Muszę opisać coś, co mnie ostatnio kompletnie wybiło z rytmu. Śniło mi się, że przytulam koleżankę — nie konkretną, taką trochę rozmytą, ale znajomą w tym śnie. I w momencie, kiedy ją objęłam, poczułam coś zupełnie obcego. Jakby fala czegoś ciężkiego przeszła przez klatkę piersiową — smutek, ale nie mój. Absolutnie nie mój, bo przed snem byłam w dobrym nastroju. Przez chwilę we śnie miałam świadomość, że to jej uczucia, że przenika coś z niej do mnie. Obudziłam się z tym ciężarem i minęła dobra godzina, zanim to ze mnie zeszło. Czy ktoś miał coś podobnego? Zastanawiam się, czy to coś w rodzaju empatii astralnej, czy po prostu mój mózg coś sobie wymyślił.
To co opisujesz z tą falą przez klatkę piersiową — to dla mnie bardzo charakterystyczne. Czakra serca podczas snu może być znacznie bardziej otwarta niż na jawie, kiedy mamy wszystkie swoje blokady i tarczę codzienności. A podczas snu te ochrony po prostu opadają. Pytanie do ciebie: czy ta koleżanka ze snu miała jakiś konkretny wyraz twarzy, czy była raczej neutralna? Bo czasem takie duchy emocji, nazwijmy je umownie, nie mają konkretnej tożsamości — są po prostu nośnikiem pewnego stanu.
Ja miałam coś podobnego, tylko odwrotnie. Śniło mi się, że to ja byłam tą przytulającą i czułam, jak z tej osoby wylewają się złość i coś bardzo gorzkiego. Pamiętam, że we śnie odsunęłam się, bo fizycznie mi było gorąco od tego kontaktu. Obudziłam się z sercem walącym jak szalone. Przez długi czas myślałam, że to moje własne emocje, które śnię, ale teraz coraz bardziej skłaniam się ku temu, że we śnie dotykamy cudzych pól energetycznych bardziej bezpośrednio niż na jawie.
Moim zdaniem to klasyczna empatia energetyczna i najczęściej znaczy, że masz otwartą czakrę serca i absorbujesz energie innych. We śnie aura jest niechroniona, więc jeśli jesteś empatką, we śnie wchłaniasz po prostu wszystko jak gąbka. Polecam pracę z ochroną auralną przed snem — wizualizacja białego światła, kokon z intencją.
Pojawiło się tu ważne rozróżnienie. Jest różnica między tym, że śnimy emocje niezidentyfikowanej postaci — co może być projekcją cieni z podświadomości — a tym, że śnimy konkretną osobę i odbieramy jej stan emocjonalny, który potem weryfikujemy w rzeczywistości. Pierwsze jest bardziej jungiowskim cieniem, drugie brzmi jak coś, co można by nazwać kontaktem astralnym. Który z tych przypadków tu mamy?
To co opisujecie — ta fala przez klatkę piersiową przy dotyku — jest w tradycjach pracy z polem astralnym opisywane jako penetracja ciała emocjonalnego. Podczas snu ciało astralne nie ma tej samej szczelności co na jawie. Przy kontakcie fizycznym we śnie — a przytulenie jest bardzo bezpośrednim kontaktem energetycznym — dwie sfery emocjonalne mogą się przeniknąć wzajemnie. Pytanie jest inne: czy po przebudzeniu te emocje stopniowo odpuszczały same, czy wymagały jakiegoś świadomego gestu żeby się od nich uwolnić?
A ja się zastanawiam, czy to nie jest zwykłe wchłoniecie czyjejś energii — i czy takie coś może mieć konsekwencje długoterminowe. Bo fajnie poczuć emocje kogoś i porozmawiać o tym, ale co jeśli takie nocne przejęcie zostawi ślad? Czy to można 'nabrać się' czyjejś ciemnej energii podczas snu przez samo przytulenie?
Spokojnie z tymi blokadami, bo tu już wchodzimy w opowieści bez żadnego gruntu. Jedno doświadczenie z przejęciem emocji we śnie to nie powód do strachu przed nocnymi przytuleniami. Mnie bardziej interesuje to, czy ta emocja była tylko emocją, czy za nią szły jakieś obrazy, doznania cielesne, coś konkretnego. Bo emocja bez treści to jedno, a emocja z informacją to już coś innego.
