeń wagonów może symbolizować albo wolność od cudzych oczekiwań i spojrzeń, albo odcięcie od wspólnoty na czas tej konkretnej fazy. Jedno jest bardzo pozytywne, drugie może być ostrzeżeniem. I właśnie dlatego pytanie Teofilki o maszynistę jest tak ważne. Jak ktoś prowadzi, choćby niewidzialny, masz zakotwiczenie. Jak nikt, to zupełnie inna rozmowa.
Czytam i myślę o swoim śnie sprzed jakiegoś czasu. Też byłam sama w pociągu, ale u mnie był jeden inny człowiek, odwrócony tyłem, daleko w wagonie. Nigdy się nie odwrócił. Czy to jest jakiś strażnik tej podróży, czy może część mnie samej?
To co Mietowa opisuje to jeden z najbardziej poruszających typów towarzysza w snocie. Obecność, która nie ingeruje, ale jest. W tradycji sufickiej takich sennych towarzyszy nazywano świadkami. Nie uczestniczą, nie pomagają, po prostu są jako milczące potwierdzenie, że twoja podróż jest widziana. Nie wiem czy to ma zastosowanie tutaj, ale to uczucie, że ktoś wie i szanuje, jest bardzo charakterystyczne właśnie dla tej kategorii.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może bardziej dosłowne. Czy ktoś z was uważa, że takie sny o pustym pociągu mogą być po prostu echem jakiegoś stresującego doświadczenia z dzieciństwa, jechania samemu, zgubieniu się na dworcu? Nie podważam że mają głębsze znaczenie, ale czy nie zaczyna się to od czegoś konkretnego i potem nabiera symboliki?
Tak bardzo dużo mi dacie do myślenia. Wróciłam do tego snu w głowie kilka razy czytając wasze posty. I zdałam sobie sprawę, że w tym śnie nigdy nie pytam, gdzie jadę. W ogóle mnie to nie interesuje. Czy to jest ważne?
To że nie pytasz gdzie jedziesz jest bardzo ważne i naprawdę się cieszę, że to zauważyłaś. To nie jest detal. To jest serce tego snu. Większość snów podróżnych kręci się wokół celu, destinations, dojechania lub niedojechania. Twój jest zbudowany inaczej. Podróż jest wszystkim. Cel nie istnieje albo jest nieistotny. To mi mówi o bardzo specyficznym stanie duszy, takim, w którym coś w tobie rozumie, że teraz liczy się proces, nie wynik.
Nie wiem jak to nazwać... To nie był spokój taki ciepły. Bardziej taka zawieszona neutralność. Jakbym była zawieszona w bańce. Nie spokój, nie strach. Coś pomiędzy. Czy to w ogóle ma jakieś znaczenie w interpretacji?
Ta zawieszona neutralność to jest bardzo specyficzny stan i owszem ma znaczenie. Ja go znam, bo miałam podobne uczucie w snach kiedy szłam przez bardzo długi korytarz. Nie strach, nie ulga. Jakby czas stanął. Może to jest właśnie ten moment przed decyzją, jeszcze nie tu i nie tam? Pomiędzy stacjami dosłownie i metaforycznie.
Sny bardzo często zaczynają się w środku sytuacji, bez wejścia i bez wyjścia z kontekstu. To co opisujesz, że zawsze już jechałaś, to jest ważna informacja. W niektórych tradycjach interpretacyjnych taki brak początku oznacza, że ta podróż jest archetypiczna. Nie twoja konkretna sytuacja życiowa, ale coś głębszego, co dusza nosi od dawna. Ale chcę się upewnić, bo to dużo zakładam. Mietowa, ty jak zaczynał się twój sen z tym człowiekiem odwróconym tyłem? Też bez początku?
To ciekawe, że obydwie nie pamiętają początku. Zastanawiam się czy to nie jest wspólna cecha tych snów pociągowych. Że one nie mają dramatycznego wejścia, bo cały sens jest w trwaniu, nie w zdarzeniu. Może dlatego tak trudno je opisać po przebudzeniu? Bo nie ma punktu zaczepienia na osi czasu.