Słucham was i mam takie pytanie — bo sama miewam sny, w których dotykam kogoś i też czuję coś nienależącego do mnie — czy jest jakiś sposób żeby przed snem 'zamknąć' tę wrażliwość? Nie chcę być nieczuła, ale czasem te emocje z cudzych snów, jeśli tak to można nazwać, mnie wyczerpują. Czy jakaś intencja przed snem wystarczy?
A czy to dotyczy tylko snów z ludźmi, których znamy, czy też tymi obcymi postaciami ze snu? Bo mnie się śnią kompletnie anonimowi ludzie i czasem też czuję jakieś emocje przy kontakcie z nimi — czy to też jest jakiś rodzaj wymiany, czy raczej mój własny sen produkuje te emocje sam z siebie?
Czytam cały wątek i mam jedno praktyczne pytanie do autorki tematu: czy ta postać ze snu robiła cokolwiek żeby ci te emocje przekazać, czy to był bierny kontakt? Bo coraz bardziej myślę o tym, że w snach z przytuleniem jest coś, co trudno zignorować — ten kontakt ciała do ciała jest chyba najintymniejszy z możliwych i może właśnie dlatego działa tak silnie energetycznie.
To jest właśnie najciekawsze w tym, co opisujesz. Bierny nadawca, aktywny odbiorca — albo może nie 'aktywny', ale po prostu przepuszczający. Zastanawiam się, czy w takim układzie to ty inicjujesz przepływ, czy on dzieje się sam tylko przez zbliżenie.
Zastanawiam się, czy nie mieszamy tu dwóch różnych kwestii. Jedno to ochrona energetyczna przed snem, drugie to sama natura tego, co autorka opisuje. Bo nadal nie mamy odpowiedzi na pytanie, czy te emocje w przytuleniu są czymś zewnętrznym — z tej postaci, realnym transferem — czy są jej własne i tylko przez sen dostaje dostęp do czegoś, co już w niej siedzi.
To pytanie siedzi mi w głowie od początku tego wątku. Bo te emocje czułam jako cudze — ale skąd właściwie wiem, że były cudze? Może to rzeczywiście coś, co nosiłam w sobie, a sen dał mi po prostu formę, przez którą mogłam to odczuć z zewnątrz, jakby poza sobą?
U mnie było odwrotnie i dlatego ta rozmowa tak mnie wciąga — u mnie emocje po przytuleniu czułam jako zdecydowanie zewnętrzne, bo były jakościowo inne niż moje. Nie pasowały do mojego stanu sprzed zaśnięcia ani do tematu snu. Jakby ktoś nagle wrzucił do mnie coś obcego.
Słucham i mam takie pytanie do wszystkich, bo trochę gubię się w tym wątku — czy wy rozróżniacie empatię we śnie od czegoś, co mogłoby być prawdziwym kontaktem z czyjąś duszą? Bo czytam tu o transferach energii i polach astralnych, ale mnie się śnią konkretne osoby i ich bóle, i za każdym razem okazuje się, że coś przeżywają.
A czy to nie jest trochę tak, że bliscy ludzie po prostu są ze sobą połączeni i to połączenie jest zawsze aktywne — tylko we śnie mamy do niego dostęp, bo w dzień jest za dużo szumów? Bo mi się wydaje, że to nie jest żaden transfer, tylko odczytanie czegoś, co już istnieje.
To co napisałaś o połączeniu, które jest zawsze aktywne — to mi bardzo pasuje, ale zaraz, nie, właśnie miałam nie używać tego słowa. Chodzi mi o to, że mam wrażenie, jakby sen był jak nagłe wyciszenie wszystkich zewnętrznych sygnałów i nagle słychać to, co zawsze tam było. Ale to by znaczyło, że emocje, które odczuwamy w przytuleniu, nie przychodzą z zewnątrz — tylko my sami w końcu mamy na tyle ciszy, żeby je usłyszeć. Czy to nie zmienia całej rozmowy o transferze energii?
Właśnie to jest najtrudniejsze do opisania. Ten smutek w tym śnie był jakby za duży na mnie — za ciężki, za stary, nie wiem jak to powiedzieć. Mój smutek ma jakiś kształt, do którego jestem przyzwyczajona. A ten był inaczej skrojony. Ale rozumiem, że to brzmi kompletnie nienaukowo i każdy może mi powiedzieć, że to po prostu inna warstwa własnych emocji.