Słuchajcie, mam pytanie może bardziej z boku. Czy ktoś z was próbował w takim śnie specjalnie wyjść z wagonu? Albo otworzyć okno, wyskoczyć? Ciekawi mnie czy ta podróż jest do wyboru czy nie. Bo jeśli masz poczucie, że możesz wysiąść ale nie chcesz, to zupełnie inna sprawa niż jeśli czujesz, że nie ma opcji zejścia.
No widzisz, to jest bardzo wymowne. Nie bałaś się wyjść i nie chciałaś wyjść. To znaczy że coś w tobie naprawdę chce tej podróży. Nie utknęłaś, wybrałaś. To diametalnie inna energia niż w snach o zamknięciu, o niemożności wydostania się.
A ja wciąż myślę o tym, że stałam na peronie i patrzyłam jak jedzie. Kajus napisał wcześniej, że to o możliwościach których nie biorę. Ale co jeśli to nie był mój pociąg i właśnie dobrze zrobiłam że nie wsiadłam? Jak w ogóle można to rozróżnić we śnie?
Stacje były, ale takie trochę nierealne. Raz jakiś mały drewniany przystanek, raz coś jakby wielka hala, ale pusta. I pociąg albo zwalniał trochę, albo przejeżdżał przez nie nie zatrzymując się. Nigdy nie wychodziłam. Nazw nie było, przynajmniej ich nie widziałam. A może były ale nie patrzyłam?
Jak tak piszesz, to... no właściwie tak. Niedawno skończyłam jedną ważną sprawę i nie wiem jeszcze co dalej. Ale nie powiedziałabym, że to mnie niepokoi. Właśnie tak jak ten pociąg, jestem gdzieś pomiędzy i chyba to mi pasuje. Czy to zdrowe z punktu widzenia tych snów?
Pytanie czy to zdrowe jest trochę nie z tej bajki, ale rozumiem co masz na myśli. Ta neutralność w czasie przejścia to nie jest problem, to jest stan. W wielu tradycjach duchowych liminalne momenty, czyli właśnie te progi między etapami, mają osobną wartość. Pociąg bez nazw stacji pasuje do tego idealnie. On nie mówi ci dokąd, bo ty sama jeszcze nie wybrałaś.
Ta sterylna hala to mnie coś przypomina. Miałam raz sen o szpitalu, który był za czysty i dokładnie to samo uczucie, że coś jest nie tak bo jest za porządnie. Jakby ktoś usunął wszystkie ślady obecności ludzi. Czy w tym pociągu w ogóle były jakieś ślady po innych pasażerach? Czasopismo na siedzeniu, cokolwiek?
Wagony jak nowe, hala bez śladów obecności, stacje bez nazw. Mam wrażenie, że ten sen jest o czymś bardzo konkretnym, o przestrzeni, która istnieje tylko dla ciebie. Jakby rzeczywistość ze snu została stworzona na tę jedną podróż. To mnie bardzo pociąga jako obraz.
No dobra, ale ja wciąż mam z tyłu głowy jedno pytanie. Mówiłaś że pociąg jechał, zwalniał, mijał stacje. Ale kto nim kierował? Czy był maszynista? Czy zastanawiałaś się w tym śnie skąd ta maszyna wie gdzie jedzie?
Mnie to przypomina trochę sen o rzece. Wsiadasz do łódki i płyniesz, ale rzeka sama niesie. Nie wioślujesz, nie sterujesz, tylko ufasz nurtowi. Pociąg bez maszynisty może być tym samym obrazem. Pytanie do Klementynki, czy czujesz w życiu, że coś cię gdzieś prowadzi, ale nie wiesz kto ani co?
Może... ostatnio kilka rzeczy ułożyło się samo bez mojego planu. I właśnie nie wiem czy to dobrze czy źle. Nie mam poczucia, że straciłam kontrolę, bardziej że puściłam ster trochę. Czy to może być to?
